środa, 1 lutego 2012

Stalker


Każdy ma swojego stalkera. Przynajmniej jednego. Wewnętrznego lub zewnętrznego. Czasem obu na raz. 

Wewnętrzny stalker to wszystko co cię co ogranicza i powstrzymuje. Coś czego nie możesz się pozbyć, choć tak bardzo byś chciała. W moim przypadku to wewnętrzny cenzor. Polonistka, którą wyczytałam na facebooku u Witkowskiego. Polonistka, której hobby jest wciskanie backspace. Polonistka, która przekonuje mnie, że nigdy nie dorosłam, nie ukończyłam szkoły podstawowej i nie mam prawa upubliczniać jakiegokolwiek słowa. Polonistka, która sączy do ucha wszystkie „nie dość” i „za bardzo” i „za późno”. 

Zewnętrzny stalker to uzewnętrznienie wszystkich lęków. Rozkazy polonistki wykonywane posłusznie przez moje palce, uzewnętrzniają się w postaci realnych zdarzeń, ciągów przyczynowo skutkowych i bolesnych konsekwencji. Podczas gdy istnienia wewnętrznego stalkera domyślasz się mniej lub bardziej świadomie, zewnętrzny przybiera rzeczywistą formę. Nie wierzysz lub starasz się nie uwierzyć w istnienie każdego z nich.

Swojego zewnętrznego stalkera zobaczyłam, któregoś zimowego wieczora. Zasiedziałam się przed laptopem, nie zauważyłam, że jest naprawdę późno. Wyprowadzam więc buldożkę na zbyt późny spacer. Zapalam papierosa, stawiam kołnierz płaszcza i zaczynam okrążać podwórko przed domem. Jak rozsądna dziewczynka zawsze w kręgu świateł latarni. Zawsze w obrębie pomarańczowego światła, odbijanego od wątłego śniegu. Po drugiej stronie ulicy, pod wysokim, szarym murem, poruszył się jakiś cień. Pierwsza myśl „nie przesadzaj”. Więc wytężam wzrok, próbując się przekonać, że to cień drzewa/samochodu/psa. Cień ożywa i zaczyna biec, by ukryć się w głębszym cieniu, najwyraźniej spłoszony moim wzrokiem. Ma czarną głowę, czarne ciuchy i białe buty. Pierwsza myśl „doigrałaś się”, „zasługujesz na to”. Pasywne mechanizmy przemocowe. Uciekać czy poczekać, godząc się z losem? Gdy wpadam do domu, trzęsą mi się ręce i zaczynam strasznie dyszeć.

W głowie pojawia się precyzyjna myśl. Zrób to za niego. Zacznij wysyłać do siebie dziwaczne maile. Wsadź do skrzynki dziwaczny list. Wysyłaj do siebie okrutne smsy. Wyślij do siebie paczkę zagrażającą zdrowiu. Zrób wszystko to, co on mógłby zrobić zanim zrobi to. A potem wykasuj bloga, wykasuj konto na facebooku, wyrzuć telefon do rzeki i powiedz, że to przez niego. Przez twojego pieprzonego stalkera.  Będziesz miała pretekst by uciec przed światem, przed konsekwencjami wszystkich marzeń jakie starasz się urzeczywistnić. Będziesz miała pretekst by narodzić się na nowo. 

I będziesz mogła powiedzieć „może by mi się udało wydać książkę/znaleźć dobrą pracę/znaleźć partnerkę/urodzić dziecko/wyleczyć się z ED/ wyleczyć się z dyskalkulii/nauczyć się pływać /nauczyć się prowadzić samochód/nauczyć się francuskiego/nauczyć się gotować/być szczęśliwą… ale widzisz, on mi grozi, jestem w niebezpieczeństwie. Muszę odjeść. Zniknąć. Ukryć się.” I dajesz sobie wreszcie pozwolenie by utyć i zostać kasjerką w supermarkecie. Czujesz niesamowitą ulgę. Bo nie masz już żadnego stalkera. 

13 komentarzy:

inesligatur pisze...

Pięknie. Prawdziwie.
Lęki są bardzo ciekawe. takie duże wytwory wyobraźni, które stają się tak prawdziwe że niemal namacalne. w pewnym momencie dorobiłam się lęku ciemności. nie wiedziałam skąd sie wziął bo jako dziecko zawsze biegałam po zmroku nie zapalając świateł. pewnie z dziewczęcej miłości do wensdey i bezgłośnie bo chciałam być cicha jak elfy. i nagle zamykając drzwi do ciemnego pokoju myslę o tym, że w ostatnim momencie ktoś pociągnie z drugiej strony. i nie pomaga żadne logiczne - jesteś najstraszniejszą istotą która możesz tu spotkać. ale w końcu odkryłam. przecież nie zapalałam żadnych świateł. i okazało się że jeśli zejdę do piwnicy po ciemku przejdę przez nią całą i zapalę światło na samym końcu, jeżeli nie moge wymacać tego po co przyszłam, to wcale sie nie boje. a marszcze się na samą myśl o wychodzeniu na górę gdzie wszystko jest rażąco przejrzyste. ależ to mrocznie zabrzmiało!

lipshit pisze...

chciałam być cicha jak elfy.. good

wcale nie mrocznie. świadomie i pozytywnie. żadnych mrocznych konotacji nie wyczuwam.

Powszechnie uważa się, lęki można zwalczyć tylko empirycznie, mierząc się z nimi, w myśl maksymy "codziennie zrób coś co cię przeraża".

Wolę fantazjować o moich lękach, zmieniać je w fetysze.

inesligatur pisze...

http://niewidzialna.pl/

w temacie ciemności - bardzo bardzo polecam. niesamowita sprawa.

lipshit pisze...

ależ to podniecający pomysł na randkę. Z kontynuacją we własnym zakresie, w ciemnościach sypialni.

say yes to blind fetish!

dziękuję Ines!

inesligatur pisze...

szalenie mi się podobało. oprócz momentu, kiedy trzeba było wychodzić i mrugać. wolałabym założyć opaskę i zostać zaprowadzona do domu.

lipshit pisze...

.. albo w ogóle jej nie zdejmować. Nawet gdy trafisz już do łóżka. Strasznie ekscytuje mnie myśl o seksie gdy jesteś przez dłuższy czas pozbawiona jednego ze zmysłów i pozostałe wyostrzają się do granic możliwości. Kontrolowane zanurzenie w stan pozbawienia wzroku. Erotyczny eksperyment. Co innego po prostu dać sobie przewiązać oczy, a co innego najpierw pójść na wystawę, porozmawiać, dowiedzieć się paru nowych rzeczy i potem wypróbować to w sypialni, nie wychodząc z tego oszałamiającego stanu, całkiem nowego dla organizmu. Całe ciało z pewnością szaleje, zmienia się dynamika przyswajania bodźców.... to nieustanne poczucie zmysłowego zagrożenia....

och, koniecznie, muszę to wypróbować.

inesligatur pisze...

to niesamowite jak szybko wyostrzają się zmysły! słuch węch i dotyk. automatycznie uczysz się inaczej dotykać. tak jakoś z wierzchu jakbyś czytała. zauważa się rzeczy, których się normalnie nie czuje. to było zupełnie inne uczucie niż przewiązanie oczu na chwilę. przede wszystkim dlatego że ciemność tam jest całkowita i trzeba się w niej poruszać. przejść jakąś przestrzeń. no i cały czas ma się otwarte oczy. oczy szeroko zamknięte! czemu właściwie ten film ma taki tytuł..

lipshit pisze...

Czuję adrenaline rush, jakbyśmy rozmawiały o skoku ze spadochronem albo na bungee...

Mam bardzo słaby wzrok, noszę bardzo grube szkła kontaktowe, więc przeczuwam jak mogą drastycznie zmieniać się zmysły. Strata wzroku (np. w konsekwencji wysiłkowego porodu) zawsze była moim wielkim lękiem. Z drugiej strony ostatnio lęki bardzo mnie podniecają.

czuję mrowienie na samą myśl....

inesligatur pisze...

mam bardzo dobry wzrok. dlatego nie umiem malować jak impresjoniści. mam za dobry wzrok. do malowania ubieram okulary żeby wszystko rozmazać. nie boję się utraty wzroku. inaczej. boje się oczywiście ale o stokroć bardziej boje sie utraty węchu, słuchu, dotyku. to jakby stracić wszystko co sprawia mi przyjemność. gdybym musiała dokonać takiego rozpaczliwego wyboru, wolałabym dać się prowadzić za rękę pozostając wrażliwą na całą resztę.

lipshit pisze...

och, to bardzo interesujące, jak manipulujesz zmysłami by osiągnąć podziwiany u innych efekt.

jestem wzrokowcem, jak na prawdziwego samca przystało. Mogłabym przehandlować, któryś ze zmysłów, gdyby groziła mi utrata wzroku. Na pierwszy ogień poszła by pewnie zdolność mówienia, co na pewno niektórzy odnotowaliby z niejaką ulgą....

inesligatur pisze...

http://www.gastronauci.pl/artykuly/136-kolacja-w-ciemnosciach-pierwsza-restauracja-dans-le-noir-w-warszawie :)

zdolność mówienia oddałabym bez żalu. ale mowa to nie zmysł.

lipshit pisze...

Dla mnie mowa to jak najbardziej jeden ze zmysłów. Jest na wskroś zmysłowa i poznawalna jedynie zmysłowo. To jeden z moich zmysłów. I gdzieś mam co w encyklopedii pod hasłem "zmysły" stoi.

Jestem w nieustannym procesie ustalania nowych definicji, jedynie obowiązujących.

Właśnie słucham "addicted to love".

inesligatur pisze...

chyba że tak.

ja słucham sobie tego: http://www.youtube.com/watch?feature=endscreen&NR=1&v=oLDHyCkqbuw na szczęście udało mi sie rano wypukać z ucha lanę. musiałam poskakać na jednej nodze aż przeszło. nikogo już dzisiaj nią nie zamęczam