poniedziałek, 22 października 2012

Przedostatnia


Nie odnajdziesz mnie w nikim innym. To ja muszę wydarzyć się dla ciebie.

Jeszcze zanim ta historia się wydarzyła czułam jak pęcznieje i rośnie we mnie. Słowa puchły w ustach, a skoro nie mogły zostać wypowiedziane zaczęły sypać się z koniuszka palca prawej dłoni, turlać się aż do kuleczki na końcu długopisu. Ta opowieść nie mogła zostać opowiedziana, bo to oznaczało zapeszyć ją, odwołać. Wyskakuję z wanny pełnej gorącej wody, zimnej w dotyku dla mojej skóry, bo nie dorównującej sile mojej gorączki. Zawijam się w stary, pożółkły szlafrok i taka ociekająca wodą, słowami, łapię za notatnik, ten, który przypomina modlitewnik, ten, który wygląda jak własność starej kobiety.
- Chodź tutaj. - piszę - No chodź. Bliżej.
I za każdym pociągnięciem spółgłoską stajesz się, wydobywasz się z cienia, prosto w światło anonimowych spojrzeń.

Chciałabym żebyś była moją przedostatnią kochanką. Nie ostateczną przygodą. Nie najdotkliwszym psikusem. Bądź dobrym omenem. Zwiastunem. Bądź przedostatnią. Przed.Ostatnim. Bądź sumą wydarzeń i nieznajomych, magicznych sztuczek i przekornie znikających blizn. Zanim przeczucie wydarzy się naprawdę. Zanim wydarzy się nowe i zapomnę o was wszystkich.

Pachniesz mlekiem w proszku. To jest zapach, który przeczuwam na ludziach, których z początku pragnę tylko z daleka. Twoja skóra przypomina delikatnie różowy puder w kulkach. Jeśli pochylić nad nim twarz i dmuchnąć delikatnie, wątły, różowy dym unosi się w powietrze i osiada na czubku nosa.

Zanim nastąpi Wielki Wybuch i rozerwie mnie na strzępy.

W tym cholernym barze jest bardzo jasno. Nie wypada się zalać, trzeba w pełnym świetle balansować na krawędzi trzeźwości. Nie ma podziału na parkiet i bar, więc wszyscy podrygują i udają że się upijają równocześnie. Nie podają nic w butelkach, nie pije się shotów. Weź koktajl i zawiąż sobie śliniaczek. Sala wypełniona idiotami. Każdy z nich uważa się za bipolarnego socjopatę. Taka nowa moda. Z metro w socjo. Patrzę i projektuję dla nich wymyślne tortury, bo nie wiedzą co to znaczy naprawdę. Nudzić się tak bardzo, że jesteś w stanie odczuwać tylko chłód lub wzgardę. Być tak bardzo przemarzniętym, do samego szpiku kości, że zrobisz dosłownie wszystko by ogrzać się w ukropie ryzyka. A gdy wszystko okazuje się wystarczać ledwie na kilka godzin, wtedy następuje wzgarda. Produktem ubocznym wytwarzania adrenaliny jest wstyd. Nuda jest naturalnym składnikiem szpiku twoich kości. Wokół szpiku chłód jest najdotkliwszy.
I wtedy przychodzi na ratunek ona. Ze swoim zapachem mleka proszku, skórą przysypaną skrzącym się cukrem pudrem i wspomnieniem fajnego seksu. Jest po kobiecemu obfita. Ma dużo włosów, duże cycki, duże uda, mnóstwo ciuchów na sobie, mnóstwo biżuterii i pulchne usta dokładnie polakierowane błyszczkiem. Przy niej staję się niepozorna, skromna. Jak sierota. Szóste dziecko stróża. Pierwsza córka proboszcza, której nie zdążyli utopić w rzece. Wyrodna siostra rozbójnika, której wyrwali buty z korzeniami, połamali strzały łuku i pozwoli boso odejść w gąszcz ciemnego lasu.  

Pamiętam, o mały włos nie złamałaś mi nadgarstka. Ujeżdżałaś moją dłoń tak energicznie, że spadłyśmy z kanapy.

Nie da się ukryć, tłum trochę rozstępuje się przed nią. Nuda ustępuje pod kwaskową świeżością zazdrości.
Pali cienkie papierosy w takich śmiesznych kwadratowych pudełeczkach wielkości szminki. Gdy widzę jak wyłuskuje jednego, cienkiego jak zapałka, gdy częstuje mnie, mam ochotę wepchnąć sobie do ust wszystkie jej papierosy, na jeden raz. Złożyć kilka babskich papierosków w jednego, grubego, męskiego papierosa. Obroną przed nią są chłopięce gęsty.
- Dotrzymałaś słowa i nigdy nie napisałaś o mnie.
- Dyskrecja. - zaciągam się, naprawdę mocno, ale wypuszczam tylko powietrze. Zdziwiona obserwuję tlący się czubek.  - Moja główna zaleta erotyczna.  
- A jeśli zrobię coś takiego, coś takiego, że aż coś nowego. To napiszesz?
- Wystarczy, że wrócisz. Ukarzę wtedy i ciebie i siebie i napiszę.
Wybucha śmiechem, który jak pudrowe kulki rozbija się o czubek mojego piegowatego nosa
- Chodź tutaj. - mówi. - No chodź. Bliżej.  

Pamiętam, kiedyś w niezwykle upalną noc, pijane do bełkotu, pod centrumami, po opustoszałym powiślu, targałyśmy worek z lodem. Po chodniku, po przejściach dla pieszych, po trawnikach. Walnęłam focha, że nie będę piła drinków bez lodu, więc kupiłaś cały worek. Rozpuścił się zanim dotarłyśmy do domu nad rzeką.
Pamiętam kiedyś rozbiłam sobie głowę o szybę, próbując przechytrzyć portiera i włamać się do twojego budynku. Włamałam się do twojego luksusowego mieszkania, do którego nigdy nie zamykasz drzwi. Weszłam i wyszłam na paluszkach. Twoja żona moczyła się w wannie obstawiona śmierdzącymi świeczkami z ikei i piła perfidne czerwone wino Julia.
Pamiętam, że na twoje urodziny piłyśmy szampana ze śniegiem, z plastikowych kubeczków z kfc.

Kawa. Nieśmiertelna, nudna kawa. Nie będzie mnie, nie będzie ciebie, ale kawa będzie zawsze. Szybko stygnie, staje się kwaśna. A jednak piję ją. Im dłużej ją piję tym dłużej mogę się przyglądać jej rozpalonej ciekawością twarzy.  
- Masz! - rzucam jej plik kartek, ordynarnym, wielkopańskim gestem. Coś jak Ordynat, coś jak Wokulski. - Masz swoje weksle! Masz swój funt ciała!
Jej źrenice natychmiast się rozszerzają, wydają kosmiczny dźwięk. Ziuuut. Widziałam to nie raz. Wiedziałam od początku. Wiedzieć i widzieć. Ja, Narcyzja Narcyzella Frank. To jest jedno co umiem robić naprawdę dobrze. Potęga portrecisty. Umiejętność sprawiania padliny i zamieniania jej w trofeum myśliwskie.
Bardzo szybko zjada słowa, których nie ma znowu aż tak wiele. Czerwieni się soczyście nad suchymi wydrukami. Ma w ustach pełno śliny, a w oczach zbiera się słona woda. Przyglądam jej się z obrzydzoną miną, gapię się spode łba i stukam paznokciem w rant białej filiżanki. Bębnię palcami o stolik i wywracam oczami. To nic. Ona nic nie widzi. Jest trafiona zatopiona. To fascynujące jak kilka znaczków, jak zręcznie zmieszane symbole, jak parę kalek, jak ordynarna fikcja pod płaszczykiem wielkopańskiego ekshibicjonizmu może wywołać reakcję histeryczną. Tylko dlatego, że łudzi się, że opisałam właśnie ją. Łudzi się, że to prawda. Myśli, że jest łatwo. Że przejrzała mnie. Że wie o czym jest te parę kartek. Ten lipshit post. Nie jest łatwo. A ona nic nie wie.   
Jest przekonana, że opisałam ją. Przecież powiedziałam jej, obiecałam, że tak zrobię. To tylko mała cząstka prawdy. Jeden proton z całej masy atomowej. Opisałam ją. I siebie. I ciebie. I każdą lipshit girl, każdą czytelniczkę, trolla i psychofankę.
W końcu właśnie tego wszystkie pragniemy. Zostać opisane.
Opisałam przedostatnią z moich kochanek. Każda obecna kochanka jest zawsze przedostatnia. Napisałam...

Nigdy nie wierz komuś kto sprawnie posługuje się słowem. Słowa są wtedy najskuteczniejsze gdy zestawiasz je w fikcję. Fikcja to kłamstwo.

(złodziej miodu)
 - Twoje ciało się zmieniło. Twoja twarz się zmieniła. Masz teraz takie wielkie oczy i wystające kości, i na policzkach, i na biodrach. Masz inny brzuch, inną nagość. Nawet wnętrze twoich ust smakuje inaczej. Te piersi inaczej ciążyły w moich dłoniach. Tylko jedna część ciała nigdy się nie zmienia. Nigdy. No... rozłóż nogi Frankie. Nie daj się prosić...
Turlam się parę razy po łóżku. Trochę wierzgam nogami. Zastanawiam się czy nie sprowokować do odrobiny przemocy, do walki. Stwierdzam jednak, że dominacja trochę mi się przejadła. Szybko się nudzę. Jednak nie zasłużyłaś jeszcze na nową sztuczkę, na  ekspeeerymnt. Decyduję się na stary, ograny numer. Danie, które zawsze się sprawdza, nawet na skromnych przyjęciach. Coś pospolitego, jak pizza, frytki. Coś co nawet kiepskie jest dobre.
- Jesteś jak Dostojewski.
- Coś ty, kurwa, powiedziała? - ze zdumienia aż siadam między twoimi krągłymi udami
- Mówię, zróbmy to jak pieski.
- Coooo?
- Mówię, że ten lubrykant jest kiepski.
Zaczynam się śmiać. Z siebie. Z pretensjonalnego dupka jakim jest Katarzyna Frank.
Kładę się na tobie i nagle przypominam sobie jaka to przyjemność. To niebiańska przyjemność czuć odrastające włoski twojej wygolonej cipki, jak kłują mnie w brzuch, by potem ześlizgnąć się na udo, zgięte między twoimi nogami. Czuję chłód śladu wilgoci, od pępka aż po pachwinę. Jedną ręką chwytam cię za włosy, tuż koło maleńkiego ucha podziurawionego diamencikami i całuję cię w usta. Układam język w bliźniaczy sposób do drugiej dłoni, szukającej łechtaczki, naśladuję sposób w jaki zaraz ułożę język w twojej wilgotnej cipce. Już czuję ten smak. Unoszę się nad Tobą, tak byś czuła tylko mój język w ustach i tylko palce na spuchniętej łechtaczce. Ma mnie nie być. Mam zniknąć. Ma być tylko przyjemność.
Wszystkie twoje zagłębienia, dołki. Wysklepione pachy, gdzie zapach mleka przyprawiony jest korzenną, zwierzęcą nutką. Zbieram czubkiem języka skrzący się cukier puder z każdej miękkiej krawędzi, na przekór zjeżonym puszkom.
Twoja cipka, jest taka delikatna, ale w środku już zaciskają się silne mięśnie. Ten pierwszy dotyk jest zawsze zaskakujący. Miękkość warg sromowych, słone, śliskie wejście, które otwiera się jakby przebudzone, wypływa na otwartą, zdumioną dłoń. Ukrop i mnąca się, pomarszczona skóra na palcach, jak po kąpieli we wrzątku. To jest jak wykradanie miodu, najpierw jednym palcem, samym czubkiem, nieśmiało. Potem zachęcona pomrukami królowej będę kradła całą dłonią. Bezczelnie. Szybko. Śmiejąc się do kropel pryskających na mój piegowaty nos.  

4 s.k.

wtorek, 16 października 2012

Nagroda. Część III.

 czyli naukowe rozważania Fantastycznej Franciszki. Część trzecia. I ostatnia.

Opisać znaczy przeżyć. Przeżyć znaczy opisać.
(K. Frank)

Powtórzmy to raz jeszcze. Zdekonstruujmy moją fantazję pod kątem erotycznej bierności. Utrwalmy przerobiony materiał.
Konstrukcja tej fantazji zakłada MOJĄ (obiektu) bierność. Nie uczestniczę w działaniach erotycznych, nie uwodzę, nie staram się. Mężczyzna (podmiot) pożąda mnie i manifestuje swoje pożądanie tylko dlatego, że istnieję, że jestem (obecna). I nie dlatego, że jestem jakaś, określona, że działaniem czy werbalnie muszę potwierdzać istnienie cech mających wpływ na moją atrakcyjność czy na sytuację erotyczną. Jestem atrakcyjna, jestem pożądana bo JESTEM (sobą).

sobota, 13 października 2012

JESTEŚ W FILMIE N. Blackman

Nicole Blackman
JESTEŚ W FILMIE
Tłm. Katarzyna Frank

to żaden zaszczyt próbować kochać się z mężczyznami
którzy wiedzą tylko jak się pieprzyć
mężczyzna, po mężczyźnie, po mężczyźnie
wychowani na pornosach

poniedziałek, 8 października 2012

Odpowiedź. Część II.


czyli Naukowe Rozważania Fantastycznej Franciszki. Część druga.

Odpowiedź brzmi;
BIERNOŚĆ. Erotyczna bierność.

Bierność jest głównym punktem programu. Jest klu i jest kluczem. Nie fetyszyzm, nie kontrola wynikająca z konstrukcji, nie tak jak ktoś sugerował w komentarzach „poczucie winy z powodu własnej, nieposkromionej seksualności”. Najbardziej uniwersalnym elementem, punktem wspólnym dla wielu kobiecych fantazji jest bierność. Ilustrowana w tej fantazji jest właśnie MOJA bierność. Całkowita. Nie uczestniczę w działaniach erotycznych, nie wodzę na pokuszenie, nie staram się. Nie muszę nawet kiwnąć palcem by osiągnąć orgazm. Znajduję się w samym centrum erotycznego zainteresowania. Jestem wystawiona na działanie męskiego pożądania, którego nie można zakwestionować (dlatego lepiej w fantazji sprawdza się mężczyzna, moc jego pożądania jest demonstrowana wizualnie w postaci wzwodu, który jest wycelowany prosto w obiekt, jak palec wskazujący). Jestem sceną, środkiem erotycznego przedstawienia. Muszę tylko być. Sobą. Nie muszę uwodzić, prowokować, pobudzać, pracować. Nie ma żadnego uciążliwego partnerstwa. Imperatywem jest nie tyle przyjemność, co MOJA przyjemność. Samolubnie, egocentrycznie, muszę tylko rozłożyć nogi, wypiąć pupę czy opaść na plecy. Wszystko zadzieje się dla mnie, na mnie i poza mną. Bez wysiłku i skutecznie.

Erotyczny narcyzm przejawia się właśnie w bierności. To podstawowa część składowa większości kobiecych fantazji (od uwiedzenia w miejscu pracy, po przez pozorowany gwałt, submisywność, seks niehetero, seks pod wodą i w kosmosie, itp, itd... ). Nie kontrola, nie władza. Chcemy być leniwie wystawione na działanie czyjegoś pożądania, być obiektem czyjeś erotycznej pracy. Pragniemy szczytować automatycznym orgazmem, który pojawia się tylko za sprawą cudzych starań, a po wszystkim, najlepiej by nas ktoś przytulił, pocałował i zapewnił o naszej wyjątkowości, o niecodziennym, rewolucyjnym charakterze tego co zaszło.

Rozmawiam ze znajomymi bi-ciekawskimi dziewczętami, aspirującymi nieheteryczkami. Staramy się wspólnie dotrzeć do samego środka, do niezmiennych stałych ich niehetero fantazji. Co się okazuje; bi-ciekawska fantazja jest zbudowana wokół pozycji biorcy. Dziewczyny przyznają, że w ich fantazjach partnerka jest zawsze bardziej doświadczona, wie co robi, pragnie mocniej i jak to lezba, znajduje przyjemność w samym zaspokojeniu exstraight księżniczki, nie upominając się o wzajemność. Owe fantazje nie są skonstruowane w sposób „więc idziemy do łóżka, gdzie najpierw strzelam jej minetkę, a później ona mi palcówkę”. Te fantazje to „ona zaciąga mnie do łóżka, bo przecież tak bardzo mnie pragnie, bo to ona, nie ja, wie jak mnie pragnąć, więc najpierw strzela mi minetkę, a później palcówkę”. Gdy nieśmiało pytam, a co potem? Co dzieje się po minetce i palcówce? „Wtedy ona proponuje, żeby mnie związać”. No cóż, droga aspirująca niehetero, związana już na pewno nie wymienisz erotycznej przysługi, jedynie wciąż będziesz obiektem. Możliwe, że i bi-ciekawska nawet chciałaby perwersyjnie rozpaloną lezbę podotykać między nogami, ale przecież ta bardziej doświadczona wie lepiej, to na niej spoczywa odpowiedzialność za wszystko co się zadzieje w łóżku, więc po co wychodzić z inicjatywą? Bi-ciekawska przyzwyczajona do męskiego wzorca pożądania, wychowana do seksualnej bierności, bez pomysłu na przełamanie przyzwyczajeń, nie fantazjuje o wspólnym, erotycznym tańcu, którego kroków nie zna, ale chce się uczyć. Fantazjuje o kimś „kto zna jej ciało, równie dobrze co ona sama” , marzy o pięknej kobiecie, która naciśnie właściwy guzik i wszystko zadzieje się samo. Jak za potarciem magicznej zapałki. Prosto do gwiazd.

Rozmawiam z bi-ciekawskimi dalej, drążę, szukam erotycznego klucza w reprezentacji popkulturowej. Najczęściej jako przykład reprezentacji bi-ciekawskiej fantazji dziewczęta wymieniają scenę erotyczną z „Black Swan”. Mamy tutaj bi-ciekawską, nierozbudzoną, ale udręczoną istotkę (syndrom cierpiącej artystki?), która bez żadnych konsekwencji realizuje na srebrnym ekranie uniwersalną fantazję o bierności. Nina, po śladowej grze wstępnej, bardzo szybko opada na plecy i bardzo szybko dochodzi. Nie robi nic, kompletnie nic, prócz tego, że najpierw zamyka na klucz drzwi swojej dziewczęcej, różowej sypialni, w ten sposób ukrywając się Z (podmiotem) i ukrywając się PRZED (realnym), potem rzuca się na Lily i ściąga jej spódniczkę. Po szczytowaniu, Nina natychmiast traci przytomność / zasypia. Wkrótce po przebudzeniu okazuje się, że erotyczne doświadczenie było tylko snem, fantazją, nie odnosiło się do realnego i nie niosło doświadczenia. Nie wydarzyło się nic, co zasługuje na wzajemność. Nic co niesie ze sobą jakiekolwiek konsekwencje. Nina zostaje zdominowana przez Lily, poddaje się jej woli, szczytuje i budzi się, by przekonać się, że była jedynie projektantką swojej fantazji o bierności. Cóż, brzmi znajomo...

Jeśli potrzebujemy bardziej masowego dowodu na uniwersalność biernych fantazji, nie trzeba szukać daleko. Pisałam już o tym w recenzji, że „Fifty Shades of Grey” jest zbudowane wokół bierności, narcystycznego erotyzmu i seksualnego lenistwa.
„ Podróż kończy się tam gdzie się zaczyna. Na zaspokajaniu. Kogoś lub o coś. Tylko jeden partner jest aktywny. Anastazja, jak przysłowiowa księżniczka, leży i doznaje, a automatyzm orgazmu wynosi ją na wyżyny. Nie musi robić nic. Musi tylko trzymać ręce przy sobie. Podmiot i obiekt uprzedmiotawiają się nawzajem. ”
Stand still, Anastasia”,  Nie ruszaj się, Anastazjo.” , „Nie rób nic Anastazjo.” To zdanie klucz do całej powieści, nie do submisywności bohaterki, ale do jej bierności. To zdanie podnieca miliony kobiet na całym świecie. To zdanie, jeśli wiesz jak je wykorzystać, może cię uczynić bardzo, bardzo bogatą.

