sobota, 24 grudnia 2011

Happy x-rated x-mass

Prosto z bożnarodzeniowego TrailerPark, gdzie dziś od bladego świtu pijemy Bollingera i Cinzano Cherry, palimy bez filtra, słuchamy PULP , oglądamy "Rosemary's Baby"  i obżeramy się szynką konserwową luksusową, drogie dziubaski, wszystkiego najlepszego z okazji Świąt Bożego Przejedzenia. Fck DIET! It's x-rated x-mass ALL YOU CAN EAT!


Come on. Let's get pissed and watch porn

sobota, 17 grudnia 2011

True romance


I don’t want to live forever. I want to live twice. 
I don’t want to love forever. I want to love once.
True romance.

Leżałyśmy na dywanie słuchając pewnej dziwnej płyty o podróżach w czasie. Zapatrzone w sufit jakbyśmy obserwowały ogony nie istniejących komet, jakbyśmy liczyły wyimaginowane gwiazdy. W rzeczywistości wsłuchane w reakcje ciała, powoli wypełzające na wierzch, jak bąbelki powietrza z głębin czystej wody. Czy nie oddycham za głośno? Czy ona słyszy bicie mojego serca? Może zbyt często przełykam nagle zgęstniałą ślinę, zbyt mocno oblizuję suche wargi? Rozmawiamy o ryzyku. O tym, że będę musiała wszystko postawić na jedną kartę i wreszcie zrobić to. Zweryfikować marzenia. Przekonać się czy śnię o tym co właściwe. Już wkrótce. 

środa, 7 grudnia 2011

LIPSHIT OGLĄDA: Comfort Movies [3]


Ktoś ostatnio przypomniał mi, że najwyższe miejsca z listy Comfort Movies nigdy nie ukazały się na lipshit blogu. I rzeczywiście. Tekst utknął gdzieś między niepublikowaną „Kasią Pepper po dwóch stronach lustra” (tak, tytuł przemorfował wraz ze śmiercią lata) oraz „Wielkim Traktatem Filozoficznym o Goleniu Cipek”. W ramach przypomnienia, Comfort Movie to niekoniecznie dobry film, który poprawia humor, jak szklanka wiśniowej coli, top z bershki czy smażony makaron z panierowanym tofu po chińsku. Wiesz, że to straszne świństwo, ale tak skutecznie sprawia, że czujesz się lepiej.

sobota, 3 grudnia 2011

Mieć ciastko i zjeść ciastko


Opowiadam Ci o pracy nad Książką. O tym jak kobiety są uwikłane w fatum posiadania. [...] Czasem nie umiem UNIKNĄĆ bycia kobietą.

Zastanawiam się czy to, że pewnych mechanizmów nie umiem zrozumieć, wynika z braku umiejętności pojęcia, pewnego emocjonalno intelektualnego ograniczenia, czy wynika z tego, że dawno nie doświadczyłam jak owe mechanizmy działają, zapomniałam jaki mogą mieć wpływ.

czwartek, 17 listopada 2011

Bit better on your own

Masturbation is sex with someone you really love.
(Annie Hall)

Musisz to zrobić tylko jeden raz. Zebrać wszystko co masz w sobie najlepszego i wypuścić. Focus and than let it all go. Potem, już do końca życia, będziesz mogła być tylko sobą.

niedziela, 6 listopada 2011

Five years

Come closer. Don’t be frightened. What’s your name? Your favorite color? Song? Movie? Don’t be nervous. Are you high?...
Hey… Make a wish.

Happy B*Day dear Lipshit. Never Ever fckn grow up. 

To trwa już pięć lat. Nieskończona metamorfoza. Chroniczny brak satysfakcji. Wieczne niedorastanie.

poniedziałek, 31 października 2011

Niehetero

W pierwszej wersji „red red lipstick” opowiadanie kończy się słowami;

- Tylko się nie przestrasz. – mówię podnosząc się z klęczek – Masz całą cipkę w czerwonej szmince. 

Gdy tekst robił obowiązkowe leżakowanie w czeluściach komputera, snułam się jak duch po domu, poczochrana i bez majtek, z brudnopisem „Garderoby Profesora Sparka” pod jedną pachą i z próbnym wydrukiem „Ciemnych Sprawek Kasi Pepper” pod drugą, oddając się głębokim i mrocznym przemyśleniom nad naturą własnej seksualności oraz jasnym i radosnym fantazjom na temat sprzętu pewnego Pana. I wtedy mnie tknęło.

niedziela, 30 października 2011

Red red lipstick

Every fuck is a mercy fuck, and every date is a break date

Chciałam sprowokować skandal. Chciałam sprowokować katastrofę. Znów nie wyszło. Świat nie wypadł ze swojego biegu. Ozdobna porcelana nie sturlała się ze szklanych półek, a srebrne łyżeczki nie wyskoczyły z wykładanych pergaminem szuflad. LuxTorpeda nie została skradziona, a Kasi Pepper wciąż nie udało się ani uratować ani pochować. Angielskie śniadanie zastępuję alkoholem i nikotyną. Słońce i powietrze zastępuję ciemnością twojej sypialni. I wciąż żyję. Mam się świetnie.

poniedziałek, 3 października 2011

Pod prąd wizerunkowej rzeki

Czy zastanawiałyście się kiedyś jak to się stało? Kiedy to się zaczęło? Kiedy Katarzyna Frank stała się naprawdę sobą? I jaki wpływ miało to na Kasię Pepper? 

„Zastanawia mnie czy zawsze muszę odgrywać przeznaczoną mi rolę. Czy potrafię się wyzwolić z tego czego oczekuje się ode mnie. Jaka jestem? Uległa? Dominująca? Czy zawsze muszę przejmować inicjatywę? Czy wyobrażasz sobie mnie w wysokich, czarnych szpilkach?”
(BLACK STILETTOS lipshit blog, marzec 2010)

czwartek, 15 września 2011

DZIEWCZYNY RANDKUJĄ. i lipshit też

Siedząc na corpo lunchu z innymi corpo girls (straight albo bi ciekawskie) spytałam wprost, jakie skojarzenia mają na luźno rzucone hasło „speed dating”. Wiem, nie jest to zbyt fortunnie obrana grupa badawcza, ale jedyna zawsze pod ręką. Posypały się odpowiedzi w stylu;
„desperacja”
„chciałabym ale boję się”
„przypomina mi to assessment center”
„to działa tylko w amerykańskim systemie randkowania w stylu „Sex and the City”. W każdy wolny wieczór randkujesz z innym facetem, aż wreszcie, po dziesięciu, dwudziestu, stu randkach trafiasz na to czego szukałaś. O ile wiesz czego szukasz. ”

No właśnie. Wiesz czego szukasz? Wiemy? Czy problematyczny jest już sam proces poszukiwania?

wtorek, 13 września 2011

101!


Każda okazja dobra do świętowania. Każda okazja dobra by wystrzelić korkiem od taniego szampana, by urządzić walkę na sushi, by założyć bieliznę, która na co dzień leży pogrzebana na dnie szuflady, by nałożyć czerwoną szminkę.

sobota, 27 sierpnia 2011

Klute [5]

KLUTE [5]

Gdy szłyśmy przez trawnik zauważyłam, że ktoś przerobił znak na 4fcknSAKE. Domy twoich sąsiadów mają oczy w najmniej spodziewanych miejscach. Oczy superczułe, laserowe, o atomowej pamięci. W świecie obwieszonym satelitami jak lampkami choinkowymi nie istnieje intymność. Leki zaczynały działać. Moje gardło sklejone czymś na podobieństwo słodkiego kleika. Niczym gołębica nosiłam pokarm u szczytu ust, sklepionych czarnym podniebieniem. Nosiłam wódę i barbiturany. Karmiłam kokainą i dolarami. Dawałam się wykorzystywać. Poza rolą ofiary nie istniałam. Jeśli coś we mnie nie wyginało się w masochistycznym skomleniu o przemoc, znaczy się nie było moje, nie moim głosem przemawiało.

