środa, 27 marca 2013

DESER KASI PEPPER [2]


Kasia Pepper ścisnęła eklerkę między dwoma palcami pozwalając by krem wypłynął na talerzyk. Była całkowicie zaaferowana operowaniem łyżeczką i eleganckim pochłanianiem mieszkanki żółtek, cukru i śmietanki. W myślach wyprawiała z eklerką prawdziwe świństwa. Drążyła ją językiem, wbijała w nią palce, a potem zachłannie oblizywała je aż po nasadę knykci. Wyciskała krem prosto do otwartych ust, a gdy eklerka była już pusta i zmęczona osiadała w dłoni, marzyła o rwaniu miękkiego ciasta zębami. Tymczasem, zmuszona przez okoliczności, Kasia całkowicie skupiała się na dyskretnym oblizywaniu opuszków i wylizywania kremu z okrągłych kształtów srebrnej łyżeczki, tak by nie stukać nią o zęby. Wszystko to pod czujnym okiem Iddiego Childisha, popijającego espresso z maleńkiej filiżanki, która znikała w cieniu jego dużych dłoni. Kasia ze smutkiem stwierdziła, że unicestwiła eklerkę na dobre i z czujnością młodego jastrzębia, zaczęła rozglądać się po stole w poszukiwaniu kolejnej ofiary. Sięgnęła po śmietankowego foundanta, z ostentacyjną rozwagą omijając wszystko co czekoladowe. Walcząc z pokusą by nie zmiażdżyć parującego foundanta otwartą dłonią, poczuć jak pod naporem krem rozpycha zastygłe ścianki, wbiła w niego miniaturowy widelczyk. Obróciła widelczyk parę razy, tak by wykroić małe kółeczko i zajrzała do środka, ze znawstwem lustrując spieniony krem. Trojaczki, chrupiąc domowe ciastka z czekoladowymi wiórkami, przywykłe już do widoku Kasi Pepper celebrującej niemal cieleśnie kolejne etapy deseru, całkowicie ignorowały łakomczucha. Iddie Childish był najwyraźniej zafascynowany przedstawieniem i z uśmieszkiem pełnym niedowierzania śledził każdy ruch pepperowych dłoni, każdy kolejny gram ciastek znikający w uszminkowanych ustach i towarzyszące temu pomrukiwanie, trzepotanie rzęs, podochocone mruczenie i wywracanie oczami. Nie uszło to uwadze Jej Mości, która z politowaniem przenosiła wyblakłe oczy z jednego na drugie. Odchrząknęła, mówiąc;
-          Kasiu Pepper, czy już wiesz czym zajmuje się nasz drogi gość, Pan Iddie Childish? –


Kasia podniosła nieprzytomny wzrok znad resztek foundanta. Walcząc z przemożną pokusą by spytać „kto?”, budując w ten sposób seksualne alibi, tylko pokręciła głową. Childish przygładził rudego wąsa i zwrócił się do Kasi, która wlepiła wzrok w talerz nakrapianych na różowo bez, nadziewanych wiśniową konfiturą.

-          Mam sieć cukierni i piekarni. Mam również fabrykę produkującą słodycze. Głównie cukierki, lizaki i czekoladę. Produkujemy dwadzieścia dziewięć rodzajów czekolady, nie licząc tych nadziewanych. – powiedział z dumą, odchylając się na krześle, jakby od tej wyliczanki urósł o parędziesiąt centymetrów i już nie mieścił się za stołem. - Moja rodzina od pokoleń zajmuje się produkcją słodyczy. Kobietom Childishów zazwyczaj nadaje się imię Pavlova. Ja sam, osobiście, opiekuję się pierwszą na świecie mobilną ciastkarnią TurboLuxTorrpeda oraz prowadzę badania nad niezgłębioną naturą podwieczorków…
-          Słyszałaś Kasiu? Specjalista od podwieczorków. – pisnęły rozbawione trojaczki – Deserowy Książe. Czekoladowy Magnat. Jesteście dla siebie stworzeni!


Kasia nagle zaczęła krztusić się bezą tak bardzo, że aż poczerwieniała po samą nasadę czarnej grzywki. Musiała przeprosić zebranych i zasłaniając sobie usta serwetką, wybiegła z sali jadalnej. 


Pozostaje teraz pytanie, drogie dziewczęta, czyście zasłużyły na część trzecią.... czyście były dostatczenie (nie)grzeczne by zostać na podwieczorku aż do samego spektakularnego finału....

2 komentarze:

Renate pisze...

ja, ja byłam ;)

lipshit pisze...

i jakże tu zawierzyć na słowo...?