czwartek, 15 września 2011

DZIEWCZYNY RANDKUJĄ. i lipshit też

Siedząc na corpo lunchu z innymi corpo girls (straight albo bi ciekawskie) spytałam wprost, jakie skojarzenia mają na luźno rzucone hasło „speed dating”. Wiem, nie jest to zbyt fortunnie obrana grupa badawcza, ale jedyna zawsze pod ręką. Posypały się odpowiedzi w stylu;
„desperacja”
„chciałabym ale boję się”
„przypomina mi to assessment center”
„to działa tylko w amerykańskim systemie randkowania w stylu „Sex and the City”. W każdy wolny wieczór randkujesz z innym facetem, aż wreszcie, po dziesięciu, dwudziestu, stu randkach trafiasz na to czego szukałaś. O ile wiesz czego szukasz. ”

No właśnie. Wiesz czego szukasz? Wiemy? Czy problematyczny jest już sam proces poszukiwania?
Od pewnego czasu odnoszę wrażenie, że lesbijki mają problem z radosnym, nieskrępowanym, niezobowiązującym randkowaniem. Chcę unikać wartościowania, że to tylko polskie lezby / lezby na całym świecie / tylko te lesbijskie lezby / tylko butchki, femmki na pewno nie / tylko ja mam z tym problem. Przeglądając fora, strony i blogi często trafiam na głosy „potrzeba nowej, świeżej inicjatywy, która sprawi, że temat randek stanie się dla lesbijek znów atrakcyjny”. Obecnie dostępne opcje są już mocno wymęczone, schematyczne, a poszukujące singielki, które kryją się za internetową anonimowością zdają się być mocno wypalone. Jakie mamy bowiem możliwości?

Można siedzieć z założonymi rękami i czekać. Rozglądać się w autobusach, kawiarniach i na imprezach. Podskakiwać na widok każdej krócej obciętej dziewczyny na domówce u zaprzyjaźnionych gejów. Szansa, że trafimy na kogoś kogo miałybyśmy ochotę wziąć do kina czy postawić drinka, jest jak …. (tu można wstawić dowolne dane. Każda konfiguracja jest równie abstrakcyjna i daleka od prawdy). Otoczone heteromatrixem, nawet jeśli ujawnione w pracy, przed wszystkimi znajomymi królika, na podwórku i w warzywniaku (jak chociażby autorka tego bloga) powoli tracimy nadzieję, że podobne nam single kobiety nie – hetero istnieją. Nawet jeśli na jakiejś konferencji czy bankiecie trafiasz na cudowną piękność, w podobnej do Twojej służbowej garsonce, zazwyczaj okazuje się, że jak większość ludzi egzystujących w corpo środowisku, piękność ma ułożone, monogamiczne szczęśliwe życie, na które składają się podróże, kredyty, dzieci i prawie – małżeński sex. Single ulegając presji hetero światka, gdzie wszystko musi być fit, sexy i poprawne politycznie, zawierają stałe związki, czasem już wieku przedszkolnym. Stąd prosty wniosek. Równie dobrze możesz zacząć łapać stopa i otwierając drzwiczki pytać „Are you straight? No? Lovely..”

Kolejnym etapem są portale / internet. To stwarza pewne możliwości. Tylko ile cholerna jasna można? Temat internetowych ogłoszeń np. na kobiety-kobietom to materiał na społeczną sagę grubości książki telefonicznej i hollywoodzką produkcję w stylu Social Network of the L World.  I wciąż te same dylematy;

długość wymienianych maili / ze zdjęciem czy bez zdjęcia / jeśli ze zdjęciem to czy zdjęcia mają termin przydatności do użycia / pisać o seksie czy nie pisać / podawać gdzie pracujesz czy karmić fałszywymi danymi / gdzie leży granica pomiędzy lekkim podrasowaniem rzeczywistości na rzecz potencjalnego bzykanka a chamskim kłamstwem szytym grubymi nićmi / czy używać podziałów femme butch / w jakim miejscu należy się umówić i czy w ogóle należy się umawiać czy od razu coś razem wynająć / czy przyznawać się do swoich prawdziwych intencji czy just go with the flow / i co to w ogóle znaczy „jestem atrakcyjna” ?

Rzygam tym. Na samą myśl o internetowych znajomościach mdli mnie i dostaję przykrej wysypki. Bądźmy ekshibicjonistycznie szczere. Jak myślicie, mając 28 lat, ile lat internetowych randek, ile anonsów, ile kilometrów cyfrowego papieru mam za sobą? Ile razy uciekałam na widok dziewczyny, wcześniej otaksując ją w ogródku na Nowym Świecie, ukryta pod czapką i okularami przeciwsłonecznymi typu „mucha”? Ile razy zostałam wystawiona? Ile razy wyśmiana z pogardą? Ile razy próbowałam nawiązać głębszy kontakt myśląc „to już siódmy weekend randkowania z kobiety-kobietom, lepiej nie będzie”?

Pominę wszystkie odpryski i odłamy takie jak czaty wszelkiej maści, zaczepki na facebooku, zaczepki na blogach, zaczepki na feminotece (perwersja, wiem…), zaczepki na chybił trafił. Internet tylko pozornie ułatwia nawiązywanie kontaktów. Rozpoczynanie randkowania od wymiany słowa pisanego, ewentualnie podgryzionego zębem czasu zdjęcia… come on, dziewczęta, epokę wiktoriańską mamy już dawno za sobą.

Imprezy. Branża. Imprezy branżowe. W tym miejscy należy zadać sobie pytanie, po co randkuję? Jaki jest mój własny stosunek do bycia singlem? Można być radośnie, niemonogamicznie, erotycznie i poli pan omni w drodze do whatever. Wtedy na imprezach można znaleźć to czego się szuka. Można też być domatorką, która mówi trochę za cicho, nie pija mocnych alkoholi, lubi włożyć sukienkę i nie lubi głośnej muzyki. Gdzie wtedy należy szukać? Na Festiwalu Chopinowskim? Dwa podane przykłady są ekstremalne, zazwyczaj większość z nas plasuje się (prawie)po środku wyznaczonej przez mnie skali. Jednak za założeniem samej idei randkowania kryje się niezgoda na samotność. Chęć szczodrego podzielenia się tym co dobre. Nie poszukiwanie łatwego sexu.

-         A co z sexem? – pyta blondynka […] – Jak singielki mają sobie radzić z sexem?

-    Sex? – odpowiadam […] -  Sex nie stanowi żadnego problemu. Sex jest łatwy. Prosty do odnalezienia. Wystarczy, że wezmę do ręki telefon, zajrzę do skrzynki mailowej, dokładnie się rozejrzę. […]  Nie. Nie przechwalam się. To nie dotyczy tylko mnie. Dotyczy to też was, każdego na tej sali. Sex jest zawsze na wyciągnięcie ręki. Sex jest najprostszy do zdobycia. 
                                                                                                (ponytail)


Jaka jest najskuteczniejsza metoda? Wyciąć kartonowy znak i w zależności od umiejętności artystycznych sporządzić napis „Jestem single femme lesbian, wiek 28 lat, niezależna, atrakcyjna, mam własne mieszkanie. Lubię białe wino i Almodovara. W łóżku dawca raczej niż biorca, znam się na intymnej anatomii kobiecej i lubię podróżować.” W wersji ekonomicznej istnieje możliwość sporządzenia napisu na własnym czole. Potem proszę wybrać dowolne miejsce, zatłoczone, puste, imprezowe, kulturalne, nie ważne. I czekać. Oczywiście szanse, że podejdzie do was inna single femme / butch lesbian (dźwigająca podobny kartonowy znak) są znikome. Ale na pewno na kobiety-kobietom ukaże się ogłoszenie „Widziałam Cię wczoraj pod rotundą. Ładnie wycięty karton.”

9 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Niesamowite że jednak powstało takie cudo! Narzekałam ostatnio,że nikt na to nie wpadł i już sama chciałam jakoś coś takiego zorganizować:D dziękuję za ten tekst!:)

inesligatur pisze...

no i coś aż z wrażenia nacisnęłam zanim się podpisałam:)

lipshit pisze...

Ciocia Franciszka zawsze do usług.

Przekazujcie wieść dalej i odwagi! Take a risk!

Aimee pisze...

Ja przekażę. Swoją drogą wyszedł Ci świetny felieton o idei randkowania, uśmiałam się kilka razy - no i piękna reklama dla Dziewczyn Warszawy, powinny być Ci dźwięczne :) Świetna inicjatywa, gdybym się zwolniła specjalnie pojadę na nią do Wawy, obiecuję ;)

lipshit pisze...

Ależ Ty nie potrzebujesz randki moja droga mono-wife. Jak przyjedziesz do Warszawy możesz co najwyżej umówić się ze mną na drinka, żadnych randek. Potem jak zwykle będzie na mnie, że namawiam do złego.

KaRrla pisze...

mega pozytywny post ,mimo wszystko.

Aimee pisze...

Potrzebuję świeżości. A świeżo się ostatnio umiem tylko kłócić. Tak czy siak, idea jest piękna. Lubię przebieralnie, lubię patrzeć na czyjeś pierwsze spojrzenia. Lubię, jak coś się rodzi. Byle nie za dosłownie. W wirze pisarskich kłamstw ;)

lipshit pisze...

No to ... drop on by....
Oprowadzę Cię po warszawskich przybytkach upodlenia. Sumiennie, obiecuję .

Anonimowy pisze...

i ja sie zachecilam:))) tez juz rzygam ogloszeniami i kretynskimi rozmowami na gg
nie zapomne ostatniej "rozmowy", ktora odbylam pare miesiecy temu- na kazde moje pytanie laska odpowiadala monosylabami po czym od razu odbijala pileczke- a TY? i tak chyba ze 100 razy zadala mi pytanie- a Ty?:[
nigdy w zyciu nie prowadzilam tak kuriozalnej konwersacji- od tej pory na propozycje wymienienia sie numerami gg robi mi sie slabo