poniedziałek, 13 lutego 2012

ME porn

Pokaż mi swoje porno, a powiem Ci co lubisz w łóżku. Niby straszna, bzdura, nie? Zastanówmy się nad Twoim porno, a powiem Ci o czym nie lubisz mówić. Obejrzyjmy razem Twoje porno, jeśli nie masz odwagi skomunikować się ze mną werbalnie. I tutaj zaczyna się zabawa. 

poniedziałek, 6 lutego 2012

I don't date.


Narrator:
When people think you’re dying, they really, really listen to you, instead of just…
Marla Singer:
- instead of just waiting for their turn to speak?
(FIGHT CLUB)

 W tym miejscu powinien się znajdować wściekły bluzg na następujące tematy;

· Strefa blog/blogfanowska w sieci i hektolitry kreatywnej energii, którą wysysa i wypluwa takie życie poza życiem.
· brutalna, ociekająca krwią korespondencja na temat tego, że nie można wypisać się z fandomu i nie można mieć kanonu w dupie. Otóż można.

środa, 1 lutego 2012

Stalker


Każdy ma swojego stalkera. Przynajmniej jednego. Wewnętrznego lub zewnętrznego. Czasem obu na raz. 

Wewnętrzny stalker to wszystko co cię co ogranicza i powstrzymuje. Coś czego nie możesz się pozbyć, choć tak bardzo byś chciała. W moim przypadku to wewnętrzny cenzor. Polonistka, którą wyczytałam na facebooku u Witkowskiego. Polonistka, której hobby jest wciskanie backspace. Polonistka, która przekonuje mnie, że nigdy nie dorosłam, nie ukończyłam szkoły podstawowej i nie mam prawa upubliczniać jakiegokolwiek słowa. Polonistka, która sączy do ucha wszystkie „nie dość” i „za bardzo” i „za późno”. 

Zewnętrzny stalker to uzewnętrznienie wszystkich lęków. Rozkazy polonistki wykonywane posłusznie przez moje palce, uzewnętrzniają się w postaci realnych zdarzeń, ciągów przyczynowo skutkowych i bolesnych konsekwencji. Podczas gdy istnienia wewnętrznego stalkera domyślasz się mniej lub bardziej świadomie, zewnętrzny przybiera rzeczywistą formę. Nie wierzysz lub starasz się nie uwierzyć w istnienie każdego z nich.

Swojego zewnętrznego stalkera zobaczyłam, któregoś zimowego wieczora. Zasiedziałam się przed laptopem, nie zauważyłam, że jest naprawdę późno. Wyprowadzam więc buldożkę na zbyt późny spacer. Zapalam papierosa, stawiam kołnierz płaszcza i zaczynam okrążać podwórko przed domem. Jak rozsądna dziewczynka zawsze w kręgu świateł latarni. Zawsze w obrębie pomarańczowego światła, odbijanego od wątłego śniegu. Po drugiej stronie ulicy, pod wysokim, szarym murem, poruszył się jakiś cień. Pierwsza myśl „nie przesadzaj”. Więc wytężam wzrok, próbując się przekonać, że to cień drzewa/samochodu/psa. Cień ożywa i zaczyna biec, by ukryć się w głębszym cieniu, najwyraźniej spłoszony moim wzrokiem. Ma czarną głowę, czarne ciuchy i białe buty. Pierwsza myśl „doigrałaś się”, „zasługujesz na to”. Pasywne mechanizmy przemocowe. Uciekać czy poczekać, godząc się z losem? Gdy wpadam do domu, trzęsą mi się ręce i zaczynam strasznie dyszeć.

W głowie pojawia się precyzyjna myśl. Zrób to za niego. Zacznij wysyłać do siebie dziwaczne maile. Wsadź do skrzynki dziwaczny list. Wysyłaj do siebie okrutne smsy. Wyślij do siebie paczkę zagrażającą zdrowiu. Zrób wszystko to, co on mógłby zrobić zanim zrobi to. A potem wykasuj bloga, wykasuj konto na facebooku, wyrzuć telefon do rzeki i powiedz, że to przez niego. Przez twojego pieprzonego stalkera.  Będziesz miała pretekst by uciec przed światem, przed konsekwencjami wszystkich marzeń jakie starasz się urzeczywistnić. Będziesz miała pretekst by narodzić się na nowo. 

I będziesz mogła powiedzieć „może by mi się udało wydać książkę/znaleźć dobrą pracę/znaleźć partnerkę/urodzić dziecko/wyleczyć się z ED/ wyleczyć się z dyskalkulii/nauczyć się pływać /nauczyć się prowadzić samochód/nauczyć się francuskiego/nauczyć się gotować/być szczęśliwą… ale widzisz, on mi grozi, jestem w niebezpieczeństwie. Muszę odjeść. Zniknąć. Ukryć się.” I dajesz sobie wreszcie pozwolenie by utyć i zostać kasjerką w supermarkecie. Czujesz niesamowitą ulgę. Bo nie masz już żadnego stalkera.