niedziela, 27 lutego 2011

I don't want to be in love

- Nie chcę się zakochać, nie chcę się zakochać… - powtarzam twardo w myślach.  Blonde1 i Blonde2 siedzą naprzeciwko mnie, na kanapie w kulturalnej albo w enwuesiu albo w powiększeniu, doesn’t matter. All of them just come and crush in. Są parą. Bardzo perwersyjną, bliźniaczo podobną parą. Podobne do siebie jak siostry. Asymetrycznie wygolone i symetrycznie poprzekłuwane. Z neonowymi tulejami w rozciągniętych uszach, w koszulkach tokidoki, w bojówkach oplecionych czerwono czarnymi wstążkami. Opryskane uniseksową wodą, muśnięte tym samym bezbarwnym błyszczykiem. Blonde1 poznałam podczas awaryjnego postoju w corpo windzie. Zbyt bardzo zajęta wgapianiem się w jej sterczące cycki pod zbyt cienką jak na luty koszulką, zapomniałam o klaustrofobii i ataku paniki. Rozmawiałyśmy o czekoladzie i płycie Beady Eye. Przed portiernią wyciągnęła do mnie dłoń w dziurawej rękawiczce i powiedziała;
Chodź. Poznasz moją dziewczynę. –
Cóż, powinna była powiedzieć – Chodź, poznasz mnie jeszcze lepiej. Chodź, poznasz mnie w drugiej wersji. -  Żadnych apgrejdów czy modyfikacji. Blond Anielskie Xero.  

Palę cienkiego papierosa, zawsze na sępa odkąd rzuciłam palenie. Nie musiało upłynąć zbyt wiele czasu żebym znalazła się na ich domowej kanapie. Otwierają butelkę martini, mimo moich protestów, że to nie podwieczorek u babci. Dostaję więc elegancką szklaneczkę ze smirnoffem i potrójnym lodem. Ostatnio wciąż wódka i wódka, odkąd rzuciłam picie. Ostatnio wciąż nie wracam na noc do domu, odkąd postanowiłam się szanować. Turlam się i pokładam. Bose stopy przerzucam wzdłuż poduszek w zebrę i tygrysie paski. Ze ściany zerka na mnie gigantycznych rozmiarów Dita von Teese, w stylu pin up i bez majtek. Szepcze do mnie, puszczając perskie oczko;
- Tylko się nie zakochaj, tylko się nie zakochaj…
- Ale czy to naprawdę taki zły pomysł? Zakochać się? – szepczę w odpowiedzi, wkładając czubek języka w dziurkę wywierconą u podstawy kostki lodu – Tak platonicznie, tak nieszczęśliwie. Tak bez możliwości skonsumowania miłości. Tak w obu na raz. Tak tęsknie i na zawsze. Tak by nigdy nie móc się zdecydować, w której z nich, którą bardziej. Tak by płakać po nocach i liczyć nic nie znaczące uśmiechy. Tak czysto i niewinnie jakbym znów miała naście lat.
- Masz przecież Książkę. – śmieje się Dita i drapie się po brzuchu pozbawionym pępka, lateksowa syrena – Po za tym nigdy nie byłaś czysta i niewinna, nawet naście, nawet na trzepaku i na murku. Nigdy nie byłaś zdolna do platonicznej miłości. To się skończy sexem.
- Och, brak Ci wiary w monogamię. Nie bądź tak cyniczna jak ja. Zakochaj się razem ze mną. Bez wzajemności. To nie skończy się sexem.
- To się zacznie sexem i na sexsie się skończy. Nie zakochasz się. Nie, nie, nie… - grozi palcem Dita i odrzuca czarne loki na plecy.
Wzdycham głęboko. Dopijam do końca wódkę, przechylając szklaneczkę dramatycznym gestem. Czuję się jak postać z czechowa, pijana, umierając z niemożliwej, uniwersalnej miłości, z dala od domu, na cudzej kanapie. Romantyczna. Pretensjonalna. Z dala od Książki, która nie daje spać po nocach i nadaje wszystkim snom jeden, monolityczny kolor.
Blonde1 i Blonde2 siadają obok mnie na kanapie. Chichocząc wyjmują mi szklankę z dłoni, zabierają wilgotny niedopałek. Zdejmują skarpetki i koszulkę. Blonde1 całuje mnie po szyi, a Blonde2 rozpina mi stanik, dotykając mokrym palcem tatuaży i pytając;
- Czy to for real?
- No. Just for show off . – bełkoczę
A potem nagle jestem bez spodni, bez majtek, pozbawiona wszystkiego, prócz złudzenia. Więc szepczę niestrudzenie;
- To nie skończy się sexem. Tym razem nie. Tym razem naprawdę się zakocham.

4 komentarze:

Renate pisze...

Katie, uwielbiam Twoją niewinność..

Ciervvona pisze...

Ostatnio przeszło mi to przez myśl, czytając widziałam siebie jednej w nich:]
To była długa myśl.

najkia pisze...

Keepn on rolling baby :D

KaRrla pisze...

ta, gdyby wszystko wyglądałoby tak uroczo, cały czas powtarzałabym sobie , że się "nie zakocham..."