piątek, 22 lutego 2013

CUDZOZIEMCY [3]

CUDZOZIEMCY [3]


Rozdział II
BATLLE DRESS

część druga


Hubert wsadził klucz w drzwi. Za jego plecami Anna niecierpliwie zacierała dłonie. Klucz zachrupał w nienaoliwionym zamku. Hubert z wilczym uśmiechem przepuścił Annę. Rzucił płaszczyk i pakunek na dywan w arabskie wzroki. Zapalił papierosa i obserwował Annę spod zmrużonych powiek.
Potężne łoże za brudnym baldachimem było rozkopane i niechlujne. Unosił się nad nim korzenny, pieprzowy zapaszek. Wszędzie walały się papiery, rulony map, na wpół otwarte książki, pełne zakładek z serwetek i kawałków gazet. Koło miednicy wisiały krzywo przyklejone filmowe postery i zdjęcia roznegliżowanych panienek. Jedynie na toaletce i w szafie panował nienaganny porządek. Na stoliku przy łóżku leżała przepełniona popielniczka, kolorowe komiksy i butelka niedopitej amerykańskiej oranżady. Anna wzięła pękatą butelkę i upiła łyk, przygryzając biało czerwoną słomkę, zostawiając na niej odcisk czerwonej szminki.
- To nie jest pokój mężczyzny. - Anna oparła się o nocny stolik. Hubert ruszył w jej stronę, mocno zaciągając się resztką papierosa. - To jest pokój chłopca.
- Sugerujesz, że stałem się niańką? - Hubert zgasił papierosa w popielniczce, opierając brodę na ramieniu Anny. Położył dłonie na krawędziach nocnego stolika i rozsunął jej nogi kolanem, zamykając ją w potrzasku.
- Sugeruję, że wojna, że brak kobiet, w szczególności matek i żon, sprawiła, że oni dziecinnieją.
- Raczej nie mieli potrzeby dorosnąć.
Hubert położył dłonie na jej plecach. Palcami odmierzył odległości między kręgami kręgosłupa. Anna przesunęła nosem po jego starannie wygolonym policzku i skubnęła zębami płatek ucha. Hubert wypuścił powietrze z sykiem i przesunął kolano wyżej. Zaczął rozpinać czarną sukienkę, guziczek po guziczku.
- Czy to jest tutaj? - szepnęła i znów delikatnie przygryzła płatek.
Hubert skinął głową i zsunął sukienkę z białych ramion. Anna miała na sobie grube pończochy i prosty pas o srebrnych klamerkach, pełnych maleńkich kłów. Nic więcej. Odstawiła butelkę i sięgnęła po dłonie Huberta. Położyła je na swoich maleńkich piersiach. Hubert powiódł opuszkami palców wokół sutków, które zaczęły nabierać malinowej barwy.
- Chcę przymierzyć jego wojenną sukienkę. Mogę? - Anna przesunęła się po czarnym materiale spodni Huberta. Otarła swoje ciemne futerko zostawiając gorący ślad, który natychmiast wyparował. – Powiedz, że mogę. Pozwól mi, proszę.
Hubert przesunął opuszką kciuka po ustach Anny. Anna wystawiła czubek języka, zwilżając palec, który powędrował w dół, aż do granicy, którą wyznaczały poskręcane włoski.
- W dużej szafie.
Anna roześmiała się i szybko cmoknęła Huberta w policzek. W mgnieniu oka dopadła do wiśniowego, gdańskiego kolosa i zaczęła się mocować z drzwiami. Hubert podniósł do twarzy czarną sukienkę i wciągnął jej zapach.
W szafie wisiało parę marynarek, w kolorach od wielbłądziego aż pod ciemną zieleń. Wisiał frak, trencz i dwa zimowe płaszcze. Na półkach poskładano koszule, głównie białe. Od krochmalu chrupały niczym śnieg. Na dnie szafy spoczywał komplet podróżnych walizek i pudło na kapelusz. Anna ostrożnie włożyła dłoń pomiędzy ciężkie materiały lejące się z drewnianych wieszaków. Ostrożnie wyłowiła polowy mundur, trzymając go za rękaw ozdobiony złoto czarną szarfą. Był w popielatym kolorze, o wysokim kołnierzyku wykończonym czarną taśmą. Regulaminowy, podniszczony, wysłużony. Z rozpiętej kieszeni smętnie zwisał przetarty, czerwony krawat.
- Nie widzę paradnego. - głos Anny drżał, gdy gładziła dłonią srebrne guziki tłoczone w liście dębu. Ruch jej palców przypominał niedawne pieszczoty sutków. Hubert widział jak złoty puszek zjeżył się na jej ciele.
- Jest w bezpiecznym miejscu.
Anna prychnęła rozczarowana. Zdjęła z wieszaka kurtkę i narzuciła ją na nagie ciało. Dotyk ciężkiego sukna na delikatnej skórze, rozwieszenie ciężaru na drobnych kościach... to nie dało się z niczym porównać. Było doświadczeniem, które wyciskało wilgoć spomiędzy nóg i wytłaczało chrapliwy jęk z gardła. Anna odwróciła się w stronę Huberta. Policzki podbiegły rumieńcem. Oddychała płytko. Dłonie zaciskała na czarnej taśmie, która zabezpieczała zapięcie. Gdyby pozwoliła dłoniom swobodnie opaść, natychmiast zawędrowałyby między nogi. Hubert zastanawiał się czy bardziej przypominała nagą dziewczynkę wyratowaną z opresji czy ofiarę przemocy. Mocno potarł wzwiedzionego penisa, który napierał na rozporek, tak by sprawić sobie trochę bólu. Ból do złudzenia przypominał przyjemność. Ruszył w stronę Anny, jedną dłonią wciąż pocierając członek, drugą rozpinając spodnie.
Za drzwiami rozległ się szelest, jako zapowiedź nadciągającego hałasu.
- Kurwa mać. – Hubert zaklął, w mgnieniu oka zapinając rozporek.
Anna roześmiała się chrapliwie. Cofnęła się parę kroków i ukryła się w szafie. Zamknęła za sobą drzwi teatralnym gestem, niczym okiennice panieńskiego pokoju. Hubert kopnął pakunek pod łóżko, płaszcz Anny rzucił na lustro w pobliżu szafy. Zaczął przetrząsać szuflady toaletki, sukienkę Anny obwiązując sobie w pasie niczym sweter. Kroki stawały się co raz wyraźniejsze, towarzyszyła im wesoła rozmowa. Hubert dopadł do drzwi i otworzył je z rozmachem. Na ich progu stało dwóch zaskoczonych oficerów w szarych mundurach. Brunet, okrągły i rumiany oraz wysoki blondyn o pociągłej, szlachetnej twarzy.
- Hubert? - wykrztusił blondyn - Dałem ci dzisiaj wychodne? Czy nie dałem?
- Wychodne? Podczas godziny policyjnej? Aż tak zbrzydłem Panu? - Hubert roześmiał się i wyciągnął w stronę oficera papierośnicę - Kończą się Panu papierosy. Napełniłem zapasową.
Blondyn i brunet wymienili zaskoczone spojrzenia.
- Telepatia, doprawdy... - mruknął zaskoczony brunet - Mój Maciek nie pomyślałby o zapasowej papierośnicy nawet gdyby spadła mu na łeb prosto z nieba.
- Spędzam teraz z Hubertem więcej czasu niż z kimkolwiek innym. Niech będzie telepatia. - gdy blondyn uśmiechał się, unosił wysoko tylko jeden kącik ust.
- Albo miłość Volfie, prawdziwa miłość... - mruknął brunet. W odpowiedzi dostał ciężką papierośnicą po głowie.
- Miałbym do ciebie jeszcze jedną prośbę. Ten gówniarz zupełnie sobie nie radzi... - blondyn położył dłoń na ramieniu Huberta. Usunął z jego koszuli niewidzialny pyłek, długimi palcami leniwie przebierając w powietrzu.
 - Czego tylko Pan potrzebuje, sir... - Hubert spuścił wzrok na czubki oficerek, które pastował tego ranka i zamknął za sobą drzwi, przesadnie trzaskając.

Anna policzyła trzy razy po trzy. Przez chwilę rozważała możliwość żeby zrobić sobie dobrze w ciepłym wnętrzu szafy, w przytulnych ciemnościach nasyconych zapachem zachodniej wody kolońskiej. Ukryta pomiędzy ciężkimi materiałami, ocierała się o nie, niczym o zimne ciała tych wszystkich mężczyzn, którzy byli równie obojętni co każdy ojciec wobec nagiej córki. W tym pokoju chłopca, który był dorosłym mężczyzną, w szafie o drzwiach ciężkich niczym wieko trumny, uwięziona niczym mała dziewczynka w futrze swojej matki. Pomiędzy miękką szynszylą, puszystym tygrysem na chrupiącej, podpalanej podszewce, a grubym, gorylim włosem. Czas się cofał nieubłaganie, coś malało, coś rosło, a zamiast „wypij mnie” czy „zjedz mnie”, kusiło „dotknij mnie” , „powąchaj mnie” , „stań się mną na chwilę” , „zatańcz po drugiej stronie lustra”. Cipka Anny była tak mokra, że czuła jak krople płyną po udach, jak krążą wzdłuż łydek i wsiąkają w przestrzenie pomiędzy palcami stóp. Palce dłoni ślizgały się bez oporu, a bez oporu, bez odrobiny należnego kobiecości bólu, nie było przyjemności. Należało się po protestancku wytrzeć o szare sukno polowego munduru, należało się podetrzeć, uwiesić. Zetrzeć się niczym zapałka, aż do uzyskania martwego popiołu. Aż do zajeżdżenia magicznego króliczka, aż do wyliniałego, białego futerka i różowej, pomarszczonej skóry pod. Anna wypadła z szafy, niczym zabawka z pudełka z ukrytą sprężynką. Opadła na dywan w arabskie wzorki, usiany papierkami cukierków produkowanych specjalnie dla wojennych sierot. Łapała oddech. Wyobrażała sobie Huberta, który niczym pies myśliwski, węszy po wnętrzu szafy, szukając jej śladów, tropiąc wilgoć i ostrożnie zbierając małe, poskręcane włoski, posklejane, zapodziane rzęsy. Jego rozczarowanie podniecało ją silniej niż dawanie satysfakcji. Była ciekawa, czy odnajdzie to, czego mu nie zostawiła. Rozejrzała się w poszukiwaniu czarnej sukienki. Intuicyjne pojmowanie gry podpowiadało, że jej nie odnajdzie. Jedyne sukienki jakie zostawił do dyspozycji Hubert, to były wojenne sukienki.   

Brak komentarzy: