piątek, 28 grudnia 2012

LIPSHIT OGLĄDA: Skyfall. Okiem ortodoksa.


Wynosić  ponad wszystko styl,
to lekceważyć treść 
lub wprowadzać postawę
neutralną wobec treści.
(Susan  Sontag "Notatki o kampie")

Jestem nie tylko Bond fetyszystą. Jestem również Bond ortodoksem. Moje notatki o Skyfall powinny nosić tytuł notatki o kampie. Ilość campu w Bondzie jest wprost proporcjonalna do zawartości Bonda w Bondzie. Z tego względu, domyślacie się z pewnością, że Skyfall było dla mnie dość traumatycznym doświadczeniem, drogą przez mękę, torturą.

niedziela, 23 grudnia 2012

Klątwa Biseksa


- Och nie, nie... Jestem biseksualna.
- Ale na pewno?
- Tak.
- Jesteś pewna?
- Tak.
- Ale jak to, Frank? Skąd możesz wiedzieć...

I zawsze, za każdym pieprzonym razem, obserwujesz jak wyraz twarzy współrozmówcy zmienia się.

piątek, 21 grudnia 2012

LIPSHIT OGLĄDA: Kieł. Oraz pławi się w celuloidowym fetyszu


Jestem uzależniona. Chodzę do kina co najmniej dwa razy w tygodniu. Potrafię zaliczyć dwa, trzy seanse pod rząd. Gdy nie chodzę, mój kochanek ma wielki projektor, ładną zastawę do drinków z rżniętego szkła i wygodną, skórzaną kanapę. Myślę, że właśnie dlatego udaje mu się wytrwać na straconej pozycji Kochanka Który Wytrwał, głównie ze względu na „sprzęt”, okulary w ebonitowej oprawce i celuloidowy fetysz. Gdy nie zabawiam się wielkim projektorem ArcyDarka, jakoś sobie radzę w warunkach domowych, choć tylko w sytuacjach ekstremalnych, gdy rzuca mną w syndromie odstawienia.

czwartek, 20 grudnia 2012

LIPSHIT OGLĄDA: Alpy


Podczas seansu jako pierwsze padły pytania o perwersję. Językową oczywiście. Moje uszy, nie przyzwyczajone do greckiego (choć, na boga, w zamierzchłych czasach studiowałam filologię klasyczną) kuliły się i strzygły, podczas gdy oczy trochę nie dowierzały angielskim napisom. Podejrzewam, że film został źle przetłumaczony, ale przyznaję szczerze, ja zawsze uważam, że coś jest źle przetłumaczone, ZAWSZE.

wtorek, 6 listopada 2012

Sześć na sześć


Szósty listopada to jeden z tych dni w roku, gdy jestem w stanie dokładnie przewidzieć co będę robiła. Od paru lat wygląda to tak samo. Napiszę lipshit posta, obowiązkowo melancholijnego i ckliwego.

niedziela, 4 listopada 2012

Dancer in the dark. Teaser.

CIEMNE SPRAWKI KASI PEPPER:
Rozdział I. Dancer in the dark.

And in the golden blue, crying took me to the darkest place and you have to set fire to my heart…

Zanim Kasia Pepper poznała Urszulę lubiła obnosić się ze swoją samotnością, jak z sukienką szytą na miarę.
Kasia Pepper lubiła prowokować katastrofy. Począwszy od chłopięco krótkich włosów, marynarek z lumpeksów poprzecieranych na łokciach, kończąc na narkotykach i przygodnym seksie z przedstawicielami płci wszelkiej (brzydkiej, słabej czy tej trzeciej). Mieszkała w nocnych klubach, na samym dnie miasta. Gdy nie nalewała drinków przyjmując za to pieniądze, oddawała pieniądze innym, by to dla niej nalewali drinki. Nie oglądała światła. Nie rozpoznawała pór roku. Miasto pochłonęło ją całkowicie, ucząc ją rzeczy, jakich młodej damie nie przystoi robić, myśleć, mówić. Na jej życie składał się ciąg szarych świtów, które wraz z trzeźwością, zawsze przychodziły zbyt wcześnie, przetykanych twarzami przyszywanych sióstr i braci, którzy lubili płakać na progu jej domu nad brzegiem rzeki.

piątek, 2 listopada 2012

LIPSHIT OGLĄDA: The Moth Diaries cz. I

My mother, she killed me,
My father, he ate me,
My sister Marlene,
Gathered all my bones,
Tied them in a silken scarf,
Laid them beneath the juniper tree,
Tweet, tweet, what a beautiful bird am I.”
(Jacob Grimm "The  Juniper Tree")

erwsza
Zdarza się co raz rzadziej by film nakręcony po 2000 roku sprawił mi intelektualną i estetyczną rozkosz. Tym bardziej film o wampiryzujących nastoletnich lesbijkach, które walczą z rozbudzającą się seksualnością w pensjonacie dla dorastających panienek.

poniedziałek, 22 października 2012

Przedostatnia


Nie odnajdziesz mnie w nikim innym. To ja muszę wydarzyć się dla ciebie.

Jeszcze zanim ta historia się wydarzyła czułam jak pęcznieje i rośnie we mnie. Słowa puchły w ustach, a skoro nie mogły zostać wypowiedziane zaczęły sypać się z koniuszka palca prawej dłoni, turlać się aż do kuleczki na końcu długopisu. Ta opowieść nie mogła zostać opowiedziana, bo to oznaczało zapeszyć ją, odwołać. Wyskakuję z wanny pełnej gorącej wody, zimnej w dotyku dla mojej skóry, bo nie dorównującej sile mojej gorączki. Zawijam się w stary, pożółkły szlafrok i taka ociekająca wodą, słowami, łapię za notatnik, ten, który przypomina modlitewnik, ten, który wygląda jak własność starej kobiety.
- Chodź tutaj. - piszę - No chodź. Bliżej.
I za każdym pociągnięciem spółgłoską stajesz się, wydobywasz się z cienia, prosto w światło anonimowych spojrzeń.

Chciałabym żebyś była moją przedostatnią kochanką. Nie ostateczną przygodą. Nie najdotkliwszym psikusem. Bądź dobrym omenem. Zwiastunem. Bądź przedostatnią. Przed.Ostatnim. Bądź sumą wydarzeń i nieznajomych, magicznych sztuczek i przekornie znikających blizn. Zanim przeczucie wydarzy się naprawdę. Zanim wydarzy się nowe i zapomnę o was wszystkich.

Pachniesz mlekiem w proszku. To jest zapach, który przeczuwam na ludziach, których z początku pragnę tylko z daleka. Twoja skóra przypomina delikatnie różowy puder w kulkach. Jeśli pochylić nad nim twarz i dmuchnąć delikatnie, wątły, różowy dym unosi się w powietrze i osiada na czubku nosa.

Zanim nastąpi Wielki Wybuch i rozerwie mnie na strzępy.

W tym cholernym barze jest bardzo jasno. Nie wypada się zalać, trzeba w pełnym świetle balansować na krawędzi trzeźwości. Nie ma podziału na parkiet i bar, więc wszyscy podrygują i udają że się upijają równocześnie. Nie podają nic w butelkach, nie pije się shotów. Weź koktajl i zawiąż sobie śliniaczek. Sala wypełniona idiotami. Każdy z nich uważa się za bipolarnego socjopatę. Taka nowa moda. Z metro w socjo. Patrzę i projektuję dla nich wymyślne tortury, bo nie wiedzą co to znaczy naprawdę. Nudzić się tak bardzo, że jesteś w stanie odczuwać tylko chłód lub wzgardę. Być tak bardzo przemarzniętym, do samego szpiku kości, że zrobisz dosłownie wszystko by ogrzać się w ukropie ryzyka. A gdy wszystko okazuje się wystarczać ledwie na kilka godzin, wtedy następuje wzgarda. Produktem ubocznym wytwarzania adrenaliny jest wstyd. Nuda jest naturalnym składnikiem szpiku twoich kości. Wokół szpiku chłód jest najdotkliwszy.
I wtedy przychodzi na ratunek ona. Ze swoim zapachem mleka proszku, skórą przysypaną skrzącym się cukrem pudrem i wspomnieniem fajnego seksu. Jest po kobiecemu obfita. Ma dużo włosów, duże cycki, duże uda, mnóstwo ciuchów na sobie, mnóstwo biżuterii i pulchne usta dokładnie polakierowane błyszczkiem. Przy niej staję się niepozorna, skromna. Jak sierota. Szóste dziecko stróża. Pierwsza córka proboszcza, której nie zdążyli utopić w rzece. Wyrodna siostra rozbójnika, której wyrwali buty z korzeniami, połamali strzały łuku i pozwoli boso odejść w gąszcz ciemnego lasu.  

Pamiętam, o mały włos nie złamałaś mi nadgarstka. Ujeżdżałaś moją dłoń tak energicznie, że spadłyśmy z kanapy.

Nie da się ukryć, tłum trochę rozstępuje się przed nią. Nuda ustępuje pod kwaskową świeżością zazdrości.
Pali cienkie papierosy w takich śmiesznych kwadratowych pudełeczkach wielkości szminki. Gdy widzę jak wyłuskuje jednego, cienkiego jak zapałka, gdy częstuje mnie, mam ochotę wepchnąć sobie do ust wszystkie jej papierosy, na jeden raz. Złożyć kilka babskich papierosków w jednego, grubego, męskiego papierosa. Obroną przed nią są chłopięce gęsty.
- Dotrzymałaś słowa i nigdy nie napisałaś o mnie.
- Dyskrecja. - zaciągam się, naprawdę mocno, ale wypuszczam tylko powietrze. Zdziwiona obserwuję tlący się czubek.  - Moja główna zaleta erotyczna.  
- A jeśli zrobię coś takiego, coś takiego, że aż coś nowego. To napiszesz?
- Wystarczy, że wrócisz. Ukarzę wtedy i ciebie i siebie i napiszę.
Wybucha śmiechem, który jak pudrowe kulki rozbija się o czubek mojego piegowatego nosa
- Chodź tutaj. - mówi. - No chodź. Bliżej.  

Pamiętam, kiedyś w niezwykle upalną noc, pijane do bełkotu, pod centrumami, po opustoszałym powiślu, targałyśmy worek z lodem. Po chodniku, po przejściach dla pieszych, po trawnikach. Walnęłam focha, że nie będę piła drinków bez lodu, więc kupiłaś cały worek. Rozpuścił się zanim dotarłyśmy do domu nad rzeką.
Pamiętam kiedyś rozbiłam sobie głowę o szybę, próbując przechytrzyć portiera i włamać się do twojego budynku. Włamałam się do twojego luksusowego mieszkania, do którego nigdy nie zamykasz drzwi. Weszłam i wyszłam na paluszkach. Twoja żona moczyła się w wannie obstawiona śmierdzącymi świeczkami z ikei i piła perfidne czerwone wino Julia.
Pamiętam, że na twoje urodziny piłyśmy szampana ze śniegiem, z plastikowych kubeczków z kfc.

Kawa. Nieśmiertelna, nudna kawa. Nie będzie mnie, nie będzie ciebie, ale kawa będzie zawsze. Szybko stygnie, staje się kwaśna. A jednak piję ją. Im dłużej ją piję tym dłużej mogę się przyglądać jej rozpalonej ciekawością twarzy.  
- Masz! - rzucam jej plik kartek, ordynarnym, wielkopańskim gestem. Coś jak Ordynat, coś jak Wokulski. - Masz swoje weksle! Masz swój funt ciała!
Jej źrenice natychmiast się rozszerzają, wydają kosmiczny dźwięk. Ziuuut. Widziałam to nie raz. Wiedziałam od początku. Wiedzieć i widzieć. Ja, Narcyzja Narcyzella Frank. To jest jedno co umiem robić naprawdę dobrze. Potęga portrecisty. Umiejętność sprawiania padliny i zamieniania jej w trofeum myśliwskie.
Bardzo szybko zjada słowa, których nie ma znowu aż tak wiele. Czerwieni się soczyście nad suchymi wydrukami. Ma w ustach pełno śliny, a w oczach zbiera się słona woda. Przyglądam jej się z obrzydzoną miną, gapię się spode łba i stukam paznokciem w rant białej filiżanki. Bębnię palcami o stolik i wywracam oczami. To nic. Ona nic nie widzi. Jest trafiona zatopiona. To fascynujące jak kilka znaczków, jak zręcznie zmieszane symbole, jak parę kalek, jak ordynarna fikcja pod płaszczykiem wielkopańskiego ekshibicjonizmu może wywołać reakcję histeryczną. Tylko dlatego, że łudzi się, że opisałam właśnie ją. Łudzi się, że to prawda. Myśli, że jest łatwo. Że przejrzała mnie. Że wie o czym jest te parę kartek. Ten lipshit post. Nie jest łatwo. A ona nic nie wie.   
Jest przekonana, że opisałam ją. Przecież powiedziałam jej, obiecałam, że tak zrobię. To tylko mała cząstka prawdy. Jeden proton z całej masy atomowej. Opisałam ją. I siebie. I ciebie. I każdą lipshit girl, każdą czytelniczkę, trolla i psychofankę.
W końcu właśnie tego wszystkie pragniemy. Zostać opisane.
Opisałam przedostatnią z moich kochanek. Każda obecna kochanka jest zawsze przedostatnia. Napisałam...

Nigdy nie wierz komuś kto sprawnie posługuje się słowem. Słowa są wtedy najskuteczniejsze gdy zestawiasz je w fikcję. Fikcja to kłamstwo.

(złodziej miodu)
 - Twoje ciało się zmieniło. Twoja twarz się zmieniła. Masz teraz takie wielkie oczy i wystające kości, i na policzkach, i na biodrach. Masz inny brzuch, inną nagość. Nawet wnętrze twoich ust smakuje inaczej. Te piersi inaczej ciążyły w moich dłoniach. Tylko jedna część ciała nigdy się nie zmienia. Nigdy. No... rozłóż nogi Frankie. Nie daj się prosić...
Turlam się parę razy po łóżku. Trochę wierzgam nogami. Zastanawiam się czy nie sprowokować do odrobiny przemocy, do walki. Stwierdzam jednak, że dominacja trochę mi się przejadła. Szybko się nudzę. Jednak nie zasłużyłaś jeszcze na nową sztuczkę, na  ekspeeerymnt. Decyduję się na stary, ograny numer. Danie, które zawsze się sprawdza, nawet na skromnych przyjęciach. Coś pospolitego, jak pizza, frytki. Coś co nawet kiepskie jest dobre.
- Jesteś jak Dostojewski.
- Coś ty, kurwa, powiedziała? - ze zdumienia aż siadam między twoimi krągłymi udami
- Mówię, zróbmy to jak pieski.
- Coooo?
- Mówię, że ten lubrykant jest kiepski.
Zaczynam się śmiać. Z siebie. Z pretensjonalnego dupka jakim jest Katarzyna Frank.
Kładę się na tobie i nagle przypominam sobie jaka to przyjemność. To niebiańska przyjemność czuć odrastające włoski twojej wygolonej cipki, jak kłują mnie w brzuch, by potem ześlizgnąć się na udo, zgięte między twoimi nogami. Czuję chłód śladu wilgoci, od pępka aż po pachwinę. Jedną ręką chwytam cię za włosy, tuż koło maleńkiego ucha podziurawionego diamencikami i całuję cię w usta. Układam język w bliźniaczy sposób do drugiej dłoni, szukającej łechtaczki, naśladuję sposób w jaki zaraz ułożę język w twojej wilgotnej cipce. Już czuję ten smak. Unoszę się nad Tobą, tak byś czuła tylko mój język w ustach i tylko palce na spuchniętej łechtaczce. Ma mnie nie być. Mam zniknąć. Ma być tylko przyjemność.
Wszystkie twoje zagłębienia, dołki. Wysklepione pachy, gdzie zapach mleka przyprawiony jest korzenną, zwierzęcą nutką. Zbieram czubkiem języka skrzący się cukier puder z każdej miękkiej krawędzi, na przekór zjeżonym puszkom.
Twoja cipka, jest taka delikatna, ale w środku już zaciskają się silne mięśnie. Ten pierwszy dotyk jest zawsze zaskakujący. Miękkość warg sromowych, słone, śliskie wejście, które otwiera się jakby przebudzone, wypływa na otwartą, zdumioną dłoń. Ukrop i mnąca się, pomarszczona skóra na palcach, jak po kąpieli we wrzątku. To jest jak wykradanie miodu, najpierw jednym palcem, samym czubkiem, nieśmiało. Potem zachęcona pomrukami królowej będę kradła całą dłonią. Bezczelnie. Szybko. Śmiejąc się do kropel pryskających na mój piegowaty nos.  

4 s.k.

wtorek, 16 października 2012

Nagroda. Część III.

 czyli naukowe rozważania Fantastycznej Franciszki. Część trzecia. I ostatnia.

