piątek, 8 marca 2013

DESER KASI PEPPER

Zazwyczaj pomiędzy trzecim a dziewiątym dniem marca ukazuje się jakaś krótka forma z Kasią Pepper jako główną bohaterką. Tak by uczcić trzy po trzy Franciszkowe święta, które kryją się w tym krótkim przedziale czasu. Na razie planuję dwie części, ale może odgrzebana w przepastnym, zapominanym, pepperowym archiwum miniaturka spuchnie i urośnie... 
więc
so 
did you miss Katie Pepper?




CO KASIA PEPPER ODNALAZŁA W KIESZENI DESEROWEGO KSIĘCIA?
[1]
  
Kasia Pepper wślizgnęła się do słabo oświetlonej biblioteki. Miodowo żółte światło dawało przyjemne wytchnienie po szkarłatnych ciemnościach Sali Jadalnej i blasku kominka w Sali Klubowej. Niczym pretensjonalna bohaterka romansu, który dawno wyszedł z mody, Kasia oparła się o wygaszony kominek, rozpościerając ramiona i opierając rozpalone czoło o marmurowy wykusz. Potrzebowała chwili samotności, zmęczona ukrywaniem rumieńca. Zmęczona zmaganiem się z falami podniecenia, które uderzały o wszystko co miała między nogami, w nieustającym przypływie.
Kolacja była niezmiernie męcząca. Nie patrzenie na Iddiego Childisha było męczące. Uprzejme odpowiadanie na wszystkie prozaiczne pytania było męczące. Ignorowanie tego jaki był wkurzający, zarozumiały i beznadziejny, było bardzo męczące. Miał się za lepszego od nich wszystkich. Może i przeczytał więcej książek, był staranniej wyedukowany niż Kasia Pepper, pewnie umiał jeździć konno i miał fundusz powierniczy, ale i tak, w każdej sytuacji, miała nad nim przewagę. Była seksualnie wyzwolona, pewna siebie i swojego ciała. Nie krępowały ją żadne konwenanse, żadne wysokie pochodzenie, mogła być sobą, agresywną i nieustraszoną. Kasia Pepper pochodziła z zaplecza wszelkiej klasy. I pewnie gdyby Childish wyglądał inaczej, gdyby inaczej układał swoje spojrzenie, gdyby nie podnosił tak często dłoni by gładzić swój gęsty wąsik nad pulchnymi, idealnie wysklepionymi wargami, gdyby nie był tak fantastycznie, onieśmielająco płomiennie rudy, Kasia mogłaby cały wieczór pastwić się nad jego sztywniactwem i prowokować do tego by robił z siebie idiotę. Tymczasem mogła tylko patrzeć w swój talerz i walczyć z utrudnionym przełykaniem, modląc się by dekolt sukienki nie okazał się na tyle zdradziecko głęboki, by ukazać czerwone, nerwowe plamki kwitnące na białej skórze szyi. Musiała tylko dotrwać do deseru. Zatapiała umysł w myślach niezbędnych do przetrwania. Myślała o czekoladzie i kremowych ciastkach, którymi wypcha sobie usta. Marzyła o cukrze, który uspokajającą falą popłynie w jej żyłach. Insulinowe uderzenie zagłuszy wiercenie się łechtaczki. Pobudzane ślinianki będą produkowały całą wilgoć, która teraz wyciekała z pulsującej cipki. Za stołem Childish siedział dokładnie naprzeciwko Kasi Pepper. Obserwował ją spod zmarszczonych brwi. Zauważył, że nie tknęła przystawek ani pieczeni. Gdy zobaczy jak rzuca się na eklerki i ciepłe, rozpływające się brownie, z pewnością spyta tym swoim szlachetnym basem;
-          Katarzyno, Pani wydaje się głodna… -
Kasia aż sapnęła gniewnie na myśl, że pod wpływem penetracji jej delikatnej błony bębenkowej, za pomocą szlachetnego basu, z pewnością poczuje uderzenie krwi, lekki zawrót głowy i w ataku paniki pochyli głowę nad stosem ciastek, mamrocząc coś o jakości wypieków jakie wychodzą z kuchni Jej Mości. Potem, tak jak to robiła z winem stołowym podanym do kolacji, utopi niemal całą twarz w filiżance. Filiżanki, kieliszki, szklanki. To był jedyny moment, gdy zasłaniając twarz, Kasia Pepper mogła wlepić neurotyczne spojrzenie w Iddiego Childisha. I on zawsze odpowiadał spojrzeniem równie neurotycznym i uśmiechał się w  uprzejmie oślizgły sposób.
By schłodzić odrobinę krwiste rumieńce i podskakujące żyłki, Kasia Pepper otworzyła skrzydłowe drzwi tarasu. Od strony jadalnej dobiegały ją uprzejme chichoty i szmer wesołych głosów. Przyłapała się na tym, że próbuje łowić aksamitny bas Childisha i natychmiast sięgnęła po papierosa, skupiając swoja uwagę na głębokim wciąganiu dymu. Niebieski obłoczek zawisł na chwilę nad piegowatym nosem. Zaciągnęła się tak głęboko, że aż trzeszczały szwy sukienki, jakby nikotynowy dym był jedynym rodzajem powietrza, którym umiała oddychać.
-          Chciałbym Panią o coś prosić. – rozległo się mruczenie za jej plecami
Niemal nie wrzasnęła, nie tyle przestraszona domniemanym zakradnięciem się od tyłu, ale faktem, że jest z Childishem sam na sam, i to w bibliotece. Za szybko znaleźli się sami. Za szybko. On wiedział. Widział. Czując jak natychmiast przyśpiesza jej puls, Kasia Pepper skupiła się tylko na tym by nie panikować. Paliła dalej forget-me-notsa, nie reagując. Wyprostowała się, słysząc jak strzelają kręgi kręgosłupa. Childish odwrócił Kasię Pepper w swoją stronę, zaciskając dłonie na jej ramionach, trochę za mocno. Spojrzała na niego, myśląc tylko o tym, że ma ochotę natychmiast wgryźć się w tego wspaniałego wąsa, nad jego wysoko wysklepioną górną wargą, która niemal dziewczęco rozdzielała się na dwoje.
-          Proszę wsunąć rękę do mojej kieszeni. – powiedział, troszkę zbyt pewnie, troszkę zbyt starannie.
Chciała zaprotestować. Pozwoliła żeby świętoszkowate oburzenie narosło w jej oczach. Już nabierała powietrza by wypuścić z siebie coś kategorycznego, gdy wysyczał przez zęby, niemal jej grożąc.
-          Proszę natychmiast wsunąć rękę do mojej kieszeni.
Kasia Pepper nie wiedziała, czy jest bardziej przestraszona czy podniecona. Te dwa uczucia zazwyczaj mieszały się ze sobą, tak długo łącząc swoje kipiące właściwości, aż następował wielki wybuch. Mimo to, nagle doznała uczucia ulgi. Nie ponosi żadnej odpowiedzialności za to co się stanie. Przecież Childish jej rozkazał, najwyraźniej dobrze wiedząc co robi. Wypuściła niedopałek z dłoni, prosto na dywan. W innych okolicznościach na pewno grałaby na zwłokę, szukając miejsca gdzie zgasić papierosa, ale nie teraz.  Wyciągnęła drążącą dłoń w kierunku kieszeni jego idealnie zaprasowanych spodni. Childish obserwował ją niczym drapieżnik, całkowicie bez ruchu. Kieszeń miała śliską, jedwabną wyściółkę, przyjemnie chłodną w kontraście z boleśnie wrażliwą dłonią. Kasia Pepper sunęła palcami w dół aż natrafiła na coś twardego. Cofnęła dłoń i poszukała zachęty w oczach Childisha. Poruszył nieznacznie rudym wąsem. Kasia objęła palcami sztywny kształt o miękkich krawędziach. Był chłodniejszy niż się spodziewała. I zaszeleścił. Zaskoczona wydobyła z kieszeni Iddiego Childisha czekoladowy batonik w srebrnym papierku.
-          Nie tknęła Pani obiadu. – Iddie uśmiechnął się ośliźgle – Pomyślałem, że musi być Pani głodna.
Kasia Pepper spojrzała na batonik tkwiący w jej dłoni. Była całkowicie skonsternowana. Czyżby to było zaproszenie do podjęcia perwersyjnej gry?
-          Mam słabość do tego co słodkie. – powiedziała ostrożnie
-          Tak właśnie myślałem. – Childish położył dłoń na jej plecach i przesunął długimi palcami po jej krągłościach, uspokajającym, pełnym wyższości gestem – Chce Pani sprawdzić co mam drugiej kieszeni? Nalegam.
Kasia Pepper przygryzła dolną wargę, nie będąc pewna czy zadano jej pytanie czy może wydano kolejne polecenie.
Drzwi od biblioteki otworzyły się ze staromodnym trzaskiem i ukazała się w nich srebrna głowa Alexy, jednej z Trojaczków Filut, wnuków Jej Mości, pani domu.
-          Deser! – zawołała z chytrą miną. – Chodźcie na deser!
Kasia natychmiast zaczęła analizować całą sytuację. Czy stoją z Childishem zbyt blisko siebie? Czy tylko pochylają się nad czekoladowym batonikiem, oglądając go bardzo dokładnie, ze wszystkich stron?
-          Fantastycznie. – klasnął w dłonie Childish, odwracając się w stronę Alexy, która uśmiechnęła się zawadiacko – Tak bardzo nie mogłem się doczekać osławionego deseru, że o mały włos nie zacząłem zbyt wcześnie.
Szarmancko podał ramię Alexsie i zniknęli w czeluściach ciemnego korytarza. Kasia Pepper ścisnęła batonik. Był ciepły, rozpływał się, mogła zgnieść go i pozwolić mu przeciekać pomiędzy palcami. Musiał spędzić w kieszeni Iddiego Childisha dłuższy czas. Walcząc z przemożną pokusą by wpakować go sobie do ust całego na raz i poczuć jak roztopiona czekolada zalewa gęstym strumieniem gardło, wypływa z ust i cieknie po brodzie, schowała batonik do kieszeni sukienki. Opanowała drżenie, nie zastanawiając się nad tym co się przed chwilą wydarzyło, a tylko analizując apetyt. Eklerka czy szarlotka z lodami? Tarta cytrynowa czy śmietankowa babeczka? Na pewno nie czekolada. Żadnej czekolady, nie dziś. I ruszyła sprostać kolejnemu wyzwaniu. Deser. 

7 komentarzy:

KaRrla pisze...

tak to lubię, more !

Renate pisze...

yes, I did..

lipshit pisze...

Och tak, więcej, więcej, więcej!
Franciszek też się za Pepperówną stęsknił, przyznaję.
Trzeba tą naszą rozpustną ladacznicę do życia przywrócić, reanimować, ocucić, z londyńskiej drzemki wybudzić, czyż nie, drogie dziewczęta?

Renate pisze...

sure,just do it ;)

lipshit pisze...

tiaaa, bo to takie proste. Weź napisz. Easy peasy.
Łatwo powiedzieć. Trudniej zrobić.

KaRrla pisze...

Nie pier. dol tylko pisz !

lipshit pisze...

https://fbcdn-sphotos-c-a.akamaihd.net/hphotos-ak-snc7/579032_10151313577009560_159987991_n.jpg