niedziela, 30 października 2011

Red red lipstick

Every fuck is a mercy fuck, and every date is a break date

Chciałam sprowokować skandal. Chciałam sprowokować katastrofę. Znów nie wyszło. Świat nie wypadł ze swojego biegu. Ozdobna porcelana nie sturlała się ze szklanych półek, a srebrne łyżeczki nie wyskoczyły z wykładanych pergaminem szuflad. LuxTorpeda nie została skradziona, a Kasi Pepper wciąż nie udało się ani uratować ani pochować. Angielskie śniadanie zastępuję alkoholem i nikotyną. Słońce i powietrze zastępuję ciemnością twojej sypialni. I wciąż żyję. Mam się świetnie.

Większość scenografii mojego soft porno serialu klasy b to łazienki. Łazienki różnych kształtów i rozmiarów. Z wanną lub kabiną prysznicową. Z toaletą lub bez. Łazienki hotelowe lub bardzo intymnie osobiste. Łazienki pubów do których zapraszasz swoje koleżanki. Łazienki klubów o niebieskich kafelkach, na których wypisano krzywym charakterem pisma „pierdoliłam Katarzynę Frank”. Łazienki z oknem na ruchliwe ulice lub łazienki ciemne i ciasne jak mysie norki. Luksusowe o błyszczących marmurach, lwich nóżkach i kwadratowych wazonach wyłożonych polerowanymi kamieniami lub brudne, męskie, pełne prania z którego skapują tłuste krople. Prawie w każdym moim scenariuszu tego co nigdy nie mogło się wydarzyć jedną z głównych ról gra łazienka. Twoja łazienka jest w kolorze sepii, pełna dużych żarówek jakie spotyka się w teatralnych garderobach. W twojej łazience nigdy nie chcesz się ze mną pieprzyć. 

Przejmuję się Twoim spojrzeniem w lustrze. Przypominasz brązowo białą fotografię. Nigdy nie patrzysz wprost, zawsze niejawnie ślizgasz się spojrzeniem tam gdzie nie mogę dosięgnąć.
- Zapnij. – wskazuję na plecy
Srebrny suwak tnie czarną sukienkę. Jeden sprawny ruch nadgarstka i robię się mniejsza, szczelnie opakowana. Zawsze drobniejsza od ciebie. 

Gdy poznałam Cię trochę na siłę, nie pytając czy chcę, od razu wiedziałam, że jesteś błędem, którego miałam nigdy więcej nie popełniać.

Trudno mi jest oddychać i kręci mi się w głowie. Na szyi wykwitają krwawe plamki. Serce spływa pomiędzy nogi, kurczy się boleśnie do wielkości pięści i uderza po unerwionych ściankach. Po raz kolejny przechodzę tą samą historię, na której końcu nie czeka metamorfoza. 

Wypiłam całego szampana na jeden raz. Prosto z butelki. Delikatna pianka zbierała się nad górną wargą. Nie pomogło. Ani nie dodało odwagi ani nie ostudziło potrzeb tętniących pod odnawialnym naskórkiem.

Zabierasz mnie na przyjęcie. Zakładam duże klipsy. Tapiruję włosy. Maluję czarny pieprzyk. Robię wszystko by mówili „ona jest nie z tego świata” , „ona jest nie z tego miasta” , „ona musi się wreszcie obudzić”. Robię wszystko żeby trzeba było się mnie wstydzić. Za karę, za każdy orgazm, po którym płaczę, po którym katuję siebie myślą, że teraz masz mnie w garści. Nic mi już nie zostało poza zemstą.

Staję na palcach by musnąć czubkiem nosa skórę tuż pod twoim uchem. Pochodzę z domu gdzie nie okazuje się żadnych innych uczuć prócz gniewu i złości. Jestem starannie wyedukowana w zakresie przemocy. Od najmłodszych lat cierpliwie przyuczana do subtelnej sztuki zadawania śmiertelnego zła. Dlatego gdy ktoś jest dla mnie odrobinę milszy, odrobinę intensywniej reaguje na mój zawsze dwuznaczny uśmiech, czuję się w obowiązku przespać się z nim. Z wdzięczności. Każdy fuck to mercy fuck, a każda randka jest tą ostatnią. 
Sięgam do guzików twojej koszuli, odpinam trzy.
- Jestem pozbawiona genu zazdrości. Ale gdy myślę o tych wszystkich dziewczętach, które kręcą się wokół ciebie… O tych wszystkich dziewczętach, które wdychają głęboko zapach twojej skóry, które splatają palce z twoimi… O tych wszystkich dziewczętach, które niby ukradkiem dotykają twojego kołnierzyka…
Mam zawsze pomalowane na czerwono usta. One chronią mnie przed byciem sobą, narzucają konwencję.
- … mam ochotę Cię oznaczyć. 
Zostawiam czerwony ślad. Wilgotny znak schnie powoli, a potem znika, gdy ze zniecierpliwieniem zapinasz kołnierzyk, rozmazując lepką, różową smugę. Postukujesz palcem w szkiełko zegarka i mówisz, że znów się spóźnimy.

- You smoke much too much. Palisz o wiele za dużo. 
- Wiem. Wiele rzeczy robię o wiele za dużo.
- Jakich? 
- Przekonasz się. Jestem jedną z tych dziewczyn, których należy unikać. Jesteś dziś wieczorem w domu?
- Jakiś czas. Pewnie tak.
- To nie potrwa długo. Poczekaj. Chcę ci coś pokazać. 
Chłopak, który wyrywa mi słuchawkę, grozi palcem. 
- Nie mów więcej nic. Nie odkrywaj wszystkich kart.
Potem bardzo powoli, bardzo ostrożnie, jakby rozbrajał bombę, odwija kolejny wałek z moich czarnych włosów. Unoszę staromodny kieliszek z musującą cavą. Bąbelki łaskoczą mnie w nos. Nigdy nie dam rady zrobić tego na trzeźwo. 

Gdy otwierasz drzwi chcesz mnie objąć. Wymykam się. Wzruszasz ramionami i siadasz na swojej pieprzonej kanapie. Nie znoszę tej kanapy. Pierdolę wszystkie winchester sofas. Pociągam prosto z butelki o smukłej zielonej szyjce. Z butelki na którą większości ludzi w moim wieku nie stać. Mam na sobie czarny płaszcz, którego miękki brzeg łaskocze mnie na wpół uda. Czarne szpilki. Czarne pończochy. Czerwona szminka. I nic. Nic więcej. 
Jest mi strasznie wstyd ale mówię sobie, dasz radę. Dasz radę dziewczyno. Niech Cię popamięta do końca życia. 
Jest coś w sposobie w jaki odrzucasz grzywkę z czoła. Jest coś w twojej obojętności. 
Ujmuję twoją dłoń. Tą z grubą, złotą obrączką. Fantazjuję o niej po nocach. O tym jak wślizguje się bez wysiłku do środka. Jak pieści wnętrze moich ust. Jak zaczepia o ostatnią obręcz kręgosłupa.
I teraz jak chłodny oddech, jak wilgotny język obrączka zwinnie sunie do góry. Przesuwasz palcami po wewnętrznej stronie mojego uda. Twoje źrenice rozszerzają się gdy odkrywasz, że nie mam majtek. Nic cię nie powstrzyma. Możesz sięgnąć tak daleko jak tylko chcesz. Nic cię nie powstrzyma oprócz mnie.
Odpycham twoją dłoń. Rozpinam płaszcz. To nie nagość, uspokajam siebie w myślach, to wcale nie jest nagość. To tylko to czego oni wszyscy pragną. 
Wreszcie przestajesz udawać. Bezradnie rozkładasz dłonie. Przejmuję kontrolę. Klękam między twoimi udami. rozpinam Ci spodnie. Jednym gestem rozpuszczam włosy by rozsypać je na twoim brzuchu.
Dochodzisz bardzo szybko. Nasza historia dobiega końca.

Ocierając usta przypominam sobie, że przecież każdy fuck to mercy fuck, a każda randka jest tą ostatnią… 
- Tylko się nie przestrasz. – mówię podnosząc się z klęczek - Masz całego fiuta w czerwonej szmince. 

4 komentarze:

inesligatur pisze...

myślałam że już się nie doczekam nowego tekstu. Katarzyno Pepper, Katarzyno Frank, obawiam się że moja przyjemność z czytania nie pokrywa się zawsze z Twoją przyjemnością z doświadczania. w każdym razie miło chyba dowiedzieć się że komuś jednak sprawiasz przyjemność za co uprzejmie dziękuję.

lipshit pisze...

merci. Miło.

Nie zawsze doświadczam tego o czym piszę i nie zawsze piszę o tym czego doświadczam.

inesligatur pisze...

cóż to by była za radość pisać tylko o doświadczeniach. dziś musiałabym pisać o tym że pisze bo czytam, że piszesz i chce odpowiedzieć że oczywiście naturalnie.
postaram się choć trochę odwdzięczyć kilkoma minutami dźwięku :)
http://www.youtube.com/watch?NR=1&v=2-aWEYezEMk

wyobraźnia działa pisze...

aplauz na stojąco.