środa, 6 sierpnia 2014

Ostatnia jednorazówka Katarzyny Frank

Chciałabym móc stwierdzić, że z OneNightStandów się wyrasta. Tak jak z koszulek z nadrukami, z malowania paznokci na czarno, z jeansów, ze sztucznej biżuterii, z noszenia brokatu na twarzy, z Briana Molko i trzymania się za ręce. Gdy poprzez nabieranie seksualnej pewności siebie nie jesteś w stanie znieść przemocy ukrytej w jednorazowym seksie, zdajesz sobie sprawę,  że masz większe prawdopodobieństwo wygrać milion w totka niż uniknąć sytuacji gwałtopodobnej z jednorazówką. Jednak wyrastanie z czegoś oznacza wrastanie w coś innego. Coś co mogłoby zastąpić puszczanie się na lewo i prawo, coś o wzorze chemicznym podobnym do adrenaliny, coś co pasowałoby kolorem do spektakularnego szacunku do siebie samej, który z takim trudem wychodowałaś podczas niezliczonych walk of shames i przeróżnych konfiguracji standów, wielo czy jednorazówek. Jestem ostatnią osobą po której spodziewałybyście się pochwały monogamii. A jednak. Najwyraźniej w seksualnym układzie najlepiej się sprawdza mono. Czyli jeden na jeden. Gdzie jeden plus jeden równa się jeden, nigdy zero. Sam na sam. Z samą sobą. Czasem wolę być soloseksualna. 

Przyznaję, byłam zagorzałą orędowniczką jednorazówek. Byłam w stanie polecić jednorazówkę jako najlepsze lekarstwo na chandrę, migrenę czy otyłość. Zaprzyjaźnionym dziewczętom niestrudzenie powtarzałam; " Jeśli chcesz uprawiać seks po prostu wyjdź z domu. Nie ma nic łatwiejszego niż seks. Wypij drinka, może dwa, może wcale, namierz cel i przeleć go. Zobaczysz, jak tylko wyskoczysz z ciuchów przed nieznajomym, jak tylko przekonasz się, że bycie pożądaną nie wymaga żadnego wysiłku, wystarczy mieć parę cycków, twoja deprecha, ból glowy czy wyimaginowana opona na brzuchu znikną." I dalej w to wierzę. Wierzę, że o ile nie szuka się w ten sposób miłości czy akceptacji, popłynięcie z jednorazową falą może być świetną zabawą. Można nauczyć się czegoś nowego i czerpać dodatkową satysfakcję z adrenalinowego kopa. Nie musisz golić nóg ani strzyc bobra, nie musisz zakrywać rozstępów i możesz wreszcie pozwolić rozbujać się swoim cyckom na całego. A potem możesz ubrać się, pojechać do domu, zmówić pizzę, którą nie musisz się dzielić i spać do późnego popołudnia w pościeli, której nie musisz zmieniać. Jedyną korzyścią z jednorazówki jest to, że nie musisz się tak bardzo starać. Brak monoerotycznej nadziei i brak konieczności inwestowania w kogoś, sprawia, że nie musisz już udawać porządnej dziewuszki. Możesz się wreszcie wypiąć, poprosić o dodatkowy palec w tyłku i nie przejmować się czy wibrator, którym właśnie operujesz na łechtaczce zagraża jego/jej potencji czy nie. I to na pierwszej (i ostatniej) randce. Zazwyczaj musisz czekać trzy miesiące zanim społecznie wymuszona pruderia pozwoli Ci wspomnieć kochankowi, że w ogóle masz odbyt. Zazwyczaj musisz dawkować, starać się, stosować metodę małych kroków lub drobnych przekupstw. W przypadku jednorazówki możesz mieć wszystko co chcesz i nawet nie musisz o to zbytnio prosić, po prostu robisz to. Łatwo jest sprowadzić jednorazowego partnera do poziomu gadających ( lub nie ) genitaliów i wykorzystać sytuację... Chwila, chwila. Wykorzystać? Czy to przypadkiem nie jest już przemoc? Czy zawsze możemy mówić o zgodzie na wszystko co się w obrębie jednorazówki dzieje? Szczególnie gdy w grę wchodzi alkohol, a w tym przypadku alkohol to jest najłagodniejsza z okoliczności łagodzących.

Gdy zastanawiam się nad jednorazówkami nie mogę się oprzeć wrażeniu, że cała rewolucja seksualna pokazała pokoleniu seksualnie wyzwolonych kobiet wielkiego faka i skopała nam tyłki. Wychowana na Seks w wielkim mieście, The L word i sex thrillerach lat dziewięćdziesiątych czekałam tylko kiedy będę wreszcie na tyle dorosła, że będę potrafiła wyrwać jakieś ciacho w barze i pójść z ciachem do łóżka, bez zakochiwania się. Uprawiać seks dla samego seksu. Całe stado moich około rówieśniczek, z pokolenia przed internetowym pornem, jako jedne z pierwszych jest zdolne do uprawiania seksu nie emocjonalnego. Cmokamy na młodsze tygrysy, komentujemy tyłki i penisy w oderwaniu od ich właścicieli, używamy władzy żeby ktoś wylądował z głowa miedzy naszymi nogami, bez nadziei na wzajemność. Potrafimy być mizoginistycznymi seksistowskimi świniami i bardzo nas to podnieca (trochę jak ostentacyjne palenie cygar). Problem polega na tym, że seksualność Samanthy Jones potrzebuje odpowiedniego partnera. Kogoś z kim seks można w sposób radosny, bezpieczny i obrzydliwie wyuzdany uprawiać. I tutaj pojawia się problem. Okazuje się, że trochę wystrzeliłyśmy przed szereg i zostałyśmy z nowoczesna seksualnoscią całkiem same. Nasze jednorazówki owej pokoleniowej metamorfozy wcale nie przeszły i nawet w najmniejszym stopniu nie dorastają do naszych oczekiwań. Przypadkowe przygody w dalszym ciągu chcą uprawiać samolubny seks penetracyjny bez prezerwatywy, a niezmordowanie i entuzjastycznie wyliżą cipkę jedynie dziewczynie, z która chcą chodzić. W dalszym ciągu trafiamy na pościelowe księżniczki, które nie potrafią zlokalizować łechtaczki, żadnej, ani cudzej, ani własnej, ale zapłaciły za taksówkę do twojego domu w nadziei, że im wszystko nie tyle pokażesz, co za nie zrobisz. Zanim się obejrzysz, zostajesz uwięziona za zamkniętymi drzwiami z miłośnikiem porno wygibasów pozbawionych czułości. I my, drogie dziewczęta, zamiast te drzwi wywarzyć solidnym kopniakiem, potulnie na owe wygibasy pozwalamy, i jeszcze do tego udajemy, że się nam to podoba.

Jamesa poznałam przez znajomych znajomych, jak to zwykle bywa. W moim wieku, w obowiązkowej koszuli w kratę, ładnie zbudowany i bez brody. Podekscytowany pokazywał mi aplikację, którą sam zaprojektował. Pozwala obejrzeć prawie każdy walijski kamping na panoramicznym zdjęciu i złożyć natychmiastową rezerwacje. Śmiałam się gdy opowiadał mi historyjki o odganianiu krów podczas robienia filmików za pomocą ajpada. Ostentacyjnie wyśmiałam go gdy przyznał się, ze gdy był w Nowym Jorku jeden dzień poświecił na wycieczkę tropami The Girls. Powinnam była już wtedy brać nogi za pas. Za kilka dni dostałam od niego smsa. Miał dwa bilety na koncert Betty Who na hoxton. Odpisałam że super, że postawię mu w zamian drinka po i wreszcie się dowiem jakich produktów do włosów używa wokalistka. Prawda była taka, że minął miesiąc odkąd wyszłam z poliamorycznego trójkąta. Miesiąc świetnego seksu z samą sobą, ale... zaczynało mnie już trochę swędzieć. 

