wtorek, 2 sierpnia 2011

Klute [3]

KLUTE [3]

Miałam w zwyczaju rozdrapywać się między nogami. Specjalną tarką do oskrobywania pięt. Srebrną, gładką tarką luksusowego rzeźnika. Odnawiałam głęboką ranę nad łechtaczką, przedłużałam srom. Chciałam żeby zatracił wszelkie kobiece kształty. Nie odczuwałam pożądania, jedynie nieznośne pieczenie w rozmoczonych, pęczniejących strupach. Całą moją złość, przemoc kierowałam między nogi. Godzinami patrzyłam, z lusterkiem wetkniętym między uda, jak rozpęknięcie u podwalin mojej tożsamości poszerza się i rozciąga, w co raz bardziej szyderczy uśmiech. Tworzyłam nowy gatunek. Trzecią płeć. Bezpłeć.

Zabrałam Klaudię do opuszczonego domu mojego Ojca. Pustego domu, wybebeszonego z wszelkiej własności. Światła samochodu oświetliły martwe okna i zlany letnim deszczem znak „na sprzedaż”. 4FuckingSALE. Dziewczyna wysiadła z auta i oparła nogę o znak, wysoko podciągając udo. W zimnym świetle reflektorów widziałam jej wydepilowaną cipkę. Wypięła się w moją stronę. Sukienka podciągnęła się w górę, sunąc po szczupłych, posiniaczonych pośladkach. Prężyła się przewieszona jak przez pręgierz, w oczekiwaniu na ciosy i pieszczoty. Wieczorna bryza pokryła jej skórę błyszczącą błonką wilgoci. Dłoń zamiast wymierzyć klapsa mogłaby się ześlizgnąć, trafiając prosto w wilgotne NIC. Gorące, posklejane wargi mogły rozewrzeć się pod wpływem wilgoci. Wysiadłam z samochodu i wymijając ją syknęłam;
- Nie za takie show chcę Ci zapłacić. – 
Wyprostowała się w mgnieniu oka, jak zawodowa akrobatka. Posłusznie ruszyła za mną. 

Włączyłam światło, zdziwiona, że w tej ruderze jest jeszcze prąd. Klaudia wzdrygnęła się widząc ogołocone wnętrze. Sfatygowana, czerwona kanapa w kącie. Krzywy stoliczek kawowy z lat 60tych. Drewniane panele na ścianach i suficie. Dębowa podłoga. Wypalony do cna kominek. Sceneria w sam raz dla psychopatycznej zbrodni.
Otworzyłam zębami butelkę wódki, którą przyniosłam z samochodu. Twarda rana między nogami nieznośnie swędzi. To się stanie jeszcze dzisiaj. Zaraz.
Klaudia zdejmuje sukienkę. Zsuwa ją z ramion. Chwali się swoją skórą. Nie mam takiej skóry. Skóry ozdoby. 
Srebrne guziczki migoczą porzucone na podłodze. Jak porzucona skóra, niechciany syreni ogon. Mam ochotę sprawdzić ustami jak ostra jest podszewka. W moich fantazjach każdy guziczek przyszyty jest drucianą nitką, przymocowany drutem kolczastym
- Wiesz… kobiety są takie zagadkowe. – mówi – Gdy jestem z facetem na pierwszy rzut oka widzę czy jest podniecony czy nie. Z kobietami, zawsze muszę zgadywać. Kobiety pachną wilgocią, ale tej wilgoci nie widać.
- Wiesz… kobiety są takie płytkie. – odpowiadam w zemście i piję z butelki. Piję aż zaczyna mnie dusić i palić. To na chwilę odrywa skoncentrowany umysł od właściwego – nie – właściwego. Muszę wciąż krzywdzić samą siebie. To powstrzymuje mnie od krzywdzenia innych.

Jej nagie ciało wygina się. Lubię myśleć, że jest osobne od jaźni, działa w  inny sposób, z daleka od sprzedajnej teraźniejszości. To nie jest to czego chcę. Nie chcę skóry. Nie chcę błony śluzowej o nabrzmiałych naczyniach krwionośnych. Nie chcę słodkiego śluzu, który ciężkością cukierka opada na samo dno żołądka. Chcę prawdy. Mojej prawdy. Jedynej właściwej – nie – właściwej.
Klaudia opiera dłonie o uda. Pokazuje mi się, od odbytu aż po pępek. Porusza się. Mięśnie drżą pod skórą. Chcę jeszcze dalej. Jeszcze. Zakładam nogę na nogę. Opieram twardą ranę o kleisty materiał majtek. Pod służbową, granatową spódniczką. Ja pani nauczycielka, ja pani korporacja, ja pani potok słów.
- Nie chcę tego. – wyduszam, wyciskam słowa spomiędzy kolejnych łyków wódki.
Klaudia chichocze. Jej piersi wyznaczają samczy kierunek. Zupełnie nieczytelny dla mojej słabej, delikatnej kobiecości. Byłam krzywdzona w dzieciństwie. Przez cały świat. A ty?
- Nie tego chcę. – unoszę się sięgając do kieszeni. Cyzelowane dokładnie słowa, chirurgicznie precyzyjne, mogą Klaudii wydać się pijackim bełkotem. – Chcę żebyś zrobiła dla mnie to. Właśnie to.
Wyjmuję kasety. Wyjmuję staromodny magnetofon szpulowy. Klaudia zastyga zahipnotyzowana nową perwersją. Powoli, w tempie zwolnionej taśmy filmowej, nachyla się nad czerwonym guzikiem „start”.

Słucha jej głosu. Słucha jej opowieści. Przez pół godziny.

Potem wybiega z opuszczonego domu mojego ojca. Najpierw w pośpiechu zbiera ubranie i pomięte banknoty, które w gładkim rulonie wręczyłam jej w barze. Podnosi błyszczącą sukienkę złożoną z metalowych łusek i otula się nią niczym ręcznikiem kąpielowym. W jedną dłoń łapie przetarte, przechodzone pończochy o dziurach łatanych lakierem do włosów, w drugą buty o startych obcasach.
- Jesteś chora. – rzuca na pożegnanie, komentując to co usłyszała.
Nie jestem chora. Po prostu nie wstydzę się swoich pragnień.

Nie wiem dlaczego. Nie wiem jak. Wiem, że zawsze się to dzieje.

Gdy znów odwiedzam bar, ten pełen prostytutek, które lubią łatwy, lesbijski zarobek, spotykam Klaudię. Nie unika mnie. Odrywa się od drinka i pary swingersów, którzy kołyszą nie nad nią jak drapieżne rośliny kwitnące w ciemnościach na dnie trującego morza. Opiera łokcie obok moich dłoni, które obejmują ciasno szklankę z lodem i wódką. Wódkę piję już na szklanki. Jej oczy płoną ekscytacją. Zdaje sobie sprawę, że wierzę jej tylko gdy mówi o pieniądzach. Żaden grymas, przyśpieszone tętno, żaden gest nie jest dla mnie prawdziwy dopóki nie jest wyrazem jej chciwości.
- Zrobię to. – mówi – Ale to będzie kosztowało extra…

15 komentarzy:

Labryska pisze...

Uff, po pierwszym akapicie aż się bałam, czego mogę się spodziewać dalej ;)

KaRrla pisze...

zajebiscie sie rozkręca, tylko nie spal końca..bo póki co jest tajemniczo i trzyma napięcie.

KaRrla pisze...

+ gdzie jest książka pytam się?

lipshit pisze...

Ostatnio lipshit blog zmienia się w poligon doświadczalny. Sprawdzam jak daleko mogę się posunąć, jak wiele jesteście w stanie znieść. Widzę, że kwestię prostytucji czytelniczki przełykają bez problemu, choć z drugiej strony w KLUTE prostytucja to zaledwie figura retoryczna.

So? How much can you handle?

lipshit pisze...

@ Karla

spokojnie mała, wiem co robię.
Update na temat Książki głównie na facebooku. Ja podpiszę kontrakt pochwalę się i na pewno zaproszę na spotkanie autorskie.

Renate pisze...

jest strasznie ale daję radę ;)
gorzej radzę sobie z długością przerw..

lipshit pisze...

czyż nie wyczekane przyjemności smakują najlepiej, jak głosi stare, lesbijskie porzekadło?

Renate pisze...

dobrze głosi - smakują lepiej, ale.. ;)

KaRrla pisze...

Usunęłaś wszystko ze starego bloga. bardzo nie ładnie

lipshit pisze...

Ouch, fckn onet. It's back now.

By the way, zawsze mnie to dziwi, że ktoś jeszcze tam zagląda. Co będzie, gdy po opublikowaniu książki znikną oba blogi? Wrzask?

KaRrla pisze...

noo możliwe Katarzyno, sama wbijasz się w ten splendor

KaRrla pisze...

po za tym najpierw wydaj ksiązke , potem pogadamy o blogu prosze ja Ciebie

Renate pisze...

serio znikną? no to będzie wrzask..

lipshit pisze...

Wątpię. Po zniknięciu "Ciemnych Sprawek Kasi Pepper" jakoś wrzasku nie było.

Renate pisze...

cóż... mogę mówić tylko za siebie - mnie wtedy jeszcze nie było.. chociaż mam jakieś mgliste wrażenie, że znam Kasię P.