sobota, 3 grudnia 2011

Mieć ciastko i zjeść ciastko


Opowiadam Ci o pracy nad Książką. O tym jak kobiety są uwikłane w fatum posiadania. [...] Czasem nie umiem UNIKNĄĆ bycia kobietą.

Zastanawiam się czy to, że pewnych mechanizmów nie umiem zrozumieć, wynika z braku umiejętności pojęcia, pewnego emocjonalno intelektualnego ograniczenia, czy wynika z tego, że dawno nie doświadczyłam jak owe mechanizmy działają, zapomniałam jaki mogą mieć wpływ.
Make you mine. Będziesz moja. Byłbyś mój. Co to znaczy posiadać? Jak można mieć drugą osobę, rościć sobie prawo własności? Na jakiej podstawie? Prawo posiadania łączy się przecież z możliwością wymiany czy odsprzedania za gotówkę. Jak takie posiadanie wygląda, co się na nie składa? Monogamiczna wyłączność na pieprzenie? Czy może takie posiadanie z pieprzeniem nie ma nic wspólnego? Co musi się wydarzyć, jakie hormony czy związki chemiczne muszą zadziałać żebym mogła powiedzieć „nie należę już do siebie, ale do niej/niego” (dżizaz ten polski język taki queerowo niepojemny)? Mogę wyobrazić sobie, jak mówię, że ona/on jest moim jedynym kochankiem, moim najlepszym przyjacielem, moim ulubionym współlokatorem w jednej, wyjątkowej, niepowtarzalnej, swojej osobie. Ale rościć sobie z tego tytułu jakieś prawa własnościowe? Kiedy pojawia się uczucie ekskluzywnej przynależności? Jakie jest w dotyku? Jakie w smaku? Czy to, że nie mogę tego zrozumieć jest spowodowane brakiem genu odpowiedzialnego za posiadanie czy po prostu zapomniałam jak to jest? 

Będziesz kiedyś moja usłyszałam ostatnio. Nie odpowiedziałam nic. Nie zrozumiałam, czego się ode mnie oczekuje. Kobiecej bierności czy męskiej walki o zachowanie integralnych granic? Za cholerę nie wiedziałam co to ma oznaczać. Groźba? Obietnica? Językowa kalka?  

Żyję ostatnio w zawiesinie własnych marzeń. Całymi dniami leżę na kanapie, palę, jem czekoladę, szklankami piję gazowaną wodę mineralną, w której postukują kostki lodu. Chodzę w bawełnianych pończochach wpiętych staromodnymi klamerkami przypominającymi zapięcia ogrodniczek. W kółko słucham Noel Galaghers’ High Flying Birds. Ta płyta hipnotyzuje mnie, choć wiem, że wcale nie jest dobra. Przed świtem otwieram szeroko okno i leżę pośród przeciągu, w czystej pościeli, dotykam swojej gładkiej skóry, pod którą zawiązują się nowe, mocne mięśnie i marzę o czasach gdy wszystko było możliwe, nieskalane doświadczeniem. Tak, mam romanse, mam! Uprawiam seks z innymi ludźmi niż ja sama. Mam cały ten seks. Szczytuję pod nimi wszystkimi, obok nich, nad nimi. W przeróżnych pozycjach i konfiguracjach. Próbuję nowych rzeczy. I poza orgazmem nic się nie wydarza. Gdy żegnam się w progu mówiąc; to już wszystko, nic więcej się nie wydarzy, dziewczynki zwyczajowo uderzają w płacz lub wrzask, a chłopcy lekceważąco wzruszają ramionami. Na raz czytam Rotha i Głowackiego, Cunnighama i Witkowskiego, Ellroya i Houellebecqa. Czytam męską literaturę, która wyjada mi czas i sprawia, że czerwonym ołówkiem podkreślam w Kasi Pepper wszystkie sentymenty. Z Garderoby Profesora Sparka do Garderoby Kasi Pepper. Systematycznie przeżuwam sukienkę, którą oddarłam ostrymi zębami. Gryzłam ją na miękkim brzuchu mojego świata. Chcę męskiej literatury, która pokaże moje rozczarowanie kobiecością.

Powoli zaczynam rozumieć dlaczego powstają piosenki o miłości, dla kogo pisze się książki o miłości. Jedną z wielu przyczyn są dziewczęta, które w swoim życiu miłości nigdy nie zaznały. Nie dlatego, że im się nie przydarzyła, ale dlatego, ze nie są zdolne do jej odczuwania. Więc wyobrażają sobie wciąż i wciąż jakby to było. Nie jak to jest miłość przeżyć, ale jak to jest miłość poczuć. Z piosenek i książek dowiadują się jak miłość zafałszować. Rodzimy się z umiejętnością udawania miłości, tak jak z umiejętnością udawania orgazmu. Nie istnieją zewnętrzne oznaki głębokiego zakochania, tak jak nie możesz jednym rzutem oka ocenić czy dziewczyna jest podniecona. Wszystko się toczy wewnątrz i jest naszą tajemnicą. 

Jeszcze do niczego doszło. Najprzyjemniejsze jest to jeszcze. To obwąchiwanie się. Napoczynanie. Uczenie się z podpowiedzi wrzucanych między wierszami i wróżenie z tempa pocałunków. Opisuję to, by przeżyć to jeszcze raz. Nie sam stosunek. Nie orgazm. Napięcie. Chcę żeby znów zagotowało się w dole brzucha. Chcę żeby mokre majtki pozostały na swoim miejscu. Chcę żeby źrenice znów rozszerzyły się. Chcę żeby to wszystko znów zaprowadziło do nikąd.

Boże, jak ty dobrze pachniesz. 
Dear god, you smell sooo good. 

Ten zapach śni mi się po nocach. Na pierwszy rzut oka wiedziałam, że tak będzie. Wyglądasz na kogoś, kto dobrze pachnie. Jesteś moim ostatnim promiskuitywnym ciastkiem. Ostatnio przekroczyłam zbyt wiele granic, dowiedziałam się zbyt wielu nowych rzeczy o sobie. Prowadziłam handel wymienny za paciorki i palcówki. Prosiłam by w zamian można mi było popatrzeć z bliska na tubylców, trochę poudawać, że jestem jedną z nich. Czas by skruszona Frankie wróciła w objęcia żony Kasi Pepper. Ulubione wysokie obcasy starte tak mocno, że na podeszwach porobiły się dziury. Obcasy okazały się puste w środku. Dziury wytarte od biegania za pierwszymi tramwajami, za autobusami nocnymi, za taksówkami. Od biegania po schodach i postukiwania o ściany. Od nieustannego uciekania pośród ciemności.

Gdy obieram telefon kręcisz się po moim mieszkaniu. Zadziwiające, że widzimy się w ciągu zimnego, szarego dnia. Odwracam się tyłem, tłumacząc corpo zawiłości przez służbowy telefon, którego nie mam czasu zwrócić. Dyskretnie dajesz nura do łazienki. Dyskretnie zaczynam cię podglądać w lustrze, które w korytarzu odbija niedomknięte drzwi. Otwierasz buteleczki i pudełka. Wąchasz wszystkie moje kosmetyki. W końcu znajdujesz drogie, cynamonowe masło do ciała, które kupiłam na zimę. Pachnie jak pierniki i vanilla sex, ciepła, bezpieczna, mokra cipka. Chwilę zastanawiasz się i chowasz pudełko do kieszeni marynarki. Z impetem otwieram drzwi do łazienki.
- Oddaj ! – groźna ale rozbawiona Ciocia Kasia wyciąga stanowczo dłoń
- Ale coo…? – w zakłopotaniu kładziesz dłoń na karku. 
Ten gest podnieca mnie natychmiast. Jak zimna iskra, która wpada za dekolt sukienki. Nie będę trwonić słów. Starając się złowić jak najwięcej twojego zapachu z szyi, spod ucha, ocierając się piersiami i biodrami w najbardziej koci z groźny sposobów, wyciągam pudełeczko z kieszeni. Opierasz się o retro zdewastowany zlew i starasz się walczyć z rumieńcem. Kręci mi się w głowie od zapachu, jedynego w swoim rodzaju. Taki zapach posiadają  tylko promiskuitywne ciastka. Nie można go podrobić żadnym kremem. Dzielnie gram rolę dobrej Cioci Kasi.
- Próbka na prezent dla Twojej dziewczyny? Wystarczyło zapytać. – cmokam zupełnie jak moja matka 
- Nie mam dziewczyny… - ciastko wije się przy zlewie
- Boże, nie wiem… - Ciocia Kasia w zalotnym zniecierpliwieniu trzepocze sztucznymi rzęsami – Dla żony, kochanki… 
- Nikogo nie mam. Chcę ciebie. 
I wtedy już wiem, że chcąc nie chcąc znów wpakowałam się kłopoty. Te kilka sekund, które oddziela nas od zostania kochankami, te kilka sekund, w których trzeba podjąć decyzję, wydać wyrok, oszczędzić czy nie. Powtarzam sobie To moje ostatnie promiskuitywne ciastko, przysięgam. Po raz ostatni będę się z kimś pieprzyć nie mając zamiaru angażować się emocjonalnie. To po raz ostatni. Potem licząc w myślach ile raz już obiecywałam sobie podobne bzdury, zaczynam Cię całować. 

6 komentarzy:

mistle pisze...

Ladne. Znajome.

Anonimowy pisze...


http://www.youtube.com/watch?v=42p2nERiNFk&list=PL8D8B4E2C658B3119&index=85&feature=plpp_video

lipshit pisze...

tak! <3 <3 <3

widzę że powoli lipshit zaczyna emanować retro vintage non stop color również na was...

tylko nie wiem komu dziękować!

Anonimowy pisze...

cieszę się, że Ci się spodobało. Nawet zamieściłaś na fb uroczo łechcąc moje ego ;) lubię prezenty. najbardziej dawać.

Pozdrawiam znad morza,

Zakochana w Kasi Pepper.

Anonimowy pisze...

http://www.youtube.com/watch?v=HO1OV5B_JDw&feature=BFa&list=PL8D8B4E2C658B3119&lf=plpp_video

Lana to moja nowa miłość.

lipshit pisze...

jest taka piękna, ale zawsze sprawia, że robię się smutna.

prawdziwa femme fatale