wtorek, 1 stycznia 2013

Lista książek zjedzonych 2012 [1]


Lipshitowy klasyk. Z niezmierną przyjemnością lista to powstawała i teraz z niezwykłą przyjemnością mogę ją wam zaprezentować, drogie dziewczęta. 52challenge nie udało mi się zrealizować, zakończyło się na jednakże niemniej imponującej liczbie trzydziestu dwóch książek, które pożarłam w roku 2012. Gdyby doliczyć te, które warlają się wokół mojego łóżka rozpoczęte, acz nie dokończone, podejrzewam, że przekroczyłabym magiczną 52. Cóż, pewnych książek nie udaje mi się skończyć ze względu na ich miernotę, innych po prostu skończyć nie chcę. Nigdy. Są takie książki, które chcę czytać do końca życia... Wydedukujcie sobie jakie... 
Z tego względu co by lipshit post nie rozrósł się do mamucich rozmiarów, lista w tym roku będzie miała dwie części. Uprzedzam, że jest pełno spoilerów, bardziej pełno niż zwykle. Oto pozycje od numeru pierwszego do piętnastego, w kolejności chronologicznej.  

1)      Harry Potter i Zakon Feniksa
2)      Pokuta
3)      Amsterdam
4)      Amerykański Spisek
5)      1q84
6)      The First Lady Chatterley
7)      Utalentowany Pan Ripley
8)      Opowieść podręcznej
9)      Kobieta i mężczyźni
10)  50 shades of Grey
11)  Jak pisać. Pamiętnik rzemieślnika.
12)  Literatura a zło.
13)  Lśnienie
14)  Rozpacz
15)  Ripley pod ziemią

1. J.K. Rowling HARRY POTTER I ZAKON FENIKSA
Mam problem z HP. Nie podoba mi się gdy z książki dla dzieci transmutuje w produkcję dla młodzieży przykrojoną na potrzeby Hollywood. Z oryginalnej, klasycznej wizji spadamy do poziomu efekciarskiego popisywania się efektami specjalnymi. Zbuntowany i miotający zaklęciami jak przekleństwami Harry uwięziony w moralitecie na temat popisywania się przed kolegami i braku szacunku dla podległych, zamiast barwnej erupcji wyobraźni w wyspiarskim stylu (bleeh takie postkolonialne…krzywi się ktoś kto uwielbia Eddiego Izzarda). Nie podoba mi się, że HP staje się tak bardzo dla chłopców, dla dziewczynek nic tam nie ma. Skaczące z akwarium mózgi. Harry, który nie potrafi rozszyfrować dziewczyńskich emocji. Hermiona z wiecznym pmsem i chłopcy, którzy wolą się nie odzywać by jej nie prowokować. Dziewczęca złość jest czymś niepokojącym i złowrogim, podczas gdy chłopcy mają prawo rzucać czym popadnie i krzyczeć na starszych. I tak jak szaleję za tym co stało się z Nevillem (Longbottom to taka super spluwa z opóźnionym zapłonem), z zapartym tchem obserwuję Lunę Lovegood (jak Rowling wymyśla te nazwiska, pewnie jest skrablistką), po prostu nie mogę zdzierżyć, że mojego ulubionego, mega super seksownego Syriusza Blacka, tego ostatniego potomka mrocznego rodu o aparycji gwiazdy rocka (kto by nie chciał mieć takiego ojca chrzestnego, z którym nie jest się spokrewnionym), Syriusza, któremu życzyłam jakiejś młodszej, wystrzałowej żony, że MOJEGO Syriusza Blacka zdegradowano do poziomu neurotycznego, nadpobudliwego bubka, który woli zginąć niż siedzieć w domu. Tylko Snape, od początku do końca, trzyma klasę. Och, i nie lubię Dumbledora. No przepraszam, nie lubię go. Mam konotacje klerykalne. On jest jak ksiądz. A wiadomo jak konotują się konotacje klerykalne.

On przelał jej krew, ale ta krew wciąż płynie w tobie i w jej siostrze. Jej krew stałą się twoim schronieniem.
(Wciąż za mało treści dla dziewczynek. To nie wystarczy za opis czarodziejskiej, pierwszej miesiączki i latających tamponów. Chcę latających tamponów i mruczących podpasek!)

2. Ian McEwan POKUTA
Nienawidzę Cię McEwan. Czuję głęboką nienawiść, zazdrość oraz zawiść o tę książkę. Ona mnie kastruje literacko. Ona robi ze mnie literackiego impotenta.
Ta Cecilia wynurzająca się z fontanny. Ten zajebisty seks w bibliotece. Ten czekoladowy magnat, który żeni się ze zgwałconą nimfetką. Ta fraza. Ta waza. Ta wojna…. Och boże, boże, boże…..
Śpię z tą książką. Kąpię się z nią. Zabieram na spacery. Jest mi potrzebna do życia w każdym momencie. Jak tlen w płynnym słowie. Przywraca wiarę, że możliwe jest by stać się lepszym przez obcowanie ze sztuką.

Zdawała sobie niejasno sprawę, że rozwód jest nieszczęściem, lecz nie uważała go za odpowiedni temat i nie poświęcała mu większej uwagi. Było to przyziemne wydarzenie, którego nie sposób cofnąć i z tego względu nie dawało narratorowi pola do popisu; należało do domeny chaosu. Interesowało ją małżeństwo, a raczej ślub z jego formalną elegancją nagrodzonej cnoty, weselną pompą i przyprawiającą o zawrót głowy perspektywą trwającego całe życie związku. Udany ślub stanowił nieuświadomiony symbol rzeczy, która na razie była nie do pomyślenia - seksualnego błogostanu. Przed ołtarzami wiejskich kościółków i wielkomiejskich katedr, na oczach aprobującej rodziny i przyjaciół, jej bohaterki i bohaterowie osiągali swoje niewinne orgazmy i nie musieli posuwać się dalej.

3. Ian McEwan AMSTERDAM
Co raz częściej przychodzi mi do głowy myśl, że wyżej wymieniony autor jest naprawdę dobry w łóżku. Czy można to poznać po sobie pisania? Żadnych przechwałek, żadnej szarży. Ale jak czasem coś zarzuci, to jest tak sexy, że majtki mi spadają.
Książka sama w sobie nudna jak flaki z olejem, przewidywalna do bólu, ale ma przebłyski. Wciąż się zastanawiam, jak on dostał za to Bookera? Może to była najkrótsza z nominowanych książek, jury leniwe, może dlatego?

Należał do nadgorliwych. Dzięki niej poznał dyskretną erotykę, uświadomił sobie okazjonalną potrzebę bezruchu. Leż spokojnie, o tak, popatrz na mnie, naprawdę popatrz na mnie. Jesteśmy bombą zegarową.

4. James Ellroy AMERYKAŃSKI SPISEK
Wymagająca intelektualnie lektura. Potrzeba całkowitego skupienia by nie utonąć w gąszczu faktów i nazwisk, a potem odnieść to do własnej wiedzy o sprawie zabójstwa JFK. Ellroy nigdy nie przestanie mnie zadziwiać. Styl precyzyjny, żadnych ozdobników, a mimo to nasycony w szczegół. Żadnego bełkotu, tylko informacje. Do tej pory nie jestem do końca pewna gdzie przebiega granica pomiędzy faktem a interpretacją, granica pomiędzy fikcją a prawdą. Jeśli unieść się ponad jego hermetyczne uniwersum i z lotu ptaka spojrzeć na subtekst, wtedy staje się jasne, że mamy do czynienia z postmodernistycznym geniuszem. Jestem w stanie przyswoić jedną jego książkę rocznie. Jest bardzo wymagający. Jest w jego pisarstwie coś z matematycznego mistycyzmu.
Mam kompleks Ellroya.

- […]Poczułem… - urwał
- Dokończ. Nie pozwól mi interpretować…
- No… poczułem... smak czegoś bardzo niebezpiecznego i przyjemnego.
- I spodobało ci się.
- Tak. Jakbym dotknął innego świata.

5. Haruki Murakami 1Q84 tom I
To się tak szybko czyta, mimo, że jest przeraźliwie nudne. Może to przez nieunikniony dla Japończyka minimalizm? Nawet złe sushi jest dobre, jeśli jest robione przez kogoś kto wychował się w Azji. Można obejmować całe strony wzrokiem nic nie tracąc, książka świetnie się nadaje do czytania na eczytniku. Jeśli już sprzedawać w milionach komercyjną pseudoegzystencjalną pulpę to niech już od biedy będzie taka. Na pewno nie jest to rozrywka wysoce intelektualna, ale inteligencji też nie obraża. Plus wielkie brawa za całkowity BRAK lokalnego kolorytu. Ta powieść dzieje się nigdzie, a ludzie są znikąd. How postmoderne, Mister Moorackamie!
Nigdy nie widziałam tylu literówek na jeden raz, nie w książce w twardej okładce.

Takiego samego uczucia doznał, gdy zobaczył jej zdjęcia, lecz teraz na widok prawdziwej dziewczyny odczuwał to drżenie znacznie silniej. Nie była to miłość ani pożądanie seksualne – nic w tym rodzaju. Raczej c o ś dostało się do jego wnętrza przez jakąś szparę i próbowało wypełnić znajdującą się w nim lukę. Takie miał wrażenie. To nie Fukaeri ją stworzyła. Tę lukę zawsze w sobie miał. Ona tylko oświetliła ją jakimś specjalnym blaskiem i wyciągnęła ją na światło dzienne. 

6. D. H. Lawrence KOCHANEK LADY CHATTERLEY
Ta książka przeraźliwie zestarzała się. Stała się reliktem czasów, których nie ma. Warto jednak dla Clifforda. Clifford, delikatny, uprzejmy, despotyczny, kaleki Clifford na swoim wózku. Clifford rozpala moją wyobraźnię do białości. Już ja bym mu pokazała jak być mężczyzną bez używania pewnych części ciała. Już ja bym mu pokazała gdzie zaczyna się perwersyjna nieśmiertelność, jak przeprowadzać eksperymenty na najmiększym naskórku kobiecych fantazji. Już ja bym mu podstawiła pod nos Kasię Pepper. Uczyniłam sobie lekturę przyjemniejszą niż była naprawdę. I już nie wiem czy pewne sceny tam były czy je  wymyśliłam. Na wskroś zmysłowa przygoda. Erotyczne doświadczenie. Ale nie podczas czytania. Podczas wyobrażania sobie. Podczas snucia fantazji.

Był dziwnym człowiekiem: na pozór tak dbały o wszystko i wszystkich, w rzeczywistości pozostawał całkowicie w sobie zamknięty. Nigdy nie dotarło do niego tchnienie jakiejkolwiek żywej istoty, stworzenia lub rzeczy. Trwał odcięty od wszelkiego kontaktu z życiodajnym oddechem wszechświata. Lubił piękne widoki i kwiaty. Ale przede wszystkim kochał sztukę, obrazy, książki. Tutaj bowiem jego umysł i swoisty krytycyzm mogły wyżywać się swobodnie. Doznawał prawdziwie estetycznej przyjemności podziwiając książki i obrazy. Pobudzały jego system nerwowy i napełniały go dumą zdobywcy, lub zaspokajały jego arogancką zarozumiałość. Ale to jeszcze bardziej oddalało go od wszelkiego fizycznego współżycia z ludźmi i pozostawiało na mieliźnie, jak gdyby był człowiekiem umarłym dla otaczającego go świata, zdolnym odczuwać jedynie własne gwałtowne napady zachwytu lub irytacji.

7. Patricia Highsmith UTALENTOWANY PAN RIPLEY
Precyzyjna, bezlitosna. Na wskroś dandysowska. Piękny szczegół w ubraniach (retro moda męska, wspaniała), jedzeniu, architekturze. Dom Ripleya w Wenecji jako cudowna metafora zmian w fakturze jego gustu, kształtowanego przez obserwację klasy do której nie należy z racji urodzenia. Nic nie fascynuje mnie bardziej niż opowieści o ludziach, którzy podstępem i zbrodnią wdzierają się w klasę wyższą. Może dlatego, że to nigdy nie są opowieści o mieszczanach.   

Może już nigdy nie wróci do Stanów. Nie chodzi o Europę jako taką, lecz o wieczory spędzane samotnie tutaj i w Rzymie. To dzięki nim tak się czuł. Wieczory, kiedy patrzył na mapy albo leżąc na kanapie, wertował przewodniki turystyczne. Kiedy przeglądał swoją – i Dickiego – garderobę, kiedy obracał w dłoniach jego sygnety albo przesuwał palcami po walizce ze skóry antylopy, kupionej w salonie Gucciego. Polerował tę walizkę specjalnym angielskim preparatem, choć nie wymagała pielęgnacji. Bo przez cały czas obchodził się z nią jak z jajkiem, niemniej robił to z dbałości. Uwielbiał posiadać markowe rzeczy osobiste – niekoniecznie mnóstwo, wystarczyło kilka wybranych, z którymi w ogóle się nie rozstawał. To dawało człowiekowi poczucie godności. Nie ostentacja, lecz jakość, zamiłowanie do jakości. Takie przedmioty przypominały mu, że istnieje, dzięki nim czerpał zadowolenie z życia. To było aż tak proste. Czyż to nie jest dużo warte? Istniał. 

8. Margaret Atwood OPOWIEŚĆ PODRĘCZNEJ
Książka wewnątrzmaciczna i menstruacyjna. Wydzielnicza. Odwydzielinowa. Sprzyja kaprysom zanurzenia się w kobiecości, krwawiącej i owłosionej. Schlebia apetytom na książki, w której padają słowa typu odór macicy. Hołduje sadystycznej lubości opisywania organów spoczywających wewnątrz, części ciała, których autor nigdy nie widział na oczy, których działania i ruchów można się jedynie domyślać.
Jedna scena wyjątkowo trafna. Dobra karykatura męskich fantazji (pozycje seksualnej władzy) o trójkącie z dwoma kobietami; świętą i dziwką, żoną i nałożnicą. Mężczyzna w tej karykaturze jest zfetyszyzowany. Nosi czarny mundur. Nikt nie jest nagi. 

Znów dumam nad jawnością życia mężczyzn: nie zasłonięte prysznice, ciało do oglądania i porównywania, genitalia wystawione na widok publiczny. Po co to wszystko? Żeby sobie poprawić samopoczucie? To jakby takie pokazywanie – proszę popatrzeć, wszystko jest w porządku, ja tu należę. Ciekawe, dlaczego kobiety nie muszą jedna drugiej udowadniać, że są kobietami? Nie ma żadnego rozpinania guzików, rytuału pokazywania sobie dziurki między nogami, równie naturalnego, jak wzajemne obwąchiwanie się psów.       
[...]
Zapach dziewczynek sprzed wieku dojrzewania, podarunków, które dzieci ofiarowują matkom na Dzień Matki; zapach białych bawełnianych skarpetek i białych płóciennych halek, talku, niewinności kobiecego ciała, które nie wie jeszcze, co to owłosienie i krew.
Kwiaty to genitalia roślin.

9. Manuela Gretkowska KOBIETA I MĘŻCZYŹNI
Manuela wydaje jedną książkę rocznie. Ja czytam rocznie jej dwie książki. Z polskich pisarek tylko ona potrafi przykuć moją uwagę, choć nie ma w tym już nic z nabożnego pożądania samicy lepiej ukształtowanej.
Zamiany narracyjne, przerzucanie fokusu z postaci na postać, porzucanie jednej na rzecz drugiej, jak znudzenie zabawką. To charakterystyczne dla stylu Gretkowskiej elementy, na nich opiera się główny zarzut, że bywa irytująca. W późniejszym Transie możemy odnaleźć wiele powtórzeń elementów kompozycyjnych. To taka przygrywka przed Transem. I o dziwo, nie ma wydzielin, tak charakterystycznych dla polskich pisarek pornografek. Książka nasuwa mi luźne skojarzenia z Arlington Park, szczególnie podczas sceny gdy kobiety, plotkujące podczas przymierzania ciuchów w galerii handlowej, nieustannie walczą z wybuchami wściekłości.

[ w Polsce ] po ustrojowej obsuwie wypłynęła magma brutalności. Prymitywny, gburowaty brak form, przy którym zachodnia grzeczność wydaje się obłudą, a skromność skrywanym perfidnie poczuciem wyższości.

10. E L James 50 SHADES OF GREY
Przeczytane z pisarskiego obowiązku. Egzemplarz brytyjski, zadziwiająco grubszy niż wydanie amerykańskie. Soft vanilla ero submissive. Spodziewałam się więcej, w mniej infantylnym języku.
Więcej tutaj:
http://lipshitblog.blogspot.com/2012/08/50-shades-of-pale.html

- Christ Ana.
You’re so ready - he whispers in veneration.

11. Stefan King JAK PISAĆ. PAMIĘTNIK RZEMIEŚLNIKA
Bardzo ciepła, wzruszająca książka. Gorąco polecam początkującym lub poszukującym środków na przywrócenie radości z pisania. Naprawdę fajna książka. Fajna jak popcorn. King to całkiem w porządku gość. Daje mnóstwo nadziei. Zawsze zarzucałam mu brak literackiej wyobraźni i łopatologiczną dosłowność (jakoś stereotypowo kojarzące mi się ze stereotypowym Amerykaninem jakim wydaje mi się King. On jest wręcz folklorystyczny.). I tak jest. King nie ukrywa, że jest ciężko pracującym rzemieślnikiem, unikającym intelektualnego zadęcia. Jego rady płyną prosto z serca. I czasem dobrze jest uwierzyć w jego pisarska telepatię i dać się pocieszyć, tchnąć nadzieją. Że wolno pisać. I jeśli się pragnie, jest się szczerym i ciężko pracuje, to w końcu uda się rzucić choć jeden czar. Mnie to cholernie wzrusza i takie słowa pomagają w tych chwilach zwątpienia jakie przechodzi każdy, kto wybrał sobie ten pieprzony zawód, który polega głównie na samotnym przesiadywaniu za zamkniętymi drzwiami pokoju.

Ostatecznie to ziarnko piasku wpadające do muszli małża tworzy perłę, nie seminaria na temat powstawania pereł przeprowadzane z innymi małżami.
[...]
Możecie pisać. Powinniście pisać. Jeśli macie dość odwagi, zaczniecie. Pisanie to czary, woda życia, jak każdy akt twórczy. Woda  nic nie kosztuje. Pijcie zatem. Pijcie i nasyćcie pragnienie.

12. G. Bataille LITERATURA A ZŁO
To jest nieopisywalne co dzieje się w tej książce. Kimże jest Katarzyna Frank, żeby wypowiadać się o Bataille’u? Mogę go jedynie przyswajać.
Dobra, będę szczera. ArcyDarek chyba zakosił mi akurat ten tom dziennika, w którym mam notatki do tej książki.

13. Vladimir Nabokov ROZPACZ
Drugie czytanie na potrzeby zakończenia prac nad Garderobą Profesora Sparka.

Przede wszystkim - motto, ale nie do tego rozdziału, tylko tak, w ogóle: Literatura to miłość. A teraz kontynuujmy.

14. Stephen King LŚNIENIE
Z szacunku do Pamiętnika Rzemieślnika, który podobał mi się niezmiernie, postanowiłam przeczytać coś Kinga, aby sprawdzić jak stosuje techniczne rady w praktyce. To zadziwiające, ale czytam go już po raz trzeci, Miasteczko Salem i Carrie były całkiem niezłe. Pomysły Kinga, freudowskie motywy, pewne konstrukcje, podobają mi się. Nie podoba mi się wykonanie. Za proste. Za łopatologiczne. Amerykański folklor. Brak finezji. Książka nudzi mnie, choć portrety bohaterów zbudowane są bardzo solidnie. Jej antyfeministyczny wydźwięk jest dobrym materiałem do krytycznej analizy.
Książka skupiona. Dwie sceny naprawdę mistrzowskie; Jack tłucze Wendy kijem do rouqa (plastyczność pełzania na różne sposoby. Dobre!) oraz płonąca Panorama (majstersztyk, czytałam scenę cztery razy pod rząd, robi wrażenie, jedno z lepiej płonących monstrów, może dlatego, że największe). Ale też dużo nudy i przerzucania kartek (Dick brnący przez śnieg, zwierzęta z żywopłotu > ile razy można?, bezbarwne, sielskie zakończenie).

Muzyka. Śmiech. Pijaństwo. Histeria. Mało miłości, tu jej nie ma, ale pod powierzchnią przepływa nieustanny prąd zmysłowości.

15. Patricia Highsmith RIPLEY POD ZIEMIĄ
Mój ulubiony dandys. Tym razem francuska wieś oraz Londyn. Och, czytanie tych książek to jak wakacje. Te staranne opisy przedmiotów, te spacerki i Ripley, który ciągle kupuje jakieś ubrania. Tom powinien kiedyś spotkać Kasię Pepper.


Miał jednak pewien zapał w korzystaniu z przyjemności, a tego zapału brakowało Heloise, może dlatego, że od urodzenia miała wszystko, czego mogła sobie zażyczyć. Miał czasami dziwne uczucie, kiedy się kochali, czuł się nieobecny, tak jakby czerpał przyjemność z czegoś nierealnego, co nie żyło, z ciała bez tożsamości. Czy też może była to nieśmiałość lub purytanizm, z jego strony? Czy jakiś lęk przed zupełnym oddaniem się (...)?
[...]
W jej głosie Tom odczuł fortyfikacje zamków, kościołów, klasę mieszczańską. Szare i żółte kamienie, nie do przeniknięcia. Przyzwoite zachowanie. 

Brak komentarzy: