poniedziałek, 1 października 2012

Zagadka. Część I.

czyli Naukowe Rozważania Fantastycznej Franciszki. Część pierwsza.

“I don't care what you think about me. I don't think about you at all.” 


Nie ma większego bólu niż pisać piękne książki, których nikt nie chce wydać. Nie ma gorszej klątwy niż mieć talent i zużywać go na niewłaściwe czy niesprzedawalne. To musi być naprawdę wspaniałe, móc usiąść do klawiatury, z zamiarem wyprodukowania tego czego ludzie chcą, nie tego czego chcesz Ty i za każdym naciśnięciem klawisza słyszeć brzęknięcie zarobionej złotówki. Neurotyczny dandys nie potrafi zarabiać pieniędzy, ba, nawet gardzi zarabianiem pieniędzy. Zdycha z głodu, szlachetniejąc z minuty na minutę, w przeczuciu dokonania czegoś pięknego i całkowicie bezużytecznego, czegoś rewolucyjnego. W tak zwanym między czasie, pomiędzy dylematami w stylu fajki czy obiad, rachunek za telefon (którego dandys nie używa) czy nowy pas do pończoch czy wzmacniane w kroku legginsy, neurotyczny dandys nie może się doczekać by wreszcie umrzeć tak naprawdę i zostać docenionym... Ale ale, dość już o mnie. Wszakże jest to tekst o .... mnie. Tak czy siak jest zawsze o mnie. Ja, ja, zawsze ja. W poniedziałek Ja, w srątek piątek Ja ...

Na marginesie dodam, ku pokrzepieniu ciekawskich serc, że Katarzyna Frank znalazła sobie flatmate i już niedługo rozpoczyna ostateczną fazę operacji „W” (jak Wyjechać Stąd). Oraz, że kawa została stworzona do tego by pić ją z cukrem, a herbata z mlekiem. Oraz, że oficjalnie przestałam się starać i przejmować. Do doktryny „I don’t date” doszła „I don’t give a slightest single bit of a fuck”. W ramach eksperymentu nie golę pach, czasem nie myję głowy i chodzę w płaskim obuwiu. Buldożka w ciągu dnia, zamiast spać, je na potęgę, co znaczy, że nadchodzi Zima WszechStulecia. Wciąż biegam. Codziennie, no ... prawie codziennie. 6 kilosów. Tyłek mam twardy, że ho ho, witkę sobie można na nim złamać.   

Przekraczanie granic blogerskiego/pisarskiego ekshibicjonizmu jest równie uzależniające co adrenalina, którą wyzwalają ryzykowne zachowania. Z każdym tekstem mam ochotę posunąć się o krok dalej, zdjąć z siebie kolejną warstwę białej, cienkiej skóry. To przychodzi tak łatwo, jest takie przyjemne i całkowicie pozbawione konsekwencji. Jak obnażanie się w pustym parku. Co raz rzadziej piszę z myślą „o was”. Niczym Coco Chanel, która mawiała, że WY nie istnieje, publiczność nie istnieje. Jest tylko JA i znoszenie własnych limitów. Chcę wykazać pewną erotyczną teorię. Dlatego pod pretekstem erotycznej pracy naukowej, pochylimy się nad moja erotyczną fantazją. Jedną z grubego katalogu, który zajmuje jedno z trzech pięter Biblioteki Zawartości Intelektualnej ulokowanej w Mojej Głowie. Fantazja jest siłą napędową mojego życia. Sił tych jest trzy. Fantazja. Imperatyw Przyjemności. Oraz walka z nudą, wulgarnością, prostactwem i drobnomieszczaństwem. Trzem tym siłom dedykuję swój żywot neurotycznego dandysa.

Fantazja ta ilustruje motyw centralny, dookoła której zazwyczaj nadbudowujemy perwersyjną projekcję. Dodam, że fantazja ta była moją dyżurną Turbo Lux Torpedą, moją ulubioną rakietą do gwiazd, różowym gwoździem programu przez niespełna pół roku. Potem została zrealizowana. Co prawda w innych proporcjach, w innej scenerii, ale najważniejsze punkty programu zostały starannie wypełnione. Czy teraz, gdy ta sytuacja erotyczna, pod moją czujną i czułą kontrolą, została ziszczona, czy kręci mnie dalej? Jest w tej sytuacji erotycznej jeden uniwersalny element, który będzie mnie kręcił zawsze. I kręci większość z was. I o tym jest ten post. O seksualnym egocentryzmie. O tym, że ego, nie libido, znajduje się zawsze w centrum. O erotycznym narcyzmie.

Sceneria, pomieszczenie jest mało istotne. Ważne, żeby to była przyjazna, zamieszkana przestrzeń. Lęk nie wynika z poczucia obcości, niepewności znajdowania się na obcym terenie. Źródłem lęku, tego podniecającego bodźca, tego słodko pikantnego afrodyzjaku, jest mężczyzna. Czemu mężczyzna? Z powodu prostego mechanizmu uwidocznienia pożądania w fizycznej formie. Męskiego pożądania nie musisz się domyślać, widzisz je, jest naoczne i niekwestionowalne. Dlatego częściej w fantazjach/pornografii kobiet pojawia się mężczyzna, którego fizyczne podniecenie przez to, że jest widoczne, w podtekście nie jest częścią gry, nie jest udawane (uwielbiamy gay porn i zaczytujemy się w slashficach, ten mechanizm jest dobrze opisany w „The Kids Are Alright” gdy Jules wyjaśnia swojemu synowi, czemu mamusie lubią cioterskie porno). Mężczyzna we frankowej fantazji jest wyposażony w atrybuty władzy, które łatwo może odrzucić. Czyli zdjąć. I w tym momencie wyjmuję moją walizeczkę fetyszysty, zapraszam, wejdźmy po krętych schodkach na pięterko Biblioteki Intelektualnej Zawartości w Mojej Głowie, gdzie w gablotkach, za polerowanym szkłem są porozkładane fallusy w swych najróżniejszych formach, nie zawsze w formach fallicznych. Czyli (w moim przypadku) mężczyzna ma na sobie mundur wojskowy/ mundur policyjny/ garnitur/ frak/ płaszcz/ trencz lub trzyma w dłoniach insygnia władzy czyli palcat/ linijkę/ parasol/ pióro wieczne/ teczkę/ papierek lakmusowy/ wskaźnik/ skórzany pasek/ rękawiczki. I tak możemy sobie dowolnie wyposażać mężczyznę w jakiekolwiek insygnia. Akcent, gest, twarz, wzrost itp itd. Ważne, żeby wskazywały na moją pozycję podległą i dały się łatwo zdekonstruować (czyli odrzucić). Ja oczywiście jestem wyposażona w atrybuty istoty słabszej, podległej (w domyśle podkreślające moją kobiecość, czytaj słabą płeć), ale nie dające się odrzucić. Również podkreślające zdyscyplinowanie, ale też sugerujące niedojrzałą kobiecość wymagającą prowadzenia, wskazówek, mentora. Atrybuty kobiecości, atrybuty NIE insygnia, są pozbawione elementów wskazujących na zainteresowanie sytuacją erotyczną czy erotyczne pobudzenie/ rozbudzenie. Czyli długie włosy, ale mocno spięte, sukienka, spódnica, ale długi rękaw i zapięty kołnierzyk, bielizna, ale schowana pod spódnicą, szminka, ale tylko szminka. I mnóstwo czerni. Wdowiej czerni, szkolnej czerni, czerni habitu i katafalku (ha! czerń sugeruje najbardziej submisywną z pozycji czyli pozycję na katafalk > patrz Bunuel i „Piękność”, wielki traktat o submisywności). Jak to bywa zazwyczaj w fantazjach najpierw następuje jakieś preludium, przygrywka, dowolnie skonstruowana, umacniająca nas na wyznaczonych przez mnie pozycjach, on (podmiot)> pozycja nadrzędna, ja (obiekt)> pozycja podległa. Sytuacja zmierza do ustawienia się w określonej konfiguracji po dwóch stronach przestrzeni. Będzie więc instynktowne spychanie/ cofanie się, podczas gdy ja mam za sobą jakąś przeszkodę, która uniemożliwi mi dalsze cofnięcie się, ale też da oparcie (krzesło/ stół/ fotel/ ściana). Wtedy mężczyzna wydaje absurdalne polecenie. Absurdalne bowiem znajdujące się w całkowitej sprzeczności z preludium fantazji. Coś co zawsze chciałam od podmiotu usłyszeć, ale nigdy nie spodziewałam się, że to nastąpi i to tak nagle. To polecenie jest proste i łatwe do wykonania. Usiądź/ Oprzyj się/ Odwróć się. W efekcie wykonania polecenia nie widzę już mężczyzny, słyszę jego głos lub muszę odwrócić głowę by na niego spojrzeć. Wykonując polecenie daję przyzwolenie na wydanie kolejnych, staję się uczestniczką gry (w istocie starannie zaprojektowanej przeze mnie). Pozycja mojego ciała jest niewygodna i nie pozostawiająca pola manewru. Jestem unieruchomiona. Co ciekawe nie za pomocą jakiekolwiek narzędzi (typu bondage) ale tylko i wyłącznie za pośrednictwem własnej woli (dosłownie; bo z własnej woli poddaję się woli cudzej / oraz w subtekście; bo to ja + moja wola jesteśmy projektantami fantazji). Mężczyzna najpierw dokonuje dekonstrukcji insygniów władzy, czyli rozpina/zdejmuje jakąś część garderoby (rozpina mundur, pozbywa się kołnierzyka od staromodnego fraka, zdejmuje skórzane rękawiczki, rozpina płaszcz) lub odrzuca trzymany w dłoniach przedmiot (czyli uwalnia dłonie). Jest to pierwszy moment gdy jego pozycja nadrzędna zostaje zakwestionowana. Będzie jeszcze kilkukrotnie kwestionowana, ale zawsze kwestionował ją będzie sam podmiot. Mężczyzna podchodzi do mnie i dokonuje inspekcji mojego stroju (rozpinanie guzików, zdejmowanie spinek przy mankietach, zdjęcie buta by zważyć moją stopę w dłoni i unieść ją do góry), aż w końcu podmiot natrafia na ukrytą pod spódnicą bieliznę. Wydobywa jedyny atrybut bezpośrednio związany z sytuacją erotyczną, wydobywa go spod spodu, spod fasady kobiecości jaką wyznacza mój zdyscyplinowany strój. Zrywa moje majtki, przypominając o konieczności pozostania w bezruchu. Majtki lądują w jego kieszeni. Za pomocą dłoni sprawdza stopień nawilżenia mojej pochwy. Oczywiście jestem bezwstydnie, obnażająco mokra. Jestem mokra cały czas, od samego początku fantazji, ale w tym momencie moje pożądanie zostaje wydobyte z ukrycia, wystawione na działanie światła dziennego, jakby dotychczas spoczywało spokojnie, ukryte  w ciemnościach. Dzieje się to zgodnie z moją wolą, która dalej krępuje mnie i unieruchamia. Jakikolwiek mój ruch, gest poza konwencję krępowania, oznacza zmianę woli i zakończenie gry erotycznej. Tylko moje ciało oraz własna wola kontroluje grę, wyznacza jej początek i koniec. Obiekt, ze swoją pozycją nadrzędną jest w istocie nieistotny. Mężczyzna klęka, żeby lepiej widzieć moją sferę genitalną. Klękając, po raz kolejny wychodzi z pozycji nadrzędnej, ale nie z roli. Inicjuje seks oralny, jednak nie pozwala mi dojść. Potem podnosi się i kładzie dłoń na moich plecach/karku, konstytuując moją pozycję podległą. Ten gest przypomina o zasadach gry, jest zaprojektowany starannie i właśnie o projektowaniu ma przypominać, jako że jest całkowicie zbyteczny dla dalszego obrotu fantazji. Jest jak wiadomość wysłana do samej siebie, na wypadek gdybym zapomniała się pośród przyjemności seksu oralnego. Mężczyzna rozpina spodnie. Nie widzę tego. Nie widzę jego pożądania. Tylko słyszę. Słyszę pojedynczy, finalny dźwięk. Trzask klamerki paska, metaliczny brzęk. Zostaje wypowiedziane tylko jedno zdanie;
- Radziłbym trzymać się mocno (stołu/biurka/krzesła/samochodowego fotela). -

I zaczynamy odliczanie w drodze do samych gwiazd.

Fantazję tą można dowolnie przekształcać, bawiąc się atrybutami, scenerią, przestawiając insygnia, konfigurując dowolnie przestrzeń. Ale jej core, jądro, podstawa, zawsze pozostaje taka sama, opisana jak wyżej. I teraz pytanie. Jaki element tej fantazji jest najbardziej istotny? Co ją konstytuuje i umacnia. Co ją napędza i powoduje? Imperatyw Przyjemności? Siła napędowa Fantazji? Perwersja wymazująca waniliową przyjemność czyli Nuda? A może coś innego....

Co stanowi o charakterze erotycznym projektanta tej fantazji? Co charakteryzuje obiekt (moją) i wyznacza pozycję podmiotu (mężczyzny)? Jaki element jest najbardziej istotny i bez niego zawaliłby się cała konstrukcja?

Jaki element warunkuje znaczną większość nie tylko fantazji, ale życia seksualnego kobiet?

Odpowiedź w następnym odcinku....

14 komentarzy:

Anonimowy pisze...

a jakie uczucia pozaseksualne ma bohaterka fantazji do wyobrazonego mezczyzny- boi sie go? podziwia? pragnie?

lipshit pisze...

A jakie pozaseksualne uczucia można żywić do wibratora, do erotycznego gadżetu skonstruowanego z niematerialnej substancji?

Ja nie jestem wyznawcą mitu kobiecej seksualności emocjonalnej, a już na pewno nie mogę go odnieść do samej siebie.

Owszem, grę/fantazję można wyposażyć w dowolne emocje/pozaseksualne uczucia, jeśli tylko to Twój "kink", jeśli potrzebujesz ich by wzmocnić doznania. Możesz nimi dowolnie umeblować swoją erotyczną przestrzeń. W TEJ fantazji emocje/uczucia zastępują kategorie estetyczne.



Anonimowy pisze...

??? moje pytanie nie odnosilo sie do gadzetu tylko do istoty relacji miedzy wyobrazonymi postaciami- tu bym upatrywala jadra tej fantazji- rozumiem, ze podniecajaco dziala poczucie bycia zdominowana przy jednoczesnym kontrolowaniu tej sytuacji( jako rezyser fantazji)ale ciakwi mnie jakie jeszcze emocje moglby sie pojawic miedzy bohaterami?
i o jakie kategorie estetyczne chodzi?

lipshit pisze...

Istotą opisanej relacji (choć nie odpowiedzią na zagadkę) jest właśnie gadżet, uprzedmiotowienie. Nie ma dwóch wyobrażonych postaci, jest tylko jedna (ja/obiekt). Druga postać nie istnieje. Mężczyzna to tylko przedmiot, płótno projekcji. Trudno więc mówić o jakichkolwiek emocjach czy relacjach między mną a przedmiotem.

Rozumiem jakkolwiek różnicę, pomiędzy moim podejściem a Twoim rozumieniem fantazji. Posłużę się prostym przykładem; powiedzmy, że para chce w sypialni wprowadzić role play, np, gra w nauczyciela/ucznia. I tak jak jednemu projektantowi potrzeba by stworzyć do kompletu z fantazją całą historię, "background" (co łączy przedmiot z obiektem, jaka relacja przebiega między nimi, czy nauczyciel praktykuje na co dzień kary cielesne, jakie uczeń ma oceny, czy uczeń lubi nauczyciela czy może wręcz przeciwne, nauczyciel jest przedmiotem drwin, co nauczyciel powiedział rodzicom ucznia na zebraniu). Ponieważ w tym wypadku projektant pragnie seksu wzbogaconego o relację interpersonalną, więc utrwala ten schemat również przy projektowaniu fantazji. Natomiast ktoś inny, inny projektant, po prostu wręczy podmiotowi mundurek uczennicy i powie "zabieraj się do roboty". I to wszystko. Mundurek, obiekt fetyszystyczny wystarczy by zaprojektować podniecającą grę. I właśnie gra projektowana w lipshit poście powyżej, to gra drugiego rodzaju.


Kategorie estetyczne, które zastępują emocje. Wszystko. Od koloru włosów mężczyzn, przez krój mojej spódnicy, kończąc na rodzaju drewna z którego wykonano stół, którego "mam się mocno trzymać". Zmiana kategorii pozwala zobaczyć fetysz w nowym świetle i dzięki temu gra wciąż działa, wciąż podnieca.

Anonimowy pisze...

nie do konca sie rozumiemy- w fantazji sa dwie wyprojektowane postaci i oczywiste jest ze obie robia dokladnie to co osoba fantazjujaca potrzebuje zeby jej napiecie seksualne roslo- mi chodzi o to co jest istota tej wymyslonej relacji, co powoduje, ze wlasnie takie zachowanie mezczyzny czy kobiety podnieca- kolor wlosow, spodnica czy stol? jestes pewna?

lipshit pisze...

I tutaj możemy dyskutować.
Ty uważasz, że fantazja opisana przeze mnie zawiera dwie wyprojektowane postaci > kobietę i mężczyznę.
Ja uważam, że fantazja opisana na lipshit blogu zawiera tylko jedną wyprojektowaną postać > mężczyznę, który jest płótnem dla projekcji projektanta > kobiety.
Ja postrzegam fantazję, jako grę w której projektant bierze udział, ale sam siebie nie projektuje. Ty zakładasz, że w fantazji zarówno obiekt jak i podmiot są zaprojektowane.

A istota fantazji, warunkująca taki a nie inny układ całej fantazji, w obu przypadkach, to właśnie jest moja zagadka.

Anonimowy pisze...

ok, wiec sprobuje zdekonstruowac ta fantazje:) kobieta fantazjuje o budzacym lek mezczyznie, ktory wchodzi w role dominujaca, nadrzedna a ona z wlasnej woli wchodzi w role podrzedna, ulegla; jednoczesnie bedac rezyserem fantazji i tworzac scenariusz nie jest postacia ulegla- bo robi dokladnie to czego potrzebuje zeby osiagnac seksualne spelnienie analogiczna sytuacja jak z fantazjami o gwalcie czyli paradoks-bo realny gwalt jest wtedy gdy sie go nie chce a kiedy sie go pragnie przestaje byc gwaltem;)

mozna to rozumiec np. tak, ze kobieta musi stworzyc sobie w wyobrazni wymyslona postac meska, ktora by ja zniewalala zeby pozbyc sie poczucia winy z powodu wlasnej nieposkromionej seksualnosci, ktora jest tak przerazajaco potezna ze musi pojawic sie postac dominujaca- wtedy ona nie ponosi odpowiedzialnosci za swoja seksualnosc, ona tylko ulega dominujacemu mezczyznie

inesligatur pisze...

historia uczy że artyście łatwiej już sprzdać swoje ciało niż handlować swoimi dziełami. zdaje mi się że sprzedawanie swoich prac jest potwornie przykre nawet jeżeli idzie łatwo. pamiętam jak sprzedawałam bardzo dobre prace na wystawie, wytwory niesamowicie utalentowanej artystki. mimo, że to nie były nawet moje prace czułam się jakbym próbowała recytować poezję w mięsnym.

lipshit pisze...

@ Ines

Może to zabrzmi pretensjonalnie albo na wyrost, ale ja zawsze chciałam tylko pisać. Nie zajmować się social media i marketingiem. Nie znam się na tym i nie chcę się znać. Niestety, rynek wymusza na mnie taką działalność. A czy zbyt inteligentny socjopata, zagrzebany w książkach i pop kulturze, potrafi coś sprzedać? Siebie, książkę, mięso?

lipshit pisze...

@ Anonimowy

Nie do końca rozumiem motywację. Po co dekonstruować coś co już zostało zdekonstruowane?

Niniejszym jesteś bardzo blisko. Ciepło, ale nie gorąco.
Skąd pomysł, że ten mężczyzna budzi lęk? Tak jak wcześniej napisałam, tą fantazją rządzą kategorie estetyczne, nie emocje.

Kobieta NIE musi tworzyć sobie postaci męskiej, o czym wspominałam w poście powyżej. Opisałam postać męską, ponieważ jej pożądanie jest naoczne i nie podlega kwestionowaniu. Równie dobrze podmiotem mogłaby być kobieta. Płeć nie ma żadnego znaczenia.

Nigdy nie rozpatruję seksualności pod kątem poczucia winy, ponieważ nie konotuje mi się ona ze strachem, tylko z imperatywem przyjemności. I znów, emocje czy wartościowanie w konstrukcji tej fantazji nie mają takiego znaczenia by skutkowały czymkolwiek "nieposkormnionym" czy "przerażająco potężnym". To nie u Katarzyny Frank.

Aczkolwiek jesteś bardzo blisko rozwiązania zagadki.

Anonimowy pisze...

to nie moj pomysl- sama napisalas, ze 'zrodlem leku jest mezczyzna'- to byla wyjsciowa emocja tej fantazji; mozna np powiedziec, ze rozwijajace sie podniecenie jest podswiadoma proba poradzenia sobie z tym wyjsciowym lekiem a przyjecie pozycji uleglej zapobiega konfrontacji z postacia, ktora ten lek budzi:)



lipshit pisze...

Drogi Anonimie, napisałam;

"Źródłem lęku, tego podniecającego bodźca, tego słodko pikantnego afrodyzjaku, jest mężczyzna. "

Lęk jako bodziec, lęk jako afrodyzjak, nie jako emocja sama w sobie.

Przypominam też pytanie;

"Jaki element tej fantazji jest najbardziej istotny? Co ją konstytuuje i umacnia? Co ją napędza i powoduje? "

I odpowiadam, że nie jest to lęk, ani żadna inna emocja.





Anonimowy pisze...

co napedza ta fantazje? kazda fantazje napedza rosnace podniecenie- to oczywiste
a dlaczego podnieca sytuacja dominacja- uleglosc? podobno matryca seksualnosci tworzy sie w dziecinstwie gdzie aspekty bycia zaleznym, uleglym, zdominowanym wystepuja bardzo silnie
moge sobie wyobrazic mala dziewczynke, ktora bardzo kocha swojego tatusia i chce by on ja np. pochwalil i docenil, jest grzeczna, slucha sie go jednoczesnie jest od niego pod kazdym wzgledem zalezna- emocjonalnie, intelektualnie, materialnie- wiec zalozmy, ze ona sie stara a on jest obojetny, zimny i jeszcze dostaje lanie
na poziomie czysto emocjonalnym ta sytuacja jest nie do zniesienia ale dziewczynka nadal kocha tego niedobrego tatusia wiec bol, upokorzenie, zlosc zamieniaja sie w podniecenie
kiedys moja znajoma opowiadala mi, ze po kazdym laniu tatusia czula jako dziecko przymus masturbacji- nastapilo wiec w podswiadomosci skorelowanie tych uczuc
jako dorosla kobieta lubila klimaty sm bo wlasnie tak uksztaltowala sie jej seksualnosc- to byly najsilniejsze bodzce

lipshit pisze...

Drogi Anonimie,

wciąż strzelasz ślepakami. To nie konkurs wiedzy o DS.

Przypominam...
"Jaki element warunkuje znaczną większość nie tylko fantazji, ale życia seksualnego kobiet?"