piątek, 22 lutego 2013

CUDZOZIEMCY [3]

CUDZOZIEMCY [3]


Rozdział II
BATLLE DRESS

część druga


Hubert wsadził klucz w drzwi. Za jego plecami Anna niecierpliwie zacierała dłonie. Klucz zachrupał w nienaoliwionym zamku. Hubert z wilczym uśmiechem przepuścił Annę. Rzucił płaszczyk i pakunek na dywan w arabskie wzroki. Zapalił papierosa i obserwował Annę spod zmrużonych powiek.
Potężne łoże za brudnym baldachimem było rozkopane i niechlujne. Unosił się nad nim korzenny, pieprzowy zapaszek. Wszędzie walały się papiery, rulony map, na wpół otwarte książki, pełne zakładek z serwetek i kawałków gazet. Koło miednicy wisiały krzywo przyklejone filmowe postery i zdjęcia roznegliżowanych panienek. Jedynie na toaletce i w szafie panował nienaganny porządek. Na stoliku przy łóżku leżała przepełniona popielniczka, kolorowe komiksy i butelka niedopitej amerykańskiej oranżady. Anna wzięła pękatą butelkę i upiła łyk, przygryzając biało czerwoną słomkę, zostawiając na niej odcisk czerwonej szminki.

środa, 20 lutego 2013

CUDZOZIEMCY [2]

CUDZOZIEMCY [2]

ROZDZIAŁ II
BATTLE DRESS

część pierwsza

- Szybko. Szybciej. Pośpiesz się. - Hubert mamrotał i kiwał dłonią na Annę. Stopą przytrzymywał kuchenne drzwi.
Anna biegła alejką ogrodu na tyłach pokaźnej willi, roztrącając żółte, jesienne liście. Przytrzymywała poły płaszczyka z brązowej wełny, niedbale zarzuconego na ramiona. Lisie, pomarańczowe futerko ocierało się o białą skórę szyi. Na nogach miała mokasyny, które przypominały przydeptane kapcie. Nie ważne jak wyglądały, ważne, że nie wydawały żadnych dźwięków, że w mroku pomagały się stać niewidzialną. Gdy tylko zdyszana dopadła do drzwi, Hubert przycisnął Annę mocno do siebie. Zanurzył w nos w lisim futerku, mocno wciągając jego dziewczyński zapach, mieszaninę dziesiątków rodzajów perfum i panieńskiego brudu. Pocałował ją w czoło, ustami zebrał parę kropel potu, które przypominały kwiatową wodę. Chwycił Annę za szyję. Badał gęstość splotu małych kręgów, naciskał kciukiem mocno na krtań, chciał chrzęstu. Gdy oderwał dłoń na skórze pozostały podbiegłe krwią ślady. Rozpływały się pod naporem rumieńca. Hubert oderwał od drzwi ramię, usunął stopę i popchnął Annę przed sobą. Anna nabrała głęboko powietrza, gdy za otwarciem drzwi uderzył w nią ukrop i hałas. W przeciwieństwie do martwego, cichego ogrodu, kuchnia tętniła życiem. Trzeba było szybko otrząsnąć się z wrażenia, że byli całkiem sami. Od dawna nigdy nie bywali całkiem sami.