Jaki wiatr przywiał do nas epidemię erotycznego narcyzmu? Kto zaprosił na naszą orgietkę Pannę Bierność? Ostatnio usłyszałam od dziewczyn, znacznie mądrzejszych ode mnie, że jesteśmy wychowywane do erotycznej bierności. Mit o księciu na białym rumaku, wyposażonym w erotyczną wiedzę, gorące pożądanie i sztywnego fiuta, jest na stałe wypalony w naszych seksualnych matrycach. Nie dziwmy się więc, że w dobie emancypacji i obowiązku przejęcia kontroli oraz odpowiedzialności za własny orgazm, to właśnie seksualna bierność staje się siłą napędową większości fantazji. Nakłada się na nas obowiązek nie tylko troszczenia się o własne „ wielkie o” czy „punkt g”, ale również obowiązek zdobywania wiedzy na temat seksualności, sposobów na jej realizację. Mamy być świadome, mądre i samowystarczalne. A chciałoby się, choć raz, by ktoś wiedział lepiej, wiedział co, jak i gdzie. Bez podpowiadania, bez pokazywania, bez udziału naszej woli czy wiedzy. Marzy nam się by wyłączyć myślenie, zgłupieć i całkowicie polegać na kimś, kto pragnie nas tak mocno, że do szczęścia wystarczy mu tylko nasz wilgotna obecność. Po prostu być, doświadczać i nie martwić się o nic. I co raz częściej fantazjujemy właśnie o tym. O rozkładaniu nóg i wiązaniu rąk nad naszymi głowami.

I tak o to zawód dominatrix przeżywa kolejny renesans. Za co niektórzy płacą profesjonalnym dominom? Wbrew pozorom nie zawsze za to, że by być poniewieranym, oplutym, zdeptanym i obrzuconym paroma wyzwiskami. Płaci się również za to, by choć przez chwilę znaleźć się w centrum seksualnego przedstawienia, w oku cyklonu, który kontrolujemy. Submissive projektuje grę, nakreśla jej ramy i płaci profesjonalistce za wykonanie jej. A nawet jeśli ktoś jest na tyle seksualnie leniwy, że nie chce nic projektować lub lubi erotyczne niespodzianki, gdy tylko znajdzie się w rękach dominatrix, może liczyć nie tylko na silne bodźce, ale również na to, że erotyczna uwaga, zainteresowanie będzie cały czas na niego skierowane. Domina nawet na chwilę nie spuści czujnego oka z fantazji, potrzeb i zachcianek podległej, w między czasie sumiennie wykonując pracę nad jej bierną seksualnością.

Oczywiście po drugiej stronie lustra, w Krainie Tysiąca Randek, wygląda to trochę inaczej. Nagle budzisz się w świecie, gdzie każdy chce być submissive. Często randkowa rozmowa, owo ostrożne badanie erotycznego pola minowego w drodze do łóżka, wygląda tak ;

„Lubię być zdominowana w łóżku.”
„ No.. ja też....”
„No ale ja jestem submissive. Nie potrafię switchować. Nie potrafię uderzyć kobiety, nawet piórkiem po pupie.”
„ Hm... no... ja też. Absolutnie nie potrafię dominować i nie chcę się tego uczyć.”

I co wtedy? Zaczynają się przepychanki w łóżku, gdy czeka się aż ta druga strona podkręci się i zacznie, żebyśmy mogły sobie spokojnie poleżeć lub wypiąć się. Część z nas chce projektować gry, ale w innych grach niż te własnego projektu, nie weźmie udziału. Wciąż szukamy tej, która wie lepiej/więcej. Wciąż szukamy tego, który będzie bardziej skłonny do zaspokajania nas niż my skłonne do wzajemności. Pół biedy jeśli sypiamy z facetami. Erotyczna konstrukcja, tych w gruncie rzeczy prostych zabawek zwanych fiut... przepraszam... mężczyznami, z pobudek biologicznych, sprzyja przyjmowaniu pozycji aktywa. Ale jeśli bzykamy zazwyczaj panienki .... Ciężki jest lesbijski seks, w którym większość z nas marzy by się po prostu odwrócić, paść na plecy, opaść na czworaka, a potem zapaść w miękki sen i już się nie martwić, że tam obok ktoś czeka na swoją kolej. Erotyczny narcyz wzajemność odbiera jako ciężki obowiązek. Jako obrabianie erotycznej pańszczyzny. Znacie to? Pracujesz nad dziewczyną, przewracasz ją, obracasz, wyginasz się na wszystkie strony, yoga, kamasutra i punkt „g”, trzy palce, dwie dłonie, język i wibrująca obrączka na nosie. Cuda wianki. Gdy wreszcie nadchodzi Twoja kolej, najpierw musisz delikwentkę dobudzić (co? ... ach, tak... no tak... już, już, poczekaj tylko chwilkę się zdrzemnę). Delikwentka wygodnie kładzie się na brzuchu między twoimi nogami, zaczyna podstawową kombinację (język+palec, nie yoga, a raczej wf) i opiera czoło o twój wzgórek łonowy, bo nie ukrywajmy, trochę już przysypia. Więc zaczynasz się zastanawiać, czy przypadkiem nie zamarkować paru skurczy, paru krzyków, bo przy takim tempie i temperaturze wrzenia co najwyżej włos łonowy Ci się mocniej skręci, a biedaczce naprawdę oczy się już kleją. Znacie to? To się nazywa wspaniały, ale cholernie ciężki seks lesbijski. Tutaj „JEJ Orgazm Najpierw” nic nie pomoże.


W następnym, ostatnim już odcinku opowieści o seksualnej bierności i erotycznych narcyzach, zasłużona nagroda, za wytrwanie w kleszczach lipshitowej zagadki.
Jeszcze później, porozmawiamy o KLĄTWIE BISEKSA, czyli dlaczego biseks, jako niższy w hierarchii niehetero, jest postrzegany jako zobowiązany, albo co gorsza, zdeterminowany, do obrabiania sex pańszczyzny. 

poniedziałek, 1 października 2012

Zagadka. Część I.

czyli Naukowe Rozważania Fantastycznej Franciszki. Część pierwsza.

“I don't care what you think about me. I don't think about you at all.” 


Nie ma większego bólu niż pisać piękne książki, których nikt nie chce wydać. Nie ma gorszej klątwy niż mieć talent i zużywać go na niewłaściwe czy niesprzedawalne. To musi być naprawdę wspaniałe, móc usiąść do klawiatury, z zamiarem wyprodukowania tego czego ludzie chcą, nie tego czego chcesz Ty i za każdym naciśnięciem klawisza słyszeć brzęknięcie zarobionej złotówki. Neurotyczny dandys nie potrafi zarabiać pieniędzy, ba, nawet gardzi zarabianiem pieniędzy. Zdycha z głodu, szlachetniejąc z minuty na minutę, w przeczuciu dokonania czegoś pięknego i całkowicie bezużytecznego, czegoś rewolucyjnego. W tak zwanym między czasie, pomiędzy dylematami w stylu fajki czy obiad, rachunek za telefon (którego dandys nie używa) czy nowy pas do pończoch czy wzmacniane w kroku legginsy, neurotyczny dandys nie może się doczekać by wreszcie umrzeć tak naprawdę i zostać docenionym... Ale ale, dość już o mnie. Wszakże jest to tekst o .... mnie. Tak czy siak jest zawsze o mnie. Ja, ja, zawsze ja. W poniedziałek Ja, w srątek piątek Ja ...