piątek, 12 sierpnia 2011

Klute [4]

KLUTE [4]

Nauki pobrane w dzieciństwie z lektury gotyckich opowieści o duchach nakazywały mi sypiać w pustym domu mojego ojca. Wszystkie traumy poskładane w ciąg automatycznych zachowań. Nawyki żywego trupa pieczołowicie powtarzane za każdym razem gdy zapadał zmierzch. 

Najpierw wypijałam drinka szukając wzrokiem Klaudii w tłumie, którego twarze wydawały mi się co raz bardziej znajome. Z drugiej strony baru, znad ramienia butchki w garsonce od Armaniego lub femmki w taniej sukience z sieciówki, Klaudia puszczała perskie oko i nawijała na palec ciemny loczek, w tempie z jakim obracają się szpule kieszonkowego magnetofonu. Znaczyło to „ Jeszcze nie teraz. Nie jestem gotowa, ale pracuję nad tym.”  Z furią niedopitego nałogowca, odstawiałam shot glass na bar, niemal odbijając grube denko. Wsiadałam do samochodu. Kilka minut próbowałam złapać oddech, opierając czoło o kierownicę. Gdy wracało poprawne widzenie, odpalałam silnik i ruszałam prosto pod dom mojego ojca. Biegłam przez trawnik, omijając znak 4fuckinSale, w pośpiechu zdejmując buty, rozpinając sukienkę. Z fiolki wysypywałam na dłoń parę tabletek nasennych i wrzucałam je do ust. Zmieniały się w gęstą, gorzką pianę. Gubiłam białe proszki w wilgotnej trawie. Sąsiedzi skarżyli się, że znajdują między klombami martwe ptaki. Zwalałam winę na tłuste, domowe koty, które lubiły przecież polować, ale pożerać ofiar nie musiały, pękate wysokogatunkową karmą. Zapalałam wszystkie światła, żeby poszerzyć wrażenie pustki, przesunąć horyzont zdarzeń, oswoić czarną dziurę, która rosła w głowie. Zdejmowałam bieliznę, biżuterię, okulary. Rozpuszczałam włosy ciasno splecione w bibliotekarski kok. Kładłam się nago na ziemi, w miejscu gdzie kiedyś stał fortepian należący do matki. Ojciec, już jako wdowiec. sprzedał go i roztrwonił pieniądze. Razem z siostrami podejrzewałyśmy, że był w jakimś niewielkim, pozornie kontrolowanym stopniu uzależniony od hazardu, może obstawiał wyścigi. Teraz już wiedziałam, że był uzależniony, ale nie od hazardu i zupełnie tego nie kontrolował . Obstawiał inne gonitwy, w ciemnościach barów i przydrożnych motelach. 

To co się działo gdy opadały powieki, sklejone proszkami i wódą, nie przypominało snu. Raczej nawiedzenie. Projekcje duchów. Najczęściej pojawiał się mały chłopiec. Po niebieskich, przezroczystych oczach i wąskich ustach wygiętych w charakterystyczną podkówkę rozpoznawałam ojca. Siedział na podłodze w pustej kuchni i zanosił się histerycznym płaczem. Trzymał się za głowę. Z niewielkiej ranki leciała krew. Zakradałam się na palcach, żeby go nie spłoszyć. Całą noc kołysałam go i tuliłam, szepcząc;
- Nie płacz. Nic się nie bój. Zobaczysz, wszystko będzie dobrze.
- Nic nigdy nie będzie dobrze. - odpowiadał głosem dorosłego mężczyzny, który tak dobrze znałam z dzieciństwa – I ty o tym dobrze wiesz.

Wreszcie nadszedł ten wieczór. Klaudia wyciągnęła dłoń w chciwym geście, wyginając palce jak szpony. Mogłam grać na zwłokę, udawać że nie mam umówionej sumy, że umowa wygasła. Kazała mi przecież tak długo czekać. Oczywiście miałam ze sobą kopertę spuchniętą od banknotów o dużych nominałach. Byłam przygotowana. Zawsze i wszędzie. W stanie ciągłego napięcia, oczekiwania na wielki wybuch od którego miał wreszcie spłonąć mój świat. 

Klaudia wyglądała inaczej. Nie miała na sobie wieczorowej sukienki ani mocnego makijażu. Przestraszyłam się, bo wydawała się znacznie młodsza, zbyt młoda. Miała twarz dziewczynki, nawet nie studentki. Gdzieś prysło całe cwaniactwo i doświadczenie. Amatorka nie mogła wykonać zadania. Było jednak za późno by się wycofać. Przycisnęła mnie do krawędzi baru, niemal spychając z wysokiego stołka. Wzięła moją dłoń i położyła sobie na kroczu. Wyczułam przez materiał cienkich jeansów zawartość jej kieszeni. Małe, prostokątne pudełko, bliźniacze do tych, które nosiłam ze sobą. Pozwoliłam odnaleźć jej w zakamarkach mojej marynarki grubą kopertę. To co z daleka mogło wyglądać na pośpieszne, spragnione pieszczoty, w istocie było kolejną transakcją handlową. Chwyciłam ją za nadgarstek, uniemożliwiając przejęcie pieniędzy.
- Chcę żebyś przy tym była. - jej palce kurczowo zacisnęły się, mnąc sztywny papier. - Jeśli spełniłaś wszystkie warunki, dotrzymałaś umowy, będę chciała więcej.
- Więcej, więcej, więcej...  - roześmiała się Klaudia –  To będzie również kosztowało więcej. Co raz więcej.
- Zawsze więcej. - szepnęłam pochylając głowę, niczym pacjent otrzymujący diagnozę której spodziewał się od dawna.

- Będziesz prowadzić po pijaku? - Klaudia skrzywiła się gdy otworzyłam drzwiczki samochodu. 
- Boisz się umrzeć? - zakpiłam – Po tym wszystkim co przechodzisz każdego dnia boisz się wsiąść do samochodu z najebaną klientką? Piłam wódkę i łykałam to.
Pokazałam jej szybko fiolkę z farmaceutyczną naklejką oznaczającą leki na receptę. Uniosła wysoko brwi, w porozumiewawczym grymasie, jakby ta fiolka stanowiła część jej codziennej diety.
- Nie chcę zginąć bez sensu. - zabrzmiało tłumaczenie
- Sens? Jaki widzisz w tym sens?  - czułam, że zaczynam zyskiwać przewagę, przejmować kontrolę. Nie podobało mi się to. - Nie wiesz, że złego nie tyka?
Wsiadła do środka zanim zdążyłam odpalić silnik. 

2 komentarze:

Renate pisze...

tylko 10 dni..dobrze... ale jest jeszcze coś - końcówka Klute [3] jest jakby inna, tak? dodany ostatni akapit, zmieniony przedostatni? to było tak wcześniej? przecież jestem uważną czytelniczką.. pamiętałabym..

lipshit pisze...

polecam zagladanie na lipshit na facebooku, tam info na biezaco o przeksztalceniach w juz zamieszczonych textach. Wersja klute 3 to teraz beta. Wprowadzilam zmiany, poprawilam co nie co, wzbogacilam. Lubie gdy texty podlegaja nieustannym przemianom, jak tetniaca, wrzaca materia.