poniedziałek, 25 kwietnia 2011

Klute [2]

KLUTE

część druga

All they leave behind is money
Paper made out of broken twisted trees

Noc jest ciepła. Noc jest łaskawa. Wszystkie moje wieczorowe sukienki poruszane niewidzialną dłonią, na zachętę. Sukienka ukradziona z Twojej szafy. Poskładana z rybich łusek. Obcisła jak druga skóra. Za każdym razem gdy wraz ze zmrokiem, zapach życia osiada na dnie miasta, gdy światło ustępuje by zrobić dla nas miejsce, byśmy mogły się przemykać niezauważone, gdy nadchodzi smród spalin i dym papierosowy, wtedy tęsknię za tobą. Nie mogę ustać w poszukiwaniach. Bo nawet gdy udaje mi się Ciebie odnaleźć, to tylko na chwilę. Wyczerpujesz się, wytracasz na intensywności. I znów muszę szukać kolejnej ciebie.

Znalazła się sama. Wszystkie obrane wcześniej metody, przemyślane kroki okazały się nieskuteczne. Przemierzałam noc w samochodzie, susząc mokre włosy w podmuchach stęchłego powietrza stojącego w wąskich uliczkach, jak w zapomnianych przez wiatr strumykach. Na siedzeniu obok spoczywał magnetofon szpulowy, wyrzucający z siebie kolejne kaskady głosek. Moje majtki wilgotne od jej słów.

Boisz się? Ja nie.
Robiłam to już wcześniej.
A ty?
Czy kiedykolwiek zdarzył Ci się sex za pieniądze?

Rozluźnij się.
Dobrze wiem co robię.

Samochód toczył się powoli. Byłam w nim uwięziona jak w pancerzu, jak w ochronnej budce na torach, mknącej przez safari. Te kobiety sprawiały wrażenie niebezpiecznych. W stanie nieustannej konkurencji, wrzały i warczały, jak słabo rozgrzane maszyny. Oglądałam je, jak przebrane towary porozkładane na półkach. Jak korowody manekinów, o twarzach i kroczach wytrawionych przez czas. Jak zdjęcia w świerszczyku, znalezionym w ubikacji koło sypialni Ojca. Chodziłam do miejsc gdzie chodzą tylko mężczyźni. Przekonałam się, że progi burdeli są szeroko i zachęcająco otwarte dla kobiet, tylko kobiety nie korzystają. Czy ja korzystałam? Wystarczy wyciągnąć banknoty, których samotna kobieta ma zawsze o parę za dużo. Wystarczy rozmienić pięć stów, które normalnie wydałabyś na parę nowych butów i obsypać czyjeś krocze deszczem brudnych, zmiętych liści. Wystarczy wyciągnąć posrebrzaną kartę wytrych. Wystarczy zamówić dwie butelki podłego szampana w ekskluzywnej cenie. Wystarczy oddać się w dłonie specjalistki. Wystarczy wiedzieć czego się pragnie. Ja nie wiedziałam.

Potem przyszło duszne lato i żadne drzwi nie mogły dłużej pozostawać zamknięte. Przykładałam czoło do polerowanych powierzchni barowych blatów. Samotna kobieta, która stawia drinki innym samotnym kobietom. Wieść szybko się rozchodziła, falując szemranym podnieceniem pośród spragnionego tłumu. Ta z upiętymi wysoko, brązowymi włosami. Ta w żałobie. Ta z białą, długą szyją. Ta niepozorna.

Miała na sobie posrebrzaną sukienkę. Obserwowałam jej nagość, wystawioną dyskretnie na pokaz. Ślina gęstniała pod językiem. Myślałam o różowych sutkach, ocierających się o śliską podszewkę materiału najeżonego małymi, srebrnymi guzikami. Myślałam o zatartych kasetach ciążących w kieszeni. Gdy usłyszałam jej głos chciałam natychmiast postawić szpulowy magnetofon na barze, pomiędzy schnącymi kroplami wódki. Zupełnie jak większość klientów, których obserwowałam uważnie podczas bezsennych nocy, gdy pożądany towar znalazł się w zasięgu, nagle zaczęło mi się bardzo spieszyć. Zniecierpliwienie do złudzenia przypomina seksualne podniecenie.

Kręciła na palcu ciemny loczek. Oblizywała usta i przechylała głowę, lekko rozbawiona, lekko rozdrażniona. Zdenerwowanie udziela się. To działa w obie strony. Gdy pojawia się klient którego byłabyś w stanie zapragnąć, który jest w stanie zapragnąć ciebie, trzeba się spieszyć.
-          Jak masz na imię ? – spytałam czując, że rozpoczynam jeden z najstarszych, ziemskich rytuałów.
-          Klaudia. – miała białe, ostre zęby. Nienaturalne. Jak u dziewczynki wampira.
-          To nie jest twoje prawdziwe imię.
-          To nie jest prawdziwa randka. – roześmiała się odrzucając głowę do tyłu. Schowała dłonie między nogami, zasłaniając dziurki pokryte srebrną skorupką lakieru do włosów.
-          Kim jesteś? Aktorką, modelką, piosenkarką?
-          Kimś kto potrzebuje pieniędzy.
-          Mam pieniądze. Pojedziesz ze mną?

W ciągu sekundy jej wzrok wyostrza się. Szacuje moją wagę, siłę mięśni. Ocenia czy w bezpośrednim starciu da sobie ze mną radę. Garbię się lekko, opuszczam podbródek przenosząc środek ciężkości z czubka głowy na splot słoneczny. Unoszę dłonie do rogowych oprawek okularów, tak by widoczne było nerwowe drżenie mięśni.
-          Tak. – uśmiechnęła się, wyraźnie uspokojona – Tak. Pojadę z Tobą.

Wyminęła mnie, oddalając się w kierunku wyjścia, pewnym, równym krokiem. Mnie i moją dłoń ściskającą zwitek banknotów, zawieszoną w powietrzu.

Obserwowałam ją we wstecznym lusterku. Dyskretnym ruchem zdjęła pozaciągane rajstopy. Zdjęła majtki. Wcisnęła je w przerwę w tapicerce, pod składane siedzenie. Jakby od niechcenia zostawiła wizytówkę. Jakby niby przypadkiem zostawiła list z żądaniem okupu. Jakby żart, jakby wygłup. Jakby groźba.

Znudzona patrzyła przez uchyloną szybę, ssąc sam koniuszek środkowego palca. Pogodzona z losem. Nie mogłam odpędzić się od natrętnego pytania;

Czy tylko dlatego, że również jestem kobietą, mam obowiązek ją uratować?

1 komentarz:

Renate pisze...

bardzo ładna część druga.. ale przerwy między wpisami to hmm.. perwersja ;)