niedziela, 4 marca 2012

Bi histerie


Z dedykacją dla wszystkich wspaniałych dziewczyn, które nie boją się ze mną rozmawiać, mimo że wiedzą. 

Mnóstwo rozmów z kobietami. Kobiety opowiadają wspaniałe historie. Ćwiczę się w trudnej sztuce NIE dorywania się do głosu. Jestem kompulsywnym kleptomanem cudzych historii, podstępnym złodziejem najlepszych słów. Słucham i notuje w głowie. I zawsze ostrzegam, że Twoja historia nie jest ze mną bezpieczna. Zostanie opowiedziana. Mogę tylko obiecać, że będzie przefiltrowana przez moje pojmowanie języka, więc i tak jej nie rozpoznasz. Może rozpoznasz w niej siebie, ale nie to jak o sobie opowiadasz. Jestem kronikarką, która wie więcej niż zostało powiedziane. Nawet jeśli czegoś nie powiedziałaś, to ja z chęcią powiem to za Ciebie. I lepiej wiem, co miałaś na myśli. Wspomniałam coś, o NIE dorywaniu się do głosu… phi…

Bi histeria w poniedziałek

Mężczyźni boją się seksualności takich jak moja. Nie winię ich. Nie dziwię się im. Mnie samą czasem moja seksualność onieśmiela. Moja erotyczna odwaga może przerażać. Mężczyźnie, wychowanemu w przekonaniu, że nie musi konkurować z kobietą, nie musi jej sprostać, trudno jest zrozumieć i zapragnąć kogoś tak otwartego i rozbudzonego jak ja. Trzeba mieć naprawdę dużo empatii, zrozumienia, czułości. Trzeba mieć wielkie, męskie jaja. Takie jak moje, tylko większe. 

Kobiety z chęcią przyglądają się i uczestniczą w mojej seksualności. Głównie dla chęci zdobycia wiedzy, poszerzenia samoświadomości. Dla nauki i z ciekawości. Nie z chęci współuczestniczenia. Nie rozumieją, że inna kobieta czy inny mężczyzna, nie są źródłem wiedzy. Źródłem wiedzy nie jest inny człowiek. Źródłem wiedzy są tylko doświadczenia. Źródłem wiedzy jestem tylko JA.

I tak zostaję sama. Nie chcę konkurować. Nie chcę dać się zdominować. Nie chcę dzielić się wiedzą czy tej wiedzy przysparzać. 

Bi histeria w czwartek

Bipolarność kultury seksualnej mnie zabija. Nie tylko w sensie ideologicznym, akademickim. Nie tylko w kontekście socjośmiecia, który pływa w zupie gotującej się w mojej głowie. Socjośmieć unosi się na powierzchni albo przywiera do dna, co zależy od nastroju. Życie płata figle. Nigdy nie podejrzewałam, że zakocham się w kimś, kto nie będzie mnie chciał. Jestem rozdarta platoniczną miłością do kobiety czystej jak śnieg, niemal idealnej, ale całkowicie nie osiągalnej, nie odwzajemniającej mojego platonicznego marzenia. I nagle pojawia się fizyczne pożądanie, do głosu dochodzi głód ciała. Chciałam żyć w marzeniu o czystości, a tutaj zdarza się pocałunek z inną, zapach, dotyk i chociaż nawet nie przepadasz za sprawczynią odcielesnych zawirowań, twoje ciało chce i wyrywa się, nieposłuszne. Po jednej stronie mam świętą i czyste uczucie jakim ją darzę. Z drugiej strony mam tą, z którą mogę się w każdej chwili pieprzyć i pewnie zrobię to. Pośrodku wielka, niezagospodarowana przestrzeń. Po co wciąż miotać się od bieguna do bieguna? Czy zawsze będziemy rozdzierane między świętą a dziwką?

Strata marzenia o czystości boli, jakbym pozbawiała się ważnego organu. Powrót do cielesności pozwoli mi nabrać perspektywy i dystansu. Choć tak przyjemnie jest wzdychać, marzyć i cierpieć szlachetnie na nietykalstwo, karząc cały świat spalający się w pożądaniu, odmawiając mu udziału w swoim słodkim ciele.

Bi histeria w piątek

Odmawiam przyklejenia sobie etykietki. Nie chcę mieć orientacji seksualnej. To oznaczałoby koniec poszukiwań. Oznaczałoby, że zdobyłam całą wiedzę na swój temat, całą wiedzę jaka była do zdobycia. Że wiem wszystko. A ja nie chcę nic wiedzieć. Nic zakładać. Chcę czuć, ryzykować, próbować, wciąż nowego i nieznanego. 

Zostanę kurwa marynarzem… marynarką??? 

Bi histeria w sobotę

Zmiana identyfikacji seksualnej. Nagle ni stąd ni zowąd stwierdzam, że jestem homo. Pierdolnęło mnie to jak piorun. Jak zakochanie od pierwszego wejrzenia, wiesz. I już nie chce mi się tego analizować. Nie chcę mi się wgłębiać. Czuję to. Wiem to. I to jest jedna z najbardziej stałych, niezmiennych, naturalnych spraw w moim życiu. Tak jak moje niebieskie oczy i to, że lubię kolor czerwony, chociaż za cholerę nie pasuje pod te niebieskie oczy… Od kiedy to zrozumiałam, czuję spokój. Jestem szczęśliwa.

Ciało faceta, okej, w pewnych okolicznościach, określone ciało, które musiałoby spełnić pewne, bardzo wąskie kryteria. Kryteria mierzone w centymetrach i z paletą odcieni. Ciało kobiety doprowadza mnie do spazmów. Na samą myśl o ciele kobiety kręci mi się w głowie. O ciałach większości kobiet. Nie wszystkich, ale wielu. Pocałunki z kobietą smakują mi tak jak pocałunki powinny smakować. Chcę założyć dom, założyć rodzinę. Z kobietą. Tylko związek z kobietą sprawia że mam wszystko. Wszystko czego pragnę. 

Nie określę się jako homo, bo to krzywdzi, wymazuje doświadczenie i uczestnictwo mężczyzn w moim życiu. Rozumiem wypowiedź Nixon. Miałam fajnych facetów. Fajnie było z nimi dzielić i życie i codzienność. Dawali mi oparcie i szczęście. I fajny seks. Fajne orgazmy. Fajne pocałunki i fajne pieszczoty. Stwierdzenie, że jestem/zawsze byłam homo krzywdzi ich. Wymazuje. No nie powiem Panu X, z którym pięć lat spałam w jednym łóżku i uprawiałam dziki seks; wiesz, było fajnie, ale ja jestem homo. Wtedy gdy byliśmy razem też byłam homo. Wiesz, czemu tak mu nie powiem? Nie ze względu na jego delikatne, męskie serduszko, ale dlatego, że czuję, że to pieprzone kłamstwo. I to jest ten cholerny semantyczny problem. Będąc z X’em byłam już wtedy homo. Stłumioną homo. Rozpoznaję to. Ale też nie byłam homo. Bo odczuwałam szczęście i seksualną satysfakcję, którą mi dawał kutas. A potem wszystko pierdolnęło, stanęło na głowie i zrozumiałam czego pragnę, co mnie tak naprawdę podnieca i uszczęśliwia. I to nie ma nic wspólnego z Panem X. To jest jak nowe życie. Ale nie chcę przekreślać, wymazywać tego drugiego. To, że odkryłam prawdę o sobie, to nie jest jakieś objawienie, to mnie nie uświęca, nie uszlachetnia. 

Mam cały czas problem z wypowiedzeniem prawdy. Czuję ją, ale nie potrafię znaleźć słów by ją określić. A chciałabym móc o tym mówić, to dla mnie ważne. Nawet jeśli w zwykłej rozmowie, mówię ci, TERAZ jestem Homo. Od pół roku jestem homo, ale przez pozostałe całe trzydzieści dwa lata byłam hetero, to czuję, że pierdolę od rzeczy.  I chociaż to do bólu szczere, to moja historia, sama czuję, że to brzmi niepoważnie, nieprawdziwie. Więc macham ręką i mówię zapomnij, choć tak naprawdę chcę o tym mówić, cały czas chcę o tym mówić, bo to mnie uszczęśliwia. 

Nie określę się też jako bi, bo to nie jest zgodne z prawdą. Chociaż nie ucieknę na widok ptaka, nie zwymiotuję robiąc laskę, a seks z mężczyzną może być przyjemny, pragnę kobiet. Chcę sypiać tylko z kobietami. Chcę tylko z kobietą budzić się rano, trzymać się za rękę, gotować zupę, odprowadzać dzieciaki do przedszkola, jeździć w odwiedziny do dziadków. To kobieta jest obietnicą seksualnego błogostanu i życiowego, emocjonalnego komfortu. 

Kocham kobiety, ale nie unikam mężczyzn. Kiedyś ich kochałam nawet. Szczerze ich pragnęłam. To nie były epizody, doświadczenia składające się na samowiedzę, kolejne szczeble na drabinie poznania. Żadna etykieta, żadna skala nie jest dość pojemna. Jedyne co mogę stwierdzić, to że jestem niehetero. Gdy mówię, nie jestem hetero, tylko wtedy mówię prawdę. 

Bi histeria w niedzielę

Rzygam już bi histerią. Cielesność nie składa się tylko z orientacji. Seks to nie tylko płeć. Seksualność może być emocjonalna ale nie musi. A najlepiej nie gadać o tym tyle, nie analizować, tylko robić. Gdy jest przyjemnie robić dalej. Gdy jest nieprzyjemnie przestać robić. A gdy nie ma się ochoty, nie robić wcale. I zawsze być sobą. Być JAseksualną.

8 komentarzy:

k pisze...

Dostalam czkawki.
z wrazenia.

lipshit pisze...

W pierwszym odruchu przeczytałam "ze śmiechu" i mówię do siebie pod nosem "wtf girl?".

W sumie to dobrze dostać czegoś podczas lektury lipshit bloga. Zawsze lepiej czkawki niż np skurczu.

Anonimowy pisze...

a ja ani czkawki nie dostalam, ani mi do smiechu :( zakochalas sie bez wzajemnosci? a skad wiesz, ze ona cie nie chce? nie poddawaj sie.

lipshit pisze...

Nie ja. To tylko skradziona historia/bi histeria.

Anonimowy pisze...

każda kobieta ma swoją historie i swoje spojrzenie. i to naturalne, tak będzie. nic więcej z tego wszystkiego nie wynika.

lipshit pisze...

Zgoda. Racja.
Tylko, że mnie bardziej interesuje histeria jaka rozpętuje się wobec przymusu (samo)określenia się, terroru przynależności.

Anonimowy pisze...

hell yeah!
"Słowa wyrządzają krzywdę tajemnemu sensowi, gdy się coś wypowiada na głos, wszystko się od razu trochę zmienia, robi się trochę fałszywe, trochę głupawe [...]."
A little less conversation, a little more action please:)
zawsze to wiedziałam, a cokolwiek się powie o czymkolwiek, to i tak rzeczywistość to przerośnie. Po co gadać. Let's do it, let's fall in love:)

Katie, 300lat na Twoje sweet sixteen, spóźnione o dwa dni;)!
/Françoise Hardy

lipshit pisze...

Oh, you smart girl! HH > I'm impressed.

Dokładnie taki zmysł, takie odczytanie chciałam wypracować. Just shut up and go, kiss somebody!

A o tych urodzinach to ćśśśśś.... Chyba tylko Ci co znają mnie osobiście wiedzą.