poniedziałek, 13 sierpnia 2012

LIPSHIT CZYTA: pięć razy papierowy porn


LIPSHIT CZYTA: PAPIEROWY PORN czyli PIĘĆ książek pornograficznych

... na które warto poświęcić swój czas
... albo pieniądze
... albo poszukać ich w najbliższej bibliotece, z pewnością można je tam znaleźć

Pornografia powinna być przyjemnością, aczkolwiek nie musi być guilty pleasure. Prezentuję subiektywne zestawienie ulubionych, książkowych pornosów wybranych z myślą o kobietach i dziewczętach, przez pornografkę, która wyznaje wyższość papierowego pornu nad wszelkim innym. Papierowy porn uruchamia wyobraźnię, pozostawia wiele miejsca na indywidualne apetyty, sublimuje zamiast edukować, nie krzywdzi nikogo, żeruje jedynie na fantazji odbiorcy i autora.
Zgodnie ze słowami Chucka Palahniuka;
Książki - w przeciwieństwie do innych form sztuki - są odbierane w odosobnieniu, a ich produkcja mało kosztuje, dlatego one i ich autorzy mają obowiązek opowiadania mocnych historii, które w innych formach przekazu obawiano by się zaryzykować.

w papierowym pornie może zdarzyć się wszystko, a obowiązkiem pornografa jest przesuwać granice wytrzymałości bohaterów nawilżanych farbą drukarską i wytryskujących strumieniami czarnych liter. Zmysłowa przyjemność lubieżnego czytania wcale nie musi obrażać czytelniczej inteligencji.

W zestawieniu celowo wymieniłam Historię O na Historię Oka. Po pierwsze czytałam O bardzo dawno temu, więc lektura wymaga dokładnego odświeżenia jak i własnego kawałka lipshita, szczególnie w kontekście 50SH i edukacji w zakresie dominacji. Po drugie w zestawieniu zabrakłoby choć jednego mężczyzny. Tak, kobiety lepiej piszą o seksie, dziewczyny robią to lepiej, wzbogacając doświadczenie erotyczne o sensualność (supremacja orgazmu łechtaczkowego nad orgazmem fiutkowym). Jeśli kobiecą sensualność i romansowo pogłębioną analizę psychologiczną bohaterów połączyć z dosadnością odważnego języka, otrzymujemy porno najwyższej próby. Tak więc każda, która skomentuje franciszkowe zestawienie w stylu „dodałabym do zestawienia jeszcze Historię O” stawia nieznajomej karnego drinka.

W zestawieniu braknie również De Sade’a, którego uważam za filozofa anarchistę nie pornografa. Justyna i Sodoma to wywrotowe i libertyńskie traktaty filozoficzne, które zostały napisane nie ku przyjemności czytelnika, ale po to by przez wstręt pobudzić umysł i przesunąć się na pozycję asymetrii w stosunku do realnego, zakwestionować ład i wynieść do rangi jedynie obowiązującego rozkład faktury świata. Z podobnych względów brakuje również Venus in Furs oraz tym podobnych traktatów, które pod przykrywką cielesnych przyjemności anarchizują.

Lista została ułożona w kolejności alfabetycznej.

1. EMANUELLE Emanuelle Arsan

Ogólna opinia większości, jest taka, że Emanuelle zestarzała się i trąci myszką. Ja powiem, nic bardziej mylnego. Jeszcze nigdy nie było lepszego czasu na ponowne odczytanie. To świetna książka dla każdej poliamorystki i niehetero, której poligamia i biseksualizm zbrzydły jako pojęcia przestarzałe i zbyt mało pojemne. Rozważania filozoficzne w drugiej części mogą się wydać pompatyczne i pretensjonalne (z pewnością tak będzie z tymi co nie przywykli do stylistyki swingujących lat sześćdziesiątych i niezainteresowanych zapleczem socjokulturowym). Jeśli jednak zerwiemy przerośniętą skórkę lat sześćdziesiątych, łatwo jest dostać się do odświeżających wniosków. Erotyka jako bunt przeciwko naturze, nowa moralność miłości i próba uporządkowania praw swobodnej sztuki poszukiwania rozkoszy zmysłowych. To nie tylko jeden z pierwszych poradników dla libertynek i hedonistek nie pozbawionych szkieletu moralnego czy kodeksu postępowania. To również kawał porządnego, bardzo estetycznego pornola, w którym bezwstydny, dokładny opis przeplata się z orientalnymi, mistycznymi fantazjami o erotycznej edukacji i stopniowym wtajemniczeniu. Plus nie zdegradowana, równorzędna homoerotyka. W pewnym sensie Emanuelle to wzorzec pornograficznej rozrywki z ambicjami, prawdziwa książka dla dorosłych, wpisująca się w beztroską konwencję pulp.  

2. HISTORIA OKA Georges Bataille

Najodważniejsza książka w lipshitowym zestawieniu i jedna z ulubionych książek Bjork. Traktat filozoficzny o transcendencji i konsumującej stronie fizycznego zespolenia. Powoli narastający nasyceniem korowód cielesnych perwersji, według De Sade’owskiej tradycji pornografii absurdu. I tak jak De Sade nie jest w żadnej mierze seksowny, Bataille jest cholernie sexy. Początkującym polecam w ramach ćwiczenia „jak wiele jestem w stanie znieść”, zapewniając, że będziemy podczas lektury balansować na cienkiej nitce dobrego smaku, ale nie stoczymy się do rynsztoka. Będzie brutalnie i obscenicznie. Pewnie nie podołacie za pierwszym razem, ale warto zaryzykować rozpychanie horyzontów za pomocą poślinionego palca. Gdy poczujecie przesyt odcielesnym absurdem i obłaskawianiem pierwotnej dynamiki ciała przy pomocy krwi i moczu, nie wahajcie się odłożyć Oka na później. Wróćcie do książki za rok, zacznijcie od początku i sprawdźcie na ile poszerzył się  wasz erotyczny horyzont. Dla bardziej zaawansowanych, tych, którzy zgodzą się ze mną, że Oko to w gruncie rzeczy zabawna, przyjemna, lekka i napisana z niezwykłym poczuciem humoru książka, polecam „Moją matkę”. Jeśli przełkniecie kazirodczy pornopląs, przełkniecie już wszystko. Następny przystanek De Sade. 

3. IN THE CUT / TATUAŻ Susana Moore

To dzięki tej książce, czytanej w wieku nastu lat, zapragnęłam zostać pornografką. Dowód na to, że mocna książka dla kobiet, z realistyczną erotyką, może mieć wszystkie niezbędne składniki soft porn romansu i nim NIE być, przekraczać gatunkowe granice. Mamy zagubioną, poszukującą swojej przestrzeni everymankę (everywomankę? everygirl?) ze skłonnością do erotycznej obsesji. Mamy supersamca, seksboga, całkiem nowy rodzaj wypasionego kochanka w stylu Don Juan/ Casanova, mistrza minetek i wyrafinowanych palcówek, a równocześnie literackiego „człowieka bez właściwości”, fantazmat, którego możemy wypełnić po brzegi swoimi fantazjami i perwersjami. Mamy naprawdę dobry seks, w opisie dla dorosłych, nie dla pensjonarek. Taki seksowny seks unikający klisz. Mamy trochę BDSM ale zawsze w subtekście. Mamy kryminalną intrygę, świetnie zazębioną z erotyką. Mamy szokujące zakończenie. Mamy dobrze skonstruowaną warstwę językową. Mamy realizm, psychologiczny, kreacyjny, erotyczny. To nie tylko dobra książka. To dobra książka kipiąca odważnym seksem. Można się od niej zarumienić. Mnie wciąż przyprawia o rumieńce i mokre majtki, choć czytam ją regularnie już od piętnastu lat.

4. MUSKAJĄC AKSAMIT Sarah Waters

Lesbijska / queerowa / nieheteronormatywna pornograficzna pozycja obowiązkowa. Zyskuje przy drugim czytaniu. Fantazyjna historia oparta na schemacie „erotycznej powieści drogi”, pełna genderowych przebieranek i lesbijskich ultrafantazmatów, dziewcząt w portkach, melonikach i szelkach oraz artefaktów wiktoriańskiego erotyzmu. Absolutny klasyk nad klasykami.

5. TRYLOGIA O ŚPIĄCEJ KRÓLEWNIE Anne Rice / A. N. Roquelaure

Oszałamiająca baśniowa konwencja. Radosna i kpiąca z przyjętych norm oraz baśni Andersena. Pochwała barokowego przesytu. Podręcznik dla tych co chcąc zaznajomić się z podstawami BDSM potrzebują cukierkowej polewy ułatwiającej przyswajanie. Przykład na to, że wyobraźnia pornografki nie zna granic. Na co macie ochotę? Czego pragniecie? Co was podnieca? Prawdziwe BDSM? Homoerotyczne fantazje? Potrzebujecie arsenału gadżetów, erotycznych zabawek, prawdziwego, grubego arsenału? A może lubicie egzotyczne, dalekowschodnie, miodopłynne perwersje orientu? Czy może w smak wam grupowy seks w wiejskiej karczmie? Jakie konfiguracje was interesują? Jeden na jeden? Dwa na trzy? Trzy na cztery? Chłopcy z chłopcami z dziewczynkami? Czy może tylko chłopcy w chłopcach? Może dziewczynka na dziewczynkach? A może klasyczne układziki w stylu mono i wielka miłość? Jest wszystko. Podwiązywanie? Chłosta? Zabawy jedzeniem? Dildos? Pozbawianie któregoś ze zmysłów? Voyeuryzm? Mamy wszystko. Wszystko! W radosnym, barwnym korowodzie. Co ważne, bez przekraczania dobrego smaku, w dziewczęcej, słodkiej, luksusowej konwencji. Każdy z tomów jest inny, utrzymany w odrębnej stylistyce, z co raz to nowymi konfiguracjami, gadżetami. Bez wstydu, za to z diabelską pomysłowością. Jak dla mnie, Anne Rice mogłaby darować sobie wampiry, wiedźmy i Jezusa. To jest to w czym jest naprawdę dobra. Nieprzyzwoitości dla dorosłego czytelnika, z zakończeniem „i pieprzyli się długo oraz szczęśliwie, a do ich łoża nigdy nie zawitała nuda”.

Brak komentarzy: