poniedziałek, 8 października 2012

Odpowiedź. Część II.


czyli Naukowe Rozważania Fantastycznej Franciszki. Część druga.

Odpowiedź brzmi;
BIERNOŚĆ. Erotyczna bierność.

Bierność jest głównym punktem programu. Jest klu i jest kluczem. Nie fetyszyzm, nie kontrola wynikająca z konstrukcji, nie tak jak ktoś sugerował w komentarzach „poczucie winy z powodu własnej, nieposkromionej seksualności”. Najbardziej uniwersalnym elementem, punktem wspólnym dla wielu kobiecych fantazji jest bierność. Ilustrowana w tej fantazji jest właśnie MOJA bierność. Całkowita. Nie uczestniczę w działaniach erotycznych, nie wodzę na pokuszenie, nie staram się. Nie muszę nawet kiwnąć palcem by osiągnąć orgazm. Znajduję się w samym centrum erotycznego zainteresowania. Jestem wystawiona na działanie męskiego pożądania, którego nie można zakwestionować (dlatego lepiej w fantazji sprawdza się mężczyzna, moc jego pożądania jest demonstrowana wizualnie w postaci wzwodu, który jest wycelowany prosto w obiekt, jak palec wskazujący). Jestem sceną, środkiem erotycznego przedstawienia. Muszę tylko być. Sobą. Nie muszę uwodzić, prowokować, pobudzać, pracować. Nie ma żadnego uciążliwego partnerstwa. Imperatywem jest nie tyle przyjemność, co MOJA przyjemność. Samolubnie, egocentrycznie, muszę tylko rozłożyć nogi, wypiąć pupę czy opaść na plecy. Wszystko zadzieje się dla mnie, na mnie i poza mną. Bez wysiłku i skutecznie.

Erotyczny narcyzm przejawia się właśnie w bierności. To podstawowa część składowa większości kobiecych fantazji (od uwiedzenia w miejscu pracy, po przez pozorowany gwałt, submisywność, seks niehetero, seks pod wodą i w kosmosie, itp, itd... ). Nie kontrola, nie władza. Chcemy być leniwie wystawione na działanie czyjegoś pożądania, być obiektem czyjeś erotycznej pracy. Pragniemy szczytować automatycznym orgazmem, który pojawia się tylko za sprawą cudzych starań, a po wszystkim, najlepiej by nas ktoś przytulił, pocałował i zapewnił o naszej wyjątkowości, o niecodziennym, rewolucyjnym charakterze tego co zaszło.

Rozmawiam ze znajomymi bi-ciekawskimi dziewczętami, aspirującymi nieheteryczkami. Staramy się wspólnie dotrzeć do samego środka, do niezmiennych stałych ich niehetero fantazji. Co się okazuje; bi-ciekawska fantazja jest zbudowana wokół pozycji biorcy. Dziewczyny przyznają, że w ich fantazjach partnerka jest zawsze bardziej doświadczona, wie co robi, pragnie mocniej i jak to lezba, znajduje przyjemność w samym zaspokojeniu exstraight księżniczki, nie upominając się o wzajemność. Owe fantazje nie są skonstruowane w sposób „więc idziemy do łóżka, gdzie najpierw strzelam jej minetkę, a później ona mi palcówkę”. Te fantazje to „ona zaciąga mnie do łóżka, bo przecież tak bardzo mnie pragnie, bo to ona, nie ja, wie jak mnie pragnąć, więc najpierw strzela mi minetkę, a później palcówkę”. Gdy nieśmiało pytam, a co potem? Co dzieje się po minetce i palcówce? „Wtedy ona proponuje, żeby mnie związać”. No cóż, droga aspirująca niehetero, związana już na pewno nie wymienisz erotycznej przysługi, jedynie wciąż będziesz obiektem. Możliwe, że i bi-ciekawska nawet chciałaby perwersyjnie rozpaloną lezbę podotykać między nogami, ale przecież ta bardziej doświadczona wie lepiej, to na niej spoczywa odpowiedzialność za wszystko co się zadzieje w łóżku, więc po co wychodzić z inicjatywą? Bi-ciekawska przyzwyczajona do męskiego wzorca pożądania, wychowana do seksualnej bierności, bez pomysłu na przełamanie przyzwyczajeń, nie fantazjuje o wspólnym, erotycznym tańcu, którego kroków nie zna, ale chce się uczyć. Fantazjuje o kimś „kto zna jej ciało, równie dobrze co ona sama” , marzy o pięknej kobiecie, która naciśnie właściwy guzik i wszystko zadzieje się samo. Jak za potarciem magicznej zapałki. Prosto do gwiazd.

Rozmawiam z bi-ciekawskimi dalej, drążę, szukam erotycznego klucza w reprezentacji popkulturowej. Najczęściej jako przykład reprezentacji bi-ciekawskiej fantazji dziewczęta wymieniają scenę erotyczną z „Black Swan”. Mamy tutaj bi-ciekawską, nierozbudzoną, ale udręczoną istotkę (syndrom cierpiącej artystki?), która bez żadnych konsekwencji realizuje na srebrnym ekranie uniwersalną fantazję o bierności. Nina, po śladowej grze wstępnej, bardzo szybko opada na plecy i bardzo szybko dochodzi. Nie robi nic, kompletnie nic, prócz tego, że najpierw zamyka na klucz drzwi swojej dziewczęcej, różowej sypialni, w ten sposób ukrywając się Z (podmiotem) i ukrywając się PRZED (realnym), potem rzuca się na Lily i ściąga jej spódniczkę. Po szczytowaniu, Nina natychmiast traci przytomność / zasypia. Wkrótce po przebudzeniu okazuje się, że erotyczne doświadczenie było tylko snem, fantazją, nie odnosiło się do realnego i nie niosło doświadczenia. Nie wydarzyło się nic, co zasługuje na wzajemność. Nic co niesie ze sobą jakiekolwiek konsekwencje. Nina zostaje zdominowana przez Lily, poddaje się jej woli, szczytuje i budzi się, by przekonać się, że była jedynie projektantką swojej fantazji o bierności. Cóż, brzmi znajomo...

Jeśli potrzebujemy bardziej masowego dowodu na uniwersalność biernych fantazji, nie trzeba szukać daleko. Pisałam już o tym w recenzji, że „Fifty Shades of Grey” jest zbudowane wokół bierności, narcystycznego erotyzmu i seksualnego lenistwa.
„ Podróż kończy się tam gdzie się zaczyna. Na zaspokajaniu. Kogoś lub o coś. Tylko jeden partner jest aktywny. Anastazja, jak przysłowiowa księżniczka, leży i doznaje, a automatyzm orgazmu wynosi ją na wyżyny. Nie musi robić nic. Musi tylko trzymać ręce przy sobie. Podmiot i obiekt uprzedmiotawiają się nawzajem. ”
Stand still, Anastasia”,  Nie ruszaj się, Anastazjo.” , „Nie rób nic Anastazjo.” To zdanie klucz do całej powieści, nie do submisywności bohaterki, ale do jej bierności. To zdanie podnieca miliony kobiet na całym świecie. To zdanie, jeśli wiesz jak je wykorzystać, może cię uczynić bardzo, bardzo bogatą.

Jaki wiatr przywiał do nas epidemię erotycznego narcyzmu? Kto zaprosił na naszą orgietkę Pannę Bierność? Ostatnio usłyszałam od dziewczyn, znacznie mądrzejszych ode mnie, że jesteśmy wychowywane do erotycznej bierności. Mit o księciu na białym rumaku, wyposażonym w erotyczną wiedzę, gorące pożądanie i sztywnego fiuta, jest na stałe wypalony w naszych seksualnych matrycach. Nie dziwmy się więc, że w dobie emancypacji i obowiązku przejęcia kontroli oraz odpowiedzialności za własny orgazm, to właśnie seksualna bierność staje się siłą napędową większości fantazji. Nakłada się na nas obowiązek nie tylko troszczenia się o własne „ wielkie o” czy „punkt g”, ale również obowiązek zdobywania wiedzy na temat seksualności, sposobów na jej realizację. Mamy być świadome, mądre i samowystarczalne. A chciałoby się, choć raz, by ktoś wiedział lepiej, wiedział co, jak i gdzie. Bez podpowiadania, bez pokazywania, bez udziału naszej woli czy wiedzy. Marzy nam się by wyłączyć myślenie, zgłupieć i całkowicie polegać na kimś, kto pragnie nas tak mocno, że do szczęścia wystarczy mu tylko nasz wilgotna obecność. Po prostu być, doświadczać i nie martwić się o nic. I co raz częściej fantazjujemy właśnie o tym. O rozkładaniu nóg i wiązaniu rąk nad naszymi głowami.

I tak o to zawód dominatrix przeżywa kolejny renesans. Za co niektórzy płacą profesjonalnym dominom? Wbrew pozorom nie zawsze za to, że by być poniewieranym, oplutym, zdeptanym i obrzuconym paroma wyzwiskami. Płaci się również za to, by choć przez chwilę znaleźć się w centrum seksualnego przedstawienia, w oku cyklonu, który kontrolujemy. Submissive projektuje grę, nakreśla jej ramy i płaci profesjonalistce za wykonanie jej. A nawet jeśli ktoś jest na tyle seksualnie leniwy, że nie chce nic projektować lub lubi erotyczne niespodzianki, gdy tylko znajdzie się w rękach dominatrix, może liczyć nie tylko na silne bodźce, ale również na to, że erotyczna uwaga, zainteresowanie będzie cały czas na niego skierowane. Domina nawet na chwilę nie spuści czujnego oka z fantazji, potrzeb i zachcianek podległej, w między czasie sumiennie wykonując pracę nad jej bierną seksualnością.

Oczywiście po drugiej stronie lustra, w Krainie Tysiąca Randek, wygląda to trochę inaczej. Nagle budzisz się w świecie, gdzie każdy chce być submissive. Często randkowa rozmowa, owo ostrożne badanie erotycznego pola minowego w drodze do łóżka, wygląda tak ;

„Lubię być zdominowana w łóżku.”
„ No.. ja też....”
„No ale ja jestem submissive. Nie potrafię switchować. Nie potrafię uderzyć kobiety, nawet piórkiem po pupie.”
„ Hm... no... ja też. Absolutnie nie potrafię dominować i nie chcę się tego uczyć.”

I co wtedy? Zaczynają się przepychanki w łóżku, gdy czeka się aż ta druga strona podkręci się i zacznie, żebyśmy mogły sobie spokojnie poleżeć lub wypiąć się. Część z nas chce projektować gry, ale w innych grach niż te własnego projektu, nie weźmie udziału. Wciąż szukamy tej, która wie lepiej/więcej. Wciąż szukamy tego, który będzie bardziej skłonny do zaspokajania nas niż my skłonne do wzajemności. Pół biedy jeśli sypiamy z facetami. Erotyczna konstrukcja, tych w gruncie rzeczy prostych zabawek zwanych fiut... przepraszam... mężczyznami, z pobudek biologicznych, sprzyja przyjmowaniu pozycji aktywa. Ale jeśli bzykamy zazwyczaj panienki .... Ciężki jest lesbijski seks, w którym większość z nas marzy by się po prostu odwrócić, paść na plecy, opaść na czworaka, a potem zapaść w miękki sen i już się nie martwić, że tam obok ktoś czeka na swoją kolej. Erotyczny narcyz wzajemność odbiera jako ciężki obowiązek. Jako obrabianie erotycznej pańszczyzny. Znacie to? Pracujesz nad dziewczyną, przewracasz ją, obracasz, wyginasz się na wszystkie strony, yoga, kamasutra i punkt „g”, trzy palce, dwie dłonie, język i wibrująca obrączka na nosie. Cuda wianki. Gdy wreszcie nadchodzi Twoja kolej, najpierw musisz delikwentkę dobudzić (co? ... ach, tak... no tak... już, już, poczekaj tylko chwilkę się zdrzemnę). Delikwentka wygodnie kładzie się na brzuchu między twoimi nogami, zaczyna podstawową kombinację (język+palec, nie yoga, a raczej wf) i opiera czoło o twój wzgórek łonowy, bo nie ukrywajmy, trochę już przysypia. Więc zaczynasz się zastanawiać, czy przypadkiem nie zamarkować paru skurczy, paru krzyków, bo przy takim tempie i temperaturze wrzenia co najwyżej włos łonowy Ci się mocniej skręci, a biedaczce naprawdę oczy się już kleją. Znacie to? To się nazywa wspaniały, ale cholernie ciężki seks lesbijski. Tutaj „JEJ Orgazm Najpierw” nic nie pomoże.


W następnym, ostatnim już odcinku opowieści o seksualnej bierności i erotycznych narcyzach, zasłużona nagroda, za wytrwanie w kleszczach lipshitowej zagadki.
Jeszcze później, porozmawiamy o KLĄTWIE BISEKSA, czyli dlaczego biseks, jako niższy w hierarchii niehetero, jest postrzegany jako zobowiązany, albo co gorsza, zdeterminowany, do obrabiania sex pańszczyzny. 

41 komentarzy:

inesligatur pisze...

w świecie w którym zdaje się że już o nic nie trzeba walczyć, wystarczy poddać się systemowi intelektualnego i estetycznego lenistwa, trudno o jakąkolwiek inicjatywę. zdawało by się że to nie może dotyczyć seksu a jednak. dotyczy go wszystko i wszystko go przenika. kiedy nie trzeba już się troszczyć nawet o rozrywki, bo całe "kultura" służy już tylko przyjemności, nie dziwi mnie wcale namnożenie postaci submissive. ja tu sobie poleżę jeżeli chcesz w kompletnym bezruchu, gotowa, a Ty przyjedź ze swoim pożądaniem, z dostawą do domu i żeby było gorące, gotowe, niewymagające dodatkowej pracy.

lipshit pisze...

Pamiętasz co kiedyś powiedział Oscar Wilde?
"“Everything in the world is about sex except sex. Sex is about power.”

Może najwyższy czas władzę wymienić na lenistwo?

I żeby nie było, autorka bloga sama przyznaje się, że najsilniej podnieca ją właśnie by czasem leżeć i pachnieć... to znaczy wypiąć się i pachnieć.

Anonimowy pisze...

eee, w ogole to do mnie nie przemawia; nie uwazam, ze przyjecie pozycji uleglej, zdominowanej jest wyrazem biernosci; na poziomie tego co dzieje sie w glowie wykonuje sie taka sama prace jak bedac w pozycji dominujacej- ulegla odgaduje potrzeby partnera a dominujacy odgaduje potrzeby uleglej- to wzajemna intereakcja- obie strony sa tak samo zaangazowane choc wydawac by sie moglo ze tylko jedna strona cos robi

lipshit pisze...

Drogi Anonimie,

zgodzę się, jeśli występują dwie strony. W sytuacji opisywanej w poprzednim poście, powtarzam po raz kolejny, występuje tylko jedna strona. Ja czyli projektant fantazji. Mężczyzna nie istnieje, więc o żadnym "odgadywaniu potrzeb" nie może być mowy. Jak ktoś kogo wymyśliłam na użytek erotycznej potrzeby może brać udział we "wzajemnej interakcji", jak może się "zaangażować"?

Anonimowy pisze...

nie mowie juz nawet o tej opisanej fantazji ale o wnioskach do jakich dochodzisz i "diagnozie" na temat calej kobiecej seksualnosci- czyli, ze kobiety sa bierne seksualnie i wynika to z lenistwa; piszesz, ze kobiety wtedy nie musza uwodzic, kusic- coz, mi sie wydaje, ze wiekszosc znanych mi kobiet jak najbardziej uwodzi i kusi i bierne bynajmniej nie sa- ale ich aktywnosc nie koniecznie polega na tym, ze przyczepia sobie penisa i zaczna dominowac partnera
poza tym popatrz na ta kobieca postac w fantazji- ona nie siedzi na tym krzesle w wyciagnietych dresach, potarganych i brudnych wlosach i nie marudzi, ze cos ja np. boli itd- ona wcale nie jest bierna, tylko tego co robi nie widac- niby wszystko robi facet a w rzeczywistosci jest inaczej

lipshit pisze...

Nie diagnozuję całej kobiecej seksualności. Nie opisuję wszystkich kobiet. Jedynie pewien wycinek. Mówię o znanej mi większości i subiektywnych obserwacjach, o poszukiwaniu uniwersalnych mechanizmów i próbie opisania JEDNEGO z nich. Piszę głównie o sobie i kobietach jakie spotkałam na swojej drodze.

Ten brak "dresów" w fantazji, to jak opisałam w poprzednim poście:

"Ja oczywiście jestem wyposażona w atrybuty istoty słabszej, podległej (w domyśle podkreślające moją kobiecość, czytaj słabą płeć), ale nie dające się odrzucić.".

a potem

"Fantazję tą można dowolnie przekształcać, bawiąc się atrybutami, scenerią, przestawiając insygnia, konfigurując dowolnie przestrzeń. "

Tak więc jeśli tylko miałabym / miałabyś ochotę, mogłaby "siedzieć w dresach i z brudnymi włosami". To nie ma znaczenia. To tylko kategorie estetyczne.

I zapewniam, w fantazji nie dzieje się nic czego nie opisałam i nie zdekonstruowałam. Ona naprawdę NIC nie robi, ale tutaj się zgodzę, "w rzeczywistości jest inaczej", bo to ona projektuje fantazję.

Anonimowy pisze...

no tak, w fantazji mozesz siedziec w dresach z brudnynm wlosami ale w zyciu musisz najpierw sprawic by partner Cie pozadal, by chcial Cie zdominowac- w fantazji idziesz na skroty bo on robi dokladnie to co chcesz by robi ale gdybys chciala ta fantazje zrealizowac w zyciu to juz musialabys sie postarac, calkowita biernosc byc moze na kogos tam by zadzialala ale to wcale pewne nie jest i brak zainteresowania moglby spowodowac frustracje( tez seksualna)

lipshit pisze...

Eureka! Bingo!
Właśnie o tym, między innymi, napisałam dwa ostatnie posty.


Anonimowy pisze...

nie do konca- sprawic by pozadal to wcale nie oznacza aktywnosc, ktora jakkolwiek widac w dzialaniu
bo pytanie jest co na tego partnera dziala? co zrobic by czul pozadanie? jesli partner lubi dominowac to wlasnie dawac mu subtelne sygnaly, ze to Ci sie podoba

Anonimowy pisze...

i kolo sie zamyka;)

lipshit pisze...

Ale o tym, to już na pewno nie na lipshit blogu. Polecam Cosmo.

Moja wiara w człowieka właśnie wyrżnęła się głośnym wrzaskiem.

Anonimowy pisze...

a jak Twoim zdaniem mialaby wygladac aktywnosc osoby, ktora chce byc zdominowana? to wlasnie na nia dziala, jest jej seksualna matryca? jak mialaby wygladac odwrtotnosc tej biernosc? podaj jakis przyklad- co bys zmienila w tej swojej fantazji by nie powilac tego biernego schematu?

lipshit pisze...

Na chwilę obecną, dwa ostatnie lipshit posty dotyczą moich obserwacji na temat seksualnej bierności.

Możliwe, że odpowiedź znajdziesz w tym lipshit poście;

http://lipshitblog.blogspot.com/2012_08_01_archive.html

Anonimowy pisze...

acha, czyli za optymalna uwazasz sytuacje, w ktorej raz Ty dominujesz a raz jestes dominowana- nie wydaje mi sie to psychologicznie wiarygodne( choc nie twierdze, ze nie ma osob, ktore swietnie sie czuja po obu stronach) mysle, ze jednak wiekszosc osob ma w seksualnej matrycy jakas preferencje- zreszta opisujesz swoje doswiadczenia z lesbijkami i wydaje mi sie, ze trafiasz tylko na takie, ktore lubia byc zdominowane i nie chca przeskakiwac z roli w role- stad twoja frustracja- zdominowalas a nikt nie chce zdominowac Ciebie

lipshit pisze...

Polecam podręcznik do nauki Czytania ze Zrozumieniem, ale przyjmuję z pokorą tą jakże kreatywną diagnozę mojej seksualności oraz frustracji z niej wynikających. Nie pozostaje mi nic innego jak serdecznie podziękować, Drogi Anonimie.

Anonimowy pisze...

"Znacie to? Pracujesz nad dziewczyną, przewracasz ją, obracasz, wyginasz się na wszystkie strony, yoga, kamasutra i punkt „g”, trzy palce, dwie dłonie, język i wibrująca obrączka na nosie. Cuda wianki. Gdy wreszcie nadchodzi Twoja kolej, najpierw musisz delikwentkę dobudzić (co? ... ach,"

no ja tego nie znam ale rozumiem, ze piszesz o swoich doswiadczeniach i swojej frustracji

lipshit pisze...

Drogi Anonimie, właśnie sam sobie odpowiedziałeś na większość pytań czy wątpliwości zawartych w Twoich komentarzach.

Moja wiara w człowieka właśnie dogorywa w piekielnych męczarniach.

Anonimowy pisze...

boli Cie, ze nie mam tak traumatycznych lozkowych doznan?:) dobrze, ze zaznaczylas wczesniej, ze piszesz o sobie i swoich znajomych bo od samego czytania mozna dostac awersji do lesbijskiego seksu;)

lipshit pisze...

Anonimie, rozgryzłeś mnie! Lipshit Blog to w istocie moja seksualna dywersja. Mój ukryty cel. Potajemnie prowadzę szeroko zakrojoną akcję Obrzydzania Lesbijskiego Seksu, celem ratowania heteryczek, co by przypadkiem nie zbłądziły na ciemną i grzeszną stronę mocy. Jak widać na Twoim przykładzie, jest już pierwszy sukces!

Jeszcze nigdy blogowanie nie dostarczało mi tyle radości co ostatnimi czasy.

para pisze...

Szczerze się ubawiłam dyskusją w komentarzach! MORE THAN FUNNY! KF w końcu przyznała się do misji!

Oraz bierność - a myślałam o poczuciu kontroli. Ale niech będzie bierność.

Muszę potwierdzić obserwację będąc stroną aktywną. Bo cała ta fantazja toczy się na co dzień. Strona aktywna pozostaje tylko przedmiotem fantazji.

Ponadto bierność wszystko kontroluje.

W tym kontekście ciekawi mnie na ile świadomie kobiety dają się podrywać. To jest pytanie retoryczne bardziej - ale ta gra mnie czasem zaskakuje.

W pas, ciociu.

Anonimowy pisze...

Lipshita śledzę uważnie, stanowi cudowną odtrutkę na dominujący dyskurs heteronormy.
Dla mnie bieność może stanowić formę poradzenia sobie z uwewnętrznioną homofobią - to jej pożądanie kreuje sytuację - ja tylko ulegam z grz(sz)eczności.
Aktywność seksualna wiąże się z akceptacją własnej nieheteroseksualności, z przyznaniem się przede wszystkim przed sobą, że sprawia mi przyjemność seks z kobietą. Działanie stanowi więc formę artyklulacji naszej tozsamości...
K.

Anonimowy pisze...

nie wiem czy to Twoje zamierzone dzialanie ale w moim przypadku napewno skutecznie obrzydzajace;)
a wlasciwie nie obrzydzajace
raczej budzace zazenowanie i konsternacje
napewno nie budzace nawet minimalnego seksualnego zainteresowania

lipshit pisze...

@ Para

Drogi P.,

to są właśnie te wspaniałe momenty na blogu, gdy w cenie rozmowy z idiotą dostajesz trolling w gratisie. To jest druga sprawa, dla której warto prowadzić bloga. Znęcanie się nad kretynami. To daje mnóstwo radości.

A możesz rozwinąć myśl o "świadomym podrywie". Bardzo mnie to zaciekawiło, chciałabym się ustosunkować, mam jednak wciąż za wąski kontekst. Czy jeśli łaska, zechciałabyś dorzucić jeszcze zdanie bądź dwa w tym temacie?

I to ja się kłaniam, za czytanie.

lipshit pisze...

@ K.

Dziękuję. Za każdym razem gdy dostaję słówko o tym, że ktoś czyta i lubi, w mojej głowie natychmiast kiełkują nowe pomysły na lipshit posty. Może lipshit jest odtrutką również na homonormę?

Fantastyczny koncept. Nie wpadłam na to. Ulegam z grz(sz)eczności! Dla aspirującej niehetero kontakt seksualny z kobietą to nie tylko zdobycie doświadczenia ale również zmierzenie się z zinternalizowaną homofobią. Stąd pozycja bierna! Jestem (Sobą), ale po przez brak działania tak naprawdę mnie nie ma (więc nie muszę się zmieniać). Wspaniałe!

Uwielbiam to! Zdobywać od was nowe koncepty, pomysły, uczyć się od was! Wielkie dzięki!

lipshit pisze...

@ Anonimowy

Tym lepiej dla Ciebie. Przynajmniej będziesz spać spokojnie, zamiast rzucać się w pościeli targany płomienną rządzą do Katarzyny Franciszek. Zawsze powtarzam. Lipshit blog to przyjemność nie dla każdego.

P. pisze...

Drogi Anonimie - zapamiętaj - lizbijki to jedna z najstraszniejszych rzeczy, które w życiu widziałam.

A i tak nie są gorsze niż biseksy - o to jest historia, to są rzeczy straszne i mrożące krew w żyłach. Ale to właściwie tylko legendy - bo tak naprawdę nie istnieją - mężczyźni to kryptogeje, a dziewczyny eksperymentują. Biseksulane jednostki to mity i bajki.

Radzę w zaporze rodzicielskiej wpisać adres lipshita, żeby nie pobrudzić sobie wyobraźni postem numer 3.


Otóż Ciociu,

"Świadomy podryw" - zastanawiam się na ile kobiety są świadome tej gry - przecież będąc tymi biernymi podmiotami podrywu całkowicie go kontrolują.

Przecież nie wymuszę na kimś podania mi swojego numeru, prawda? I ja nie mam tu właściwie nic do powiedzenia - poza wbiciem się w ich ulubioną fantazję.

Z jednej strony myślę, że MUSZĄ to wiedzieć, że ja tylko inicjuję i właściwie prowadzę sytuację tylko tam, gdzie mi pozwolą(choć oczywiście, zdarzają się wpadki, ekhm..) Niemożliwe jest to, że NIE WIEDZĄ.

A z drugiej strony to jest czasem zbyt łatwe, żeby myśleć, że one mają świadomość panowania nad sytuacją. Bo nie wierzę, że większość kobiet to wytrawne graczki. O nie, nie. To ciekawy wątek eksploracji - bo znam głównie wytrawne graczki albo ludzi w związkach...

lipshit pisze...

@ Para

Shit, lizbijki. Nie strasz trolla. Możesz go karmić, ale nie strasz go lizbijkami. Tych to nawet ja się boję.

Coś mi się zdaje, że "Klątwa Biseksa", za którą wezmę się zaraz po skończeniu z biernością, to będzie próba zmierzenia się z najbardziej efemerycznym zjawiskiem całego niehetero. Będzie przebój albo strzał w stopę. Bo jak opisać coś czego nie ma, a jednak Biseksualne Brzemię niektórzy dźwigają, niczym ten krzyż ciężki. Tak, to są rzeczy straszne.

Nie wymusisz podania numeru telefonu, ale możesz podać swój. Jeśli przejawiasz inicjatywę jedynie ułatwiasz ustawienie się w pozycji biernej po drugiej stronie. Podała numer, powiedziała zadzwoń, więc zadzwonię, pójdziemy do (jej) łóżka, a potem dzwonić już nie będę. Bo to ONA chciała. Nie JA. I tutaj tak naprawdę Ty czyli aktyw, nie masz żadnego znaczenia, aktyw jest niemy i przezroczysty. Liczy się tylko Ja. Wbijając się w fantazję pozwalasz się uśmiercić i wymazać. Teraz wystarczy sobie wyobrazić kogoś, aktywa, którego nie interesuje by istnieć, ale jako rasowy vouyer lubi sobie patrzeć, jak inni doznają, któremu przyjemność sprawia gra w "pojawiam się i znikam".

Druga sprawa > świadomość procesu. To przychodzi z czasem. Oczywiście od dawna znałam i doświadczałam syndromu "księżniczki z drewna" i sytuacji typu "skoro już tu jesteś to łaskawie pozwalam się bzyknąć". Zresztą większość nieheteryczek lubi przekazywać opowiastki w stylu "więc ona zdejmuje majtki i kładzie się na plecach, a ja wtedy "halo, halo moja panno" lub "pokłóciłam się z żoną kto pierwszy założy strapona". Dopiero eksperymentując z DS, badając swoją submisywną stronę, a co za tym idzie badając strukturę swoich fantazji, udało mi odnaleźć pragnienie bierności w sobie i lepiej zrozumiałam ten mechanizm. Teraz dostrzegam bierność co raz częściej i lepiej ją rozumiem.

Fascynuje mnie teraz zagadnienie "co ma z tego aktyw". Zastanawiam się na ile aktyw musi mieć mocny nerw podglądactwa.

Anonimowy pisze...

ten opisany lesbijski seks bynajmniej nie jest przerazajacy:) jest pocieszny i wzbudza raczej zazenowanie i litosc

lipshit pisze...

@Anonimowy

Jak niestety większość lizbijek.

A już na pewno tych, które nie są przerażające.

P. pisze...

Szczerze, jestem pod wrażeniem Frank, że masz trolli tak celnie szafujących słowami.

Ja wołam o litość i pomstę do nieba czytając to. A poziom zażenowania osiągnął poziom nieskoordynowanego biegania po biurze i wydawania niezidentfikowanych okrzyków - prawie jak seks lizbijek.

Zaczynając o aktywie - słuszne założenie, że sam pozwala na to by się wymazać. A robi to właściwie z radością i podskokiem.

A co on z tego ma? To jest głos Iddiego Childisha, który każe Ci maksymalizować swoją własną przyjemność.

A rasowy aktyw to chyba taki, który jest chodzącym ID. Nie, nie wchodzę w to.

Rasowy aktyw to taki, który potrzebuje ciągłego upewniania się w tym, że może wszystko i że w tym wszystkim jest bardzo, bardzo dobry. To mu sprawia największą przyjemność - przekraczającą przyjemność sensualną.

Seks jest szybką gratyfikacją tych popędów - zaspokojenie fantazji części biernej i jeszcze zrobienie tego w najlepszym stylu? What on earth would you want more?

Oczywiście, aktyw winien być hardy i rzeczywiście być usposobiony vouyerystycznie - inaczej nici z tej przyjemności, którą może osiągnąć.

Powiedziałam ja wg mojego. Jak ktoś, coś - to posłucham. (Dobry aktyw nie może być troglodytą)

P. pisze...

Dodam jeszcze, że o biseksach jest wiele legend, ale ja żadnego na oczy nie widziałam.

Jak to mówi młodzież - pics or it didn't happen!

lipshit pisze...

Dear Para,

Myślę, że to moderacja komentarzy trolle odstrasza. Może myślą, że nie przebiją się przez frankową, ostrą selekcję? Generalnie po mnie można jechać, w końcu jestem Pierwszą Divą i Królową Tej Wioski, z tronu pod pręgierz bliska droga. Tylko po lipshit girls jechać nie można. Czytelniczek obrażać nie wolno.

Głos Iddiego Childisha... racja. Pamiętam jak spytałaś mnie kiedyś, czy Kasia Pepper to moje alter ego. Powiedziałam, że nie, zaczęłaś się krzywić. Teraz już wiesz. Iddie samą swoją obecnością kształtuje seksualność innych i wyznacza sytuację erotyczną. Wszyscy chcą się z nim przespać, wszyscy się w nim podkochują, ale nikt nie wie dlaczego, bo on w końcu nic nie robi. Tylko się pojawia. Zdecydowanie ze wszystkich wierzchołków pepperowego trójkąta ten jest mi najbliższy.

Zaczynam rozumieć, gdzie dla aktywa leży imperatyw przyjemności. W końcu sprostać wymaganiom bierności, zrobić to i pokazać, że się może / umie, to może zaspokoić erotyczną ambicję. I tak się wszystko zawsze sprowadza do erotycznego narcyzmu. Tutaj aktyw i bierny spotykają się, mogą sobie uścisnąć rączki.

A Hardy Hard i do tego Aktyw.... ufff...... steamy!
(ja pierdolę, im robię się starsza tym głupsza, cholernie mnie to rozbawiło)

lipshit pisze...

@ Para...

no,no... nie wiem jak ty, ale ja jestem hetero skrytką.

P. pisze...

hetero-skrytką? that's rich!

oraz Hardy Hard! nice. bardzo się śmieję! bardzo! na gadu-gadu(!!!) mogłabym napisać: hahahahaha

Tak, z Kasią chyba mnie poniosło. Jak kolejny raz(no już nie pytaj który) przeczytałam ZD to bardziej to do mnie dotarło.

Och! Ja ściskam i całuję rączki biernego, owszem. Aktyw musi być chodzącym narcyzem, inaczej nici z tego(drogie dziatki, które chciałybyście spróbować)- ale z tego wynika jego pewność siebie, która pozwala mu przyjąć pozycję całkowicie przedmiotową wobec bierności i jeszcze mieć z tego tę całą, ogromną przyjemność.

Wracając do Childisha - już wiem, czemu go nie lubiłam. Serio, serio. Jest za bardzo taki, jakim ja chciałabym być. Po prostu.

Bo przecież aktyw nie musi we wszystko wchodzić, co bierność mu zaprojektuje - ale może, i może wejść w każdą fantazję bardzo sprawnie. Bycie triggerem też łechta wewnętrznego narcyza.

Nota bene - na potwierdzenie słów o trigerze - miałam ostatnio sytuację, w której to tylko aktyw w mojej osobie był katalizatorem tej przyjemniej bierności w osobie drugiej. (Dobry aktyw jest też trochę cocky - drogie dziatki).

Frank - czekam na jakiś celny żart z tym cockiem.

lipshit pisze...

@ Para

No nie wiesz. Jestem przecie hetero. Sama lubię to rozpowiadać na prawo i lewo, tylko nikt mi nie wierzy. Dlatego jestem skrytką, co by się dalej nie ośmieszać.

Na gg? Na gronie!

Kolejny raz? Naprawdę? Awwww.... łza wzruszenia kręci się w mym zimnym oku. Jakieś nowe wnioski? Oprócz tego, że to najbardziej zajebiste soft porn ever? Nurzasz się już w subtekście, który wszakże bogatszy jest niż zewnętrzna nadbudowa?
Każdy chce być Childishem. Nawet sam Childish. To jest magiczny moment, w którym stworzyłam postać i wcale nie uważam, że ją stworzyłam. Iddie żyje własnym życiem. Ja go tylko opisuję.

Szczegóły tej aktyw/biernej sytuacji wyciągnę jeszcze od Ciebie, ale możesz upublicznić dynamikę w ogólnym zarysie?

Żart z cockiem? Chyba z cackiem...

P. pisze...

Jesteś hetero. That can be true. Nie wnikam, tylko zwierzątka zostaw w spokoju.

Ciociu, to najzajebistsze soft porn ever. Owszem. Zatapianie się w tych wszystkich fantazjach - przyjemność. Nurzam się, Frank, nurzam. Brudzę wyobraźnię i myśli.

Dynamika? Tu nie ma nic skomplikowanego oraz żadnej nadbudowy. Pewne rzeczy są proste, prawda? (A poza tym tu wchodzi jeszcze wątek intuicji w dyskusji i wiedzy) Dobry aktyw musi być dobrym obserwatorem i wychwytywać wszelkie oznaki fantazji. (Podręcznik młodego aktywa, pff)

Cacko i złotko, kochanieńka, cacko i złotko. (mówię to trzymając w ręce kryształową szklaneczkę ze scotchem, ET w KBVW)

W pas.

lipshit pisze...

Oj Para, Para. Ty wreszcie bloga zacznij prowadzić. Uwielbiam Cię na piśmie.

Anonimowy pisze...

Mogę się wtrącić?

Na wspomnianą w komentarzach notkę o nieistniejących biseksach już się cieszę - bo oczywiście wiem, że nie istnieją żadne biseksy, są tylko obrzydliwie niezdecydowani, i brakuje mi do tego tylko liphitowego potwierdzenia.
Chciałam również wtrącić, też a propos komentarzy, tych pierwszych, jeszcze bez trolla - “Everything in the world is about sex except sex. Sex is about power.” Oscar się nie myli, o. To wciąż "about power", tylko teraz w kontekście "komu tę władzę przekazać, żeby mi było fajnie (biernie)".

Notka jak zawsze interesująca i trafna (bardzo trafna). Zacna, mówiąc krótko.

a-be

lipshit pisze...

@ a-be

Wtrącić się można zawsze.

Z pewnością na lipshitcie znajdziesz dowody (twarde, miękkie, wzwiedzione) na to, że biseks nie istnieje. To jest to miejsce pośród wszystkich blogów niehetero, gdzie takich dowodów należy szukać.

Zgodzę się. Nowy trendem w świadomej seksualności będzie nie uzyskiwanie władzy, ale świadome przekazywanie jej, na zasadzie projektowania sytuacji erotycznej. Czyli będziemy erotycznie wyzwoleni, ale pozornie bierni. To już nie postfreud, a postlacan.

Z całego robaczywego serca dziękuję za czytanie i komentowanie.

kr pisze...

Szapoba.
Przeczytałam, siedzę, myślę trochę, temat wraca, myślę więcej od kilku dni. Cholernie prawdziwe, cholernie mądra notka.

lipshit pisze...

Przedziwne, ponieważ Katarzyna Frank nie jest ani zbyt prawdziwa, ani zbyt mądra. Jest tylko pretensjonalnym dupkiem.

Teoria odwróconej subwersywności ma podstawy w teorii maskarady Lacana, tak tylko podpowiadam.