Opisać znaczy przeżyć. Przeżyć znaczy opisać.
(K. Frank)

Powtórzmy to raz jeszcze. Zdekonstruujmy moją fantazję pod kątem erotycznej bierności. Utrwalmy przerobiony materiał.
Konstrukcja tej fantazji zakłada MOJĄ (obiektu) bierność. Nie uczestniczę w działaniach erotycznych, nie uwodzę, nie staram się. Mężczyzna (podmiot) pożąda mnie i manifestuje swoje pożądanie tylko dlatego, że istnieję, że jestem (obecna). I nie dlatego, że jestem jakaś, określona, że działaniem czy werbalnie muszę potwierdzać istnienie cech mających wpływ na moją atrakcyjność czy na sytuację erotyczną. Jestem atrakcyjna, jestem pożądana bo JESTEM (sobą).

sobota, 13 października 2012

JESTEŚ W FILMIE N. Blackman

Nicole Blackman
JESTEŚ W FILMIE
Tłm. Katarzyna Frank

to żaden zaszczyt próbować kochać się z mężczyznami
którzy wiedzą tylko jak się pieprzyć
mężczyzna, po mężczyźnie, po mężczyźnie
wychowani na pornosach

poniedziałek, 8 października 2012

Odpowiedź. Część II.


czyli Naukowe Rozważania Fantastycznej Franciszki. Część druga.

Odpowiedź brzmi;
BIERNOŚĆ. Erotyczna bierność.

Bierność jest głównym punktem programu. Jest klu i jest kluczem. Nie fetyszyzm, nie kontrola wynikająca z konstrukcji, nie tak jak ktoś sugerował w komentarzach „poczucie winy z powodu własnej, nieposkromionej seksualności”. Najbardziej uniwersalnym elementem, punktem wspólnym dla wielu kobiecych fantazji jest bierność. Ilustrowana w tej fantazji jest właśnie MOJA bierność. Całkowita. Nie uczestniczę w działaniach erotycznych, nie wodzę na pokuszenie, nie staram się. Nie muszę nawet kiwnąć palcem by osiągnąć orgazm. Znajduję się w samym centrum erotycznego zainteresowania. Jestem wystawiona na działanie męskiego pożądania, którego nie można zakwestionować (dlatego lepiej w fantazji sprawdza się mężczyzna, moc jego pożądania jest demonstrowana wizualnie w postaci wzwodu, który jest wycelowany prosto w obiekt, jak palec wskazujący). Jestem sceną, środkiem erotycznego przedstawienia. Muszę tylko być. Sobą. Nie muszę uwodzić, prowokować, pobudzać, pracować. Nie ma żadnego uciążliwego partnerstwa. Imperatywem jest nie tyle przyjemność, co MOJA przyjemność. Samolubnie, egocentrycznie, muszę tylko rozłożyć nogi, wypiąć pupę czy opaść na plecy. Wszystko zadzieje się dla mnie, na mnie i poza mną. Bez wysiłku i skutecznie.

Erotyczny narcyzm przejawia się właśnie w bierności. To podstawowa część składowa większości kobiecych fantazji (od uwiedzenia w miejscu pracy, po przez pozorowany gwałt, submisywność, seks niehetero, seks pod wodą i w kosmosie, itp, itd... ). Nie kontrola, nie władza. Chcemy być leniwie wystawione na działanie czyjegoś pożądania, być obiektem czyjeś erotycznej pracy. Pragniemy szczytować automatycznym orgazmem, który pojawia się tylko za sprawą cudzych starań, a po wszystkim, najlepiej by nas ktoś przytulił, pocałował i zapewnił o naszej wyjątkowości, o niecodziennym, rewolucyjnym charakterze tego co zaszło.

Rozmawiam ze znajomymi bi-ciekawskimi dziewczętami, aspirującymi nieheteryczkami. Staramy się wspólnie dotrzeć do samego środka, do niezmiennych stałych ich niehetero fantazji. Co się okazuje; bi-ciekawska fantazja jest zbudowana wokół pozycji biorcy. Dziewczyny przyznają, że w ich fantazjach partnerka jest zawsze bardziej doświadczona, wie co robi, pragnie mocniej i jak to lezba, znajduje przyjemność w samym zaspokojeniu exstraight księżniczki, nie upominając się o wzajemność. Owe fantazje nie są skonstruowane w sposób „więc idziemy do łóżka, gdzie najpierw strzelam jej minetkę, a później ona mi palcówkę”. Te fantazje to „ona zaciąga mnie do łóżka, bo przecież tak bardzo mnie pragnie, bo to ona, nie ja, wie jak mnie pragnąć, więc najpierw strzela mi minetkę, a później palcówkę”. Gdy nieśmiało pytam, a co potem? Co dzieje się po minetce i palcówce? „Wtedy ona proponuje, żeby mnie związać”. No cóż, droga aspirująca niehetero, związana już na pewno nie wymienisz erotycznej przysługi, jedynie wciąż będziesz obiektem. Możliwe, że i bi-ciekawska nawet chciałaby perwersyjnie rozpaloną lezbę podotykać między nogami, ale przecież ta bardziej doświadczona wie lepiej, to na niej spoczywa odpowiedzialność za wszystko co się zadzieje w łóżku, więc po co wychodzić z inicjatywą? Bi-ciekawska przyzwyczajona do męskiego wzorca pożądania, wychowana do seksualnej bierności, bez pomysłu na przełamanie przyzwyczajeń, nie fantazjuje o wspólnym, erotycznym tańcu, którego kroków nie zna, ale chce się uczyć. Fantazjuje o kimś „kto zna jej ciało, równie dobrze co ona sama” , marzy o pięknej kobiecie, która naciśnie właściwy guzik i wszystko zadzieje się samo. Jak za potarciem magicznej zapałki. Prosto do gwiazd.

Rozmawiam z bi-ciekawskimi dalej, drążę, szukam erotycznego klucza w reprezentacji popkulturowej. Najczęściej jako przykład reprezentacji bi-ciekawskiej fantazji dziewczęta wymieniają scenę erotyczną z „Black Swan”. Mamy tutaj bi-ciekawską, nierozbudzoną, ale udręczoną istotkę (syndrom cierpiącej artystki?), która bez żadnych konsekwencji realizuje na srebrnym ekranie uniwersalną fantazję o bierności. Nina, po śladowej grze wstępnej, bardzo szybko opada na plecy i bardzo szybko dochodzi. Nie robi nic, kompletnie nic, prócz tego, że najpierw zamyka na klucz drzwi swojej dziewczęcej, różowej sypialni, w ten sposób ukrywając się Z (podmiotem) i ukrywając się PRZED (realnym), potem rzuca się na Lily i ściąga jej spódniczkę. Po szczytowaniu, Nina natychmiast traci przytomność / zasypia. Wkrótce po przebudzeniu okazuje się, że erotyczne doświadczenie było tylko snem, fantazją, nie odnosiło się do realnego i nie niosło doświadczenia. Nie wydarzyło się nic, co zasługuje na wzajemność. Nic co niesie ze sobą jakiekolwiek konsekwencje. Nina zostaje zdominowana przez Lily, poddaje się jej woli, szczytuje i budzi się, by przekonać się, że była jedynie projektantką swojej fantazji o bierności. Cóż, brzmi znajomo...

Jeśli potrzebujemy bardziej masowego dowodu na uniwersalność biernych fantazji, nie trzeba szukać daleko. Pisałam już o tym w recenzji, że „Fifty Shades of Grey” jest zbudowane wokół bierności, narcystycznego erotyzmu i seksualnego lenistwa.
„ Podróż kończy się tam gdzie się zaczyna. Na zaspokajaniu. Kogoś lub o coś. Tylko jeden partner jest aktywny. Anastazja, jak przysłowiowa księżniczka, leży i doznaje, a automatyzm orgazmu wynosi ją na wyżyny. Nie musi robić nic. Musi tylko trzymać ręce przy sobie. Podmiot i obiekt uprzedmiotawiają się nawzajem. ”
Stand still, Anastasia”,  Nie ruszaj się, Anastazjo.” , „Nie rób nic Anastazjo.” To zdanie klucz do całej powieści, nie do submisywności bohaterki, ale do jej bierności. To zdanie podnieca miliony kobiet na całym świecie. To zdanie, jeśli wiesz jak je wykorzystać, może cię uczynić bardzo, bardzo bogatą.

Jaki wiatr przywiał do nas epidemię erotycznego narcyzmu? Kto zaprosił na naszą orgietkę Pannę Bierność? Ostatnio usłyszałam od dziewczyn, znacznie mądrzejszych ode mnie, że jesteśmy wychowywane do erotycznej bierności. Mit o księciu na białym rumaku, wyposażonym w erotyczną wiedzę, gorące pożądanie i sztywnego fiuta, jest na stałe wypalony w naszych seksualnych matrycach. Nie dziwmy się więc, że w dobie emancypacji i obowiązku przejęcia kontroli oraz odpowiedzialności za własny orgazm, to właśnie seksualna bierność staje się siłą napędową większości fantazji. Nakłada się na nas obowiązek nie tylko troszczenia się o własne „ wielkie o” czy „punkt g”, ale również obowiązek zdobywania wiedzy na temat seksualności, sposobów na jej realizację. Mamy być świadome, mądre i samowystarczalne. A chciałoby się, choć raz, by ktoś wiedział lepiej, wiedział co, jak i gdzie. Bez podpowiadania, bez pokazywania, bez udziału naszej woli czy wiedzy. Marzy nam się by wyłączyć myślenie, zgłupieć i całkowicie polegać na kimś, kto pragnie nas tak mocno, że do szczęścia wystarczy mu tylko nasz wilgotna obecność. Po prostu być, doświadczać i nie martwić się o nic. I co raz częściej fantazjujemy właśnie o tym. O rozkładaniu nóg i wiązaniu rąk nad naszymi głowami.

I tak o to zawód dominatrix przeżywa kolejny renesans. Za co niektórzy płacą profesjonalnym dominom? Wbrew pozorom nie zawsze za to, że by być poniewieranym, oplutym, zdeptanym i obrzuconym paroma wyzwiskami. Płaci się również za to, by choć przez chwilę znaleźć się w centrum seksualnego przedstawienia, w oku cyklonu, który kontrolujemy. Submissive projektuje grę, nakreśla jej ramy i płaci profesjonalistce za wykonanie jej. A nawet jeśli ktoś jest na tyle seksualnie leniwy, że nie chce nic projektować lub lubi erotyczne niespodzianki, gdy tylko znajdzie się w rękach dominatrix, może liczyć nie tylko na silne bodźce, ale również na to, że erotyczna uwaga, zainteresowanie będzie cały czas na niego skierowane. Domina nawet na chwilę nie spuści czujnego oka z fantazji, potrzeb i zachcianek podległej, w między czasie sumiennie wykonując pracę nad jej bierną seksualnością.

Oczywiście po drugiej stronie lustra, w Krainie Tysiąca Randek, wygląda to trochę inaczej. Nagle budzisz się w świecie, gdzie każdy chce być submissive. Często randkowa rozmowa, owo ostrożne badanie erotycznego pola minowego w drodze do łóżka, wygląda tak ;

„Lubię być zdominowana w łóżku.”
„ No.. ja też....”
„No ale ja jestem submissive. Nie potrafię switchować. Nie potrafię uderzyć kobiety, nawet piórkiem po pupie.”
„ Hm... no... ja też. Absolutnie nie potrafię dominować i nie chcę się tego uczyć.”

I co wtedy? Zaczynają się przepychanki w łóżku, gdy czeka się aż ta druga strona podkręci się i zacznie, żebyśmy mogły sobie spokojnie poleżeć lub wypiąć się. Część z nas chce projektować gry, ale w innych grach niż te własnego projektu, nie weźmie udziału. Wciąż szukamy tej, która wie lepiej/więcej. Wciąż szukamy tego, który będzie bardziej skłonny do zaspokajania nas niż my skłonne do wzajemności. Pół biedy jeśli sypiamy z facetami. Erotyczna konstrukcja, tych w gruncie rzeczy prostych zabawek zwanych fiut... przepraszam... mężczyznami, z pobudek biologicznych, sprzyja przyjmowaniu pozycji aktywa. Ale jeśli bzykamy zazwyczaj panienki .... Ciężki jest lesbijski seks, w którym większość z nas marzy by się po prostu odwrócić, paść na plecy, opaść na czworaka, a potem zapaść w miękki sen i już się nie martwić, że tam obok ktoś czeka na swoją kolej. Erotyczny narcyz wzajemność odbiera jako ciężki obowiązek. Jako obrabianie erotycznej pańszczyzny. Znacie to? Pracujesz nad dziewczyną, przewracasz ją, obracasz, wyginasz się na wszystkie strony, yoga, kamasutra i punkt „g”, trzy palce, dwie dłonie, język i wibrująca obrączka na nosie. Cuda wianki. Gdy wreszcie nadchodzi Twoja kolej, najpierw musisz delikwentkę dobudzić (co? ... ach, tak... no tak... już, już, poczekaj tylko chwilkę się zdrzemnę). Delikwentka wygodnie kładzie się na brzuchu między twoimi nogami, zaczyna podstawową kombinację (język+palec, nie yoga, a raczej wf) i opiera czoło o twój wzgórek łonowy, bo nie ukrywajmy, trochę już przysypia. Więc zaczynasz się zastanawiać, czy przypadkiem nie zamarkować paru skurczy, paru krzyków, bo przy takim tempie i temperaturze wrzenia co najwyżej włos łonowy Ci się mocniej skręci, a biedaczce naprawdę oczy się już kleją. Znacie to? To się nazywa wspaniały, ale cholernie ciężki seks lesbijski. Tutaj „JEJ Orgazm Najpierw” nic nie pomoże.


W następnym, ostatnim już odcinku opowieści o seksualnej bierności i erotycznych narcyzach, zasłużona nagroda, za wytrwanie w kleszczach lipshitowej zagadki.
Jeszcze później, porozmawiamy o KLĄTWIE BISEKSA, czyli dlaczego biseks, jako niższy w hierarchii niehetero, jest postrzegany jako zobowiązany, albo co gorsza, zdeterminowany, do obrabiania sex pańszczyzny. 

poniedziałek, 1 października 2012

Zagadka. Część I.

czyli Naukowe Rozważania Fantastycznej Franciszki. Część pierwsza.

“I don't care what you think about me. I don't think about you at all.” 


Nie ma większego bólu niż pisać piękne książki, których nikt nie chce wydać. Nie ma gorszej klątwy niż mieć talent i zużywać go na niewłaściwe czy niesprzedawalne. To musi być naprawdę wspaniałe, móc usiąść do klawiatury, z zamiarem wyprodukowania tego czego ludzie chcą, nie tego czego chcesz Ty i za każdym naciśnięciem klawisza słyszeć brzęknięcie zarobionej złotówki. Neurotyczny dandys nie potrafi zarabiać pieniędzy, ba, nawet gardzi zarabianiem pieniędzy. Zdycha z głodu, szlachetniejąc z minuty na minutę, w przeczuciu dokonania czegoś pięknego i całkowicie bezużytecznego, czegoś rewolucyjnego. W tak zwanym między czasie, pomiędzy dylematami w stylu fajki czy obiad, rachunek za telefon (którego dandys nie używa) czy nowy pas do pończoch czy wzmacniane w kroku legginsy, neurotyczny dandys nie może się doczekać by wreszcie umrzeć tak naprawdę i zostać docenionym... Ale ale, dość już o mnie. Wszakże jest to tekst o .... mnie. Tak czy siak jest zawsze o mnie. Ja, ja, zawsze ja. W poniedziałek Ja, w srątek piątek Ja ...

środa, 19 września 2012

Out of the sex box

Dzisiaj Ciocia Kasia opowie o strachu przed seksem. Opowie o wibratorach.

Dwie singielki, Katarzyna Franciszka oraz Agnes, siedzą w jasnej, wygodnej kuchni. Są takie mieszkania i kuchnie pełne gładkich powierzchni, wygodnych sprzętów i mocnego światła rozpraszającego ewentualne wątpliwości. Mieszczańska wygoda i poczucie bezpieczeństwa. Pełna lodówka i zaburzenia odżywiania. Sączymy wino, jemy eklerki, palimy papierosy siedząc na szerokim parapecie i majtając w powietrzu stopami w rajstopkach. Aż w końcu musi nadejść ten moment, w którym Franciszka zacznie się czymś niezdrowo ekscytować. Zawsze nadchodzi taki moment. Niezdrowa ekscytacja jest równie nieodłączna co moja postępująca neuroza.

poniedziałek, 17 września 2012

Cal Skór (fragmenty)

KASIA PEPPER I CAL SKÓR
fragmenty

- To spotkanie jest równie fascynujące co nieuniknione. - powiedział rudy sfinks i przeciągnął się.
Tomasz podniósł głowę z jego rudej piersi i oparł się na dłoni, by móc na niego patrzeć. Lubił na niego patrzeć. W powietrzu było mnóstwo wilgoci, która skraplała się na nagiej skórze. Hazel westchnęła ciężko i przetoczyła się na plecy.

niedziela, 2 września 2012

Always summer. Always alone.

“If it could only be like this always.
Always summer, always alone, the fruit always ripe...”
― 
Evelyn WaughBrideshead Revisited


" In all the scanty stories she told about them, her parents were as alien to his sympathetic understanding as anything in the novels of Evelyn Waugh. Had people like that ever really existed? "
Richard Yates "Revolutionary Road"

- To był męczący dzień.
- A który nie jest? - trę twarz, wcierając w skórę resztki wyjściowego makijażu. - Nie nadaję się do tego. Do ludzi.
- Przyniosę Ci koc. Będziesz pisała? Robi się ciemno.

niedziela, 19 sierpnia 2012

Submissives. Dziewczęta, które robią to naprawdę.

The other solution is, of course, the masochist solution, which is
“Let me maintain the appearance of the woman, domina, as the boss.
I accept my inferior role but secretly I am the master because I write the very scenario
of my inferiority."
(S. Zizek)

To jest taka trochę dziwna dziewczyna. Z reguły. Ani skromna bibliotekarka, ani seksowny wamp. Taka dziewczyna, która niczego się nie boi, ale nigdy o sobie nic nie mówi. Nosi czarny płaszcz w samym środku lata. Starannie obciąga długie rękawy sukienek. Unika głębokich dekoltów i krótkich spódniczek. Poprawia golf czy apaszkę. Obwiązuje nadgarstki szerokimi bransoletami i grubymi paskami zegarków. Jej pończochy i rajstopy nie przepuszczają światła. Starannie wybiera krzesło zanim usiądzie, a mimo to wierci się, wciąż wierci się na nim.

poniedziałek, 13 sierpnia 2012

LIPSHIT CZYTA: pięć razy papierowy porn


LIPSHIT CZYTA: PAPIEROWY PORN czyli PIĘĆ książek pornograficznych

... na które warto poświęcić swój czas
... albo pieniądze
... albo poszukać ich w najbliższej bibliotece, z pewnością można je tam znaleźć

Pornografia powinna być przyjemnością, aczkolwiek nie musi być guilty pleasure. Prezentuję subiektywne zestawienie ulubionych, książkowych pornosów wybranych z myślą o kobietach i dziewczętach, przez pornografkę, która wyznaje wyższość papierowego pornu nad wszelkim innym. Papierowy porn uruchamia wyobraźnię, pozostawia wiele miejsca na indywidualne apetyty, sublimuje zamiast edukować, nie krzywdzi nikogo, żeruje jedynie na fantazji odbiorcy i autora.

środa, 8 sierpnia 2012

LIPSHIT CZYTA: 50 Shades of Pale

50 Shades of Pale
czyli jak Katarzyna Frank bladła co raz bardziej. 

Przeczytałam. Nie będę ściemniać, że musiałam z racji pisanej przeze mnie literatury. Chciałam. Miałam chętkę na niegrzeczną książkę. Starałam się panować nad chętką, jako że choruję na nadmierne budowanie oczekiwań wobec pop kultury. Po trzydziestu latach jej pochłaniania wiem czego chcę. I zazwyczaj tego nie dostaję. Na szczęście istnieją dobrzy rzemieślnicy czerpiący satysfakcję z najprostszych rozwiązań i chwała im za to.

piątek, 3 sierpnia 2012

Garderoba Profesora Sparka (fragment)

GARDEROBA PROFESORA SPARKA
fragment                                         
                
Wciąż ryzykowałem przesiadywanie w szafie. Dyscyplina Panny Pe leżała na toaletce, porastając skórką kurzu. Widywałem Victorię tylko na próbach. Komenderowała z nieustępliwością małego hitlerowca. Zawsze byłem nie dość kompetentny, nie dość plastyczny. Obserwowałem czy źrenice jej błękitnych oczu rozszerzają się, czy żyłka na szyi podskakuje intensywniej. Jedynie niekontrolowane odruchy ciała sugerowały, że pod czarną sukienką kołacze się satysfakcja. Mozolnie brnęliśmy dalej. Celowość naszych działań rozmywała się. Bez obecności Mony i jej artystycznej licencji na popełnianie błędów, czułem się zagubiony. Dotkliwiej odczuwałem, jak bardzo jestem wystawiony na łaskę i niełaskę Victorii. Za dnia miotałem się po scenie, czytając wciąż te same, żółknące strony. W nocy miotałem się z chęci zemsty. Turlając się w przepoconej pościeli, w moim wyziębionym, obskurnym pokoiku, budziłem się z kolejnego koszmaru polucyjnego, by niczym lunatyk narzucić coś na grzbiet i taksówką pojechać pod pusty teatr. Przemykałem się tylnimi drzwiami, ukrywałem w szafie garderoby. Czekałem, wciąż czekałem. Samo czekanie urastało do rangi nadrzędnego działania, któremu podporządkowywałem życiowe funkcje, usypiając je, powstrzymując nieubłagany upływ czasu. Traciłem poczucie rzeczywistości.

wtorek, 31 lipca 2012

Kasia Pepper i Zmyślne Dziewczęta (fragment)

KASIA PEPPER I ZMYŚLNE DZIEWCZĘTA
(fragment) 
  
  Panna Pe spędziła na klęczkach już dobre półgodziny. Podwinięte mankiety sukienki zaczynały boleśnie ranić skórę. Paznokcie rozdwajały się od sadzy i smoły. Gdy zanurzała szmatkę w wiadrze z szarymi mydlinami, woda na chwilę przynosiła ulgę.  Ale co to za ulga gdy temperatura ciała wciąż rośnie, a wilgoć zbiera się w jednym miejscu, czyniąc usta suche, oczy podrażnione, a skórę nadwrażliwą na najlżejsze dotknięcie. Zresztą Pannie Pe nie wolno było się dotykać. Nie wolno było przetrzeć spoconej skóry, nie wolno było otrzeć z czoła mokrych kosmyków. Byle muśnięcie pozostawiało tłusty, czarny ślad. A to byłby wspaniały pretekst by ją ukarać. By nazwać ją niegrzeczna pannicą, niezdarną służącą, nieposłuszną dziewczynką, która zasługuje tylko na jedno. Na wszystko, tylko nie to, czego Panna Pe naprawdę pragnęła. To mogło się stać, wystarczyło tylko uparcie popełniać błędy, zmuszać go dyskretnymi szturchnięciami, maleńkimi psikusami by po raz kolejny zaczął mówić o dyscyplinie. Trzeba było się wciąż przesuwać, o parę cali za blisko w kierunku wilgotnego, o parę cali za daleko od wszystkich rozciągniętych w czasie ćwierćtonów i półcieni, z których się składał. Nauka dyscypliny była lekcją cierpliwości. Była wiedzą o drżącym momencie w fakturze wytrzymałości, w którym kara zmienia się w nagrodę, a przemoc przemienia się w czułość. Uleganie nie było stratą charakteru, a jego nabieraniem. To co Panna Pe czuła była dalekie od strachu. Jeśli tylko ją obserwował. A obserwował ją zawsze.

niedziela, 1 lipca 2012

Zrób sobie dobrze. Ebooka.

Okazuje się, że w praktyce jest to o wiele prostsze niż może się wydawać. Jedynym problematycznym momentem jest edycja tekstu do formatu, który pozwoli na wyświetlanie w epubie czy mobie > formatach, które obsługują eczytniki czy urządzenia kindle. Ten tekst ma zainspirować do działania. Możliwe, że będzie później edytowany / update’owany informacjami o wszelakich franciszkowych fuck upach (wciąż są możliwe), o czym dowiecie się na bieżąco z fejsa. Jeśli udało się France, która potrzebowała manuala by nauczyć się obsługiwać timeline’a, jeśli udało się Katarzynie, która po sieci porusza się po omacku, to uda się też wam. 

środa, 27 czerwca 2012

Cały ten cudowny miąższ

CAŁY TEN CUDOWNY MIĄŻSZ
CZYLI LIPSHITOWE BADANIE JĘZYKOWE

Zawsze chciałam to zrobić. Tylko teraz, gdy już to zrobiłam nie pamiętam ani po co, ani dlaczego chciałam to zrobić. 

Pochylimy się nad warstwą językową opisu sceny erotycznej w amatorskiej twórczości kobiet niehetero. Jako obiekt badawczy przyjęłam drugą edycję konkursu na opowiadanie erotyczne na portalu kobiety kobietom. Opowiadań jest dziewiętnaście.

czwartek, 21 czerwca 2012

Podpalić wszystkie majtki w wiosce



Szwendać się koło stajni, zebrać zgraję psów o najbardziej zszarganej reputacji w mieście, na jej czele maszerować przez dzielnicę slumsów i staczać boje z innymi podejrzanymi psiskami – oto, jak Montmorency wyobraża sobie życie.
(Jerome K. Jerome)

Dominantą życia Katarzyny Franciszek jest imperatyw przyjemności. Proces pisania jest bardzo przyjemny. Każdy proces kreatywny zawiera w sobie pierwiastek sensualnej przyjemności. Gorzej z całym gównem, które zaczyna się gdy proces pisania się kończy. To wszystko obok pisania jest tak naprawdę czasochłonne, frustrujące i upierdliwe. Nie trudno jest napisać książkę. Trudno jest wziąć za jej treść odpowiedzialność. Nie potrzeba odwagi by ją napisać. Odwaga jest potrzebna by ją wydać.

niedziela, 10 czerwca 2012

Amerykańska dziewczyna [2]

Jak zwykle powiedziała Matce, że idzie do kina z przyjaciółkami. Na The Way We Were. Matka uśmiechnęła się i poklepała ją po głowie, zaczepiając jednym z pierścieni o jej czarne loczki, wyrywając parę grubych włosów. Potem sięgnęła po swoją kelly bag i wyciągnęła portfel. Dała Annie gruby plik banknotów. 
- Weź koleżanki na jakieś ciastko. Wróć do domu taksówką. Żadnych chłopców. – powiedziała częstując ją papierosem. 

niedziela, 3 czerwca 2012

Proza której nie ma

The polish lesbian fandom CZYLI proza której nie ma

Na wstępie chciałabym podziękować mojej Polonistce - wspaniałej, wyimaginowanej korektorce oraz jedynemu głosowi rozsądku na tym podłym blogu, bez której powstanie tego tekstu nie byłoby możliwe.

To nie będzie tekst o mnie. Możecie spokojnie czytać dalej. Ani słowa o moich literackich frustracjach, lękach, ambicjach, marzeniach. Nie będzie nic o pepperowej panice, w którą regularnie wpadam. Katarzyna Frank woli pozostać w swojej szklanej wieży wypełnionej fetyszami, łodziami podwodnymi, ingliszami, szerlokami, św Kicią i piosenkami arctic monkeys. Popijając herbatkę z filiżanki, zakrywając rąbkiem sukienki dziury w rajstopach, kołyszę się w samotnej łódeczce na środku różowego morza, patrząc jak napis true romance odbija się w….. 

środa, 30 maja 2012

CRASH J.G. Ballard

J.G. Ballard
przedmowa do wydania CRASH z 1995 roku / Vintage 1995
tłm. Katarzyna Frank

Małżeństwo rozsądku i koszmaru, które zdominowało dwudziesty wiek, dało początek narodzinom jeszcze bardziej mętnego świata. Krajobraz komunikacji przesunął się, ukazując widmo złowrogich technologii i snów, których nie można kupić za żadne pieniądze. Termonuklearna broń i reklamy gazowanych napoi koegzystują w przesadnej sferze rządzonej przez reklamę i pseudo-wydarzenia, naukę i pornografię. Naszemu życiu przewodniczą dwa wielkie, bliźniacze lejtmotywy dwudziestego wieku – seks i paranoja. 

poniedziałek, 28 maja 2012

Amerykańska dziewczyna [1]

Gdy Anna otwiera rano oczy, pierwsze co słyszy to trzepot jej własnych rzęs. Potem zaczyna oddychać zleżałym powietrzem pełnym kurzu sączącego się ze starych mebli. Papierosowy dym i zapach wczorajszej kąpieli. Dwa pierwsze oddechy przebiegają bez przeszkód. Zaraz potem skurcz spod żołądka. Zza drzwiami zaczyna szurać gosposia, Rosjanka. Dla Anny wszystkie kobiety z Europy na wschód od Niemiec to Rosjanki. Nie będzie czasu na szybką masturbację pod kołdrą, gdy zwinięta w biała kulkę, Anna pracuje mocno prawą i lewą ręką. 

Przeciąga się. Próbuje sięgnąć i nogą i ręką do przeciwległych krawędzi łóżka. Łóżko jest ogromne, mogłaby się w nim zmieścić cała drużyna pulchnych harcerek. Anna spina mięśnie ud. Stara się skupić na nikotynowym głodzie, ale obraz palców zanurzających się w malinowym budyniu powraca. Paznokcie rozrywają mleczny, delikatny kożuszek by utonąć w aksamitnej masie. Kciuk i palec wskazujący. Potem szybkie oblizanie, mlaśnięcie i dołączamy wilgotny palec serdeczny, o grubej nasadzie, o wystających knykciach. 

Gdy gosposia odsłania rolety jest już po wszystkim. Otwiera okna by przewietrzyć dziewczyński smród. Trzask okiennicy i uliczny wrzask wyznaczają koniec nocnego świata, powrót spod powierzchni cielesnego. Gosposia znika w łazience żeby przyszykować kąpiel. Anna wywalczyła dwie kąpiele dziennie; jedna przed przebraniem się do kolacji, jedna po przebudzeniu. Jej Matka uważa, że to niezdrowe tyle przesiadywać w wannie, niemoralnie próżne gapić się na własne nagie ciało. Dlatego Annie zawsze towarzyszy gosposia. Czasem pomaga jej umyć głowę, czasem siada na krzesełku przy drzwiach i gapi się tępo na czubki swoich przydeptanych pantofli. 

Gosposie zmieniają się często. Zawsze są grube, mocno osadzone na spuchniętych nogach, o spracowanych dłoniach poznaczonych bliznami od kuchennych noży, okrągłymi pieczątkami oparzeń. Są pozbawione głosu, jeśli nie liczyć przeklinania pod nosem, które przypomina modlitwę. Jedna z poprzednich gospoś jako jedyna zapadła Annie w pamięć i zasłużyła na własne rysy twarzy. Bardziej strzelista od pozostałych, o wodnistych, niebieskich oczach. Zawsze ubierała się na czarno. To u niej Anna podpatrzyła, że wdowia czerń może wywoływać szacunek, na który pracuje się jedynie domysłem. Była dumna. Patrzyła uważnie na Annę, jakby wiedziała o wszystkim co kryje się w tej ślicznej główce. To sprawiało Annie zmysłową przyjemność, to nieustanne poczucie nagości, epatowanie wystającymi kośćmi i nie do końca jeszcze rozwiniętymi piersiami. Któregoś dnia, podczas kąpieli, dumna gosposia nachyliła się nad Anną by umyć jej plecy. Szorowała ją w zaparte szczotką, która przypominała akcesoria, które Anna widywała w stadninie. Spod jej czarnego fartucha wypadł różaniec. Rozwinął się jak drabinka sznurowa tuż przed nosem Anny. Gosposia zajęta szorowaniem i rozbryzgiwaniem piany nie zauważyła, że Anna przebiera palcami po paciorkach różańca oddzielonych od siebie supełkami na czarnym sznurku. To było jak zabawianie się jakimś dziwacznie obluzowanym organem gosposi, nitką łączącą się z robaczywym, wdowim sercem. Gosposia odchyliła się, ale Anna nie puściła różańca. Trzymała go mocno w zaciśniętej pięści. Gosposia zaczęła się szarpać, jak wielka wrona, stare ptaszysko na uwięzi. Anna śmiała się i ciągnęła za sznurek z całej siły, dopóki jeden z supełków nie puścił. Parę paciorków wpadło z chlupotem do wanny, między mokre uda Anny. Gosposia powoli wydobyła z czeluści fartucha resztę różańca, który tracąc swój splot zmienił się w zupełnie inny przedmiot. W sznur poznaczony paciorkami niczym cierniami, kolcami supłów. W sznur widziany w stadninie i na średniowiecznych obrazach. Gosposia zwarzyła go parę razy w dłoni. Anna wciąż rozbawiona wpatrywała się w wodniste oczy wdowy. Nie czuła strachu. Nie mogła się doczekać aż wreszcie stanie się coś naprawdę brutalnego. 
Gosposia uniosła wysoko czarny łokieć i zamachnęła się. Anna złapała się za policzek. 
- Jeszcze raz. – Anna rozkazała szeptem. Nie miało znaczenia czy gosposia mówiła po angielsku czy nie. Anna wiedziała, że zrozumie ją doskonale. – Jeszcze raz. Proszę. 

Klika godzin później Anna patrzyła przez okno, siedząc w wykuszu wypełnionym czerwonymi poduszkami, jak gosposię zabiera policja. Mundurowi w rogatych czapkach ciągnęli ją po starannie zamiecionym chodniku. Czarne łokcie wyginały się pod ostrym katem, nad rękami skutymi na plecach. Kobieta nie była już gosposią. Była wdową. 

