środa, 13 lipca 2011

Czułość


Za oknem pędzącego samochodu zmienia się struktura wymarłego miasta.

To miasto jest martwe. W poniedziałek jest martwe. We wtorek jest martwe. W środę jest martwe.

Na zakrętach mojego miasta wyrastają maszyny, których przeznaczenia nie rozumiem. 

W czwartek jest martwe. W piątek jest martwe.

Na starość będę rozmawiać tylko sama ze sobą. O ile starość zechce łaskawie nadejść.

W sobotę jest martwe.

W czasie menstruacji odwracam się tyłem do lustra. Chcę przedwcześnie przekwitnąć. Chcę przedwcześnie zostać wdową. Zbyt ciążą mi możliwości rozpłodu. Niepotrzebne mi rozmnażanie.

W niedzielę jest martwe.

Będę siedziała okrakiem na zgliszczach. W przekrzywionej koronie, z nogą na nogę. Pośród zniszczenia na wysokim krześle. Będę obserwowała koniec świata z rękami skrzyżowanymi na piersiach. Będę obojętnie patrzyła jak odchodzi wszystko co dobrze znasz. Najpierw umarł Bóg, więc jedyne w co wierzysz to miłość, choć umarła dawno przed Bogiem. Pokaże Ci coś lepszego niż miłość. Pokażę ci czułość na miarę naszych czasów. Prawdziwą naturę piękna.

Zawsze jest martwe. 

Gdzieś jeszcze stoi szkolna ławka, na której wydarłam paznokciem swoje prawdziwe imię. Swoje pierwsze imię. Ktoś codziennie opiera o nie łokcie. Ktoś codziennie przesuwa po chropowatych krawędziach brudnym, mokrym palcem. Kiedyś będziesz chciała je odnaleźć i położyć na nim zmęczoną głowę. Przelać przez nierówne litery ciężką łzę. Tylko tak możesz się do mnie zbliżyć. Rozdrapując zębami mój nadgarstek. Upuszczając mi brudnej krwi. 

2 komentarze:

Labryska pisze...

Wszystko to marność...

Ciervvona pisze...

Czułość, to to czego brak boli. Bez niej wszystko, "zawsze jest martwe".