sobota, 5 stycznia 2013

Lista książek zjedzonych 2012 [2]

Z tego względu co by lipshit post nie rozrósł się do mamucich rozmiarów, lista w tym roku ma dwie części. Oto część druga wraz z zapierającym dech w piersiach finałem. Uprzedzam, że jest pełno spoilerów, bardziej pełno niż zwykle. Oto pozycje od numeru pierwszego do piętnastego, w kolejności chronologicznej.  

16)    Miłość po polsku
17)    Emanuelle
18)    Erynie
19)    Urazy Mózgu
20)    Zero
21)    Dom na Placu Waszyngotna
22)    Larwa
23)    Blade Runner
24)    Nigdziebądź
25)    Anna Karenina
26)    In the Cut
27)    Narzeczona Pana Hire
28)    Dziewczyna, która igrała z ogniem
29)    Sukkub
30)    Książka która zmieniła życie Katarzyny Frank tak bardzo, że nie ma zamiaru się tym z nikim dzielić.
31)    Kasia Pepper i Zmyślne Dziewczęta
32)    Garderoba Profesora Sparka

16. Manuela Gretkowska „Miłość po polsku”
Język Gretkowskiej mnie wciąga. Sposób opisu, nadmierne psychologizowanie, wszystkie „cipy” i „babony”. Lubię jej język i osobowość pisarską. A jednak to jest zła książka. Nie dlatego, że można ją uznać za wiadro pomyj wylanych na postkomunistyczną Polskę i wszystkich jej świętych, nowo czy staro bogacckich. Gretkowska w narracji męskiej mnie nie przekonuje. Słyszę jej głos, nie bohatera. Odnoszę wrażenie, że czytam fabularyzowane felietony, które Grecia deklamuje komicznym basem. Krytyka zjawisk pop jest właśnie w stylu pop felietonu. Technika też siada. Jakby książka powstawała bez szkieletu, była strumieniem słów, gdzie autor zaczepia się o jakiś szczególik i podkręca go zapełniając stronę. A jednak przeczytałam ją jednym tchem, w 48 h. Więc do diabła z hipokryzją.

Zaciskałem [jej piersi] w spoconych dłoniach i podnieconej Karin bladły wtedy usta. Pojawiały się na nich piegi. Ciemniały gdy szczytowała. Wychodziły spod skóry w miejscach, gdzie ich wcześniej nie było. (...) Łykając mnie, czasem się krztusiła i obsypywało ją jeszcze więcej piegów, jakby opluwała się nimi podczas orgazmu.
[...]
Uprawiając seks, każdy śpi sam ze sobą, bo nasze ego jest zbyt wielkie, by zmieścił się ktoś inny

17. Emanuelle Arsan EMANUELLE
I pisałam już o niej. Tutaj. Niezmiernie mnie zachwyca.



Nie można mi odebrać czegoś, co nie jest moją własnością. (...) Nie ożeniłem się z nią po to by ją teraz ograniczać w czymkolwiek.
[...]
Charakter erotyczny posiada nie ejakulacja, lecz erekcja.
[...]
Być tylko lesbijką, to tak samo godne pożałowania, jak nie być nią wcale.

18. ERYNIE Marek Krajewski
Polski noir z dandysem epileptykiem w roli głównej. Lwów piękniejszy od Wrocławia. Polskie społeczeństwo, zamiast podziałów klasowych, podzielone na tle rasowym. Ciekawe rozwarstwienie języka. Nieciekawa mizoginia. Ale to tylko pulpa. I jako taka ma się przyzwoicie. Choć “przyzwoicie” to nie “dobrze”. O czym świadczy, że nie wypisałam ani jednego cytatu.

19. URAZY MÓZGU Kathe Koja
Była moją ulubioną autorką wieku dorastania. Szczególnie z Dziwnymi Aniołami i Skórą. Szczególnie utożsamiałam się z tą ostatnią, makabryczną opowieścią o artystkach performerkach, wyrzutkach, lesbijskim związku i modyfikacjach ciała. Urazy Mózgu są nudne, aż do bólu, groteskowo nieciekawe. Wciąż nie wiem po co została napisana ta książka, w jakim celu, oprócz nawiązania do uzależnienia od heroiny. Przypomina Dziennik Palahniuka, który jest równie kiepski, ale o kilka klas lepiej napisany. Czemu pisarze biorą się za motyw udręczonego przez demony malarza? Gdy znudzi się im motyw pisarza? Pisarze nie wiedzą nic o procesie twórczym sztuk plastycznych, choć zasady pozornie obowiązują podobne. Więc lepiej niech pisarze od malowania trzymają się z daleka. Urazy Mózgu mogłyby być książką o pisarzu, ale to wymagałoby o wiele więcej pracy. Podejrzewam, że padło na sztuki malarskie z lenistwa.

To tylko burza mózgu, nieprawdaż?

20. ZERO Kathe Koja
Wspaniały debiut. Aż do Skóry Koja nie napisała potem nic tak dobrego. Lekkość narracji jest cudowna. Nicholas wspaniały ze swoim marudzeniem, jęczeniem i „całą noc płakałem w poduszkę i brandzlowałem się pod kocem”. To właśnie w tym kierunku zmierzałam, w stronę połączenia obsesji na punkcie samicy + nieznośnego narzekania w angielskim, niemęskim, miałkim stylu, konstruując Tomasza w Garderobie Profesora Sparka. Sama koncepcja Nibydziury jest godna by wypełnić ją złotem. Sceny erotyczne najlepszej próby. Naprawdę dobry, nieprzekombinowany seks. Świetny, bezpretensjonalny oral. Znów wiele podobieństw do Palahniuka. Komuna wyrzutków, życie poniżej powierzchni oficjalnego społeczeństwa, rewolucyjna moc społeczności zebranej w imię absurdalnego. Nakota jak Marla. Nigdy potem nie udało się Koji osiągnąć tak zabawnej, tak lekkiej, tak fantastycznej osobowości narracyjnej.
No i, rzadko to przyznaję, tłumaczenie jest rewelacyjne.

- I proszę, nie wykorzystuj mnie. Rżnięcie sprawia mi za dużo bólu.
- Jeżeli nie boli - powiedziała i w mroku nade mną zamajaczyła trupia czaszka - to znaczy, że nie robisz tego jak trzeba.
[...]
Tak porażająca zmysłowość, że aż się zaczerwieniłem, żar zalał mnie od stóp do głów niczym gorączka albo fala bólu, to zupełnie tak, jakby twój własny umysł przemówił do ciebie w języku, o którym nawet nie wiedziałeś, że go znasz, a usłyszawszy, natychmiast go rozpoznałeś i zrozumiałeś, jakbyś urodzony na obczyźnie, stykając się pierwszy raz ze swym ojczystym językiem, usłyszał słowa, które brzmią - kocham cię.

21. Henry James DOM NA PLACU WASZYNGTONA
Henry James próbuje być Jane Austen. Niestety, nie jest ubogą Brytyjką, jest dobrze odżywionym Amerykaninem, więc średnio mu to wychodzi. Aczkolwiek nie zapominajmy, że to właśnie on położył podwaliny pod współczesny kształt powieści psychologicznej zwanej komedią romantyczną.
Egzaltowana ciotka jest moją absolutną faworytką.

 - Do you think it is better to be clever than to be good?

- Good for what? - asked the Doctor. - You are good for nothing unless you are clever.


22. John Fowles LARWA
W poszukiwaniu klasycznej książki, która poruszy mnie do nerwu ostatniego, natrafiłam na książkę religijną. Z szacunku do Fowlesa, któremu wszelkie perwersje i dewiacje wychodzą tak naturalnie, że niemal niewinnie, przebrnęłam. Przemiany religijne jako motor do wszelkich zmian społecznych, w kontekście nieustannej pogoni za utopią i wykształcania się społecznego JA. Mocny feminizm. Zabiegi techniczne i eksperymentowanie z formą, bardzo zgrabne. Fowles jest świetnym pisarzem.

Kiedy nadmiar staje się synonimem powodzenia, społeczeństwo jest skazane na zagładę.
[...]
Bartłomiej długą chwilę patrzył w oczy dziewczyny. Coś demonicznego malowało się w jego twarzy, okazywanego nie w gniewie czy uczuciu, ale w chłodzie, obojętności wobec klęczącej przed nim kobiety. Świadczyło to o czymś ukrytym dotąd w jego charakterze, o sadyzmie przed markizem de Sade, który jeszcze przebywał w ciemnym labiryncie czasu, by się urodzić cztery lata później, i tak samo odrażającym jak dusząca woń spalonej skóry i papieru, która przenikała pokój.

23. Philip K. Dick BLADE RUNNER
Książka wciąż ZBYT nowoczesna. Trudno uwierzyć, gdy spoglądasz na wewnętrzną stronę tytułową, że copyrights pochodzą z 1968. Wspaniała. Przemyślana. Spójna. Oszczędna we frazie, oszczędność jest niezbędna na tym teozoficznym poziome. Wciąż jest dla nas na nią za wcześnie.

Nikt nie może wygrać z chłamem. - wyjaśnił. - Chyba, że chwilowo, w jednym miejscu, takim jak moje mieszkanie. Udało mi się na jakiś czas stworzyć stan równowagi między naporem chłamu i niechłamem. Ale jeżeli kiedyś umrę lub wyprowadzę się, chłam znów wszystko ogarnie. To powszechna zasada, która funkcjonuje w całym wszechświecie. Cały wszechświat zmierza w stronę ostatecznego stanu całkowitego, absolutnego schłamienia.
[...]
Zobaczył kurz i zniszczenie rozprzestrzeniające się po całym mieszkaniu - słyszał nadciąganie chłamu, ostateczny rozpad wszystkich form, nieobecność, która wreszcie wygra.

24. Neil Gaiman NIGDZIEBĄDŹ
Miałyście kiedyś tak, że przechadzając się po bibliotece, włócząc się bez celu, jakaś książka mruknęła do was z półki? Może nie zawołała, ale raczej zamruczała i puściła perskie oczko. Tak miałam z Gaimanem.
Po lekturze mojego pierwszego Gaimana stwierdzam, że moja niedojrzała muza pierdoli się na boku nie tylko z Moffatem, ale też z Gaimanem. Gaiman jest taki whovian, że sama nie wiem kto z kogo zrzyna. Wiem tylko, że Anglicy mogą tak pisać, a Polacy nie. Ja nie mogę, chociaż u mnie są momenty.

Nie ma stacji Muzeum Brytyjskie.

25. Lew Tołstoj ANNA KARENINA
Bo tak. Bo kocham rosyjskich klasyków. Bo realizm w przesadzie, nie minimalizmie, dowód na to, że można campować realne. Bo Lewin i Karenin, kocham się w nich okrutnie, szczególnie w Lewinie, który spalił moje majtki podczas sianokosów. Bo wkurza mnie Anna niemiłosiernie i nie mogłam się doczekać, aż jej się za te wszystkie jęki i spazmy oberwie. Bo wzruszałam się strasznie. Bo wciąż ubolewam, że Lewin poślubił kwoczkę Kitty, chociaż fabularnie to świetne posunięcie, bo ja go widziałam zaplątanego w jakąś chłopską, rumianą, czerstwą perwersję. Bo zmysłowość, imperatyw przyjemności aż wylewają się i płyną po kartkach, szeleszczą, łaskoczą. Bo polowania, grzyby, mundury, oficerki, wąsy, wspaniałe wąsy i bokobrody, wieś, szampan, kawior, konfitury, wyścigi konne, herbatki, krągłe ramiona, wstążeczki, opera na przemian z baletem. Bo rosyjski przepych jest wspanialszy nawet od angielskiego. Bo rosyjska literatura jest najlepsza na świecie. Bo nie ma takiej drugiej książki, jestem tego pewna, żadna nawet nie zbliża się do niej. Bo ta książka jest jak wielkie, zmysłowe słońce, można niczym kot wygrzewać się w jej promieniach. Bo będę czytała tę książkę jeszcze wiele razy, raz za razem. Zawsze.     

Na tym właśnie polega cywilizacja, by ze wszystkiego czerpać rozkosz.
[...]
Śniło się jej, że była żoną ich obu, że obaj obsypywali ją pieszczotami. Aleksy Karenin płakał całując ją po rękach i mówił „Jak dobrze jest teraz!” I Aleksy Wroński także był przy niej, i również był jej mężem. I dziwiąc się, że przedtem wydawało jej się to niemożliwe, tłumaczyła im ze śmiechem, że przecież tak jest daleko prościej i że teraz obaj są zadowoleni i szczęśliwi.
[...]
Pani żyje, a ja się tylko nudzę.

26. Susanna Moore IN THE CUT
Co roku, chociaż raz. W oryginale. To nie brytyjska książka, więc zacinam się na pozornie prostym, acz wielowarstwowym języku. Wiele określeń slangowych, jak chińszczyzna. Właśnie dlatego, czasem z nudów, powolutku ją tłumaczę. Żeby rozgryźć mechanizm, żeby złamać kod i pisać jeszcze lepiej.
Więcej tutaj:

- How do you know I’m a writer?-  I asked.
- I can tell, - he said - You’re making shit up in your head all the time -
[...]
The difference between male and female perversion. The action of the man is directed toward symbol, not himself. The woman acts against herself.
[...]
And there was still pleasure in it. A man who knew he could fuck. Getting dressed. The woman watching from bed. Leaving before morning. He believed, I could see, in the principle of deferral. Like most men. Bafflement, distance, absence. Action driven forward by will, not understanding. It was this that made him dangerous. Not the sex. The deferral of consciousness. The deferral of meaning.
[...]
Flirting is not risky. It only raises the possibility of risk.

27. Georges Simenon NARZECZONA PANA HIRE
Jedna z najbardziej rozdzierających serce, najsmutniejszych książek. Książka o wykluczeniu ostatecznym, o fatum samotności, o klątwie samotnika, która polega na tym, że nic nigdy się nie zmienia. Marzę o rewrite’cie ze zmienionym genderem. To ukazałoby nowe możliwości stworzenia ANTYkobiety.

I wtedy bardzo cicho powiedział jej na ucho:
- Byłem bardzo nieszczęśliwy!
[...]
- [...] Tylko jedno pytanie: jak często miał pan kochanki? Może mi pan wskazać dwie czy trzy albo chociaż jedną?
Pokręcił jedynie głową.
- Rozumie pan? Przez lata publikował pan świństwa dla starych maniaków. Nie ma pan żony ani kochanki. Wiem, co chce mi pan powiedzieć. Znam miejsce do którego udaje się pan od czasu do czasu. Ale pani z tego domu właściwie uważają pana za niepokojącego dziwaka. Mieszkańcy pańskiego domu przywołują swoje córki, a nawet synów, gdy bawią się za blisko pana.

28. Stieg Larsson DZIEWCZYNA, KTÓRA IGRAŁA Z OGNIEM
Czytam znowu Stiega, z ambicją skończenia Millenium i sama zastanawiam się po co sobie to robię. Wiem, że feminizm, że nowy typ bohatera i nowy zakres problemów społecznych blah blah. Ja to nazywam "kompleksem Wallandera"; niekończące się listy zakupów, sceny w stylu "Siedziała przed komputerem do szóstej, umyła się, zjadła kanapkę z serem, a potem spała dwanaście godzin." Tego się nie robi czytelnikowi...

Jesteś czynnikiem chaosu w entropii, Lisbeth Salander.

29. Edward Lee SUKKUB
Na okładce było napisane:
  „(...) Sam Kaligula uklęknąłby z szacunkiem przed perwersjami, których będziecie świadkami. (...) Żywa legenda literackiego zniszczenia, Edward Lee pisze gustownie i cholernie mocno.
Więc nie dziwcie się, że się Katarzyna Frank skusiła.
Edward Lee ma sławę, która go wyprzedza. Sławę bezkompromisowego anarchisty i dewianta. I tylko tyle. Nawet Francuzi potrafią mocniej. Sceny porn są rzeczowe i na swój sposób eleganckie. Ale ilość antykobiecego, antylesbijskiego, antydildowego (jeśli dildo to okropne i groteskowe, jeśli wibrator to przerażający)... ilość crapu jest niestrawna. I ta końcówka. Końcówka w stylu „no i?”. Najgorsza z możliwych końcówek.
Cytaciku nie będzie. Muszę zwalczyć pokusę udowodnienia tezy antydildowej i bycia do bólu niesmaczną.

30. Książka która zmieniła życie Katarzyny Frank tak bardzo, że nie ma zamiaru się tym z nikim dzielić.
Poważnie. Jedną książkę zachowuję sobie w sekrecie.

31. Katarzyna Frank KASIA PEPPER I ZMYŚLNE DZIEWCZĘTA
Gdy do tej pory myślę o Barnabie zalewa mnie fala czułości. Czasem wciąż szwendam się po dachu 7Puppies7Puppets Street, gdzie kwaterę ma olbrzym z wąsikiem, gdzie jada ze swoimi Zmyślnymi Dziewczętami. Niebo nad Londynem jest bladoróżowe, a od strony Belgravia słychać postukiwanie deserowych łyżeczek. Żuję mocnowiśniową gumę i palę papierosa, który dymi się na niebiesko. Obcasy stukoczą o marmurową posadzkę, moją czarną spódnicę wydyma wiatr. Palcatem rozchylam gałązki gigantycznego rododendrona by móc myszkować w bałaganie, jaki Barnaba trzyma na swoim biureczku. Potem podchodzę do balustrady i wychylam się tak by widzieć ulicę, majtając louboutines w powietrzu. Wychylam się mocno, by móc popatrzeć na dwie głowy, jedną blond, w niebieskim kapelusiku i jedną marchewkowo rudą, poczochraną, która strzyże tygrysimi uszkami. Puszczam ostatniego mocnowiśniowego balona i na czubku języka, zwijam gumę w gładką kulkę. Potem celuję w jedną z głów na dole. Nie powiem wam w którą, bo wtedy nie mogłabym tego napisać. 
Czy to źle kochać własną książkę? Czy to źle lubić ją, nurzać się w jej zwariowanym świecie, marzyć, że znów się nabrało odwagi by pisać dalej? Pisać po swojemu, na przekór całemu światu i rynkowi wydawniczemu. Pisać dla siebie... Tylko, że gdy zaczynasz pisać tylko dla siebie, to nie możesz już nazywać się pisarzem, Panno Frank...
Wiecie, że dostaję sygnały, że niektóre z lipshit girls naprawdę zaczęły używać naparstków, zupełnie jakby Franciszka wymyśliła całkiem nowy gadżet erotyczny.

- Czy jeśli obiecam, że już nie będę uciekać, nie będę się miotać ani próbować ścigać się z biegiem wydarzeń, to będzie ostatnia ze wszystkich gier?
- Ani ty ani ja nie jesteśmy zbyt dobrzy w składaniu obietnic. Jesteśmy za to bardzo dobrzy w pojedynkach, sztuczkach i potyczkach.

32. Katarzyna Frank GARDEROBA PROFESORA SPARKA
Dalej uważam, że to najlepsza proza, jaką udało mi się popełnić. Prawdziwy paperback, prawdziwa campowa pulpa, erotyczna rozrywka dla dorosłych, w której występuje seks z każdego queerowego rodzaju. Jej pisanie, zakańczanie procesu twórczego, było niczym trans, sen. Z jednej strony, przy wyznaczonym deadlinie, przypominało to udręki egzaminacyjne. Znajomym, na pytanie gdzie tak zaginęłam bez wieści, odpowiadałam, że przygotowuję się znów do matury, czyli 24h/7, w stanie lekkiej, intelektualnej neurozy. Gdy pewnej słonecznej soboty, zrobiłam sobie odświeżającą przerwę i udałam się na kawę z buldożką, czułam się jakbym wypłynęła na powierzchnię, z głębiny pełnej złotej wody, stukotu placów o klawiaturę i zapachu dziewczęcego potu. I zaraz zapragnęłam wrócić, zanurzyć się ponownie, znów stracić kontakt z tym co żywe bądź realne. Tęsknię do tego stanu. Nieograniczona fantazja chwilowo łagodzi skutki bolesnego imperatywu nudy.
W GPS udało mi się stworzyć napiętą fabułę, z co najmniej dwoma twistami i bohaterami, którzy konsekwentnie wywodzą czytelnika w pole. Kasia Pepper pojawia się jedynie w jednej scenie, bardziej jako element wystroju wnętrz. Mamy za to okazję przyjrzeć się Iddiemu Childishowi, który tańczy i pląsa w homoerotycznym świetle. Ta część Dyscypliny Panny Pe w niczym nie przypomina części pierwszej, brak ciastek i lukrowanej polewy ułatwiającej przełkanie pornograficznych treści, aczkolwiek wciąż jest to literatura dla fetyszystów. Każda część czterotomu otwierającego historię o Pepperównie ma inny fetysz, innego, literackiego patrona. Tym razem jest to Nabokov i wysokie męskie krawiectwo.

- Z pewnością nie wiesz jaka jest różnica między riding crop a horse whip? – spytała Victoria  wskazując na imponującą kolekcję palcatów, biczy i bacików porozwieszanych na ścianach –  Otóż w praktyce nie ma żadnej.
[...]
Był płynną, błyszczącą przyjemnością. Nie można było się powstrzymać od mrużenia oczu. Zerknąłem zaniepokojony w pęknięte lusterko wsteczne, spodziewając się spotkać pobłażliwe, kpiące spojrzenie. Nic takiego nie napotkałem. Wszystko co działo się w tej taksówce było na swoim miejscu. Taksówka pędziła przez rzeczywistość w swoim własnym tempie, ustalając nowe normy i nie pytając się o słuszność czy właściwość. Mogłem poddać się zmysłowej przyjemności Iddiego Childisha bez obawy narażenia się na śmieszność. Wystarczyło tylko, że tego chciałem. To był całkiem nowy świat. Gdzie wszystko na opak, po ścianach wywróconych do góry nogami, grubymi kroplami, spływało na właściwe pozycje. Jakbym uderzył z impetem o ziemię i zamiast się roztrzaskać, poczuł jak wszystkie kości, wszystkie myśli i nerwy wracają na właściwe miejsce.

I tradycyjnie, rytualnie, klasycznie i do bólu przewidywalnie, wydaję werdykt.
Najsmaczniejszą, najbardziej odżywczą książka 2012 była Pokuta oraz Anna Karenina. Po pożarciu tych książek odczuwałam głęboki smutek, miałam książkowego kaca. Wydawało mi się przez moment, że już nigdy nie będę w stanie nie dość, że nic napisać, to i czytać już więcej nigdy nie będę.
Niestrawność literacka najciężej dokuczała mi przy Dziewczynie, która igrała z ogniem. Nie potrafię polubić tych książek, nie lubię Salander, irytuje mnie rozwlekła narracja i tym razem, nawet zaskakującej zagadki nie było. A jeszcze jeden tom przede mną. I znów będę jęczała i marudziła "Po co ty sobie to robisz, Franciszku? Po co?". No własnie, po co?

Co by tradycji stało się zadość, zachęcam serdecznie, by się dzielić swoimi typami, komentować, polecać, inspirować Katarzynę Franciszek do czytania tego co wy czytacie, podpowiadać lektury niezbędne do przetrwania dla każdej lipshit girl. W końcu czytanie, szczególnie w wannie z papierosem w zębach.... lub czytanie na głos świństewek komuś kto leży w wannie... lub fantazjowanie o tym, że ktoś czyta a ty leżysz... lub połączenie wszystkich fantazji w supercombos czyli że Cumberbatch oraz Rickman, jeden w trenczu od Belstaff, drugi w garniturze od Toma Forda, obaj na bosaka, czytają na głos Kasię Pepper, a ty sobie leżysz w wannie o giętych, lwich łapkach, palisz papieroska, popijasz herbatkę trzy cukry plus tłuste mleko i nogi opierasz wysoko na złotych kurkach, palcami o paznokciach w kolorze red red horny red to raz przekręcasz kurek z napisem „hot”, a raz z napisem „steamy”, palcatem raz skrobiesz się po uchu, raz po pleckach, czasem zaczepiasz i rozchlapujesz różową wodę, która sprawia, że pergaminowe kartki Zmyślnych Dziewcząt marszczą się, puchną i kleją, nie wspominając już o.... ufff, czytanie jest sexy, nie da się ukryć. Kto wie, może nawet seksowniejsze od pisania.   

4 komentarze:

KaRrla pisze...

Leśmian - Na fejsie z moim synem. Dużo zabawnej ironii , czyta się w miarę szybko i jest dość oryginalna, przynajmniej ja nie spotkałam sie jeszcze z takim pomysłem na książkę.
A rok 1984 mi się podobał, pomyślałam zaraz o tym, że może sami żyjemy w systemie, który nam coś wmawia, że ambicja jest dobra, że zarabianie jest celem , że osiąganie to sukces. A może to gówno prawda i jest z nas taki sam Winston Smith.

lipshit pisze...

Na wszystkie dystopijne/orwellowskie bolączki, odpowiem klasykiem, który jest antidotum na to, co jak wykazujesz, jest cechą współczesnego Winstona.

May I never be complete. May I never be content. May I never be perfect.
(Fight Club)

Czytałaś? Przeczytaj!

http://www.youtube.com/watch?v=sDoSqgwnnEk

I tylko tak sobie pozwolę, jako literacki faszysta zauważyć, że nie Leśmian a Wiśniewski.

KaRrla pisze...

Często chce się zabrać za tą książkę, ale potem sobie myślę, że jak oglądałam film to już mi się nie chce jej czytać, no ale może w końcu się zabiorę.
No jasne, Wiśniewski, już od tych prac i książek mi się po prostu wszystko miesza i myli.

lipshit pisze...

Zabierz się. Jeśli film Ci się podoba, to dobrze jest pogłębić doświadczenie przez lekturę. Książki są zawsze bardziej i mocniej, bo są pierwsze.
Fight Club możesz skonfrontować z wrażeniami po Orwellu i porównać te dwa filozoficzne dyskursy. Jeden jest "muszę" , drugi to "nie chcę".