Wylądowaliśmy w jednym z barów na shoreditch, który miał promocje dwa pięćdziesiąt za butelkowanego Brooklyn lagera. W tych mniejszych butelkach. Pomyślałam, że to dobrze, przynajmniej zachowam umiar. Władowałam w siebie sześć, nie licząc drinków przed i w trakcie koncertu. Rozmawialiśmy o jego freelance karierze, rozmawialiśmy o mojej freelance karierze i o tym jak wszyscy w Londynie robią teraz freelance karierę. Potem zaczęliśmy wymieniać najbardziej kiczowate brit popowe piosenki. Najpierw zaczął trzeć swoim kolanem o moje. Potem gdy właśnie wymądrzałam się na temat szkodliwości mainstreamowej pornografi i wymachiwałam siódmym Brooklyn lagerem, pocałował mnie. Z językiem. Ni stad ni zowąd. Baaaaam. Rok randkowania z Anglikami dobrze przygotował mnie na taką sytuacje. Tak wygląda angielski flirt. Nigdy nie rozmawiasz o niczym prywatnym, nie wspominasz o seksie, nie pytasz co się stało z twoją ostatnią dziewczyna i czy jesteś teraz singlem. Pierdolisz kilka godzin o serialach, filmach i alkoholu, a potem baaaam, jeśli się sobie podobacie zaczynacie się całować i idziecie do łóżka. Jeśli nie, on odprowadza cię do metra gdzie dostajesz really mean hug i zostajecie najlepszymi kumplami. W obu przypadkach nie zobaczysz delikwenta już nigdy więcej. Jest też trzecia wersja, w której całujecie się gdy on odprowadza cię do metra i nie idziecie razem do łóżka, ale to oznacza, że będziecie ze sobą chodzić. 
Ostatnie co pamiętam z baru na shoreditch to, że James mieszka na dalston czyli mniej więcej w pobliżu, a na Brixton, gdzie ja mieszkam, jest za daleko i że będzie się zachowywał jak prawdziwy gentleman. Gentleman my ass. Wydobywa mnie z ciuchów jeszcze zanim udaje mi się zdjąć buty. Tracę trzy guziki od sukienki. Po sesji całowania i dotykania się wszystkim wszędzie, wreszcie wskakuję na niego i zaczynam kręcić biodrami. Czekam. On zakłada ręce za głowę i też czeka. Czekamy tak sobie przez parę minut. Czuje jak cycki zaczynają mi powoli opadać, podniecenie zresztą też. Wreszcie James łapie mnie za biodra, pomagając mi unosić się i opadać. 
- Muszę teraz bardzo uważać żeby cię nie zerżnąć. - mówi
- Możesz to zrobić. Tylko zabezpieczmy się.
- Eeee, nie mam gumek. 
- Eeee, ja mam.
- Eeee, nie lubię gumek. Naprawdę. Mam kondomofobię. Jak tylko założę to mi opadnie.
Wywracam oczami i walczę chwile by zejść z niego. Trzyma całkiem mocno i przekonuje mnie mrucząc, że ma całkiem niezły timing, ma ptaka pod kontrolą. Nawet nie podejmuję dyskusji, tylko kładę sie obok. Biorę jego na wpół twardego penisa w dłoń i przesuwam się jeszcze niżej.
- Możemy się pobawić inaczej... - zachęcam już oblizując usta i próbując zlokalizować najbliższą szklankę wody. 
- Eee wiesz, to chyba nie zadziała. Za dużo wypiłem, poza tym zwaliłem sobie przed wyjściem z domu.
Muszę mieć naprawdę suczy wyraz twarzy, bo James wreszcie unosi się i całuje mnie. Pół palcówka i ssanie sutków podpowiadają mi, że koleś ma jakiś chytry plan. Próbuje mnie zdekoncetrować, odwrócić moją uwagę od czegoś co wydarzy się niespodziewanie. Gdy czuje jego język na łechtaczce staram się pozostać czujna. To jest niedbała i kompletnie amatorska minetka. Dziabie mnie językiem na oślep. Staram się pokierować jego głowa i podstawiam się pod pół palcówkę, ale musiałam źle trafić, bo jego wilgotna dłoń ląduje na moim tyłku. Wydobywa się ze mnie zaskoczone jękniecie, które on źle interpretuje, bo przewraca mnie na brzuch i już czuję jego nagle mega twardego ptaka w okolicy rowka. Ptak jest nieustraszony i zaczyna się na sucho wwiercać do środka. Odwracam się z wielkim, neonowym wtf??? w oczach.
- Spokojnie kotku. Do tego nie potrzebujemy gumy.
Kotek nie jest spokojny. Kotek syczy "chyba cię pojebało", wyskakuje z łóżka i zaczyna się ubierać. James wydaje się zaskoczony.
- Tak właściwie to po co tutaj przyszłaś?
- Na pewno nie po to żeby ktoś mnie zerżnął bez gumy. W tyłek. Powinieneś wytatuować sobie kondomofob na czole, zanim jakaś mniej cierpliwa laska ode mnie wyskrobie ci gwałciciel na ptaku.
- Nie przesadzaj. Nie jestem...
Wychodzę trzaskając drzwiami tak by pobudzić sąsiadów i współlokatorów. Przede mną niewykonalne zadanie złapania taksówki na dalston w środku nocy. Jak nic wybule z pięćdziesiąt funtów za powrót na południe, ale lepsze to niż choćby minuta dłużej w towarzystwie tego fiuta. Za głupotę się płaci. Zapalam dunhilla, zaczynam się chichotać, chociaż nie ma z czego się chichotać. Jestem w ciemnej dupie i nie ma żadnych wątpliwością, że miniona sytuacja jest niczym innym jak próbą gwałtu. Gdybym była bardziej pijana, gdybym z powodu strachu, zachamowań nie potrafiła rozegrać sytuacji, gdybym była trochę młodsza i nie miała kasy na taksówkę do domu, gdybym uważała, że wzwód sam w sobie stanowi wspaniały komplement i obliguje mnie do uczestnictwa w czymkolwiek, gdybym zasnęła...

Następnego dnia biorę dzień urlopu w pracy, robię paznokcie i kupuje sobie w nagrodę kolację w nandos i niebieski wibrator. Skończyłam z jednorazówkami. O jedną taką sytuacje za dużo. Wole już samogwałt do usranej, samotnej śmierci i pożarcie przez stado dzikich lisów, niż przejść przez to raz jeszcze. To już trzecia taka sytuacja w moim życiu. Z każdą sytuacją staję się mądrzejsza. Zawsze próba gwałtu związana jest z użyciem zabezpieczenia i nadużyciem alkoholu. Boje się, że kiedyś naprawdę nie będę mogła się bronić, będę się bała wstać i wyjść, że ktoś może być ode mnie silniejszy. Skoro jednorazówki nie wliczają się do poszukiwania miłości, ani nie dają ci radosnego, wyuzdanego seksu, skoro w dalszym ciągu obowiązkowa, entuzjastyczna minetka zarezerwowana jest dla laski, która nie traktuje cię jak obiekt seksualny, skoro jestem już za stara żeby wierzyć w cuda takie jak orgazm pochwowy... Wole już wibrator, termofor i Jacka White'a na Cumberbatchu. Będę dbała o to, żeby dostatecznie wcześnie powiedzieć nie, żeby nie czekać do ostatniej chwili. Na idealny świat muszę jeszcze trochę poczekać, na świat w którym na NIE nigdy nie jest za późno.

Mam też nadzieję że moja ostatnia jednorazówka nie poszła na marne. Że następnym razem ty też będziesz miała odwagę wstać, wyjść i trzasnąć drzwiami, gdy tylko on skrzywi się na widok prezerwatywy. Nie dając przyzwolenia na takie zachowanie dbasz i o siebie, i o inne dziewczęta. I nie jest istotne, że co prawda słyszałaś o gwałcie na randce, a przygoda na jedna noc to nie randka. Tylko ty decydujesz kiedy i na co masz ochotę. Nie jesteś nikomu nic dłużna, nie masz żadnych erotycznych obowiązków z racji bycia kobietą. Masz prawo do własnej seksualności, innej od tej z którą jesteś w łóżku. Możesz nie lubić analu, możesz nie połykać, możesz nie lizać nieogolonych cipek, a jeśli komuś to się nie podoba, niech spada na bambus. Jeśli dziewczęta nie zaczną plecami odwracać się do łóżkowego egoizmu, to nigdy wyrosną na Samanthę Jones. Następnym raazem gdy jakiś głupi fiut czy cipa będą próbowali wsadzić coś tam gdzie nie masz na to ochoty, pomyśl co by zrobiła na Twoim miejscu Katarzyna Frank.