niedziela, 21 sierpnia 2011

KASIA PEPPER po drugiej stronie lustra [3]

Widząc moje wzburzenie, drugi z panów, rudzielec o wydatnych ustach i starannie wypielęgnowanym wąsiku, położył rękę na klapie kaszmirowej marynarki i powiedział;
- Zapewniam Madame, że osoba, którą chcemy obdarować jest jedną z niewielu, która w pełni doceni uroki Panienki z Okienka numer Trzy. Zresztą, sama Madame oceni gdy ta osoba tutaj zawita. Jeśli Madame uzna, że ten kto przedstawi się podanym przez nas imieniem nie jest odpowiedni by obejrzeć występ w Pokoju Numer Trzy, zwyczajnie, poda Pani jakikolwiek inny klucz do któregokolwiek z pozostałych pokoi. Jednak mogę założyć się o cztery perskie dywany, wyściełające miękko te wspaniałe wnętrza, że Madame potrafi na jeden rzut oka rozpoznać ów osobliwy dar. Marzycielską skazę, niecodzienny gust…

środa, 17 sierpnia 2011

LIPSHIT OGLĄDA; Comfort Movies [2]

2. ABOUT ADAM
Sytuacja odwrotna w stosunku do „The Quills”. Film na pozór głupiutki i opatrzony znakiem „romantic” okazuje się przewrotny, zepsuty i fantastycznie perwersyjny. Wybaczam nawet tragiczną Kate Hudson, która niszczy wszystko za co się zabierze, poczynając od irlandzkiego akcentu, na Gershwinie kończąc. Queerowość filmu jest ekscytująca, a pochwała poligamii na samym końcu... cóż, poligamia nie wyklucza odczuwania miłości. Nawet jeśli to tylko miłość własna.

wtorek, 16 sierpnia 2011

KASIA PEPPER po drugiej stronie lustra [2]

część druga

Pani Klaudyna

Najpierw zjawili się dwaj gentlemeni. Obaj w garniturach, pod krawatem. W mankietach śnieżnobiałych koszul nosili spinki o mieniących się, diamentowych główkach. W kieszonkach mieli niedbale zmięte chusteczki od Hermes. Jak na mój gust mieli odrobinę zbyt długie grzywki, ale i tak… cóż za przyjemność, cóż za niecodzienna odmiana po gąszczu skórzanych kurtek, kaszmirowych golfów poprzecieranych na łokciach, brudnych kołnierzyków czy prążkowanych, źle skrojonych, klubowych marynarek. Rozglądali się ciekawie. Mówili przyciszonymi głosami.

piątek, 12 sierpnia 2011

KASIA PEPPER po drugiej stronie lustra

Z dedykacją dla wszystkich, którzy wątpią w istnienie KSIĄŻKI. Spin off, który powstał w między czasie prac właściwych. Dajcie znać czy chcecie jeszcze, czy jeszcze przedsmaku....

KASIA PEPPER PO DRUGIEJ STRONIE LUSTRA

Część Pierwsza

Pani Klaudyna

„Córy Koryntu” to miejsce z klasą, dla ludzi z klasą. Wiadomo, zdarzają się różne indywidua, prowokowane sytuacje i ich prostackie, przemocowe rozwiązania, ale przeważnie udaje nam się uniknąć burd czy awantur. To nie była ani burda ani awantura. To był prawdziwy, podejrzany incydent. Niecodzienne zdarzenie, oto co to było.

Klute [4]

KLUTE [4]

Nauki pobrane w dzieciństwie z lektury gotyckich opowieści o duchach nakazywały mi sypiać w pustym domu mojego ojca. Wszystkie traumy poskładane w ciąg automatycznych zachowań. Nawyki żywego trupa pieczołowicie powtarzane za każdym razem gdy zapadał zmierzch. 

wtorek, 2 sierpnia 2011

Klute [3]

KLUTE [3]

Miałam w zwyczaju rozdrapywać się między nogami. Specjalną tarką do oskrobywania pięt. Srebrną, gładką tarką luksusowego rzeźnika. Odnawiałam głęboką ranę nad łechtaczką, przedłużałam srom. Chciałam żeby zatracił wszelkie kobiece kształty. Nie odczuwałam pożądania, jedynie nieznośne pieczenie w rozmoczonych, pęczniejących strupach. Całą moją złość, przemoc kierowałam między nogi. Godzinami patrzyłam, z lusterkiem wetkniętym między uda, jak rozpęknięcie u podwalin mojej tożsamości poszerza się i rozciąga, w co raz bardziej szyderczy uśmiech. Tworzyłam nowy gatunek. Trzecią płeć. Bezpłeć.

niedziela, 17 lipca 2011

LIPSHIT OGLĄDA: Comfort Movies [1]

Ten post powstał na pocieszenie. Gdy staram się napisać coś porządnego, wymagającego, angażującego intelektualnie, wychodzi mi tylko śmierć, zgliszcza i menstruacja. To będzie comfort post. 

Jest źle. W drodze do najgorzej. Pomimo kolejnej podwyżki w korpo. Pomimo świetnej formy fizycznej (yerba and yoga). Pomimo sexu i dobrej zabawy. Pomimo wysokich niż wyższych obcasów. Pomimo świetnego projektu (gotycka proza, very freudian, I think). Jest coś co boli i uwiera już od pół roku. Jedyna sprawa w moim życiu, z którą nie mam odwagi rozprawić się raz na zawsze. Więc słonecznej niedzieli, zalegam przed kompem, słucham AIR i staram się, naprawdę staram się nie denerwować. Ktoś mógłby powiedzieć, że dobrobyt mi nie służy, ale kraina w której przyszło mi teraz żyć jest daleka od dobrobytu. Wystarczy jeden zdecydowany krok, trochę konsekwencji. Muszę tylko każdego dnia przekonywać siebie samą, że warto. Manipulacja oparta na życiowym lenistwie. Przecież nie jestem żadnym kurwa, najsłabszym ogniwem.

środa, 13 lipca 2011

Czułość


Za oknem pędzącego samochodu zmienia się struktura wymarłego miasta.

To miasto jest martwe. W poniedziałek jest martwe. We wtorek jest martwe. W środę jest martwe.

Na zakrętach mojego miasta wyrastają maszyny, których przeznaczenia nie rozumiem. 

sobota, 18 czerwca 2011

Notatki z pola walki [maj]

Kronika walki nad Książką [MAJ]

Ten dziennik to kronika walki nad Książką. […] Bez widowni. Bez redaktorskiego oddechu na plecach. Bez niewidzialnej dłoni, która zaciska się na palcach zawieszonych nad klawiaturą i wystukuje na pomalowanych paznokciach „ tik – tak, tik – tak”.

czwartek, 16 czerwca 2011

Stan chorobowy


Najdroższe marzenie autora: przekształcić czytelnika w widza. Czy da się je w ogóle urzeczywistnić? Anemiczne organizmy bohaterów literackich odżywiają się pod nadzorem autora i pęcznieją krwią czytelników. 
(Nabokov)

Przyznaję, nie lubię tego procesu. Bestia obudziła się i pożera cały mój czas. A ja mam go wciąż za mało.

niedziela, 12 czerwca 2011

Mały, brudny sekret na dziś

Mam absolutną obsesję. Na punkcie "Nocnego Portiera". I na punkcie Bogarde'a. Od zawsze. Widziałam "Death in Venice" dwadzieścia milionów razy i nigdy nie usypiam.
To w ramach akcji "Mały, brudny sekret na dziś."

niedziela, 5 czerwca 2011

Muzeum Erotyki

Człowiek wolny zakochuje się. Zajęty zdradza. 

Warszawskie Muzeum Erotyki jest puste. Staromodne i posępne. Małe, duszne salki i obowiązkowe eksponaty orientalne. Reklamuje je przeintelektualizowany, nieatrakcyjny typek z zapadniętą klatką piersiową i z dopiętymi, oskubanymi huzarskimi skrzydłami. Such a turn off: bóg, historia i sex. Na prawdziwie różnorodny sex nie starczyło miejsca. Brakło funduszy na podtrzymywanie sztucznej wilgoci.

niedziela, 22 maja 2011

DZIEWCZYNA I SYRENA [3]


Gdy otwieram oczy, słońce powoli znika za linią morza. Jest czerwone i napęczniałe. Jak moje pogryzione przez syrenę usta.
Syrena opiera się na łokciu. Blade oczy łagodnie przesuwają się po moim ciele.
- Wiesz, że w moim świecie wszystkie syreny były kiedyś kobietami?
- Naprawdę? – śmieję się – Dlaczego?
- Nie ma syren, które byłyby kiedyś mężczyznami. – syrena leniwie rozczesuje loki poplątane przez moje dłonie. Jej paznokcie są mocne jak grzebyki. - Tylko dziewczyny są na tyle bezczelne i odważne by sprostać syrenom.

niedziela, 15 maja 2011

DZIEWCZYNA I SYRENA [2]


Prycham jak kotka. Syrena mówi dalej, tonem niezmąconym niczym tafla spokojnej wody;
- Widziałam Cię jak w bezgwiezdne noce wypływasz łódką. O wiele dalej niż to rozsądne. O wiele szybciej niż inni rybacy. O wiele odważniej i bezczelniej niż mężczyźni. Czasem wymiotujesz ze zmęczenia. Przechylasz się przez burtę i pijesz słoną wodę, choć wiesz, że będziesz po niej długo chorować. Widziałam Cię jak płaczesz. Jak mówisz sama do siebie w dziwnym, czułym języku, którego nie znam. Jak zaciskasz dziewczęce pięści na wiosłach, mimo że krwawią. A wszystko po to by mnie wreszcie spotkać.

niedziela, 8 maja 2011

DZIEWCZYNA I SYRENA [1]

Kiedyś miałam inne marzenia.
Wyłowić z wody syrenę. Wciągnąć ją na pokład łódki, nie bez trudu. Pozwolić by bez końca znosił nas prąd.

W słońcu suszę jej gęste loki. Dotykam policzkiem śliskiej, szmaragdowej łuski. Delikatne sutki ogrzane moim oddechem. Piersi takie piękne i takie zbędne. Zamykające się i otwierające skrzela, delikatne i różowe na brzegach, drgające co raz wolniej i wolniej. Gdy ustają w swoim ruchu, syrena zaczyna się krztusić i wypluwa odrobinę skręconych wodorostów. Nie pachnie rybą ani słoną wodą, ale muszlą, gładkością perły. W przedziwny sposób jest tego zapachu bardzo mało, jakby była obmyta do czysta, do białej ości.

poniedziałek, 25 kwietnia 2011

Klute [2]

KLUTE

część druga

All they leave behind is money
Paper made out of broken twisted trees

Noc jest ciepła. Noc jest łaskawa. Wszystkie moje wieczorowe sukienki poruszane niewidzialną dłonią, na zachętę. Sukienka ukradziona z Twojej szafy. Poskładana z rybich łusek. Obcisła jak druga skóra. Za każdym razem gdy wraz ze zmrokiem, zapach życia osiada na dnie miasta, gdy światło ustępuje by zrobić dla nas miejsce, byśmy mogły się przemykać niezauważone, gdy nadchodzi smród spalin i dym papierosowy, wtedy tęsknię za tobą. Nie mogę ustać w poszukiwaniach. Bo nawet gdy udaje mi się Ciebie odnaleźć, to tylko na chwilę. Wyczerpujesz się, wytracasz na intensywności. I znów muszę szukać kolejnej ciebie.

GIRLS Nicole Blackman

DZIEWCZĘTA
Nicole Blackman
(tłm. Katarzyna Narcyzja Narcyzella Frank)

Gdy Cię zostawia,
zostawia za sobą przestrzeń,
duże bądź małe pozbawione powietrza miejsce
które błaga by je wypełnić.
Część weekendu która mówi
I co teraz ze sobą zrobisz?

niedziela, 27 marca 2011

Good Life vs Złoty Wiek Narcyzmu

Czasem walczę z pokusą by przed postem umieścić dedykację, dla wszystkich tych, którzy mają obsesyjną potrzebę zdobywania wiedzy na temat mojego życia prywatnego. Czytajcie lipshit bloga i wypytujcie naszych wspólnych znajomych czy to co na stronach bloga jest prawdą, pytajcie mnie o imiona dziewcząt i sprawdzajcie czy pamiętam szczegóły fikcyjnych opowiadań, tropcie mnie i wytykajcie palcami, grzebcie w moim koszu na śmieci i próbujcie zhakować mój prywatny profil na facebooku, jeśli tylko dzięki temu choć na chwilę spręża się nerw odpowiedzialny za wasze podniecenie. Nie potępiam żadnych perwersyjnych przyjemności. W końcu jestem Św. Katarzyną Franciszkiem, patronem fetyszy, kiepskiej literatury i podejrzanych apetytów seksualnych, świętą od masturbacji i niemonogamicznych, nieheteronormatywnych, wulgarnych, obscenicznych, pretensjonalnych zachowań. Ament.

sobota, 26 marca 2011

Pośród śnieżnej zamieci


Seryjna poligamia. Okresowa monogamia. Albo odwrotnie. Nic co można zrozumieć. Można jedynie doświadczać.

Posyp rękę pieprzem i wsadź ją sobie między nogi. Wylej na mnie wiadro śliskich, czarnych węgorzy o łuskach migoczących elektrycznym prądem. Pogryź mnie aż rozejdą się szwy. Nakarm mnie kwaśnym sokiem, który nosisz pod językiem. I podziel się mną ze swoim syjamskim bliźniakiem.  Po co ukrywać, że podnieca nas widok krwi i trzask łamanych serc.

niedziela, 20 marca 2011

Klute [1]

KLUTE

część pierwsza

Don't be afraid.
I'm not.                
As long as you don't hurt me
more than I like to be hurt...
I will do anything you ask.

Na początku byłam zła. Czułam się oszukana. Nie rozumiałam dlaczego musiał prowadzić podwójne życie. Jak śmiał mieć swoje sekrety?

Potem gniew minął. Najpierw pojawiła się ciekawość, wścibstwo. Potem zrozumienie. Jasne, zdrowe światło. I stał mi się bliższy niż kiedykolwiek wcześniej.

niedziela, 6 marca 2011

Historia, którą miałam zostawić dla siebie

Nie lubię gdy robimy to w moim domu. Nie lubię tego robić z Tobą za dnia. Gdy tyko zatrzaskujesz za sobą drzwi mojego mieszkania, siadam pod ścianą sypialni, twarzą do łóżka. Jest wciąż pełne Ciebie. Twoich długich, ciemnych włosów, odcisków palców, śladów po wilgoci. Zapalam papierosa by wytłumić zapach Twojego potu. Potem zmieniam pościel. Z dziwną obawą, że wyłonisz się spomiędzy pomiętych poduszek. Boję się, że gdy uniosę przepoconą kołdrę wyskoczysz niczym z puszki Pandory.

Gdy leżymy naprzeciwko siebie i jest już po wszystkim, niczym w amerykańskim filmie zaczynamy ze sobą rozmawiać. Podpuszczam Cię. Nie wierzę, że sex jest pretekstem do szczerości. Nie uważam, że wylizanie czyjejś cipki nadaje prawo do zwierzeń. Orgazm nie sprawi, że będę lepszym słuchaczem, że będę bardziej Tobą zainteresowana. A jednak, jestem niczym wygłodniały pies, wciąż węszę w poszukiwaniu świeżego mięsa. Chcę wyciągnąć od Ciebie każdy brudny sekret by potem sprzedać go tanio. Chcę wywiesić Twoją intymność na widok publiczny w zemście za to, że ośmieliłaś się pomyśleć, że możesz mnie mieć na własność. Chcę Cię sprowokować do odrobiny przemocy. Chcę obejrzeć Twoje zło. Chcę się wzbogacić Twoim kosztem. Chcę Cię okraść. Jestem niebezpieczna. Nie mam żadnych skrupułów, jeśli chodzi o opowiadanie cudzych historii.

niedziela, 27 lutego 2011

I don't want to be in love

- Nie chcę się zakochać, nie chcę się zakochać… - powtarzam twardo w myślach.  Blonde1 i Blonde2 siedzą naprzeciwko mnie, na kanapie w kulturalnej albo w enwuesiu albo w powiększeniu, doesn’t matter. All of them just come and crush in. Są parą. Bardzo perwersyjną, bliźniaczo podobną parą. Podobne do siebie jak siostry. Asymetrycznie wygolone i symetrycznie poprzekłuwane. Z neonowymi tulejami w rozciągniętych uszach, w koszulkach tokidoki, w bojówkach oplecionych czerwono czarnymi wstążkami. Opryskane uniseksową wodą, muśnięte tym samym bezbarwnym błyszczykiem. Blonde1 poznałam podczas awaryjnego postoju w corpo windzie. Zbyt bardzo zajęta wgapianiem się w jej sterczące cycki pod zbyt cienką jak na luty koszulką, zapomniałam o klaustrofobii i ataku paniki. Rozmawiałyśmy o czekoladzie i płycie Beady Eye. Przed portiernią wyciągnęła do mnie dłoń w dziurawej rękawiczce i powiedziała;
Chodź. Poznasz moją dziewczynę. –
Cóż, powinna była powiedzieć – Chodź, poznasz mnie jeszcze lepiej. Chodź, poznasz mnie w drugiej wersji. -  Żadnych apgrejdów czy modyfikacji. Blond Anielskie Xero.  

niedziela, 20 lutego 2011

Poza granicami bajek o miłości

 You're so fragile tonight
Been up hurting all night
It's not trivial like they think
Yes you're desperate and you're hurt

Śnię sen, który stanowi wyrwę w rzeczywistości. To sen w kolorze granatowym.

Przebudziłam się w granatowej, miękkiej ciemności. Naga, pod ciężką pościelą. Ciężkie zasłony tłumiły blask tego co na zewnątrz. Wiedziałam, że jestem daleko od żywych ulic, od miasta. Nie powodowało to we mnie lęku.

niedziela, 16 stycznia 2011

CANDY CANE [4]

CANDY CANE [4]

[peter pan girl]

Czasem rozmawiam z Tobą, kochana Doxxa. Wiem, że Twoja historia potoczyła się inaczej niż historia Annie Dog, mojej drugiej nastoletniej flamy. Wiem, że nigdy nie sprzeniewierzyłaś się temu o czym marzyłyśmy. Tak jak ja, masz odwagę by być tym czym chciałyśmy być. Lubisz być odmieńcem. Wierzę w Ciebie. Jesteś moją czarną jaskółką.

poniedziałek, 3 stycznia 2011

Lista Książek Zjedzonych 2010

Klasycznie. Post otwierający każdy kolejny rok na lipshit blogu.

1.    MARGOT  Michał Witkowski 
Co prawda połknęłam na jeden raz, przyznaję. Przyznaję też, że niestety, to strasznie gówniana książka. Niedopracowana, za krótka, zbyt szybko i bez pomyślenia wydana. Tylko okładka w pytkę.
Witkowski jest świetnym, bardzo sprawnym prozaikiem z jajami. Zamysł na tą książkę jest dobry, ale została wydana zbyt wcześnie. Jest niedopracowana, za krótka i niedopieszczona. Ot, zbiór trzech szkiców, które mogły być punktem wyjścia do czegoś poważniejszego, a tak mamy wygłup na dwieście stron. Lubię gdy Witkowski zwalnia, gdy wywala z siebie subtelność i czułość. Szkoda, że woli robić za błazna.