sobota, 26 stycznia 2013

Etykieta Jednorazowego Użytku [2]


Etykieta Jednorazowego Użytku
Czyli ŻADNEGO ŚNIADANIA NIE BĘDZIE
część druga


KRÓTKI PRZEWODNIK PO SPOSOBACH NA EWAKUACJĘ
Czyli jak z klasą zakończyć przygodę która prawdopodobnie zaczęła się bez jakiejkolwiek klasy.

Poczekaj aż Bzykanko zaśnie, ubierz się po cichu i o ile to możliwe, pryśnij. Jeśli pryśnięcie jest niemożliwe z przyczyn technicznych, obudź Bzykniętego będąc już w pełnym rynsztunku czyli spodnie, kozaki, czapka, ciemne okulary oraz kaptur. Najlepiej mówiąc „wypuść mnie szybko, bo zaraz się zgrzeję i przeziębię” albo przy sprzyjających warunkach atmosferycznych „taksówka na mnie czeka”.... Dobra, a tak na poważnie. Ubierz się, umyj ząbki, pocałuj Przygodę z języczkiem i wyjdź. W tym nie ma nic skomplikowanego.

Jeśli Jednorazowa Akcja miała miejsce u Ciebie, należy zrobić dokładnie to samo. Ubrać się i zacząć poganiać naszą Przygodę, że śpieszysz się, że do pracy, że taksówka, że mama na lotnisku, że babcia na dworcu, że już jesteś spóźniona. Należy przebierać nogami w progu i wykonywać neurotyczny taniec przy oknie, po czym zamknąć drzwi i wybiec na dwór. Uciec. Schować się najbliższym spożywczaku, pobiec do piekarni, wymknąć się na spacer do parku. Jeśli takie rozwiązanie wydaje Ci się zbyt niedojrzałe (bo takie jest, prosto z ogólniaka), można rozegrać to na trzy inne sposoby.

1. Metoda pierwsza. Na Lorda Cocksa.
Nie przejawiać żadnego zainteresowania Przygodą. Nie zwracać uwagi, najmniejszej. Leżeć w łóżku. Chować się pod kołdrą. Pytania o śniadanie czy kawę, ignorować. Wymruczeć coś, machnąć ręką w kierunku kuchni i przewrócić się na drugi bok. Zniechęcać całkowitym tumiwisizmem. Nie umyć zębów, nie poprawiać włosów. Zajmować się snem i wylegiwaniem. W końcu i tak masz pewnie kaca. Przygoda pokręci się, pokręci, a jak się znudzi, to wreszcie zacznie się zbierać do wyjścia. W żółwim tempie, ale zacznie. Gdy tylko wreszcie do Przygody dotrze, że żadnego śniadania nie będzie.

2. Metoda druga. Kontrolowane wypłoszenie.
Metoda druga, to próba spokojnego, kontrolowanego wywleczenia Przygody z twojego domu, na teren neutralny, gdzie można Przygodę spławić, zgubić lub przekupić kawą/czymś słodkim. Ja mam psa. Buldożka jest świetnym pretekstem do wypłoszenia Przygody z mieszkania, po pretekstem spaceru. Można posiłkować się zmyślonym współspacerowiczem, z którym zawsze w sobotę, o tej porze, ten biedaczek i jego kulawy pies z jednym okiem czekają na to cały tydzień. Można też zaproponować śniadanie w terenie, odprowadzenie na przystanek (uwaga "odprowadzę Ci na przystanek" może zostać potraktowane  jako obelga na tle klasowym) czy do najbliższej stacji metra. Utrzymujesz fasadowość konwenansu, jesteś uprzejma, a zarazem zdecydowana. Przygoda czuje, że wykazujesz zainteresowanie, a ty wciąż powiększasz dystans. I gdy tylko Przygoda na chwilę straci czujność, znikasz.

3. Metoda trzecia. Na sukrwysyna.
Wiążę się z największym ryzykiem bluzgu czy nieprzyjemnego zachowania ze strony Przygody, chociaż jest Najuczciwsza. Jedyna, w której mówisz prawdę. Gdy tylko Przygoda dojdzie do siebie (czyli otworzy oczy), zanim zacznie się przytulać czy paplać o śniadanku lub domagać się kawy, powiedz szczerze. Dobrze się bawiłam, ale teraz chciałabym zostać sama. Było fajnie, ale się skończyło. Nie mów, że było fajnie, jeśli nie było. Grzecznie poproś żeby Przygoda opuściła Twoje mieszkanie, łóżko i życie. Uśmiechnij się, cmoknij w nos i pokaż drzwi. Jeśli Przygoda jest kimś wartym zainteresowania zrozumie, może się nawet zapyta, dlaczego nie masz ochoty na poranną dogrywkę czy wspólne chrupanie tostów. Powiedz wtedy prawdę. Najszczerszą, w najprostszy sposób („Wypiłam za dużo wczoraj, straciłam kontrolę, nie czuję się teraz komfortowo.” , „Takie wybryki są nie w moim stylu, jest mi teraz głupio.” , „Moja dziewczyna mnie zabije.” , „Śniadania jadam sama, poza tym czeka mnie dużo pracy, chcę się zdrzemnąć.” , „Gdybym chciała pić z tobą kawę, to umówilibyśmy się na randkę.”). Nie kłam. Przygoda z potencjałem zrozumie. Ubierze się i grzecznie wyjdzie. Zostawi swój numer na lampce przy łóżku, na wszelki wypadek. Przygoda o podłożu psychopatologicznym albo zacznie wymuszać bliskość albo zacznie powoli się nakręcać, aż do ostatecznego podsumowania cię jako „skurwysyna” bądź „szmaty”. Właśnie ryzykując szczerość, nie grając i nie udając, pierdoląc konwenanse, najczęściej możesz spotkać się agresją czy rozżalonym jękiem. Jakkolwiek kłamstwa czy akcja „ucieczka do spożywczaka” są dziecinne, są też konwencjonalne. Niektórzy w ostrym świetle dnia wolą wciąż posiłkować się zachowywaniem pozorów. Kłamstwa i podstępy są łatwiejsze, niż przyznanie, że właśnie puściliśmy się z nieznajomym. Należy pamiętać, że nieznajomy jest też zawsze po drugiej stronie. Nie tylko ty zachowałaś się jak promiskuitywna szmata, to nie było samotne seksualne zachowanie ryzykowne. Do tanga trzeba dwojga. I to ty decydujesz kiedy to tango dobiega końca. Więc bądź sobą, olej piski, żale i wyzwiska. Szczególnie gdy sex bomba czy ogier po bzykanku stulecia z przerażeniem odkryją, że nie mogą liczyć na rogaliki czy jajecznicę. Ja mam naturę socjopatologicznego okrutnika. Im ktoś bardziej zaczyna marudzić tym zimniejsza się staję i w bardziej bezpośredni sposób wyznaję prawdę. Prawda jest zawsze taka sama, a drzwi od mojego mieszkania są zawsze w tym samym miejscu.

Wiem, pewnie kręcicie głowami i uśmiechacie się pod nosem z niedowierzaniem, ale uwierzcie mi. Nawet jeśli jasno i wyraźnie powiesz, zanim do Jednorazówki dojdzie, czego można się spodziewać („Nie zrobię Ci śniadania i w ogóle fajnie, jeśli wyjdziesz nad ranem. To jak? Wciąż zainteresowana?”) nie oznacza to, że po fajnym seksie do głosu nie dojdzie EGO. Bo jeśli seks był dobry, jeśli robiłam z tobą wszystkie świństwa, świństewka, jak i te czułe rzeczy, typu buziaki i drapanie po pleckach, to musi znaczyć coś więcej. Otóż nie musi. I nie znaczy. To tylko seks. Z tego tytułu nie możesz oczekiwać żadnych określonych zachowań. Nie możesz też ode mnie żądać odpowiedzialności za nagły wybuch emocjonalnej seksualności. Jesteśmy dorosłymi ludźmi. Wiesz na co się decydujesz. Jeśli nie potrafisz poradzić sobie z Jednorazówką, jeśli po orgazmie z nieznajomą już słyszysz weselne dzwony (no bo orgazm=miłość, nie?), to nie rób tego. To znaczy, że to sport nie dla ciebie. I nie obwiniaj o to promiskuitywnej szmaty, która do łóżka cię zaciągnęła (na siłę i po pijaku, oczywiście). Nie obwiniaj również siebie, nie popadaj w depresję i nie tnij się suchą bułką. Nie ma w tym nic złego. Są ludzie, którzy umiejętnie bzyknięci natychmiast się zakochują.  Świadomi tego, powinni się od one-night-standów trzymać z daleka. I nawet trochę im zazdroszczę. Tego samotnego ronienia łez nad lodem z McDonalda. To całkiem romantyczne.

Brak komentarzy: