sobota, 27 sierpnia 2011

Klute [5]

KLUTE [5]

Gdy szłyśmy przez trawnik zauważyłam, że ktoś przerobił znak na 4fcknSAKE. Domy twoich sąsiadów mają oczy w najmniej spodziewanych miejscach. Oczy superczułe, laserowe, o atomowej pamięci. W świecie obwieszonym satelitami jak lampkami choinkowymi nie istnieje intymność. Leki zaczynały działać. Moje gardło sklejone czymś na podobieństwo słodkiego kleika. Niczym gołębica nosiłam pokarm u szczytu ust, sklepionych czarnym podniebieniem. Nosiłam wódę i barbiturany. Karmiłam kokainą i dolarami. Dawałam się wykorzystywać. Poza rolą ofiary nie istniałam. Jeśli coś we mnie nie wyginało się w masochistycznym skomleniu o przemoc, znaczy się nie było moje, nie moim głosem przemawiało.

niedziela, 21 sierpnia 2011

KASIA PEPPER po drugiej stronie lustra [3]

Widząc moje wzburzenie, drugi z panów, rudzielec o wydatnych ustach i starannie wypielęgnowanym wąsiku, położył rękę na klapie kaszmirowej marynarki i powiedział;
- Zapewniam Madame, że osoba, którą chcemy obdarować jest jedną z niewielu, która w pełni doceni uroki Panienki z Okienka numer Trzy. Zresztą, sama Madame oceni gdy ta osoba tutaj zawita. Jeśli Madame uzna, że ten kto przedstawi się podanym przez nas imieniem nie jest odpowiedni by obejrzeć występ w Pokoju Numer Trzy, zwyczajnie, poda Pani jakikolwiek inny klucz do któregokolwiek z pozostałych pokoi. Jednak mogę założyć się o cztery perskie dywany, wyściełające miękko te wspaniałe wnętrza, że Madame potrafi na jeden rzut oka rozpoznać ów osobliwy dar. Marzycielską skazę, niecodzienny gust…

środa, 17 sierpnia 2011

LIPSHIT OGLĄDA; Comfort Movies [2]

2. ABOUT ADAM
Sytuacja odwrotna w stosunku do „The Quills”. Film na pozór głupiutki i opatrzony znakiem „romantic” okazuje się przewrotny, zepsuty i fantastycznie perwersyjny. Wybaczam nawet tragiczną Kate Hudson, która niszczy wszystko za co się zabierze, poczynając od irlandzkiego akcentu, na Gershwinie kończąc. Queerowość filmu jest ekscytująca, a pochwała poligamii na samym końcu... cóż, poligamia nie wyklucza odczuwania miłości. Nawet jeśli to tylko miłość własna.

wtorek, 16 sierpnia 2011

KASIA PEPPER po drugiej stronie lustra [2]

część druga

Pani Klaudyna

Najpierw zjawili się dwaj gentlemeni. Obaj w garniturach, pod krawatem. W mankietach śnieżnobiałych koszul nosili spinki o mieniących się, diamentowych główkach. W kieszonkach mieli niedbale zmięte chusteczki od Hermes. Jak na mój gust mieli odrobinę zbyt długie grzywki, ale i tak… cóż za przyjemność, cóż za niecodzienna odmiana po gąszczu skórzanych kurtek, kaszmirowych golfów poprzecieranych na łokciach, brudnych kołnierzyków czy prążkowanych, źle skrojonych, klubowych marynarek. Rozglądali się ciekawie. Mówili przyciszonymi głosami.

piątek, 12 sierpnia 2011

KASIA PEPPER po drugiej stronie lustra

Z dedykacją dla wszystkich, którzy wątpią w istnienie KSIĄŻKI. Spin off, który powstał w między czasie prac właściwych. Dajcie znać czy chcecie jeszcze, czy jeszcze przedsmaku....

KASIA PEPPER PO DRUGIEJ STRONIE LUSTRA

Część Pierwsza

Pani Klaudyna

„Córy Koryntu” to miejsce z klasą, dla ludzi z klasą. Wiadomo, zdarzają się różne indywidua, prowokowane sytuacje i ich prostackie, przemocowe rozwiązania, ale przeważnie udaje nam się uniknąć burd czy awantur. To nie była ani burda ani awantura. To był prawdziwy, podejrzany incydent. Niecodzienne zdarzenie, oto co to było.

Klute [4]

KLUTE [4]

Nauki pobrane w dzieciństwie z lektury gotyckich opowieści o duchach nakazywały mi sypiać w pustym domu mojego ojca. Wszystkie traumy poskładane w ciąg automatycznych zachowań. Nawyki żywego trupa pieczołowicie powtarzane za każdym razem gdy zapadał zmierzch. 

wtorek, 2 sierpnia 2011

Klute [3]

KLUTE [3]

Miałam w zwyczaju rozdrapywać się między nogami. Specjalną tarką do oskrobywania pięt. Srebrną, gładką tarką luksusowego rzeźnika. Odnawiałam głęboką ranę nad łechtaczką, przedłużałam srom. Chciałam żeby zatracił wszelkie kobiece kształty. Nie odczuwałam pożądania, jedynie nieznośne pieczenie w rozmoczonych, pęczniejących strupach. Całą moją złość, przemoc kierowałam między nogi. Godzinami patrzyłam, z lusterkiem wetkniętym między uda, jak rozpęknięcie u podwalin mojej tożsamości poszerza się i rozciąga, w co raz bardziej szyderczy uśmiech. Tworzyłam nowy gatunek. Trzecią płeć. Bezpłeć.