środa, 23 stycznia 2013

Etykieta Jednorazowego Użytku [1]



Etykieta Jednorazowego Użytku
Czyli ŻADNEGO ŚNIADANIA NIE BĘDZIE
część pierwsza

And there was still pleasure in it. 
A man who knew he could fuck. 
Getting dressed. The woman watching from bed. 
Leaving before morning. 
(In The Cut)

Jak wyglądają dobre maniery w przypadku numerku na jedną noc czyli one-night-standu? Okazuje się, że nie dla wszystkich jest to oczywiste. Im jestem starsza, tym większą ilość jednorazowych przygód mam za sobą, logiczne. Od 2009 roku z założenia nie wikłam się w długoterminowe relacje. Czasem zdarza mi się mieć kochankę (kochanka, jednego), ale są to relacje oparte głównie na seksie, całkowicie nie ekskluzywne. Od całej reszty, od bliskości i porozumienia dusz, mam wspaniałych przyjaciół. I siebie.
Taki układ dobrze się sprawdza w moim przypadku. Lubię seks, mam rozbuchane ego i wyrośnięte, sterczące libido, które łatwo puchnie, do tego pewnie można dodać trochę instynktu łowczego i ciut ciut socjopatycznego narcyzmu (ciut ciut!). Moja seksualność nie jest emocjonalna, czasem męczą mnie wszystkie bzdury nabudowywane wokół jednorazowego bzyknięcia. Pewnie zdarzyło ci się kiedyś poznać kogoś kto był niesamowicie hot, majtki spadały w tempie miliona mil na sekundę, cipka parowała itp, itd, ale nie chciało ci się z tą osobą gadać. Tak. Dokładnie. Nie chciało ci się gadać, gimnastykować, kombinować, zazwyczaj z tego względu, że między tobą a SuperBzykankiem istniała jakaś intelektualna/ społeczna różnica, jeśli nie przepaść. Albo byłaś pijana. Albo po prostu napalona. Jedyne czego chciałaś to powiedzieć; „Chciałabym zrobić z tobą to i To. Więc olejmy już te bzdury, to całe przedstawienie i chodźmy do ciebie. Teraz.”  Potem, gdy tylko dostaniesz to czego chciałaś, w taki czy inny sposób, ubierasz się, wychodzisz, kupujesz sobie loda w McDonaldzie i idziesz do domu spać. Nie musisz gadać, dzwonić, analizować. Żadnego przepraszania czy wyrzutów sumienia. Zostawiasz całą przygodę dla siebie. Sprawdziłaś, wiesz jak było, dostałaś co chciałaś i koniec. Nie przeżywasz, nie analizujesz. Nie kolekcjonujesz, nie robisz statystyk. Nie chwalisz się przed koleżankami. Ot czasem ci po prostu odbija i zachowujesz się jak promiskuitywna szmata. Jako wielka przeciwniczka slut shamingu, mówię; być promiskuitywną szmatą to fajne uczucie. Możesz bzykać i zostawiać. Możesz zaliczać. I nikomu nic do tego. Dopóki to robisz tylko dla siebie, powodowana własnymi potrzebami, nie na użytek publiczności, nie 4showOff, jeśli nie mścisz się czy nie szukasz protezy dla braków emocjonalnych, jeśli czujesz się z tym dobrze, to jest dobrze. Pozbawienie się granic i zachowań. Bycie naprawdę niegrzeczną dziewczynką. Naprawdę NIEGRZECZNĄ. To jest coś dla mnie. I wkurza mnie, jak ktoś mi to psuje. 

Istnieje pewien wzorzec zachowań, który w przypadku Jednorazówek doprowadza mnie do szału. Budzi we mnie rządzę mordu. Łatwo się domyśleć, chodzi o Poranek PO. Sama idea one-night-standu wyklucza istnienie czegoś takiego jak Poranek PO. Nie ma żadnego PO. Chodzi o sex. O transgresję doświadczenia wynikającą ze strachu, z ryzyka, z podniesionej adrenaliny (patrz: Bataille). Chodzi o doświadczenie jednorazowego użytku. Z Przygodą (czyli z jednorazową uczestniczką/ jednorazowym uczestnikiem Jednorazówki) nie znamy się i tak naprawdę nie chcemy się znać. Gdyby było inaczej, gdyby Przygoda podobała mi się na tyle, że uznałabym, że warto jest poświęcić jej więcej czasu, to umówiłabym się na randkę. Nie bzyknęłabym jej od razu. I nic mnie bardziej nie wkurza, nic nie niszczy bardziej fajnej Jednorazówki, niż poranna gra „w lubimy się i obdarzamy się bliskością”. Nie. Nie lubimy się. Między nami nie ma żadnej bliskości, ani intymności. Nie mam ochoty wysilać się i robić ci śniadanko. Nie mam wobec ciebie żadnych zobowiązań, ani żadnych chęci na coś więcej, niż wydarzyło się do tej pory. Możemy zachowywać konwenanse uprzejmości, które kończą się na tym, że dam ci jedną z jednorazowych szczoteczek do zębów i wezwę taksówkę. Nie mam ochoty patrzeć ci w oczy znad parującego kubka kawki i rogalika. Nie mam ochoty w ogóle na ciebie patrzeć. Chcę spać, chcę się umyć, chcę zjeść jakieś świństwo i wrócić z transgresyjnego wymiaru do rzeczywistości. Sama. Więc żegnaj. W metafizycznym wymiarze, Jednorazówka nie istnieje w kontekście realnego. To tylko doświadczenie, nie osoba.... ale po kolei. 

Najpierw oddzielmy grubą kreską Jednorazówkę od Randki. Jestem jak najbardziej za tym, żeby uprawiać seks już na pierwszej randce. Poważnie. Jeśli ktoś mi się podoba zarówno fizycznie, jak i intelektualnie, to zadaje sobie trud i uwodzę. Zapraszam na kolację, rozmawiam, słucham, lansuję się na intelektualistkę, staję na rzęsach, wypinam cycki. Sprawdzam gdzie zawędruje moje pożądanie. Jeśli w czasie wieczoru dalej będę pragnąć do granic przyzwoitości i będę wyczuwała wzajemność, równorzędne, seksualne zainteresowanie, to zaraz po buziaku na dobranoc, ciągnę Randkę do łóżka. Nie wierzę w wyznaczanie sobie celów, w seksualne zawody na wytrzymałość. Nie uważam, że na seks trzeba zasłużyć. Jeśli ktoś ma zamiar cię bzyknąć i porzucić, jeśli by osiągnąć ten cel udaje zainteresowanie czy markuje fałszywe motywy, to i tak cię porzuci, nie ważne kiedy nastąpi Wielkie Bzyknięcie, na pierwszej, na drugiej, na sto trzydziestej randce. Istnieją takie osoby, które kręci tylko przełamywanie oporu i realizowanie seksualnych celów, celów, które same chętnie wyznaczamy. Jeśli zapraszam kogoś na randkę, a potem proponuję seks, to znaczy też, że biorę za ten seks całą odpowiedzialność. Za rozciągnięcie doświadczenia na sferę emocjonalną, na sferę PO i happily ever after. Randka oznacza, że chcę cię w łóżku, że chcę widzieć cię rano, że chcę śniadanie, kąpiel, że zadzwonię potem, że wiem jak masz na imię, co lubisz, że fantazjuję nie tylko o zmysłowej akrobatyce czy submisywnych perwersjach, ale o tym, że wyprowadzamy razem buldożkę i że kupuję dwa lody w McDonaldzie. Randka oznacza, że jeśli zaangażujesz się emocjonalnie, pomogę ci, nie zostawię cię sam na sam z zakochaniem. Możesz tego ode mnie oczekiwać. W końcu zanim pójdziemy do łóżka buduję podstawy relacji, wysiłek, wysyłam sygnały, że chcę cię poznać. Nie ma w tym żadnej ściemy, jestem uczciwa. I chociaż nie robię planów, i wiem, że pewnie porandkujemy tydzień, może dwa, i tak chcę obdarzyć cię czułością. Natomiast jeśli poznam cię w klubie, w knajpie, jeśli całemu doświadczeniu towarzyszy alkohol, jeśli za bardzo nie wiem kim jesteś, w ciągu dwóch pierwszych godzin znajomości wymieniamy płyny w stylu francuskim i zamiast wziąć od ciebie numer telefonu, proponuję wspólną taksówkę, jeśli zamiast najpierw porozmawiać, zjeść coś, poflirtować, podroczyć się, zamiast dowiedzieć się co lubisz, od razu narzucam swoją seksualną wolę, to droga Przygodo, możesz być pewna, ŚNIADANKA NIE BĘDZIE. Jeśli nie wkładam żadnego wysiłku, to motywuje mną chęć doświadczania, nie poznawania, nie budowania. I nie ma co się obrażać. Nawet jeśli robię pewne rzeczy w łóżku, których nie robiła do tej pory Twoja Dziewczyna, to nie znaczy, że zakochałam się w tobie od pierwszego wejrzenia. Ot, łatwo przyszło, łatwo poszło.

Dlatego teraz prezentuję krótki, nieheterycki przewodnik po Jednorazówkach. Nie ma znaczenia płeć, układ, orientacja. Dziewczyny robią to samo co chłopcy. Chłopcy wkurzają mnie równie mocno co dziewczyny. Tym z was, drogie dziewczęta, które myśl o przygodnym seksie napawa wstrętem, polecam w ramach darcia łacha z „jak ciężko być promiskuitywną szmatą”. Te z was, dear lipshit girls, których ulubioną dyscypliną olimpijską jest „Być jak Samantha Jones”, zachęcam do wymiany doświadczeń. 

ETYKIETA JEDNORAZOWEGO UŻYTKU
Czyli czego absolutnie nie wolno ci robić, Jednorazowa Przygodo, jeśli nie chcesz wylecieć na kopach z mojego mieszkania. I czego sama nie zrobię jeśli znajdę się u ciebie. 

1. Nigdy mnie nie budź. 
Żadnego „Śpisz? A myślałaś już o śniadaniu?” , „Może jakaś kawa?” , „Masz jakieś kanapki?”.  Założenie, że jeśli w nocy nastąpił seks oralny, to jestem również zobowiązania do robienia kanapek, budzi we mnie morderczy instynkt. Poważnie. Doprowadza mnie to do szewskiej pasji i potrafię powiedzieć „Ubierz się i wyjdź!”. Jeśli naprawdę między nami nastąpiła jakaś nić porozumienia, to uwierz, zaproponuję sama śniadanie z atrakcjami. Będę chciała spędzić z tobą jak najwięcej czasu.

2. Nie szwendaj się po moim mieszkaniu. Nie zglądaj po szafkach. Nie baw się moimi kosmetykami. Nie dotykaj moich książek ani ubrań. I nade wszystko, nigdy, przenigdy, nie otwieraj mojej lodówki. Ani zamrażalnika. 
To jest po prostu nieuprzejme. W dalszym ciągu jesteś dla mnie osobą nieznajomą. Obcą. Jeśli nudzisz się, to zapraszam do wyjścia. Jeśli jesteś głodna, również. Jeśli czujesz się zobowiązana do detektywistycznego zbierania informacji na mój temat, nie bądź. Jeśli będę chciała cię sobą zainteresować, uwierz mi, nie wypuszczę cię z domu bez wykładu na temat mojej kolekcji pulpowej pornografii i pokażę ci mój palcat.

3. Nie pytaj się jak mam na imię. Ani nie pytaj się czy pamiętam jak na imię masz ty.
To również budzi we mnie chęć mordu. Jakim mieszczańskim, nietaktownym bubkiem trzeba być, żeby podkreślać że przespałyśmy się ze sobą wiedząc o sobie tak mało. Jezus, maria, o la boga, nie wiem z kim się przespałam. Tylko trochę za późno na takie średnioklasowe wyrzuty sumienia. Jeśli nie wiem jak masz na imię, jeśli nie zwracam się do ciebie po imieniu, to znaczy, że mam to głęboko gdzieś. Jeśli tobie się zapomniało, a nagle ta informacja wydaje ci się istotna, to droga Przygodo, chyba czas na Randkę. 

4. Nie bierz numeru telefonu. 
To się zdarza za każdym pieprzonym razem. Poważnie. Jak wyuczony gest. Jak teatralna zmowa. Prawie każda Przygoda, czy to dziewczyna, czy chłopak, robią to samo. Przygoda, już zazwyczaj ubrana, w pełnym rynsztunku, przysiada na brzegu łóżka, na którym leżę arogancko rozwalona (i czekam aż Przygoda łaskawie sobie pójdzie) i podsuwa bez słowa swój telefon. Kładzie go na moim ramieniu/kolanie/poduszce i tak jak pies trąca zabawkę nosem, podsuwa go palcem. Przygoda nie mówi nic, tylko podsuwa swój telefon, zazwyczaj już z otwartą zakładką „kontakty”. Zawsze się wtedy pytam „Ale co, masz problemy z wezwaniem taksówki?” 
Chyba tylko raz pewna dziewczyna spytała mnie wprost: „Chcesz numer czy to tylko przygoda na jeden raz?” Bez złośliwości, bez jęku, po prostu spytała. Miała jaja, żeby to zrobić. Zaczęłyśmy się umawiać na randki. Zazwyczaj Przygody nie pytają, tylko robią jakieś dziwne rzeczy.
Co więc robić jeśli, droga Przygodo, chcesz mieć numer, druga strona nie przejawia zainteresowania, a jakoś wstydzisz się zapytać. Zostawić swój. Napisać na kartce i przykleić do lodówki, do lustra w łazience. Napisać, że następnym razem chcesz postawić śniadanie. Albo tylko kawę. Albo, że chcesz pożyczyć jakąś książkę. Jeśli druga strona będzie chciała, to oddzwoni. Jeśli nie, to po co dopraszać się o numer i robić sobie potem przykrość, gdy ktoś nie odpowiada czy nie odbiera. 

5. Nie odwiedzaj. Nie zamieniaj się w stalkera.
Nawet jeśli wiesz gdzie mieszkam, nawet jeśli wiesz do którego parku wyprowadzam buldożkę, niespodziewana wizyta to najgorsze co może się zdarzyć. Ja wtedy od razu wzywam policję. Jednorazowe Przygody są jednorazowe. Jedno. Razowe.

6. Nie denerwuj się. Nie obrażaj się. 
Jesteś tylko Jednorazową Przygodą, która wpadła w łapy Promiskuitywnej Szmaty. Nie planuj przyszłości. Nie oczekuj zbyt wiele. Jeśli nie zaproponuję ci śniadania, to że go zażądasz, to że ostentacyjnie wyśmiejesz zawartość mojej lodówki, to że sama zabierzesz się do roboty czy polecisz do sklepu do bułki, niewiele pomoże. Jeśli nie dostajesz śniadania, to nie dlatego, że jestem zbyt leniwa czy że mam pustą lodówkę. To oznacza, że chcę zjeść śniadanie sama.

7. Nie dziękuj.
Nie ma za co dziękować. Przyjemność jest po obu stronach jednorazówki. Łatwo zepsuć całą przyjemność tekstami „Dzięki. Świetnie się bawiłam.” , „Byłaś świetna. I wieczorem i rano.” Możesz, droga Przygodo, komplementować do woli, mówić „Jesteś niezła w te klocki” , „Jeszcze nikt mi nigdy...” , „Już nikt dawno mi tak....” , ale uwierz, nie dość, że ja o tym wiem, to jeszcze mi to zwisa i powiewa. Nie ma za co dziękować. Nie ma za co chwalić. Nie ma z jakiego powodu być przesadnie zadowolonym z siebie. To była tylko Jednorazowa Przygoda.

8. Nie licz na powtórkę z rozrywki. A jeśli chcesz więcej, to musisz zaryzykować Randkę. I ewentualnego kosza.
Kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana. Zabawa się dopiero zaczęła, a to wszystko co się wydarzyło ostatniej nocy, to jedynie przedsmak. Jeśli już wylądowałaś na Jednorazówce, a chcesz więcej, to porzuć głupi pomysł, że właśnie zrealizowałaś fantazję o „friends with benefits”. Nie jesteśmy żadnymi przyjaciółmi, tylko spałyśmy ze sobą. Jeśli jednak chcesz przeżyć to jeszcze raz, pozostaje ci tylko randka. Taka na wypasie. Kolacja, kwiatek i rozmowy o filmach Godarda. Na trzeźwo. Bez kropli alkoholu. Musisz droga Przygodo pokazać wtedy, że jesteś tą jedną, jedyną, niepowtarzalną sobą. I nie bierz niczego za pewnik. Przekornie, to może potrwać, zanim zaciągniesz do łóżka Jednorazówkę po raz drugi. I często jest tak, że bez adrenaliny, z gwarancją śniadania, z asekuracyjną linką w postaci spełnionego rytuału randkowego, gdy zrobiłaś wszystko co wypada, gdy zmieniłaś to co nieporządne i nieprzyzwoite, w grzeczne i normatywne, może nie być tak samo jak podczas Jednorazówki. Może nie być tak fajnie. Może być zupełnie inaczej. 

I na tym kończymy na dziś, mój pięciostronicy elaborat "Jak odrzeć z romantyzmu ryzykowne zachowania seksualne." Pełna złośliwej satysfakcji, zapraszam na część drugą: "Krótki Przewodnik po Sposobach na Ewakuację." Serio.  

8 komentarzy:

Anonimowy pisze...

zawsze miałem problem z wyrzutami sumienia. durne, niestabilne ego

kasia pisze...

przetłumaczyć Twój tekst na języki obce i w różnych wersjach dodawać w knajpach i barach do tego specjalnego drinka.

ta lodówka/zamrażalnik. uch!

lipshit pisze...

@Anonimowy.
Przy zabawie w Jednorazówki ego należy zostawić za progiem sypialni. To zabawa pozbawiona tła egzystencjalnego.

lipshit pisze...

@Kasia
Zgoda. Schemat niewłaściwych zachowań jest wspólny dla wszystkich płci, orientacji i narodowości.

lipshit pisze...

@Kasia
Wiem. Sprawę załatwi pismo obrazkowe. Jak te ulotki w samolotach. Albo instrukcje w toaletach.

Anonimowy pisze...

Jestem w szoku. Nie z powodu rozwiązłości, nie z powodu orientacji. Po prostu nie jestem w stanie zrozumieć, jak można być tak egocentryczną, egomaniakalną i bezkrytyczną wobec siebie p*zdą. Nie wyobrażam sobie, droga Lipshit, co rodzice musieli Ci zrobić w dzieciństwie, że tak gardzisz wszelkimi uczuciami, a nawet najmniejszymi objawami niebycia kompletnie pozbawionym zdolności do wyżej wspomnianych. Życzę Ci, żebyś znalazła szczęście nie raniąc innych i nie łapiąc po drodze zbyt wielu chorób wenerycznych.

lipshit pisze...

Mimo, że zazwyczaj hejt nie ukazuje się w komentarzach, a ja jestem wierna zasadzie erase&forget, tym razem nie mogłam się oprzeć kombinacji egocentryzmu, rodziców i chorób wenerycznych, a wszystko tak pięknie doprawione p*zdą.

Serdecznie dziękuję za odwiedziny na lipshit blogu i życzę wielu niezapomnianych wrażeń, szczególnie polecając część drugą "Etykiety" gdzie tym razem jest o pokazywaniu drzwi oraz biedulkach, które zakochują się w skutek umiejętnego bzyknięcia.

Anonimowy pisze...

Cholera, a ja się do tego nie nadaję. Zawsze zaczynam się zastanawiać, co będzie, jak trafię na psychopatę albo jak ktoś mi zostawi w prezencie jakieś choróbsko, albo jak z rana okaże się, że wczorajsza sex bomba to zwykły pasztet...