Anna lubiła wtedy spędzać czas przed lustrem, ostrożnie zrywając opatrunki. Matka pozwalała jej korzystać ze swojej sypialni, z toaletki z kryształowym lustrem. Rodzinny lekarz uspokajał Matkę, że obsesja to również część procesu gojenia, tłumaczył potrzebę godzenia się ze śmiertelnością zewnętrznej powłoki. Anna z niedowierzaniem badała palcami opuchliznę pod okiem. Ślad po uderzeniach różańca zostawił na jej lewym policzku ciąg kropek połączonych czerwonymi zadrapaniami. Jak karykatura uśmiechu, obnażone zęby kościotrupa. Jak rozstąpienie się skóry, ujawnienie tego co po spodem. Jej prawy policzek, prawe oko były nienaruszone. Skóra porcelanowo gładka, pokryta delikatnym puszkiem. Po jednej stronie była młodą damą, lat szesnaście i pół, ukochaną córeczką mamusi, długorękim i długonogim stworzeniem, które lubiło czytać książki i grać na fortepianie. Po drugiej stronie była Anną. Kładła się na łóżku zawsze lewą stroną do lustra. Zamykała prawą część toaletki i opierała stopy w bawełnianych podkolanówkach między kosmetykami matki. Masturbowała się obserwując uważnie, jak rumieniec wydobywa wielkości poszczególnych paciorków różańca i ślady po powiązanym w supły sznurku. Fantazjowała o tym jak jeden z przyjaciół Matki, przystojny, młodziutki profesor antropologii, daje jej w prezencie tropikalną maść i opowiada o sposobach jak zatrzymać ślady po różańcu już na zawsze. Anna wyobrażała sobie jak w zamian za to zmusza ją by wciąż od nowa badać jej policzek, fotografuje dokładnie rany i dotyka ją między nogami. 
  
Anna próbowała prowokować następne gosposie, które precyzyjne jak zegarki, pojawiały się w jej sypialni by opuszczać rolety, podnosić rolety i szykować kąpiel. Wieść o wypadku musiała krążyć rosyjską pocztą pantoflową, bowiem mimo usilnych starań, wszystkie były łagodne, delikatne i ze wszech miar cierpliwe. Siniaki zbladły, opuchlizny zniknęły, a zadrapania zagoiły się dokładnie, nie pozostawiając ani jednej blizny. Ani jednego śladu, najmniejszego zgrubienia, które mogłaby pokazać młodemu profesorowi o pięknych, smukłych dłoniach, mówiąc „o właśnie tutaj wbiła się ostra krawędź koronki…” . W szufladzie, pod skarpetkami, pośród spinek do włosów, które podkradała swojemu przyjacielowi noszącemu jarmułkę, trzymała paciorki różańca. Wydobyła je ukradkiem z odpływu wanny. Nachylała się nad szufladą i walczyła z absurdalną potrzebą by wepchać sobie paciorki do ust i połknąć je. Gdy nie mogła spać rozsypywała je  na podłodze i chodziła po nich na bosaka. Albo klęczała na nich, aż do krwi. Opierała dłonie przed kolanami, kładła spocone czoło na ziemi. Bawełniane podkolanówki szkolnego mundurka doskonale maskowały podrapane kolana. Ale to nie było to samo. Nie potrafiła sama odtworzyć tego co nastąpiło gdy gosposia uniosła dłoń z czarnym sznurem wysoko w powietrze.

część pierwsza z dwóch

czwartek, 24 maja 2012

HISTORIA OKA Bataille

Georges Bataille Oko kota (fragment)

na podstawie angielskiego tłumaczenia Story of the Eye;
tłm. Katarzyna Frank

Dorastałem w wielkiej samotności i jak tylko mogę sięgnąć pamięcią, bałem się wszystkiego co seksualne. Miałem niemal szesnaście lat gdy poznałem Simone, dziewczynę w moim wieku, na plaży w X. Nasze rodziny były w dalekim pokrewieństwie. Szybko staliśmy się sobie intymnie bliscy. Trzeciego dnia po naszym pierwszym spotkaniu, Simone i ja byliśmy sami w jej willi. Miała na sobie czarny fartuszek ozdobiony białym kołnierzykiem. Zacząłem podejrzewać, że jej również udziela się niepokój spowodowany spotkaniem. Czułem się jeszcze bardziej niespokojny niż zazwyczaj, łudziłem się bowiem, że pod czarnym fartuszkiem Simone jest całkiem  naga. 

czwartek, 12 kwietnia 2012

Śniadanie w Hotelu Pod Złamanym Sercem

ŚNIADANIE W HOTELU POD ZŁAMANYM SERCEM

Dear Jordana, you’re the only person I would allow to be shrunk down to a microscopic size and swim inside me in a tiny submersible machine.
Submarine (2010)


- Chciałabym Cię zabrać do kina. Na wiesz-który-film-ten-który-widziałam-już-dwamilionyrazy-ale-chce-go-obejrzeć-z-tobą-bo-bez-ciebie-to-nie-to-samo-zresztą-musisz-go-obejrzeć-jest-fenomenalny-musisz-musisz-musisz.
- Nie mogę. Mam dziś trening pływania synchronicznego.

niedziela, 25 marca 2012

Antyrandka z Sherlockiem

Powszechnie wiadomo, że Katarzyna Frank nie przepada za zjawiskiem fanfiction i wypisała się z fandomu.

Polonistka; Dobra, dobra Frank, ale czytałaś „alone on the water”. Widziałam, ty wstrętna hipokrytko! 
Katarzyna Frank; Oj cicho, cicho… To było podczas PostRFallDepressionDisorder. Raz się nie liczy, prawda?

Nie byłabym sobą gdybym zdecydowała się na krytykę zjawiska, którego nie umiem tak do końca pojąć. Nie umiałam się jednak powstrzymać i zamiast krytyki, w całej swej narcystycznej megalomanii, przedstawiam swoją własną wersję fanfika. Oto szerlokowy ANTYfanfik z fikołkiem. Czytać z przymrużeniem jednego oka. Drugie proszę zostawić szeroko zamknięte. 

niedziela, 11 marca 2012

Kasia Pepper dziewiątego dnia marca

Dziewiątego dnia marca w kalendarzu stoi Katarzyny Franciszki.

***

Kasia Pepper trzasnęła z impetem drzwiami, ale postać stojąca przy oknie nie zareagowała. Kasia rozważyła przez chwilę wykonanie paru złośliwych, dramatycznych gestów,  takich jak ponowne otworzenie drzwi i epickie trzaśnięcie pełną parą, po uprzednim waleniu obcasami po schodach, ewentualnie skakanie po bambusowej wycieraczce, gwałtowne dyszenie i niestosowne szeleszczenie halkami spódnicy w czerwone różyczki. Powstrzymała się wyrównując oddech. Postać stojąca przy oknie, wyprostowana jak struna, z rękami splecionymi na plecach, mówiła. Cały czas mówiła, pewnie zanim Kasia Pepper zaczęła wbiegać po schodach. Mówiła aksamitnym, lekko zachrypniętym głosem, metalicznie ostrym, jakby nie używała go od wielu dni, mówiąc do siebie jedynie, tylko w myślach. Mówiła…

niedziela, 4 marca 2012

Bi histerie


Z dedykacją dla wszystkich wspaniałych dziewczyn, które nie boją się ze mną rozmawiać, mimo że wiedzą. 

Mnóstwo rozmów z kobietami. Kobiety opowiadają wspaniałe historie. Ćwiczę się w trudnej sztuce NIE dorywania się do głosu. Jestem kompulsywnym kleptomanem cudzych historii, podstępnym złodziejem najlepszych słów. Słucham i notuje w głowie. I zawsze ostrzegam, że Twoja historia nie jest ze mną bezpieczna. Zostanie opowiedziana. Mogę tylko obiecać, że będzie przefiltrowana przez moje pojmowanie języka, więc i tak jej nie rozpoznasz. Może rozpoznasz w niej siebie, ale nie to jak o sobie opowiadasz. Jestem kronikarką, która wie więcej niż zostało powiedziane. Nawet jeśli czegoś nie powiedziałaś, to ja z chęcią powiem to za Ciebie. I lepiej wiem, co miałaś na myśli. Wspomniałam coś, o NIE dorywaniu się do głosu… phi…

poniedziałek, 13 lutego 2012

ME porn

Pokaż mi swoje porno, a powiem Ci co lubisz w łóżku. Niby straszna, bzdura, nie? Zastanówmy się nad Twoim porno, a powiem Ci o czym nie lubisz mówić. Obejrzyjmy razem Twoje porno, jeśli nie masz odwagi skomunikować się ze mną werbalnie. I tutaj zaczyna się zabawa. 

poniedziałek, 6 lutego 2012

I don't date.


Narrator:
When people think you’re dying, they really, really listen to you, instead of just…
Marla Singer:
- instead of just waiting for their turn to speak?
(FIGHT CLUB)

 W tym miejscu powinien się znajdować wściekły bluzg na następujące tematy;

· Strefa blog/blogfanowska w sieci i hektolitry kreatywnej energii, którą wysysa i wypluwa takie życie poza życiem.
· brutalna, ociekająca krwią korespondencja na temat tego, że nie można wypisać się z fandomu i nie można mieć kanonu w dupie. Otóż można.

środa, 1 lutego 2012

Stalker


Każdy ma swojego stalkera. Przynajmniej jednego. Wewnętrznego lub zewnętrznego. Czasem obu na raz. 

Wewnętrzny stalker to wszystko co cię co ogranicza i powstrzymuje. Coś czego nie możesz się pozbyć, choć tak bardzo byś chciała. W moim przypadku to wewnętrzny cenzor. Polonistka, którą wyczytałam na facebooku u Witkowskiego. Polonistka, której hobby jest wciskanie backspace. Polonistka, która przekonuje mnie, że nigdy nie dorosłam, nie ukończyłam szkoły podstawowej i nie mam prawa upubliczniać jakiegokolwiek słowa. Polonistka, która sączy do ucha wszystkie „nie dość” i „za bardzo” i „za późno”. 

Zewnętrzny stalker to uzewnętrznienie wszystkich lęków. Rozkazy polonistki wykonywane posłusznie przez moje palce, uzewnętrzniają się w postaci realnych zdarzeń, ciągów przyczynowo skutkowych i bolesnych konsekwencji. Podczas gdy istnienia wewnętrznego stalkera domyślasz się mniej lub bardziej świadomie, zewnętrzny przybiera rzeczywistą formę. Nie wierzysz lub starasz się nie uwierzyć w istnienie każdego z nich.

Swojego zewnętrznego stalkera zobaczyłam, któregoś zimowego wieczora. Zasiedziałam się przed laptopem, nie zauważyłam, że jest naprawdę późno. Wyprowadzam więc buldożkę na zbyt późny spacer. Zapalam papierosa, stawiam kołnierz płaszcza i zaczynam okrążać podwórko przed domem. Jak rozsądna dziewczynka zawsze w kręgu świateł latarni. Zawsze w obrębie pomarańczowego światła, odbijanego od wątłego śniegu. Po drugiej stronie ulicy, pod wysokim, szarym murem, poruszył się jakiś cień. Pierwsza myśl „nie przesadzaj”. Więc wytężam wzrok, próbując się przekonać, że to cień drzewa/samochodu/psa. Cień ożywa i zaczyna biec, by ukryć się w głębszym cieniu, najwyraźniej spłoszony moim wzrokiem. Ma czarną głowę, czarne ciuchy i białe buty. Pierwsza myśl „doigrałaś się”, „zasługujesz na to”. Pasywne mechanizmy przemocowe. Uciekać czy poczekać, godząc się z losem? Gdy wpadam do domu, trzęsą mi się ręce i zaczynam strasznie dyszeć.

W głowie pojawia się precyzyjna myśl. Zrób to za niego. Zacznij wysyłać do siebie dziwaczne maile. Wsadź do skrzynki dziwaczny list. Wysyłaj do siebie okrutne smsy. Wyślij do siebie paczkę zagrażającą zdrowiu. Zrób wszystko to, co on mógłby zrobić zanim zrobi to. A potem wykasuj bloga, wykasuj konto na facebooku, wyrzuć telefon do rzeki i powiedz, że to przez niego. Przez twojego pieprzonego stalkera.  Będziesz miała pretekst by uciec przed światem, przed konsekwencjami wszystkich marzeń jakie starasz się urzeczywistnić. Będziesz miała pretekst by narodzić się na nowo. 

I będziesz mogła powiedzieć „może by mi się udało wydać książkę/znaleźć dobrą pracę/znaleźć partnerkę/urodzić dziecko/wyleczyć się z ED/ wyleczyć się z dyskalkulii/nauczyć się pływać /nauczyć się prowadzić samochód/nauczyć się francuskiego/nauczyć się gotować/być szczęśliwą… ale widzisz, on mi grozi, jestem w niebezpieczeństwie. Muszę odjeść. Zniknąć. Ukryć się.” I dajesz sobie wreszcie pozwolenie by utyć i zostać kasjerką w supermarkecie. Czujesz niesamowitą ulgę. Bo nie masz już żadnego stalkera. 

piątek, 27 stycznia 2012

LIPSHIT OGLĄDA: BBC Sherlock. Solitaire in reverse.


- Beautiful, isn't it?
- I thought you didn't care about...
- Doesn't mean I can't appreciate it.

Są spoilery.  Robienie czegoś po raz kolejny nigdy nie jest tak przyjemne jak za pierwszym razem. Tablicy z żaróweczkami nie będzie.

środa, 25 stycznia 2012

Forget Jesus

Lawrence Krauss Forget Jesus

Every atom in your body came from a star that exploded. And, the atoms in your left hand probably came from a different star than your right hand. It really is the most poetic thing I know about physics: You are all stardust. You couldn’t be here if stars hadn’t exploded, because the elements - the carbon, nitrogen, oxygen, iron, all the things that matter for evolution and for life - weren’t created at the beginning of time. They were created in the nuclear furnaces of stars, and the only way for them to get into your body is if those stars were kind enough to explode. So, forget Jesus. The stars died so that you could be here today.

wtorek, 24 stycznia 2012

Smoking habit

Jest niedziela, 22.01.2012. Franciszka leży na dywanie. Jest ubrana w czarną górę od kostiumu, pudrowo różową spódniczkę, kozaki w stylu emu i czepek kąpielowy w kolorze kości słoniowej. Czepek kąpielowy jest o tyle istotny, że Franciszka nie umie pływać. Co nie jest istotne, to fakt, że nie ma prawa jazdy i ma lęk wysokości. Poprawia na nosie aviatory w czerwonych oprawkach. Pali papierosa i myśli. Myśli, w jaki nowy sposób podręczyć swoją ulubioną bohaterkę literacką, Pannę Kasię Pepper.

piątek, 20 stycznia 2012

LIPSHIT OGLĄDA: Gdzie są Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet?

Uwaga, w tekście znajdują się spoilers. Zawsze chciałam to napisać. Co prawda, nie będą to spoilers dotyczące Dziewczyny z Tatuażem, ale….

- No i jak ci się podobał film? – pyta mnie E. gdy siedzimy sobie nad najlepszą wiśniówką w mieście
- Jaki film? – pytam marszcząc nos
- No ten, na którym byłyśmy … - E. zerka na zegarek - … niespełna godzinę temu. Ten w którym jedli frytki, zupki chińskie i kanapki z ogórkiem. 
- Nie wiem. Nie pamiętam. Pamiętam tylko, że ścierpły mi nogi.

poniedziałek, 9 stycznia 2012

Deal


z dedykacją dla B.

Mam przyjaciółkę. Betty. Od kilku lat żyje w udanym, szczęśliwym małżeństwie. Ma fenomenalnego dzieciaka, fajnego łobuziaka z ogniem w oczach. I dziwnego męża. Grubego, łysiejącego, podejrzanego typka. Sama Betty jest niesamowicie atrakcyjna. O kocich ruchach i przyjemnej chrypce. Nigdy nie mogłam zrozumieć o co chodzi. 
- Jak nie wiesz o co chodzi, pewnie chodzi o łóżko, Frankie. Może on jest fenomenalnym mineciarzem? Albo ma pięknego ptaka? Tak zazwyczaj jest, z tymi nieustannie dowcipkującymi, pewnymi siebie grubasami. Zresztą to nie twoja sprawa. – powtarzałam sobie

poniedziałek, 2 stycznia 2012

Lista Książek Zjedzonych 2011

Klasycznie...

1. James Ellroy WIELKIE NIC
Postmodernistyczny Dostojewski. Pozorny mizogin, homofob i rasista, po mistrzowsku rozprawia się z mizoginią, homofobią i rasizmem w swoich projekcjach – fantazjach o złotej erze Hollywood. Izolacja od współczesnej kultury daje znakomite efekty. Mistrz nie potrzebuje świata zewnętrznego. Kreuje własny, równie symbolicznie umowny co świat rzeczywisty. 
Polecam tropicielom literatury queer. To jest bardzo queerowa książka. Niehetero postacie są integralną częścią uniwersum Ellroya, występują w każdej jego książce. Tutaj mamy bohatera z queerowej krwi i kości.  
Mam kompleks Ellroya. Izolacja i pełne zanurzenie we własnej wizji świata straszliwie kusi.