wtorek, 8 stycznia 2013

Fantastyczny seks, który zawdzięczam dziewczętom

- Czasem gdy kocham się z Tobą, mam wrażenie, że uprawiasz ze mną seks jakbym był dziewczyną.
- To źle?
- Nie, wręcz przeciwnie. Tylko nikt nigdy się ze mną tak nie kochał. I ja już zawsze chcę...

W tym momencie Arcy zwiesza swoją kędzierzawą głowę i nerwowo poprawia okulary w ciężkich oprawkach. Czerwieni się jak panienka mówiąc o tym, że pobudzam do życia jego delikatną, czułą, zmysłową stronę. Wiem, że to dla niego trudne, bo zaprzecza wszystkim stereotypom, które ładowano mu do głowy od małego. Samo wyrażenie potrzeb, przyznawanie się do posiadania seksualności innej niż ta o podłożu ambicjonalnym, innej niż zaliczanie, rozładowywanie i oznaczanie terytorium, jest postrzegane jako niemęskie. Arcy, uwierzcie mi, jest bardzo otwarty w sprawach perwersyjnego seksu, a kiedy mówię, że bardzo, to mam na myśli BARDZO BARDZO. Nie ma takiej rzeczy, o którą nie mogłabym go poprosić, nie ma takiej fantazji, której by ze mną nie zrealizował. To właśnie on sprawił, że vanilla sex przez pewien czas mnie nie interesował. Zaskakująco, to właśnie mówienie o intymności, o najprostszych mechanizmach seksualności, podstawach, przyprawia go wypieki i sprawia, że zaczyna się trochę jąkać.
A co się dzieje w tym momencie ze mną, gdy wreszcie udało mu się jakoś wydukać czego ode mnie tak naprawdę potrzebuje? Na dźwięk słów „nikt, nigdy, zawsze”, moje majtki obracają się w popiół. W ciągu nanoułamków sekund już siedzę na jego kolanach, już rozwiązuje mu krawat, już rozpinam mankiety starając się nie pogubić spinek, już rozpuszczam swoje włosy, już wkładam mu rękę do kieszeni. I z uszu leci mi para, i z między nóg też bucha mi para....
- Chodź tutaj, mała. Już ja Ci pokażę, jak to robią prawdziwe dziewczęta... - jakoś udaje mi się wyszeptać.     

Złamałam zasadę dyskrecji, co prawda za zgodą, ale jednak. Możliwe, że Arcy urośnie o parę milimetrów, jako mój pierwszy kochanek wymieniany na lipshit blogu z imienia w kontekście realnego, pierwszy od czasów M. Możliwe, że przed wyjazdem wolno mi więcej, pozwalam sobie na więcej. Puszczają mi hamulce, a zasady przestają obowiązywać. Chciałabym podzielić się z wami moją intymną prawdą, a bez Arcy to nie byłoby możliwe. A jednak to nie on zainspirował mnie bezpośrednio. Tylko ten artykuł:
Dokładniej mówiąc pytanie, które sobie zadałam po lekturze: czy to co wydaje mi się naturalne, to z czym ja nie mam problemu, jest trudne dla innych kobiet i mężczyzn? A jeśli tak, to kto nauczył mnie tego, tej otwartości, czułości, dziecięcej radości jaką odczuwam gdy tylko ktoś da mi pretekst by wyskoczyć z ciuchów, całej celebracji zmysłowości, zabaw w przytulanie, wspólnych kąpieli, pieszczot, które prowadzą tylko do pieszczot, gry wstępnej, która kończy się tylko na grze wstępnej? Kto wpoił mi, że bliskość fizyczna jest podstawą satysfakcji seksualnej, nie orgazm, nie stosunek, a właśnie pieszczoty i troska o partnera, że zapomnieć o sobie, że dawać, że to właśnie są prymarne aktywności seksualne? Kto pokazał mi, że przyjmowanie postawy biernej (poza kontekstem gry submisywnej, tylko w seksie waniliowym) jest niedojrzałe i nie ma nic wspólnego z byciem dobrym w łóżku? Kto mnie tego wszystkiego nauczył? Odpowiedź jest prosta. Dziewczęta.
Nawet gdy nie kocham się z dziewczętami, to uprawiam seks odkobiecy. Mechanizmy seksu lesbijskiego są dla mnie tak oczywiste, że nawet ich nie zauważam. Stosuję je zawsze, zawsze kocham się jakbym kochała się z dziewczyną. I to działa na moją korzyść.
Czyżbym znów stwarzała kategorię, na użytek własnej, pokrętnej filozofii erotycznej? A co tam. Wolno mi. Mój blog, moje zabawki. Najwyżej kiedyś zrobię słowniczek. Ta kategoria to; seks niehetero.
Seks, który jest zawsze taki sam. Twoja tożsamość jako kochanka nie zmienia się, bez względu czy liżesz cipkę, czy ssiesz fiutka. Zawsze dostarczasz to samo. Zawsze dajesz z siebie tyle samo, w sposób jaki uwarunkowało cię twoje seksualne doświadczenie. Nie ma lepiej czy gorzej. Nie ma mocniej czy lżej. Jest zawsze tak samo, czyli dobrze. Fantastycznie. Seksownie. Tak jak Tobie pasuje, tak jak to lubisz robić i jak lubisz to robić im. Genitalia nie mają żadnego znaczenia. Mit seksu osobniczego właśnie dogorywa w męczarniach, drąc się w niebogłosy.
Mój seks niehetero to seks jaki nauczyłam się uprawiać kochając się z dziewczynami. I teraz odtwarzam go gdy kocham się z chłopakami. Moja seksualna matryca jest odkobieca. Wszyscy dostają to samo.

Są dziewczęta, które lubią się tak kochać.
I to właśnie im zawdzięczam to, że potrafię odczuwać seksualną satysfakcję na wiele różnych sposobów, nie koniecznie związanych z wytryskiem czy orgazmem. To wszystkie moje wspaniałe kochanki nauczyły mnie;
że branie wspólnej kąpieli jest niezbędne, że to creme de la creme. Że w wannie jest najlepsza zabawa. Że mydliny, że szampon, że piana. Że papierosy. Że gorąca woda. Że można komuś pozwolić na ogolenie twoich nóg czy cipki (najpierw namydlić pędzlem z grubego włosia, a potem brzytwą.... spokojnie, Frank, pisz dalej, porzuć tą wizję, szybciutko).
że nagość jest niezbędna. Że nagość oznacza radość, zabawę, wyraz zaufania. Że na nagość trzeba zasłużyć.
że nagością trzeba się chwalić. Że moje ciało jest naprawdę piękne gdy nie ma na nim ubrań.
że nie ma nic bardziej podniecającego niż nieśmiałość. Cudza lub własna.
że najpiękniej wyglądam gdy dochodzę i częścią składową seksu jest obserwowanie mnie podczas tego momentu. Że nie można się chować ze swoim orgazmem pomiędzy poduszkami czy pod kołdrą. To jest część doświadczenia. Nagroda dla tego, kto na ten orgazm ciężko pracował.
że czasem trzeba się po prostu położyć i brać. I mówić, podpowiadać, dzięki czemu szybciej osiąga się satysfakcję. Że domyślanie się rzadko kiedy bywa seksowne.
że czasem trzeba zapomnieć o sobie i wyruszyć w podróż po obcym ciele. Że trzeba ofiarować komuś cały czas na ziemi i wszystkie swoje siły. Że w seksie czas nie gra żadnej roli.
że seks czasem bywa ciężką pracą. Że do seksu oralnego trzeba dużo cierpliwości i sił witalnych. Że cholera jasna, ta cała koordynacja, to nie jest takie proste jakby się wydawało.
że nigdy nie można się nauczyć czyjegoś ciała na pamięć, tak do końca. Nigdy.
że możesz czegoś nie lubić. A jak nie lubisz to tego nie robisz. Wszystko ma swoją czynność zastępczą, a seks to też negocjacje.
że po pewnym czasie nauczysz się szyfru twojego kochanka. Że każdego można rozpalić do białości w trzech prostych krokach. Że kombinację tych kroków odkrywa się miesiącami, latami. Każdy ma własną kombinację.
że metoda prób i błędów. Że nie zawsze się udaje. Że bez orgazmu, bez penetracji, też jest fajnie. Że satysfakcja seksualna nie kryje się w kulminacji, a w procesie.
I jeszcze, jeszcze więcej. Dziewczęta nauczyły mnie naprawdę wiele. Nie wiedziały tylko, że to czego mnie uczą, nie jest wiedzą zarezerwowaną tylko dla dziewcząt, że na chłopcach to wszystko też należy stosować. Że seksualna wiedza to nie zaklęcia zarezerwowane dla kręgu wtajemniczonych. Nie istnieje coś takiego jak seks lesbijski, tak samo jak nie ma czegoś takiego jak seks męski, kobiecy, seks hetero. Jest tylko dobry i zły seks. Dobry seks to na przykład seks niehetero.

Nie wszystkie dziewczęta lubią się tak kochać.
Znów tutaj powrócimy do kwestii seksualnej bierności. Nie wszystkie dziewczęta chcą być aktywne. To jest rolą samca (lub samicy) by pobudzać, by pieścić, by postarać się o moje wielkie o. Chłopcy mają naturalną gwarancję orgazmu, my nie, więc fajnie jakbyśmy też coś z tego miały.
I jest jeszcze kwestia niemęskości, tego co poza standardem, więc jest dziwne. „Wiesz, on jest jakiś dziwny. Nie dość, że poprosił mnie żebym possała chwilę jego duży palec u stopy, to po tym jak strzelił mi minetkę, powiedział, że się ostro namęczył i woli się poprzytulać. Cały czas męczy mnie żebym całowała jego sutki, serio. Wczoraj zapytał mnie, czy mogłabym go umyć, że kręci go strasznie, gdy dziewczyna go kąpie. Ja nie wiem, on jest chyba ciotą.” Tacy faceci istnieją, naprawdę. I są dziewczyny, które się z tego śmieją. Teraz wyobraźcie sobie, że te słowa (stopa, cuddling, sutki, kąpiel) dotyczą dziewczyny. Już nie takie dziwne, nie? Nikt nie nazwie takiej laski lezbą. Trzeba zdać sobie sprawę, że nam, kobietom, w łóżku wolno trochę więcej. Nie jesteśmy tak ściśle skrępowane siecią ambicjonalnych zakazów i nakazów, jest o wiele mniej spraw, które "niekobiece”. Możemy być bardziej sobą, o znacznie więcej możemy prosić i na o wiele więcej możemy się nie zgodzić. Co prawda dziewczęta żyją w ciągłym rozdarciu między klasycznym „święta, żona, dziwka”, ale nikt nie odbiera nam prawa do czułości. Do otrzymywania jej. Bo są wśród nas takie, które uważają, że chłopak, który „lubi żeby kochać się z nim jak z dziewczyną”, jest niemęską, cipowatą, przegiętą ciotą. I on pewnie o sobie też tak czasem myśli.

Nie wszyscy chłopcy lubią się tak kochać.
Jasne, są tacy, którzy lubią być macho. I składają się tylko z twardego, męskiego mięsa. Nie lubią tych wszystkich pedalskich bzdur, rzucają tobą po łóżku czy podłodze, po czym unieruchamiają w jednej pozycji, bo śpieszy się im żeby wsadzić, wyjąć i spadać do domu. Można to lubić. Taką solidną, betonową konstrukcję cavemana. I trochę przeraża mnie historia, która musi się kryć za warunkowaniem takiej seksualności. A może po prostu podobają mi się tylko niemęskie, cipowate, przegięte cioty.
Już podczas gry wstępnej, intuicyjnie wyczuwam czy proporcje zostały zachowane. Jak się ma stosunek czułości do chcicy. Jeśli chcicy jest więcej nigdy nie zmuszam się, zabieram zabawki, pryskam tam gdzie pieprz rośnie. Od razu nasuwa mi się myśl, że gdy przydarza mi się to w sytuacji kobiecej, to tylko wywracam oczami i biorę się do roboty, unikając wszelkiej wzajemności, a dopiero potem pryskam tam gdzie pieprz. Dziewczyn nigdy nie porzucam z pożądaniem, które nie sprostało moim wymaganiom. Dziewczyn nie karzę za to, że są kiepskie w łóżku.

Są chłopcy, który lubią się tak kochać.
Tylko trzeba dać im szansę. Trzeba zacząć im dawać. Nie tylko oczekiwać i grać księżniczkę z drewna. Trzeba czasem trochę ich rozruszać, trochę podpuścić. Zapracować na seksualne zaufanie. Chłopcy potrzebują znacznie więcej poczucia intymności, znacznie mocniejszej polisy bezwarunkowej dyskrecji. Nie mówią i nie opowiadają, a co więcej, naprawdę boją się, że ktoś się dowie, że lubią te akcje z palcem w tyłku. Ba, że ktoś się dowie, że koledzy się dowiedzą, że nic nie podnieca go bardziej, niż gdy całujesz go po szyi gdy dochodzi, gdy pochylona nad nim stymulujesz go ręką opowiadając na ucho świństewka o niegrzecznych chłopcach, że tak naprawdę od seksu oralnego podczas meczu piłki nożnej wolą, żebyś zrobiła kąpiel, umyła go szorstką gąbką, umyła mu głowę i wytarła dokładnie ręcznikiem frotte (uch, znów paruje mi w majtkach). Te wszystkie rzeczy, które przychodzą nam do głowy gdy myślimy o tym jak kochać się z dziewczyną, chłopcom zazwyczaj też się podobają (wzajemna masturbacja, przewaga seksu oralnego nad penetracyjnym, lesbian bed death, dildos, o! dildos zdecydowanie... ale to już inny temat, którego nie poruszam by oszczędzić swoje majtki i skończyć tego lipshit posta). Dla mnie odkrycie tego, było jak odkrycie Ameryki. Pomysł, że sypiając z facetami nie muszę rezygnować ze wszystkich benefitów seksu lesbijskiego, był przełomowy. Tak samo jak kilka lat wcześniej trzęsienie ziemi wywołało odkrycie, że decydując się na ekskluzywny seks lesbijski, nie tracę niczego z seksu chłopięcego (np.; ostrego, penetracyjnego rżnięcia na pieska), a wiele zyskuję. Przez długi czas nie myślałam o seksie z chłopakami w kategoriach seksu jaki uprawiałam z dziewczynami. Zrobić mu laskę i pozwolić mu potem zasnąć? Żartujesz... ale zrobić jej minetkę i pozwolić jej zasnąć? Owszem. Zasłużyła. Pieścić go, wycałować każdy milimetr jego ciała, skupiać się na szyi, na stopach, na uszach, na dłoniach, obserwować dokładnie jego reakcje, pilnować by jego rozkosz nie wygasała? Tak, i co jeszcze? W końcu on ma gwarancję orgazmu, ja nie, więc bez przesady. Pieścić ją, wycałować ją od stóp do głów, przeciągać grę wstępną w nieskończoność będąc tylko dawcą, skupić się, pracować nad nią ciężko, aż straci głowę, aż sięgnie gwiazd i cały czas na nią patrzeć, cały czas czuwać i pilnować?  To jest niezbędne. A co z empatią? Czy nie na tym polega bycie dobrym w łóżku? Na umiejętności doprowadzania do szaleństwa, na umiejętności przerzucenia zainteresowania całkowicie na drugą stronę. Bez względu na płeć. Oczywiście, we wszystkim trzeba zachować równowagę. Czasem każdy potrzebuje by położyć się i zostać wycałowanym, i to TEŻ trzeba umieć. Znam osoby, którym ciężko przychodzi przyjmowanie postawy biernej czy przyjmowanie pieszczot. Sama taka troszkę byłam, umierałam ze strachu na myśl, że ktoś będzie musiał mnie oglądać z naprawdę bliska, gdy będzie całował mój brzuch.... ale to już zupełnie inna historia.

Najbardziej zapamiętany fragment z Last Tango in Paris, flagowa scena z masłem, ma swoją analną kontynuację, w które to ona penetruje jego. Scena ta pokazuje przemianę między bohaterami, że to co wydawało się nie może być wzajemne, wzajemne się staje, że doświadczenie, które nie mogło stać się udziałem i kobiety i mężczyzny, właśnie takie jest. Na tym polega cały ten ambaras. Abstrahując od przemocowych konotacji tej sceny, wszystko co oni mogą zrobić nam, my możemy zrobić im. Trzeba tylko chcieć. Trzeba tylko odważyć się spróbować.

I żeby nie było. Pamiętam czasy, jeszcze po 25 roku życia, gdy bałam się seksu. Bałam się nagości, bałam się pieszczot. Najlepiej po pijaku, najlepiej penetracja, orgazm i dajcie mi wszyscy spokój. Postanowiłam jednak, że to będzie mój sposób na emancypację. Przełamać się. Próbować. Rozbierać się, przyjmować pieszczoty, szukać oznak podniecenia czy seksualnej aprobaty, nie skupiać się na rozstępach, fałdkach, na kondycji cycków, czy dodatkowych włosach tam gdzie nie powinno ich być zgodnie z zachodnim standardem. Nie nauczysz się pływać mocząc się w brodziku. I nagle, zanim się obejrzałam, przestałam się odchudzać, nie wydaję majątku na depilację woskiem, ba! czasem nie chce mi się golić nóg, że o reszcie nie wspomnę, czasem mam paznokcie u stóp z tygodniowymi odpryskami, co nie oznacza, że nie jestem wspaniałą, seksowną sobą. Czasem mam odwagę ustalać całkowicie własne standardy erotyki, poszukiwać własnych fetyszy, z których niektóre, nie oszukujmy się, poza kontekstem są trochę głupawe (ba, nawet bardzo!). Nago wyglądam jak Katarzyna Frank (czasem śmiesznie) i jak Katarzyna Frank uprawiam seks (czasem mi nie wychodzi). Nagle odkryłam co to znaczy nie przejmować się tylko dobrze się bawić. I potem pojawiło się to na co tak długo czekałam. Poznałam na czym polega różnica między sportowym pieprzeniem a kochaniem się. Co nie znaczy, że jedno jest lepsze od drugiego, o nie...

I na koniec trochę rozmyślań tożsamościowych. Nie wartościuję, ale zastanawiam się, czyżby takie przyjacielskie, radośnie dziecięce i niewinne podejście, np.: do nagości, było stereotypową domeną intymności kobieco-kobiecej? Nawet ja nie potrafię uniknąć tej pułapki. Seks ludzki, seks czuły, dobry seks - nadaję mu cechy kobiece, wywodzę go od seksu z dziewczynami, NIE od seksu ze wspaniałymi ludźmi (którym przydarzyło się być kobietami). Może to powinien być kolejny etap mojej emancypacji? Stać się całkowicie gender blind, zrównać seks do jednego poziomu dobrego seksu. Tylko czy ja tego chcę? Czy chcę być panseksem? Czy może właśnie to jak zmienia się seksualne doświadczenie w zależności od kontekstu (kontekstu cipkowego lub fiutkowego, mówi profesor Frank robiąc mądrą minę), może to właśnie podnieca mnie najbardziej? To że chłopcy to chłopcy, a dziewczyny to dziewczyny. Że kochanie się z ArcyDarkiem jak z dziewczyną, nadaje temu doświadczeniu nowy posmak, głównie dlatego, że to NIGDY, tak do końca, nie będzie możliwe.

Czuję, że po raz kolejny dowiedziałam się czegoś nowego o swojej seksualności. I nie mogę się doczekać by móc wypróbować tą teorię na nowym gruncie. No i wyjaśniam pośpiesznie, wszystkim ciekawskim. Jest Arcy. Owszem. Ale spokojnie, ja wciąż sypiam z dziewczynami.
Jak to podczas sylwestrowej nocy stwierdziła moja najlepsza przyjaciółka;
- Zawsze myślałam, że wyrośniesz na Carrie. A jesteś Samanthą.
Ja też tak myślałam, a tutaj proszę... 

10 komentarzy:

Anonimowy pisze...

może Cię to zainteresuje.. może nie. hm.
tego seksu "niehetero" nauczyłam się właśnie z chłopcami, nie z dziewczętami, i to najczęściej właśnie w tych przypadkach gdzie po imprezie, po pijaku. mam kilka swoich małych wniosków. skoro ciekawi Cię ta tematyka, to może zaciekawią Cię też doświadczenia innej Samanthy, która miała być Carrie.
nie będę się rozpisywać tutaj, bo może nie ma powodu, ale jakbyś chciała to napisz na magdalenaroz@o2.pl, wtedy. num.

inesligatur pisze...

bo ty uprawiasz ze mną seks jak z dziewczyną. piękne zdanie i prawdziwe, sama je kiedyś usłyszałam, więc to chyba doświadczenie większej ilości chłopców. i moje wielkie zdziwienie, to co wy właściwie w tym łóżku robicie..
ale z drugiej strony, później moja próba zdania relacji i okazuję się, że nie potrafię tego powiedzieć inaczej niż, że uprawiałam seks a i owszem ale tak nie tak jak się uprawia heterycki seks. znaczy nie tak jak sobie wyobrażasz. niektórzy rozumieją inni nie chcą a ja nie chce tłumaczyć.

jak zwykle chylę czoła.

lipshit pisze...

@anonimowy
Zawsze interesują mnie zeznania z drugiej strony lustra.
Będę namawiała do publicznego, jeśli nie, lipshit@gmail.com, czuj się zaproszona.

lipshit pisze...

@ines
To jest szalenie transcendente doświadczenie, bardzo płynne i przekraczające.
Zanim zaczęłam sypiać ekskluzywnie z dziewczynami, kochałam się z chłopakami zupełnie inaczej niż teraz. To jest niesamowite, bardzo wyzwalające, pozbyć się ograniczeń wynikających ze stereotypów w postrzeganiu płci i wreszcie móc zająć się czułością i łóżkowymi wygłupami, bez wyrzutów sumienia, że robisz coś niewłaściwego, czego on nie chce, a ty nie powinnaś robić.
Też nie potrafiłabym tego wytłumaczyć. Żeby móc zrozumieć seks niehetero, czyli nie hetero i nie homo, trzeba przejść długą drogę. Ten post to nieudolna próba zsumowania doświadczeń.
Jak zwykle chylę czoła, że przebrnęłaś po raz kolejny.

Anonimowy pisze...

po chwili zastanowienia wiem nawet czemu ta różnica ma miejsce.
mój seks z ludźmi jest zazwyczaj jednorazowy. nie wchodzę raczej w stałe relacje i pewnie stąd ta różnica.

ludziom się wydaje, że taki jednorazowy seks jest pozbawiony emocji, pusty. nigdy nie miałam takiego przypadku ( z chłopcami, ale to zaraz). mężczyźni gdy wiedzą, że najprawdopodobniej mnie nie spotkają już nigdy w życiu, robią to, czego by się na co dzień wstydzili i nie, nie mówię tutaj u fetyszach i wulgarności. pokazują swoje emocje i to te najskrytsze. płaczą, dziękują, proszą o czułość. ten najpiękniejszy waniliowy seks właśnie miałam z takimi mężczyznami, bo mnie nie boją się prosić, w odmienności gdy ma to miejsce ze stałymi partnerkami, które własnie na dyskrecję muszą zasłużyć. zapraszają do kąpieli i po prostu się cieszą ciałem, chwilą, nocą, wymianą pieszczot i przytuleń. nie starają się budować jakiegokolwiek zdania na swój temat w moich oczach, więc nie próbują być tacy, jacy nie są, udając wielkich samców. nie chcą mi "zapunktować". jeśli dobrze interpretuję to jak pojmujesz niehetero seks, to mój seks hetero taki właśnie jest.

sytuacja ma się całkowicie odmiennie z kobietami.( i niestety przyznam, że mam chyba w tym swój współudział. )
ten przygodny seks z nimi jest nastawiony jedynie na ich przyjemność. ma ona początek i koniec, bez podróży dalej niż sfery erogenne. zauważyłam, że ich chęci rosną wraz ze stażem relacji. dopiero gdy są chęci na związek, wtedy pojawiają się chęci na dłuższe robienie dobrze niż wymaga tego łóżkowy savoir vivre. nie ma tutaj seksu jako waloru samego w sobie, jako celebracji. seks jest do zaspokojenia i to dość liniowo. ogrom przypadków totalnej bierności. moja wina leży w tym, że kobiece ciało zbyt na mnie działa i wchodzę gdzieś w tą rolę samca, w cudzysłowie, który dominuje. rzadko, która próbuje stanąć ze mną na równi i wielokrotnie, co smutne, gdy zabawa dobiega końca, zdarza mi się nadal być w ubraniu.

zeznania z drugiej strony lustra.

lipshit pisze...

Aż mi dało po oczach gdy zestawiłaś fetysze zaraz obok wulgarności. Sama jestem fetyszystką z zamiłowania, fetyszyzuję rzeczywistość i podejrzewam, że każdy z nas ma parę fetyszy. Musiałam o tym wspomnieć, inaczej pochorowałbym się.

Widać, że nie śledzisz lipshita. Śpieszę wyjaśnić, że Arcy jest moją pierwszą niejednorazową / kilkurazową relacją od 2009. Nie szukajmy różnic, szukajmy podobieństw, tego co nas łączy, nie dzieli. Fajnie, że możemy dzielić doświadczenia.

Kobieca seksualna bierność? Say no more! To jeden z moich ulubionych tematów. To się dzieje naprawdę. Polecam lekturę.
http://lipshitblog.blogspot.com/2012/10/odpowiedz-czesc-ii.html
To moja próba analizy zjawiska.

Zastanawiam mnie wciąż, czemu dziewczętom pozwalamy na więcej, czemu dostają większy kredyt, czemu nie ponoszą konsekwencji za erotyczne działania za które facetowi wydrapałabym oczy? Odnosząc się do sytuacji, którą opisujesz, gdybym nagiemu facetowi zrobiła laskę, nie wychodząc przy tym ubrań, a po wszystkim, on zachowywałby się jak całkowicie nieświadomy tego, że pora na wzajemność, lub obcesowo, nie miałby zamiaru kontynuować zabawy, w ruchy poszłyby paznokcie, wyzwiska i latające przedmioty. Dziewczętom to wybaczam, wzruszam ramionami, godzę się z losem i wychodzę. Nie twierdzę, że faceci tego nie robią, też bywają bierni lub nie zachowują łóżkowego savior vivre, tyle, że ja im tego wtedy nigdy nie wybaczam.

Dziękuję za zeznania z drugiej strony lustra i możliwość wejścia w dialog.

inesligatur pisze...

Dziewczęta nie ponoszą konsekwencji, pozwalam im na więcej, bo czerpię z nich większa przyjemność. to jest dla mnie całe wytłumaczenie.

lipshit pisze...

Dla Ciebie Ines, dla mnie nie.
Jak wynika z lipshit posta i komentarzy pod nim, nie wartościuję przyjemności. Nie chcę dzielić na odkobiece i odmęskie. TO seks niehetero jest ważny, nie płeć.
Chcę poszukać odpowiedzi na to pytanie głębiej, w mechanizmach socjopsychoseksualnych.

inesligatur pisze...

Naprawdę zainteresowało mnie to pytanie. próbując na nie znaleźć wczoraj odpowiedź, zaprzęgłam do dyskusji dwie inne głowy. chłopaka określającego się jako geja i dziewczynę określającą się jako hetero. rozpętała się burzliwa dyskusja. stanowiskiem godnym przytoczenia jest to, że oni nie rozumieją jak można dziewczętom pozwalać na więcej. coś co uważałam za fakt oni kategorycznie podważyli. no jak to tak i według was one powinny ponosić konsekwencje?

lipshit pisze...

Chyba szykuje się post o niewidzialności seksualnej przemocy kobieco-kobiecej. Just saying.

Mogą mnie za to wywieźć na wozie z gnojówką, ale mam potrzebę o tym napisać już od dawna.