sobota, 17 grudnia 2011

True romance


I don’t want to live forever. I want to live twice. 
I don’t want to love forever. I want to love once.
True romance.

Leżałyśmy na dywanie słuchając pewnej dziwnej płyty o podróżach w czasie. Zapatrzone w sufit jakbyśmy obserwowały ogony nie istniejących komet, jakbyśmy liczyły wyimaginowane gwiazdy. W rzeczywistości wsłuchane w reakcje ciała, powoli wypełzające na wierzch, jak bąbelki powietrza z głębin czystej wody. Czy nie oddycham za głośno? Czy ona słyszy bicie mojego serca? Może zbyt często przełykam nagle zgęstniałą ślinę, zbyt mocno oblizuję suche wargi? Rozmawiamy o ryzyku. O tym, że będę musiała wszystko postawić na jedną kartę i wreszcie zrobić to. Zweryfikować marzenia. Przekonać się czy śnię o tym co właściwe. Już wkrótce. 

Wzięłaś mnie za rękę. Wzruszył mnie ten gest. Tak bardzo brakuje mi prostych znaków, słów pozbawionych drugiego dna, ukrytych intencji. Poczułam ciepło Twojej dłoni, przepływ życiodajnej krwi. Poczułam porozumienie. Usłyszałam szelest wstążki, która związywała nasz los ze sobą już na zawsze. 

Uniosłam się i położyłam głowę na twojej piersi. Guziki białej koszuli gniotły mnie w policzek. Słuchałam bicia twojego serca. Było co raz szybsze. Upewniałam się czy istniejesz naprawdę. 

Twoje włosy pachną latem. Zapachem przypominasz o tym, że choć raz w życiu musimy umrzeć. Tylko po to by narodzić się ponownie.

Chciałabym zapamiętać cię już na zawsze. Zapamiętać to zimne lato w środku ciepłej zimy.

Kilkadziesiąt minut później wyszarpnęłam się spod ciebie, zapinając sukienkę. 

- To zbyt intensywne. Nie dam rady tego zrobić. – powiedziałam.

Tak naprawdę chciałam powiedzieć:

- To tak intensywne. Nie chcę cię stracić. 

Wzięłam w rękę szklankę z drinkiem. Byłam przerażona. Ścisnęłam dłoń w pięść, by uspokoić jej drżenie. Szklanka pękła kalecząc palce. Wyjmowałaś kolejne drobinki, wysysałaś okruchy szkła, oczyściłaś ranę. Wciąż  kręcąc z dezaprobatą głową i śmiejąc się ze mnie. Jak starsza siostra.

- Kasiu, och Kasiu… - mówiłaś – Musisz uważać na siebie. 
- Proszę, nie ratuj mi życia. – szepnęłam, gotowa by odejść już na zawsze


Wyszłaś za mną z tamtej imprezy. Pojechałaś taksówką pod mój dom. Ukryłaś się w cieniu. Podeszłaś do mnie, gdy z buldożką okrążałyśmy skwerek. 

- A jednak to prawda… - śmiałaś się częstując mnie papierosem – Wróciłaś do domu wyprowadzić psa. 
- Przecież mówiłam… - byłam strasznie skrępowana. Podejrzewam, że nikt do tej pory nie śledził mnie, ale zawsze mogę się mylić. 
- Ostrzegali mnie przed tobą. – wycelowałaś papierosem w moją stronę – Nie ufaj jej, powiedzieli.
- Kto? – 
- Wszyscy. – wzruszyłaś ramionami

Nie zaprosiłam cię na górę, na drinka. Wypaliłam papierosa i grzecznie pożegnałam się. Razem z buldożką, przez wąskie okienko na klatce, obserwowałyśmy jak w zacinającym deszczu próbujesz złapać taksówkę. 


Śmiejesz się ze mnie gdy mówię że:
Lubię pić herbatę z filiżanek kruchych jak ciasteczka.
Od kilku miesięcy nie miałam na sobie spodni. Nienawidzę chodzić w spodniach.
Moją ulubioną płytą Lennona jest milk&honey tylko dlatego, że podoba mi się tytuł.
Nie mam prawa jazdy.
Kontrolowana pornografia jest nowym sposobem opisu rzeczywistości.
Uwielbiam bond movies ale nie chciałabym być bond girl.
Nie wolno patrzeć jak ktoś śpi. Ten ktoś wtedy wcale nie śpi, tylko czuwa. Natrętnym wzrokiem można tak łatwo zbudzić.
Tylko jedno jest mocniejsze od mojej ambicji. Nie ego. Nie libido. Moja miłość.
Nie lubię dostawać kwiatów. Nigdy ich nie daję, choć znam ich język. Umiem mówić w języku kwiatów.
Nie pozwalam robić sobie zdjęć. Nie zostawiam po sobie żadnych śladów. Nie chcę by ktokolwiek o mnie pamiętał. Pewnego dnia chcę po prostu zniknąć. 
Lubię tańczyć, w czarnej bieliźnie, w czarnych rajstopach. Dokładna jak maszyna.
Wierzę w teorię zaraźliwej miłości. Love is infectious. Jeśli zakochasz się od pierwszego wejrzenia, jeśli udowadniasz swoją miłość będąc dobrym i czułym, ktoś nawet najbardziej niedostępny prędzej czy później odwzajemni Twoje uczucie. Miłość jest nagrodą za bycie dobrym. 
Cały czas się ze mnie śmiejesz. A ja się czerwienię. 


Jesteś typem dziewczyny, która najpierw bardzo cicho puka do drzwi, a po chwili włazi do środka bez pytania. Potrafisz ni stąd ni zowąd otworzyć drzwi łazienki i przytulona do futryny patrzeć jak się kąpię. Wynajdujesz preteksty by wtargnąć w moją pilnie strzeżoną intymność.

- Przyjechałam specjalnie by Ci to oddać. – mówisz poklepując się po kieszeniach – Znalazłam pod łóżkiem.

We wgłębieniu dłoni leży złoty guzik. Faktycznie, mam takie przy sukience. Uśmiechasz się. Wiesz, że za spostrzegawczość należy się nagroda. Za każdy gest godny staromodnego gentlemana. Ty jesteś gentlewoman, ja jestem gentlegirl. 

Potem rozkładam na dywanie sukienkę, wygrzebaną z kosza na brudną bieliznę. Jest pomięta i lekko wilgotna. Śmierdzi wódą, papierosami i pierniczkami. Guzik pasuje. Ale co z tego, skoro żadnego z guzików nie brakuje. Sukienka jest kompletna w każdy złoty punkcik. Nawet w zapasowe guziki wszyte w podszewkę. Galopuję więc dalej siedząc okrakiem na mocno doładowanej wyobraźni, która wibruje i krztusi się atomowym dopalaczem. Jesteś jak supernova. Jesteś turbo lux torpeda. Nieustępliwie orbitujesz. Nie jesteś potrzebą, jesteś oczekiwaniem. Już nie obchodzi mnie jaka jesteś naprawdę. Twoim jedynym obowiązkiem wobec mnie, jest być taką jak w moich fantazjach.  

Nie mogę spać przez ciebie. Budzę się zawsze około trzeciej w nocy i myślę o tobie. Czujesz to? Jak w filmach klasy b, hammer films o wampirach, jesteś oddechem, który wznosi rąbek kołdry, podnosi włoski na ciele, mierzwi włosy, które skręcają się w małe loczki, porusza rzęsami tak długo, dopóki powieki nie uniosą się. Odejdź proszę i nie dręcz mnie już więcej. Wyjdź z mojej głowy. Przez ciebie jestem gotowa wreszcie przyznać, że jakiś czas temu urodziłam się ponownie. Możesz się stać miłością mojego drugiego życia. 

11 komentarzy:

Anonimowy pisze...

ej no dawno nie wzruszyłam się tu, tu u Ciebie ;) ładnie....

lipshit pisze...

och! (czerwieni się)

Renate pisze...

ależ to ładne, delikatne, romantyczne.. bardzo mi się podoba :)

lipshit pisze...

bo ze mnie taka modern Jane Austen ostatnio

Anonimowy pisze...

och katie... Ta piosenka Lany na Twojej tablicy soczyście mnie ucieszyła. Mój link do Video Games nie poszedł na marne.

lipshit pisze...

bo ja się w niej kocham teraz okrutnie.

to taka fckn very lipshit girl

trochę też przez ciebie, whoever you are

Anonimowy pisze...

Lana nigdy się nie uśmiecha. nie widziałam jej uśmiechu, może dlatego jest tak szalenie pociągająca. Ma melancholie we krwi. Jest jak ja. Oszalałam na jej punkcie.

Anonimowy pisze...

http://www.youtube.com/watch?v=t4BqpCEHSHo

lipshit pisze...

oh my god
I'm in love

Anonimowy pisze...

lubię się z Tobą dzielić swoimi ukochanymi.

Całuję znad morza.

lipshit pisze...

I rób to, dziel się!
don't you ever stop on me...