wtorek, 24 stycznia 2012

Smoking habit

Jest niedziela, 22.01.2012. Franciszka leży na dywanie. Jest ubrana w czarną górę od kostiumu, pudrowo różową spódniczkę, kozaki w stylu emu i czepek kąpielowy w kolorze kości słoniowej. Czepek kąpielowy jest o tyle istotny, że Franciszka nie umie pływać. Co nie jest istotne, to fakt, że nie ma prawa jazdy i ma lęk wysokości. Poprawia na nosie aviatory w czerwonych oprawkach. Pali papierosa i myśli. Myśli, w jaki nowy sposób podręczyć swoją ulubioną bohaterkę literacką, Pannę Kasię Pepper.

Może Kasia Pepper powinna nosić okulary z zerowymi szkłami, zawsze wyciągać je do czytania, twierdząc, że w ten sposób podświadomie pracuje na poprawą wzroku? Może Franciszka powinna wreszcie napisać scenę, w której Kasia i Iddie grają w "kto pierwszy mrugnie"? Może powinna nauczyć Iddie całować się, w całkiem nowy i zapierający dech w piersiach sposób, w taki sposób, w jaki nikt nigdy Franciszki nie całował? Może powinna kazać Kasi zapominać o różnych rzeczach, gubić przedmioty wielkiej wagi? Może Kasia powinna nie mieć prawa jazdy ani nie umieć pływać, chwalić się swoją dyskalkulią i gościom podawać filiżanki do herbaty, w których jest sam wrzątek, a potem mówić "czy o czymś zapomniałam? ach tak... herbatniczki!"? Może Kasię powinny śledzić czarne taksówki oraz stalkerzy przeskakujący z dachu na dach? Może Kasia powinna łapać się za serce, szepcząc "mam przez Ciebie zawał" ? Może powinna pytać Iddie, w New Years Eve "Dlaczego wszyscy zaczynają się całować?" i powinna usłyszeć w odpowiedzi "Jesteś moim noworocznym postanowieniem. Moim sylwestrowym życzeniem." ? Może zamiast nieśmiałości, Kasię powinna bardziej podniecać zwinność? 

Może Franciszka powinna kazać zasmarkanej Kasi Pepper wypłakać w rękaw płaszcza należącego do Iddie E. ;
Nigdy nie będziemy dostatecznie mądrzy. Ani dostatecznie szybcy by powstrzymać koniec świata. Ktoś zawsze musi umrzeć. Zawsze bałam się, że umrę w samotności, ale odkąd się pojawiłaś w moim życiu, zawsze jesteś ze mną. Gdziekolwiek się nie obejrzę, cokolwiek nie zrobię, z kimkolwiek nie będę, zawsze jesteś przy mnie.

Może Kasia Pepper powinna powiedzieć;
Odnajdę Cię nawet na końcu świata. Jeśli nie powiesz mi gdzie mieszkasz, będę Cię śledzić. Jeśli nie wpuścisz mnie do swojego domu, włamię się. Jeśli nie podasz mi swojego numeru, ukradnę Ci telefon. Jeśli kiedykolwiek znów spróbujesz mnie pocałować, będę musiała się zastrzelić.

Może Iddie powinna odpowiedzieć;
Jeśli zaraz mnie nie pocałujesz, będę musiała Cię zastrzelić.

Papierosy. W życiu Franciszki znów pojawiły się papierosy. Jak niespodziewana inspiracja. Jak nieplanowane zakochanie. Jak upierdliwa fascynacja. Papierosy zawsze wracają. Franciszka myśli o tych wszystkich papierosach, które miały znaczenie. 

O tym jak wtedy, gdy były rozdzielone całym oceanem, miała tą pewność, że w tym samym momencie, wkładały papierosa do ust i wypuszczały dym. Ona i jej bliźniaczka.
O tym jak wciąż nie nauczyła się zapalać dwóch papierosów równocześnie, trzymając je w ustach, choć to takie seksowne.
O tym jak ukradła tyle zapalniczek i tyle zapalniczek jej ukradziono. O tym, że wciąż ma pudło pełne zapalniczek, które należą do jej byłej żony. O tym, że wciąż zapomina oddać E. jego ulubioną zapalniczkę. O tym, że wciąż ma zapalniczkę, po której naciśnięciu rozlega się i love you i love you.
O tym jak kupuje marlboros w miękkich paczkach, a potem się wścieka gdy papierosy, połamane, walają się w jej torebce, gdy wyjmując portfel wysypuje pół kilko papierosowego tytoniu.
O tym, że nigdy nie nauczyła się skręcać papierosów, mimo, że to takie seksowne.
O tym, że istnieje specyficzny rodzaj ludzi, którzy obśliniają filtry. Albo je zgryzają. Albo palą, trzymając je w palcach jak filmowi hitlerowcy. 
O tym, że ktoś jej kiedyś opowiadał jak palił w samolocie, w kiblu, trzymając głowę w misce wypełnioną wodą. Ktoś inny próbował ją wtajemniczyć w sztukę palenia pod prysznicem, podczas mycia głowy. Franciszka zaproponowała wtedy, że może wprowadzić w tajniki eterycznych rozkoszy palenia w wannie. 
O tym, że kiedyś paliła irysy, waniliowe vivy, diarumy, które strzelają jak małe fajerwerki. Paliła hinduskie papierosy skręcane przez bezdomne dzieci, na końcu związywane czerwoną nitką, na supełek, zamiast filtra. Paliła west ice’y i wciąż ten zapach przypomina nastoletnie, ciepłe lata pod drzewem. Paliła te z różowym słoniem, od których robi się jej niedobrze. Paliła czerwone marlboros. I mentolowe red&white, dwie paczki dziennie, w czarnym okresie swojego życia. Nigdy nie paliła l&m’ów. Ani vouge’ów. 
O tym, że zawsze najgorętszym uczuciem darzyła marlboros light.
O tym, jak ktoś kiedyś pokazał jej sztuczkę z przekłuwaniem filtra.   
O tym, że kiedyś paliła zawsze po jedzeniu. Albo jedząc jabłka. Albo żując gumę, taką w czarnym opakowaniu, która smakuje apteką.
O tym, że papierosy najlepiej smakują popijane colą. 
O tym, że rzucanie palenia jest jak odkochiwanie się. A niepalenie przypomina celibat.
O tym, że paliła siedząc na drzewach, na trzepaku, na huśtawce, na masce samochodu. Paliła bez majtek i w samych rajstopach i w samych szpilkach. Paliła przykładając czoło do zimnej, hotelowej szyby. Paliła z głową w oknie pociągu. Paliła w kinie. Paliła na plaży, a fale podgryzały jej bose stopy. Paliła na dachu wieżowca. 
O tym, że nie może się zdecydować, kto w Ciemnych Sprawkach będzie palił. 
O tym, że zdecydowała, że w Garderobie wszyscy będą palić.
O tym, że można się porozumiewać ze światem, jedynie za pomocą wydychanego dymu. W różnych kolorach, fakturach, gęstościach i zapachach.     
O tym, że wypuszczanie dymu przypomina westchnienie.
O tym, że w każdej jej książce i większości short stories jest jakiś papieros. Albo łazienka. 
O tym, że nie lubi palić w łóżku. Od postosunkowych papierosów woli postosunkowe piosenki. 
O tym, że jeśli kiedyś naprawdę się zakocha, to wtedy przed pierwszą randką spyta o smoking habit. I jeśli będzie trzeba, poleci do apteki, obklei się nicotine patches, a dwie godziny przed pierwszym pocałunkiem, będzie cały czas trzymała w ustach wiśniowego lizaka. 

I nagle dzwoni telefon. 

- Teraz, o tej porze? Jest 22:22, jest niedziela, dajcie mi wszyscy cholerny spokój, nie ma mnie. - mamrocze pod nosem Franciszka - Światła się palą, ale nikogo nie ma w domu.  

Franciszka ostatnio rzadko kiedy korzysta z telefonu komórkowego. Nie ma potrzeby natychmiastowego kontaktowania się z ludźmi. Brzydzi ją przywiązanie do technologii. Doczołguje się do kąta i spod stosu brudnych swetrów, ubłoconych zakolanówek i zapoconych marynarek, spod stosu czasopism, których już się nie wydaje, wygrzebuje komórkę. 

Jest 22.22

Gdybyś mnie teraz miała, co byś mi zrobiła. 

Franciszka sięga po paczkę marlboros i popielniczkę, skradzioną z paryskiej kawiarni, w której nigdy nie była. Gdy zaciąga się po raz pierwszy, trzyma papierosa w ustach, z palcami zaciśniętymi na wełnianej spódniczce. Wciąga policzki i wypuszcza dym nosem. Kładzie się znów na dywanie. Odpowiada. 

Znasz grę loop&come?

Nie wiem.

Gdybym Cię miała, rozkazałabym Ci usiąść u moich stóp, wziąć głęboki oddech i powtarzać takie słowa jak;

slender
mellifluous
pathetic
parlour
mad
lecherous
skin
submissive
slick
riding crop
neck
swagger 
kissing
fudge
love love love

Kazałabym Ci je powtarzać w kółko, dopóki bym nie doszła. To jest gra loop&come

Brak komentarzy: