niedziela, 27 marca 2011

Good Life vs Złoty Wiek Narcyzmu

Czasem walczę z pokusą by przed postem umieścić dedykację, dla wszystkich tych, którzy mają obsesyjną potrzebę zdobywania wiedzy na temat mojego życia prywatnego. Czytajcie lipshit bloga i wypytujcie naszych wspólnych znajomych czy to co na stronach bloga jest prawdą, pytajcie mnie o imiona dziewcząt i sprawdzajcie czy pamiętam szczegóły fikcyjnych opowiadań, tropcie mnie i wytykajcie palcami, grzebcie w moim koszu na śmieci i próbujcie zhakować mój prywatny profil na facebooku, jeśli tylko dzięki temu choć na chwilę spręża się nerw odpowiedzialny za wasze podniecenie. Nie potępiam żadnych perwersyjnych przyjemności. W końcu jestem Św. Katarzyną Franciszkiem, patronem fetyszy, kiepskiej literatury i podejrzanych apetytów seksualnych, świętą od masturbacji i niemonogamicznych, nieheteronormatywnych, wulgarnych, obscenicznych, pretensjonalnych zachowań. Ament.

sobota, 26 marca 2011

Pośród śnieżnej zamieci


Seryjna poligamia. Okresowa monogamia. Albo odwrotnie. Nic co można zrozumieć. Można jedynie doświadczać.

Posyp rękę pieprzem i wsadź ją sobie między nogi. Wylej na mnie wiadro śliskich, czarnych węgorzy o łuskach migoczących elektrycznym prądem. Pogryź mnie aż rozejdą się szwy. Nakarm mnie kwaśnym sokiem, który nosisz pod językiem. I podziel się mną ze swoim syjamskim bliźniakiem.  Po co ukrywać, że podnieca nas widok krwi i trzask łamanych serc.

niedziela, 20 marca 2011

Klute [1]

KLUTE

część pierwsza

Don't be afraid.
I'm not.                
As long as you don't hurt me
more than I like to be hurt...
I will do anything you ask.

Na początku byłam zła. Czułam się oszukana. Nie rozumiałam dlaczego musiał prowadzić podwójne życie. Jak śmiał mieć swoje sekrety?

Potem gniew minął. Najpierw pojawiła się ciekawość, wścibstwo. Potem zrozumienie. Jasne, zdrowe światło. I stał mi się bliższy niż kiedykolwiek wcześniej.

niedziela, 6 marca 2011

Historia, którą miałam zostawić dla siebie

Nie lubię gdy robimy to w moim domu. Nie lubię tego robić z Tobą za dnia. Gdy tyko zatrzaskujesz za sobą drzwi mojego mieszkania, siadam pod ścianą sypialni, twarzą do łóżka. Jest wciąż pełne Ciebie. Twoich długich, ciemnych włosów, odcisków palców, śladów po wilgoci. Zapalam papierosa by wytłumić zapach Twojego potu. Potem zmieniam pościel. Z dziwną obawą, że wyłonisz się spomiędzy pomiętych poduszek. Boję się, że gdy uniosę przepoconą kołdrę wyskoczysz niczym z puszki Pandory.

Gdy leżymy naprzeciwko siebie i jest już po wszystkim, niczym w amerykańskim filmie zaczynamy ze sobą rozmawiać. Podpuszczam Cię. Nie wierzę, że sex jest pretekstem do szczerości. Nie uważam, że wylizanie czyjejś cipki nadaje prawo do zwierzeń. Orgazm nie sprawi, że będę lepszym słuchaczem, że będę bardziej Tobą zainteresowana. A jednak, jestem niczym wygłodniały pies, wciąż węszę w poszukiwaniu świeżego mięsa. Chcę wyciągnąć od Ciebie każdy brudny sekret by potem sprzedać go tanio. Chcę wywiesić Twoją intymność na widok publiczny w zemście za to, że ośmieliłaś się pomyśleć, że możesz mnie mieć na własność. Chcę Cię sprowokować do odrobiny przemocy. Chcę obejrzeć Twoje zło. Chcę się wzbogacić Twoim kosztem. Chcę Cię okraść. Jestem niebezpieczna. Nie mam żadnych skrupułów, jeśli chodzi o opowiadanie cudzych historii.