niedziela, 4 listopada 2012

Dancer in the dark. Teaser.

CIEMNE SPRAWKI KASI PEPPER:
Rozdział I. Dancer in the dark.

And in the golden blue, crying took me to the darkest place and you have to set fire to my heart…

Zanim Kasia Pepper poznała Urszulę lubiła obnosić się ze swoją samotnością, jak z sukienką szytą na miarę.
Kasia Pepper lubiła prowokować katastrofy. Począwszy od chłopięco krótkich włosów, marynarek z lumpeksów poprzecieranych na łokciach, kończąc na narkotykach i przygodnym seksie z przedstawicielami płci wszelkiej (brzydkiej, słabej czy tej trzeciej). Mieszkała w nocnych klubach, na samym dnie miasta. Gdy nie nalewała drinków przyjmując za to pieniądze, oddawała pieniądze innym, by to dla niej nalewali drinki. Nie oglądała światła. Nie rozpoznawała pór roku. Miasto pochłonęło ją całkowicie, ucząc ją rzeczy, jakich młodej damie nie przystoi robić, myśleć, mówić. Na jej życie składał się ciąg szarych świtów, które wraz z trzeźwością, zawsze przychodziły zbyt wcześnie, przetykanych twarzami przyszywanych sióstr i braci, którzy lubili płakać na progu jej domu nad brzegiem rzeki.
Kasia Pepper lubiła nocą jeździć na rowerze. Wpadać pod rozpędzone taksówki, obijać się o ostre jak brzytwa krawężniki, zdzierać kolana i łokcie o nieprzyjazne chodniki czy złośliwe żwirowane ścieżki. Lubiła tańczyć na krawędziach dachów i stromych parapetach. Czesać włosy w miejskich przeciągach i wdrapywać się na bosaka na pylony mostów. Kasia Pepper lubiła ryzykować życie. Lubiła prowokować śmiertelne katastrofy. Chciała umrzeć, ale nie miała odwagi podjąć decyzji. Czekała aż decyzja podejmie się za nią i bawiła się w przypadki czy niebezpieczne zbiegi okoliczności. Aż nagle pojawiła się Urszula i życie stało się bardzo cenne. Żebra rozsunęły się w niespodziewanych kierunkach robiąc miejsce na kwitnące na różowo serce. Razem z Urszulą pojawiła się wiosna. Kasia Pepper zdziwiona patrzyła na zielone drzewa, gałęzie uginające się pod kiściami bzu, zastanawiając się kiedy to się stało. Jak mogła, to do kurwy nędzy, przeoczyć.

- Wolałabym żebyś tak do mnie nie mówiła. – Kasia Pepper odsunęła się z niesmakiem od dziewczyny, która wciąż znajdowała się gdzieś w pobliżu. Na straży. – Wolałabym, żebyś sobie darowała. Jestem niebezpieczna. Jestem wiecznie głodna. Jestem mięsożercą. Możesz to wyczytać z mojego uśmiechu. Ty na pierwszy rzut oka wyglądasz na vegankę.
Urszula roześmiała się.
- Jestem veganką. – przytaknęła spokojnie. Miała w sobie łagodność matki ziemi. – Jestem aktywistką feministką lesbijką veganką. Co nie przeszkadza mi by zapragnąć wypić z Tobą butelkę whiskey o świcie.
Kasia Pepper przekrzywiła głowę, dotykając uchem nagiego ramienia. Łagodność i opanowanie. Strzecha kasztanowych włosów mytych w ziołowym szamponie domowej produkcji. Czuła zapach oliwy z oliwek i piołunówki, nawet z odległości paru kroków. Ekologiczna bawełna i rzemyki poprzetykane muszelkami na szczupłych nadgarstkach. Kobieca bujność, biodra, cycki, pośladki, w to wszystko wklepane masło shea, nie krem, nie balsam, ale masło shea, które dostarcza znajoma, pracująca w kenijskiej szkole podstawowej Unicefu. Szczerość. Cała aparycja Urszuli była całkowicie pozbawiona stylizacji, co sprawiało, że Kasia Pepper czuła się jak błazen. Wszystko nagle zaczynało ciążyć i drażnić. Ciało pokrywało się niewidzialną psychosomatyczną wysypką. Zupełnie jakby było możliwe zdrapać z siebie wszystko czym jesteś, jeśli tylko odpowiednio głęboko wbijesz pomalowane na czarno paznokcie. Wszystko z czego Kasia Pepper była taka dumna, chłopięco szczupłe biodra, wystające kości, nos zaczerwieniony od ciągłego pociągania, ptasie piórka wbite w kieszonki koszuli Gap for Boys Toys, czarne skórzane skinny rurki i marynarka obszyta czarnymi cekinami, wszystko wydawało się przesadzone i niepotrzebne. Kasia Pepper po raz pierwszy od dawna poczuła się niewygodnie w swojej sztucznie przywdzianej chłopięcej skórze. Obecność tej krystalicznie czystej dziewczyny przypominała wiosenną wonność powietrza, którym Kasia nie umiała oddychać. Zimną wodę źródlaną którą się krztusisz. Pocałunek nie zakłócony papierosowym dymem czy zawrotem głowy, którego nie umiesz smakować. Orgazm, nad którym pracujesz dwie godziny, bez nadziei na wzajemność. Truskawki ze śmietaną, które w fazie amfetaminowej anoreksji są pozbawione smaku.
Urszula uśmiechnęła się raz jeszcze, unosząc cudownie rumiane policzki. Sięgnęła w kierunku Kasi dłoni, zakutej w skórzaną rękawiczkę. Kasia nosiła rękawiczki ukrywając paskudnie odmrożoną skórę na knykciach, która czerwoną, wężową łuską podchodziła spod naskórka, w chwilach gdy krew przestawała prawidłowo krążyć, z powodu nerwowego napięcia bądź narkotyków. Kasia uniosła dłonie w obronnym geście, jak ktoś zakaźnie chory w obawie przed zdrowym dotykiem, przed zarażeniem higieną. Urszula sięgnęła po Kasi drinka. Wyjęła za środka kostkę lodu, zanurzając palec w dziurce wykutej u podstawy. I uniosła kostkę do ust, przeciętych małym, srebrnym kółeczkiem.
- Znamy się. – stwierdziła Urszula mrużąc zielone oczy kota, które tak samo jak głos, jak skóra, włosy, były spowite tchnieniem wiosny. Kasia Pepper próbowała dopatrzyć się w tej wiośnie śladów przekwitania, uwiądu, ale jedyne co spotykała to radosne rozrastanie się, zaraz po przebudzeniu.
Przed oczami Kasi Pepper przeleciał ciąg obrazów, filmowych klatek nasyconych kasztanowowłosą obecnością.
Kasia Pepper uwięziona w cieniu sali lesbijskiego klubu „Córy Koryntu”, przygryzająca kciuk, patrząca na Urszulę, która wzburzała kasztanowe włosy w tańcu, potrząsała grzywą jak młoda lwica. Każde drgnięcie mięśnia po opaloną skórą wspinało się dreszczem pod czarnymi jeansami, trzeszczącymi na szwach.
Kasia Pepper w androgenicznym podkoszulku, w androgenicznym makijażu, jak biało czarny wycinek z komiksu, tłumiąca śmiech zatykając sobie usta androgenicznym rękawem, na pokazie „High Art” i kasztanowłosa piękność w wojskowej kurtce, która odwraca się do poczochranego straszydła i kładzie palec na truskawkowych ustach. Perskie oczko spod rzęsy nietkniętej maskarą.
Kasia Pepper na proszonej kolacji u pewnej Lesebrytki, mnąca w dłoniach papierową serwetkę w małe labrysy, podczas gdy Urszula siedzi na brzegu kuchennego stołu obracając w dłoniach kulkę tofu, jak obraca się bezbronne pisklę tuż przed pożarciem.
Kasia Pepper rozrzuca wokół siebie mokrą pościel, przywierając do obcego, zimnego ciała spoczywającego tuż obok. Sięga dłonią w dół, zmusza do przebudzenia. Tylko wyobraźnia jest w stanie rozpuścić oziębłość migoczącą lodowymi iskrami. Kasia chce jeszcze raz utonąć w fantazji. Wyświetlić film pod sklepieniem powiek, w którym okryta deszczem pachnących, kasztanowych włosów, jest najbardziej śmiałym, najbardziej rozchichotanym, najbardziej pobudzonym chłopcem na świecie.
- Nie. – odpowiada krótko Kasia Pepper – Nie znamy się. 

Dalszy ciąg dwóch pierwszych rozdziałów "Ciemnych Sprawek Kasi Pepper", jak i inne, niepublikowane dotąd teksty, znajdziecie w urodzinowym, lipshitowym ebooku, pełnym opowieści o dziewczętach kochających inne dziewczęta, dostępnym za darmo, tylko 6 listopada, tylko przez 24h. Raz na sześć lat coś się wam od Katarzyny Frank należy. 

Brak komentarzy: