niedziela, 1 lipca 2012

Zrób sobie dobrze. Ebooka.

Okazuje się, że w praktyce jest to o wiele prostsze niż może się wydawać. Jedynym problematycznym momentem jest edycja tekstu do formatu, który pozwoli na wyświetlanie w epubie czy mobie > formatach, które obsługują eczytniki czy urządzenia kindle. Ten tekst ma zainspirować do działania. Możliwe, że będzie później edytowany / update’owany informacjami o wszelakich franciszkowych fuck upach (wciąż są możliwe), o czym dowiecie się na bieżąco z fejsa. Jeśli udało się France, która potrzebowała manuala by nauczyć się obsługiwać timeline’a, jeśli udało się Katarzynie, która po sieci porusza się po omacku, to uda się też wam. 

ZACZNIJ.
Jak zacząć? Wystarczy chcieć. Na początek można przewietrzyć szuflady, w których na pewno znajdzie się coś czym można się podzielić z innymi. Nie wierzę, że szuflady niehetero są puste. Myślę, że zalegają w nich tony fajnych tekstów, rozrywkowych bądź dających mocne świadectwo. Selfpublishing jest zabawą. To jedynie pogłębiona wersja doświadczenia jakie daje blogowanie. Więc jeśli blog już nie wystarcza i chcesz poeksperymentować, to dlaczego by nie? W swoje literackie resume od tej pory prócz „blogerka” możesz również wstawić sobie dumne „autorka ebooków” lub „selfpublisherka”. Jakieś +0,5 do lansu. Jeśli przewidujesz dalsze, wydawniczo-papierowe losy dla swojego tekstu, na pewno przygotowanie ebooka pozwoli Ci doszlifować format i pochylić się nad fascynującymi zagadnieniami takimi jak akapity, tabulatury i format nagłówka. 

Większość serwisów oferuje możliwość udostępniania tekstu za darmo. Ale jeśli chcesz możesz spróbować czy da się na tym zarobić i ile? Cóż, podejrzewam, że nie więcej niż na bułkę i jogurt. Większość serwisów rozliczana jest w trybie kwartalnym i wypłaca kwotę zebraną powyżej jakiegoś limitu (np. powyżej 50PLN). Serwis na który się zdecydowałam wystawia również pita. Nie musisz zakładać działalności gospodarczej, ani co za tym idzie występować jako wydawnictwo. Załóżmy więc, że Twoja książka kosztuje 10 PLN. Wydania elektroniczne są w Polsce obłożone 23% vatem. Średnia jaką otrzymujesz z każdego egzemplarza to 60%. Czyli wraca do Ciebie jakieś 4 zyla z każdego sprzedanego egzemplarza. Czytając opinie selfpublisherów, cena 10 PLN to jest już dużo. Przeciętny użytkownik ebooka jest w stanie tyle wydać na 300 stronicowego kloca z trójwymiarową okładką. Ale tak naprawdę tylko od Ciebie zależy na ile wyceniasz swoją eksiążkę. Serwisy selfpublishingowe (selfpub) dają możliwość manipulowania ceną dowolnie, więc jeśli nawet po pewnym czasie uznasz, że cena wyjściowa jest zbyt wysoka/niska, w każdej chwili możesz ją zmienić lub ogłosić na przykład promocję z okazji Międzynarodowego Dnia Wafelka. Warto też zaznaczyć, że platformy selfpub mają zazwyczaj niższe prowizje niż na przykład dystrybutorzy/internetowe hurtownie, więc zysk przy dystrybucji przez np. empik będzie jeszcze niższy (będzie trzeba zapłacić za fatygę i platformie selfpub i dystrybutorowi, o ile platforma oferuje usługę dalszej dystrybucji). 

GDZIE. 
Na początek odpowiemy sobie na pytanie gdzie? Oczywiście pierwszym miejscem jaki przychodzi do głowy jest Amazon (a co!). Niestety, Amazon nie prowadzi selfpublishingu w języku polskim. Oczywiście są sposoby na obejście tego systemu, z tego co wyczytałam pracochłonne i głównie polegające na szczęśliwym trafie (czyli czy administrator akceptujący treść przymknie oko na polskie znaki i puści dalej, trafienie na takiego administratora zależy od naszej determinacji). Jeśli jesteś w stanie zadowolić się Apple ibookstorem i Barnes&Noble, polecam SMASHWORDS. 

https://www.smashwords.com/

Zgodnie z reklamą na stronie dodanie książki rzeczywiście zajmuje kilka minut, a interfejs jest przyjazny i czytelny. Mają możliwość ustawienia ceny na poziomie „klient decyduje ile płaci” i oczywiście „free”. Obsługuje ich paypal, więc z płatnością nie będzie problemu. Schodki zaczynają się przy formacie tekstu, który jest dość wymagający. Jeśli natomiast podejmiemy trud by podołać (a podołaliśmy, o czym za chwilę) to przygotujemy sobie tekst sformatowany na tyle kompleksowo, że możemy go wykorzystywać również na innych platformach. Smashword przyznaje również za darmo numer ISBN. To numer, który przyznaje się książkom papierowym i elektronicznym (osobny dla papieru i dla ebooka), zgłoszona a który na bardzo podstawowym poziomie zastrzega Twój tekst. 


Jako osoba fizyczna możesz się starać o ISBN ale nie możesz go wykorzystywać do celów komercyjnych. Dlatego w tym przypadku jako wydawca występuje serwis smashwords. Oczywiście można dopatrzyć się luk i wyłomów prawnych w sytuacji gdy amerykański serwis internetowy zostaje twoim „wydawcą”. Ja zdecydowałam się podjąć ryzyko. Cała przygoda z ebookiem to dla mnie tylko zabawa i eksperyment. W polskich serwisach nadanie ISBN wiąże się z dodatkowymi kosztami lub wyłącznością w dystrybucji. W każdej chwili mogę zrezygnować z usług platformy smashwords i zdjąć tekst, a potem nadać mu nowy ISBN w ramach innego wydawnictwa. Ciekawostką w smashowords jest mnogość działów i podkategorii. Jest gay&lesbian (klasyczne i ero). Jest BDMS. Jest erotyka spod znaku paranormal (czyli "Kasia Pepper w Kosmosie").

A co z krajowymi? 

Odradzam virtualo. 

http://virtualo.pl/

Kuszą dystrybucją do majorsów, takich jak empik i merlin oraz darmowym ISBNem na zasadach wyłączności. Mają ponad dwa tysiące lajków na fejsie. I to by było na tyle. Brak wyszczególnienia oferty selfpub na stronie głównej to nie jedyny ubytek. Ponad tydzień dobijałam się mailowo i telefonicznie, bez odzewu. Gdzieś z obiecanych dwóch dni na akceptację i siedmiu na wrzucenie treści na platformę zrobiło się nagle czternaście. Zmieniono regulamin bez jakiegokolwiek uprzedzenia. Nie wysyłają żadnych powiadomień, więc trzeba się logować na bardzo ubogi interfejs, żeby sprawdzić czy coś tam przypadkiem nie drgnęło. Tekst wisiał ze statusem „do poprawki”, ale co poprawić? Jakie wprowadzić zmiany w formacie? tego już nie mogłam się dowiedzieć. Osoba podana na stronie jako kontakt w sprawach selfpublishingu ma automatyczną mailową zwrotkę z informacją, że już nie pracuje dla virtualo. Bardzo słabo. Od razu włącza się tryb gdybania, co przy takiej komunikacji (czyli żadnej) i przy takim podejściu do selfpublishera działoby się w chwil jakiegoś kryzysu…

Jako że wymęczyłam sformatowany tekst ze smashwordem, wrzuciłam na wydaje.pl. 

http://wydaje.pl/

Nie ukrywam, że wysoka prowizja + próg do wypłacenia środków nie zadowalają mnie w pełni, więc dla „Garderoby” (następnej, pepperowej części) będę szukała innej platformy. Ta skusiła mnie czytelnym interfejsem, brakiem obostrzeń w publikacji i natychmiastowym dostępem. Jeśli masz ISBN i odpowiednie pliki (epub, mobi) publikacja jest darmowa. Deklarują, że nawet wystawiają pity. Jak będzie w rzeczywistości, czas pokaże. Nie oferują żadnego realnego marketingu, żadnej szerszej dystrybucji. Jeśli chcesz po prostu posłać tekst dalej w świat, bardziej na zasadach samodystrybucji, niż parcia na mainstreamowy rynek, to może się ta platforma sprawdzi. Martwi mnie jedynie brak kategorii dla dorosłych i odznaczenia +18. Czy mój tekst nie zniknie jako posiadający nieodpowiednie treści, zobaczymy. Najwyżej będziemy kontynuować eksperyment.

Jak wygląda kategoria lgbtq? Czy istnieje w na polskich platformach selfpub? A tak! Znalazłam! Tutaj;

http://portpublish.com/katalog/alternatywna/gejelesbijkitranswestyciqueer

…. Niestety, platforma ma na fejsie cztery lajki na krzyż i wydaje się być martwym miejscem. Więc jakby ktoś szukał pomysłu na e-biznes... Just saying. Mogę konsultować. Nie ma w sieci żadnego niehetero / indie / niezależnego / opiniotwórczego miejsca dla selfpublishingu. Mogłoby takie powstać przy znanej już księgarni lub portalu Platforma, która sama wychodzi z inicjatywą i poszukuje aktywnie amatorskich twórców. To jest świetna nisza, która czeka na wypełnienie. 

OKŁADKA. 
Czyli keep it simple. Trochę mnie poskręcało i rzucało mną przed laptopem. Mam bardzo stary sprzęt, acerowe bydle chyba jeszcze z lat 90. Rezygnacja z corpo przywilejów, oznaczała również rezygnację ze służbowego sprzętu. Bydlę się zawiesza, ma worda 2000 i chyba jeszcze starszego painta. Przy pisaniu i podstawowej edycji całkowicie wystarcza, ale gdy wymagać od niego trochę więcej, staje okoniem. Zrobienie bardzo podstawowej okładki zajęło mi kilka godzin. Wam pewnie zajmie zdecydowanie mniej. Rada; jak najprościej, by w każdej rozdzielczości było dobrze widać (we wszelkiego rodzaju widgetach), a plik był na tyle lekki by bez problemu ładował się na platformę, nawet jako część pdfa. 

FORMAT
To było bolesne. Zmyślne Dziewczęta mają zaledwie 63 strony, ale jak pomyślę co mnie czeka przy formatowaniu 150 stronicowego kloca zwanego „Garderobą Profesora Sparka”, to mi zaczyna strzykać. Czytniki są mało wymagające i głupawe, nie obsługują większości wordowych formatów. Każde pole tekstowe, zbędny tabulator czy bardziej finezyjny styl może sprawić, że tekst się posypie. Selfpublishing ma to do siebie, że owszem, ktoś może to za ciebie zrobić, ale zazwyczaj bierze za to pieniądze. Smashwords poleca „metodę nuklearną”, czyli kopiuj/wklej z notepada. Oczyszcza tekst do zera. Zostają same wyjustowane literki. Ze względu na brak umiejętności na metacyfrowojęzykowych wyjałowiłam swój tekst ze wszelkich udziwnień, ozdobników, formatów, stylów, wycięłam nawet spis treści i pozbyłam się kursywy. Jest prosto i surowo. Platforma przepuściła tekst bez błędów i sformatowała mi pliki potrzebne do wyświetlenia na eczytnikach wszelkiej maści. Zmieniło się moje laickie i fantazyjne podejście do edycji tekstów. Ładne, automatyczne wcięcia z worda są złe. Wypasione nagłówki nie potrzebne. Akapity nie są niezbędne. Gdy będę zabierała się do pisania następnego tekstu, zacznę już w bardzo uproszczonym formacie. Nad „Zmyślnymi Dziewczętami” siedziałam dwa dni, jako że w mojej przedziwnej głowie, gdy zaczęłam pracować nad tekstem jeszcze w 2011 i selfpub mi się nawet nie śnił, zalęgły się pomysły w stylu „nie musisz Frank tego dawać w cudzysłowie. Pewnie, wystarczy kursywa. Tak jest sexy.” Następnym razem będzie jak w "Niebezpiecznych Związkach"; "Ból jest jak wstyd. Czuje się go tylko raz". 

I to by było na tyle. Ot cała filozofia i przygoda. Nie ma fajerwerków, szampan nie leje się strumieniami. Teraz trzeba odchrząknąć i brać się za następny tekst. Efekty zmagań opisanych w poście do pobrania (są darmowe próbki) TUTAJ;

http://wydaje.pl/e/kasia-pepper-i-zmyslne-dziewczeta
https://www.smashwords.com/books/view/177708

A tutaj lista przydatnych tekstów, z których korzystałam podczas pracy. 

http://www.czytajbezdrm.pl/2012/formatowanie-tekstu/
http://www.passwordincorrect.com/2009/06/26/gdzie-publikowac-smashwords/
http://vbeta.pl/2011/06/03/self-publishing-w-polsce-jak-samodzielnie-wydac-swoja-ksiazke
http://www.sonyclassics.com/breakfastonpluto/main.htm
http://www.smashwords.com/books/view/52

Grunt to nie zniechęcać się. Mam nadzieję, że jakoś przetarłam szlak i może, już którejś z was kiełkuje pomysł. Może popracować nad wierszami, które porastają kurzem? Może ten pomysł na alkonarkolesbodramę nie był taki zły? Pisanie jest fun. I jeśli przytnie się oczekiwania, publikowanie też może być bezbolesnym procesem, nad którym w pełni mamy kontrolę, zniżając się do kategorii pasji/hobby/zdobywania nowych doświadczeń. Podzieliłam się tym czym miałam, może to zmobilizuje was do działania. Bycie jedyną aspirującą grafomanką w wiosce to nudne na dłuższą metę. A że za każdym razem jak na guardianie czy w wyborczej czytam o „Fifty Shades of Grey” to zalewam się wrzącym jadem zazdrości….  to jest już całkiem inna historia. 

6 komentarzy:

Anonimowy pisze...

brak komentarzy? czyżby nikogo nie interesował lesbijski Harlequin z dolnej półki? Cała praca na marne Kate?

lipshit pisze...

Cóż, a ja mam przeczucie, że dla osób, które nie lubią Katarzyny Frank nadchodzą ciężkie czasy. Płacz i zgrzytanie zębów.

I powtórzę raz jeszcze. "Zmyślne Dziewczęta" to NIE jest lesbijski harlequin. Harlequin, owszem. Z dolnej półki, racja. Ale nie lesbijski. Podstawą udanego hejtu jest umiejętność czytania ze zrozumieniem. Co serdecznie wszystkim Anonimowym polecam.

Renate pisze...

ale tam... halequin na wakacje jest ok;) tylko,że.. nie można by tam zapłacić smsem na przykład..?

lipshit pisze...

A istnieje w Polsce platforma selfpub, która oferuje taką formę płatności? Jeśli tak, z chęcią wrzucę tam "Zmyślne Dziewczęta".

Renate pisze...

a tego to ja nie wiem...:( gdyż do selfpub to mam bardzo daleko ;)

lipshit pisze...

Ja również nie słyszałam o takiej usłudze.