piątek, 3 sierpnia 2012

Garderoba Profesora Sparka (fragment)

GARDEROBA PROFESORA SPARKA
fragment                                         
                
Wciąż ryzykowałem przesiadywanie w szafie. Dyscyplina Panny Pe leżała na toaletce, porastając skórką kurzu. Widywałem Victorię tylko na próbach. Komenderowała z nieustępliwością małego hitlerowca. Zawsze byłem nie dość kompetentny, nie dość plastyczny. Obserwowałem czy źrenice jej błękitnych oczu rozszerzają się, czy żyłka na szyi podskakuje intensywniej. Jedynie niekontrolowane odruchy ciała sugerowały, że pod czarną sukienką kołacze się satysfakcja. Mozolnie brnęliśmy dalej. Celowość naszych działań rozmywała się. Bez obecności Mony i jej artystycznej licencji na popełnianie błędów, czułem się zagubiony. Dotkliwiej odczuwałem, jak bardzo jestem wystawiony na łaskę i niełaskę Victorii. Za dnia miotałem się po scenie, czytając wciąż te same, żółknące strony. W nocy miotałem się z chęci zemsty. Turlając się w przepoconej pościeli, w moim wyziębionym, obskurnym pokoiku, budziłem się z kolejnego koszmaru polucyjnego, by niczym lunatyk narzucić coś na grzbiet i taksówką pojechać pod pusty teatr. Przemykałem się tylnimi drzwiami, ukrywałem w szafie garderoby. Czekałem, wciąż czekałem. Samo czekanie urastało do rangi nadrzędnego działania, któremu podporządkowywałem życiowe funkcje, usypiając je, powstrzymując nieubłagany upływ czasu. Traciłem poczucie rzeczywistości.

Drzwi garderoby odskoczyły z hukiem. Wybudziłem się z lepkiej, freudowskiej drzemki. Śniło mi się, że prowadziłem czarną taksówkę, a Victoria siedziała na tylnym siedzeniu, ubrana w szkolny mundurek, rysując na zaparowanej szybie literę s, która powoli zmieniała się w nieskończoną ósemkę. Garderoba wypełniła się dziewczęcym chichotem. Rozbłysły jaskrawe żarówki. Nieznajoma dziewczyna ubrana w skórzaną kurtkę, chłopięce spodnie i czapkę z wojskowym daszkiem, rozsiadła się na kanapie i zapaliła papierosa. Victoria swoim zwyczajem wskoczyła na toaletkę, zasłaniając lustro. Czubkiem stopy zrzuciła książkę w czerwonej okładce na ziemię i kopniakiem wepchnęła ją pod sofę. Sięgnęła dłonią za dekolt czarnego sweterka. Wyciągnęła stamtąd plik banknotów. Położyła go sobie między nogami.

- Masz to? – spytała oschle

Nieznajoma wyciągnęła z kieszeni nieforemny pakunek. Rzuciła go na kolana Victorii, która niecierpliwie szarpnęła pospolity, pakowy papier. Zębami rozerwała sznurek. Ostrożnie rozprostowała parę skórzanych, czarnych rękawiczek, długich, sięgających aż po łokcie. Z matowej, cielęcej skóry, pochłaniającej światło. Victoria ściągnęła przez głowę kaszmirowy sweterek i wyswobodziła się z ołówkowej spódnicy. Została tylko w czarnych rajstopach. Drgnąłem na widok jej sterczących piersi. Dotknąłem ustami nadgarstka i chwyciłem zębami skórę, w nadziei, że zaraz się przebudzę. Niestety, wręcz przeciwnie, zapadałem co raz głębiej w hipnotyczny sen, karykaturę męskich wyobrażeń o tym co dziewczęta robią gdy nie ma z nimi chłopców.

Victoria nasunęła rękawiczki. Powoli, z precyzją chirurga. Pomogła sobie zębami, tak by skóra dokładnie przylegała do palca wskazującego i środkowego prawej ręki. Wygładzała szwy i ostre załamania tak by na delikatnej skórze nie było żadnych zgrubień, żadnych pulsujących nierówności.

- Spytaj mnie o niego, Hazel.

Nieznajoma wstała z kanapy. Z każdym krokiem zbliżając się do Victorii, wypuszczała z ust jedno słowo, jak kółeczko papierosowego dymu.

- Opowiedz mi… - Hazel miała szorstki, ostry głos i robotniczy akcent. Znać było, że nie po raz pierwszy spełnia podobną prośbę. – Jaki on jest? Gdzie robisz się mokra gdy na niego patrzysz?
- Przyjrzałaś mu się dokładnie? – Victoria pośliniła palce – Dałabyś się nabrać?
- Gdyby zmienił kolor włosów. – dziewczyna sięgnęła pomiędzy uda Victorii, która opadła na taflę lustra. – Gdyby nabrał prawidłowego akcentu i przestał się garbić. Gdyby zadbał o dłonie i nauczył się golić brzytwą. Pewnie nie wie, jak używa się obcinaczki do cygar, jak używa się pędzla z borsuczego ogona.

Poczułem jak krew dopływa mi do twarzy. Sztywniejący fiut natychmiast skurczył się. Pulsująca erekcja zmieniła się w gniewny skurcz. Zwinąłem pięści, w każdej chwili gotowy przerwać przedstawienie. Musiałem tylko uzyskać pewność, że mówią o mnie. Ale one jak na złość, przestały mówić. Zaczęły się pieprzyć. 

Victoria przesunęła dłonią po rozporku chłopięcych spodni, wsuwając ją do środka. Hazel wyjęła zwitek banknotów spomiędzy nóg Victorii. Victoria oparła stopy o brzeg toaletki, szeroko rozstawiając nogi. Hazel zatoczyła czubkami palców kółka wokół jej bladych sutków, sama nie mając zamiaru rozebrać się. Rozległ się trzask dartych rajstop. Przez chwilę obserwowałem jak dziewczęta poruszają się, co raz szybciej pracując nadgarstkami, przedramionami. Nie pocałowały się. Nie wydawały prawie żadnych dźwięków. Przerażająco zdyscyplinowane. To nie przypominało pornograficznych fantazji. Były mocne, twarde i bezlitosne. Zmierzały na szczyt, nie oglądając się nie siebie nawzajem. Lustro za plecami Victorii zaszło parą. Blond główka opadła na ramię Hazel. Zdawało się, że czubek złotego warkocza powoli unosi się do góry, obdarzony własnym życiem, zaciekawiony i wzwiedziony, tak samo jak mój kutas. Ręka w czarnej rękawiczce strąciła czapkę, próbując schwycić Hazel mocno za kark. Czapka stoczyła się na ziemię. Burza rudych włosów rozbłysła płomieniem pośród ciemności i cichych posapywań.

Wypadłem przez drzwi szafy. O mały włos nie wywinąłem orła na wojskowej czapeczce. Byłem wkurzony i miałem ochotę podbić komuś oko. Niestety, w pobliżu nie było nikogo mojego wzrostu. Dwie drobne i chude dziewczyny patrzyły na mnie z szeroko otwartymi ustami. Jedyne co mogło osłabić impet mojej furii to widok sterczących piersi Victorii.

- Wytłumacz się. – wyciągnąłem oskarżycielsko palec w kierunku, bądź co bądź, mojej szefowej.

Prychnęła i wzruszyła nagimi ramionami. Z niewzruszonym spokojem uniosła do góry dłoń w skórzanej rękawiczce. Pomiędzy wilgotnymi palcami umieściła papierosa. Jak gdyby nigdy nic zapaliła go i przytknęła do ust, znacząc górną wargę mokrym śladem. .

Hazel przystąpiła do działania pierwsza. Jak to miała w zwyczaju, natychmiast prysnęła, trzaskając drzwiami garderoby. Ruszyłem w pogoń. Niestety, tak samo jak podczas epizodu w Ogrodach Kensington, rudzielec wyciął do przodu, jakby doskonale znała zatęchłe korytarzyki teatru. Dysząc jak potępieniec dopadłem do oszklonych drzwi i przez szybę obserwowałem jak rudy punkt ginie w ciemnościach.

Gdy wróciłem do garderoby, po Victorii nie było śladu. Tylko papierosowy dym wymieszany z zapachem mokrej cipki. Wdepnąłem w porzucone, podarte rajstopy, oby na szczęście. Dotknąłem skórzanych rękawiczek przewieszonych przez zaparowane lustro. Starłem kroplę kciukiem i wsadziłem go do ust.

Po całość zapraszam na




Brak komentarzy: