wtorek, 13 września 2011

101!


Każda okazja dobra do świętowania. Każda okazja dobra by wystrzelić korkiem od taniego szampana, by urządzić walkę na sushi, by założyć bieliznę, która na co dzień leży pogrzebana na dnie szuflady, by nałożyć czerwoną szminkę.
Trudno jest w tych zwariowanych czasach przewidzieć czy lipshit blog dożyje swoich 5 urodzin, więc zróbmy to teraz. Zaraz. Nie znoszę czekać. Mogę jedynie wynagrodzić was, drogie dziewczęta, za wytrwałość. I ukarać siebie za lenistwo i zaniedbanie. Bo czyż mogłabym marzyć o wdzięczniejszym poligonie doświadczalnym? Teraz gdy co raz bliżej chwila, w której przyjdzie nam się spotkać, twarzą w twarz, a mi zmierzyć się z najtrudniejszym wyzwaniem w życiu, powinnam warzyć słowa jak uważa się na każdy krok gdy stąpasz nad krawędzią. Wręcz przeciwnie, wyrzucanie kolejnych słów przychodzi mi łatwo, lekko i mam gdzieś wszelkie jasnowidztwa, literacką astrologię, wykresy i statystyki. Jak zwykle urocza i niepowtarzalna, egocentryczna i bezczelna, niepoprawna romantyczka, nieuleczalna świntucha (bądź odwrotnie) turlam się chichocząc i mnąc swój burberry jesienny trench, nowymi szpilkami w kolorze nude strącając kolejne kamyczki w głąb niemej i niewzruszonej otchłani. Krzyczę prosto w jej czarny, przepastny brzuch „ja odmawiam bycia serio…”. 

To jest 101 post na lipshit blogu. 

Z tej okazji fragment książki „Ciemne Sprawki Kasi Pepper”, która do końca tego roku zostanie poddana ostatecznej korekcie i redakcji. Premierę przewiduję na pierwszą połowę 2012. 

Z rozdziału “Nevertheless” .

[...]
   Wyrafinowane sposoby na jakie można zadawać przemoc materii stałej. To był pierwszy śnieg jaki spadł w Krainie Wielkich Maszyn. Hrabia Drucik ze zniechęceniem otrzepał swój melonik i nakazał gestem by Kasia Pepper również otrzepała włosy. W czarnych, francuskich warkoczach zagnieździł się kurz i ceglany pył, obsypując jej głowę rudym popiołem. 

Ten pierwszy śnieg, najczystszy, o wyjątkowej świeżości, zamarznięty w drobiny lodu, ostrymi krawędziami kaleczył skórę Kasi Pepper, gdy wystawiała twarz w stronę stalowego nieba, szukając oczyszczenia. Oczyszczenie nie nadeszło, chowając się za słońcem okrytym szklanym kloszem zimowego mrozu.

[…]

Na śmietniku Kasia Pepper odnalazła stos przedmiotów, mebli, ubrań, które rozpoznawała na pierwszy rzut oka, które zdążyła poznać każdym centymetrem skóry […]. Już z daleka wyczuwała zapach migdałowego pudru. Jak wyuczony nawyk, natychmiast pojawiał się ostry, fizyczny ból, z dwóch stron, w klatce piersiowej i między nogami.

W pierwszym odruchu chciała wszystko zostawić, porzucić jak leci, złożone w zgrabny stosik przysypany pierwszym śniegiem. Na pastwę złodziejskich apetytów, głodu w potrzebie i bezlitosnej zgnilizny. Wyobraziła sobie jak fałszywe tropy rozpierzchają się po całym mieście, niczym roje migoczących, brokatowych much, ciężkich pszczół o miękkim, złotym futerku, żuków o brylantowych skorupach i motyli o skrzydłach wyplecionych z popielatych pończoch. Gdy pomyślała ile razy mogłaby zostać zwiedziona skradzioną sukienką, osieroconym bucikiem, rondem kapelusza, którego krzywizny znała na pamięć, ile razy umierałaby skąpana mdlącym prysznicem złudnej nadziei… Wyjęła z kieszeni pudełko zapałek „Thunder Tender Kitten” ozdobione gwałtownymi błyskawicami i spłoszonymi kociakami. Zdjęła miękkie rękawiczki z cielęcej skórki, odziedziczone po jakiejś bezimiennej fetyszystce, Płomień i jego precyzyjny lot z paznokci w kolorze „desperate but angry red by Dior”. Ostre drobinki śniegu strzelały na boki niczym tłuszcz spryskany wodą. Wypalały na niewzruszonej twarzy Kasi Pepper kolejne piegi. 

Brak komentarzy: