poniedziałek, 9 stycznia 2012

Deal


z dedykacją dla B.

Mam przyjaciółkę. Betty. Od kilku lat żyje w udanym, szczęśliwym małżeństwie. Ma fenomenalnego dzieciaka, fajnego łobuziaka z ogniem w oczach. I dziwnego męża. Grubego, łysiejącego, podejrzanego typka. Sama Betty jest niesamowicie atrakcyjna. O kocich ruchach i przyjemnej chrypce. Nigdy nie mogłam zrozumieć o co chodzi. 
- Jak nie wiesz o co chodzi, pewnie chodzi o łóżko, Frankie. Może on jest fenomenalnym mineciarzem? Albo ma pięknego ptaka? Tak zazwyczaj jest, z tymi nieustannie dowcipkującymi, pewnymi siebie grubasami. Zresztą to nie twoja sprawa. – powtarzałam sobie

W przerwie około świąt zaprosili mnie na drinka. Betty mnie zaprosiła. Siedziałam na skórzanej kanapie w salonie, wykręcając sobie głowę podczas liczenia ile oni mają cholera książek i obserwowania jej męża. Wcale nie jest taki gruby. I wcale nie jest taki obleśny. Miał podobną grację ruchów co Betty, właściwą ludziom, którzy uprawiają seks w odpowiednich dla zdrowia dawkach (czyli dużych). Rozejrzałam się po podłodze, rzuciłam okiem na blaty aneksu kuchennego. Oni to tutaj wszędzie przerabiali – pomyślałam z paniką – Na tej kanapie też. Poczułam jak przechodzą mnie ciarki. Nie mogłam uwolnić się od seksuologicznych dywagacji na ich temat. Właśnie dlatego nie lubię spotkać się z ludźmi w ich domach, wolę przestrzeń publiczną. Zawsze mam poczucie wtargnięcia w intymność. Czuję się intruzem. Czuję jak intymność oblepia mnie, jak przykleja się do odzianych w skarpetki stóp. Buty trzeba na znak poddaństwa pozostawić w progu. Bez butów czuję się bezbronna, tak nieskłonna do natychmiastowej ucieczki. Czuję jak połykam cudzą intymność z każdym przełknięciem śliny. Czuję jak pochłaniam ją razem z powietrzem, jak wciska mi się do nosa, do uszu, pod powieki. Nie chcę oglądać waszej łazienki. Nie chcę widzieć waszego kosza na brudną bieliznę. Nie chcę wiedzieć, gdzie jest wasze łóżko. Nie chcę domyślać się, ani podglądać, ani podwąchiwać. Mam taki pożądliwy wzrok i taki filthy mind, który nigdy nie ustaje w swojej pracy.

Gruby mąż ululał fantastycznego dzieciaka, narzucił na przygarbiony grzbiet skórzaną kurtkę, grzecznie się ze mną pożegnał, mówiąc że umówił się z kumplem. Będą pili gorzką żołądkową i oglądali hustler channel. Grzecznie zaśmiałam się z dowcipu, myśląc „Skąd wiesz, że gdy wrócisz mnie tu już nie będzie, skurwysynu? Skąd wiesz, że to taki dobry pomysł, zostawiać mnie sam na sam z twoją cholernie zmysłową żoną?”. Miał pewny siebie uśmieszek, jakby doskonale wiedział co mi chodzi po głowie. Aby to naprawdę wiedzieć, trzeba mieć równie filthy mind co ja, równie brudne myśli. Musiał myśleć dokładanie o tym samym. Takie sprawiał wrażenie. Nagle zaczął mi się podobać.

Betty zaproponowała, żebyśmy przeniosły się do ogródka. Było sporo powyżej zera, taka piękna była jesień tej zimy. Chciała zapalić cygaro, Zawsze zastanawiała mnie oralna fiksacja kobiet stright na punkcie cygar. Potem przypomniałam sobie, że ja cały czas pakuję sobie palce do buzi, mam dłonie zawsze gdzieś w okolicach ust. Piłyśmy cytrynowy krupnik z walkerem i paliłyśmy. Ona cygaro, ja odpalałam jednego papierosa od drugiego. Podziwiałyśmy śnieg, którego nie było. Czy spytałam ją? Oczywiście, że spytałam. 
To znaczy Betty spytała mnie o coś związanego z technicznym aspektem seksu między dwiema kobietami. Kobiece wytryski i tym podobne bzdury. Nie podrywała mnie, po prostu była ciekawa. Jestem dobrym źródłem informacji, bo robiłam prawie wszystko to, o czym fantazjuje przeciętna heteryczka. No dobrze, może trochę mnie podrywała. By jej tego nie ułatwiać, zaproponowałam deal. Ja ci powiem jak ty mi powiesz. Powiesz mi jak ten gruby, śmieszny typek zaciągnął cię do łóżka. I jak w dalszym ciągu udaje mu się to robić. 
Betty zaśmiała się gardłowo i wpakowała sobie niemal całe cygaro do ust. Widać było, że pytanie sprawia jej przyjemność, że lubi o tym opowiadać, ale rzadko ktoś daje jej do tego pretekst.
- Ludzie się nad tym zastanawiają. Widzę to w ich spojrzeniach. Rzadko kto pyta, bo to wścibskie.
- Och, przecież wiesz, że jestem prostakiem bez manier… - machnęłam ręką
- To nie jest kwestia sprzętowa, wiesz. 
- Domyślam się. – sarknęłam
- Z niego jest taki romantyczny świntuch. Czuły skurwysyn. Wiesz co mam na myśli? Jest zawsze szczery i prawdomówny. Nie udaje. Ty taka też trochę jesteś. Z jednej strony grzeczna, miła i niepozorna, a wystarczy trochę cię podpuścić …
- .. albo upić. – powiedziałam i opróżniłam swoją szklankę jednym haustem
Betty znów roześmiała się. Wypuściła z ust wielki kłąb dymu, widoczny w ciepłym powietrzu, które nie należało do żadnej pory roku.  I zaczęła opowiadać. 

To było na jubileuszu Z. Kameralna impreza, najbliżsi przyjaciele wygłaszali mowy, czytali artykułu ku czci Z, wręczali prezenty, jakieś obrazy (artystowska, nadęta impreza w jakiejś piwnicy – pomyślałam krzywiąc się – Starowiejski Dom Kultury). On był kiedyś dramaturgiem. Pisał między innymi dla Z., śmieszne monologi, wystawiali krótkie formy w teatrze u O. Zanim zaczął pracować w CzasoPiśmie. Piłam wódkę siedząc na parapecie, pomiędzy brudnymi, śmierdzącymi zasłonami. Miałam napisać artykuł o fecie Z., właśnie do CzasoPisma. To miał być podły artykuł, chciałam sobie troszkę pojeździć na Z. Nienawidzę pompy, taniego czerwonego wina w plastikowych kubkach i kanapeczek z koszerną, siekaną wątróbką. Tak jak ty Frankie. Rzygam Rzeczpospolitą Kulturalną. Podszedł do mnie. Miał papierosa w ustach. Strasznie dużo wtedy palił, dosłownie odpalał jednego od drugiego. Zapytał co tu robię. Odpowiedziałam mu, że jestem tu po to żeby zjebać wszystkim tyłek na łamach CzasoPisma, w tysiąc dwustu znakach. Wymieniliśmy obowiązkowe nieuprzejmości. Potem rzucił papierosa pośród innych niedopałków na przedwojennym parkiecie i powiedział, z tą swoją głupkowatą pewnością siebie:
- Założę się o drinka, że gdy Z. skończy czytać mój monodram, będziesz chciała mi obciągnąć. 
Dopiero wtedy tak naprawdę zwróciłam na niego uwagę. Niebezpieczny wariat albo zwyczajny zboczeniec. Nie wiedziałam co mam robić, uciekać czy po prostu mu przyłożyć. Najgorsze było to, że najwyraźniej mówił całkiem serio. Nie podpuszczał mnie. On naprawdę chciał się założyć. 
- A czemu nie założymy się o to, że gdy przeczytasz mój artykuł w CzasoPiśmie będziesz chciał wylizać mi cipkę? – 
- A kto powiedział, że nie chcę? – 
Bez cienia uśmiechu czy samczej agresji. Po prostu stwierdził fakt. 
- Zakład. – uścisnęłam mu szybko dłoń i zwiałam w drugi koniec sali.

Monodram był świetny. Błyskotliwy. Prowokujący. Seksowny. Jedyny powód dla którego warto było przywlec się na ten żałosny jubileusz. Miałam mokro w gaciach, na myśl, że przegrałam zakład. On o tym wiedział. Dopadł mnie gdy ukradkiem wynosiłam płaszcz z szatni. 
- I co? – zapytał częstując mnie papierosem
- Wygrałeś. – przyznałam – Nie mam nic przeciwko obciąganiu utalentowanym ludziom.

Betty dopiła swojego drinka i spojrzała na zegarek.

- I co? – tupnęłam jak mała dziewczynka, której przerywa się bajkę na dobranoc w najlepszym momencie  – I co???
- Postawiłam mu drinka. Przegadaliśmy całą noc. Czułam jak w głowie zapala mi się światełko. Wiedziałam, że lubię go słuchać, śmiałam się z jego żartów. Wiedziałam też, że będę lubiła się z nim pieprzyć. Nie mogłam się doczekać. Byłam pewna, że zrobię w łóżku wszystko czego będzie chciał, tak samo jak on zrobi w łóżku wszystko czego będę od niego chciała. Żadnej cielesnej presji. Nie onieśmielał mnie. To, że nie był w moim typie, że był trochę taki… niepozorny… 
- Obleśny … - podpowiedziałam
- Nie przesadzaj. Zawsze mi się wydawało, że kobiety wychodzą za mąż nie za najprzystojniejszego z poznanych facetów, ale za tego który opowiada najlepsze żarty, potrafi wylizać cipkę i świetnie się całuje…
- Poszliście do łóżka tamtej nocy?
Betty tylko uśmiechnęła się. Pokazała mi figę z makiem. 
- A teraz maleńka, skocz na górę, zrób nam po drinku i opowiesz mi wszystko o babskim wytrysku…. -  powiedziała klepiąc mnie po ramieniu.

8 komentarzy:

K pisze...

piękne. i smakowite.

wyobraźnia działa pisze...

bo wiesz z tym podrywaniem to jest tak - nieważne jak bardzo ktoś jest obleśny, ale jak bardzo pewna/y siebie ;]

Anonimowy pisze...

genialne!

Anonimowy pisze...

cudownie genialne! Katie.. dziękuję za uśmiechniętą Lanę. Z dnia na dzień kocham się w niej mocniej. Jak w Tobie.

lipshit pisze...

nie mogę zrobić nic innego jak tylko trochę się zaczerwienić.

shadow pisze...

ciag dalszy nastapi?

lipshit pisze...

" Betty tylko uśmiechnęła się. Pokazała mi figę z makiem. "

shadow pisze...

czyli maz mial racje, ze bez obaw zostawil piekna zone w towarzystwie frankie
haw sad