wtorek, 16 listopada 2010

TRZYNAŚCIE PISARSKICH PODPOWIEDZI Chuck Palahniuk

Oto jeden z 36 esejów Chucka Palahniuka z jego kursów kreatywnego pisarstwa. W moim autorskim tłumaczeniu, które powstało na użytek własny. Rady bardzo celne i trafne. Może komuś również się przydadzą.

13 PISARSKICH PODPOWIEDZI
CHUCK PALAHNIUK



Dwadzieścia lat temu, w Boże Narodzenie, spacerowałem wraz z przyjaciółką po śródmieściu Portland. Mijaliśmy duże domy handlowe: Meier & Frank… Fredrick and Nelson… Nordstroms… W wielkich oknach wystawowych były proste, ładne scenki; manekin w fajnych ciuszkach czy butelka perfum siedząca sobie wygodnie pośród sztucznego śnieżku. Jedynie wystawa J.J. Newberry Store, niech mnie ściśnie, była wypełniona lalkami, kolorowymi łańcuchami, zestawami sztućców, zestawami śrubokrętów i poduszek, odkurzaczami, wieszakami z plastiku, kwiatami, prawdziwymi i sztucznymi, cukierkami – wiecie o co mi chodzi. Każdy z tych przeróżnych przedmiotów miał naklejoną cenę wypisaną na kawałku spłowiałego, czerwonego kartonu. Gdy przechodziliśmy, moja przyjaciółka, Laurie, przyglądając się, powiedziała;
-    Ich dekoracyjna filozofia to pewnie „Jeśli wystawa nie wygląda wystarczająco dobrze – upchnij jeszcze trochę”. –

Trafny komentarz w dobrym momencie. Pamiętałem go jeszcze dwie dekady później, bardzo mnie rozśmieszył. Te inne, ładne wystawy… Jestem pewien, że były bardzo stylowe i gustowne, ale nie mogę sobie przypomnieć jak naprawdę wyglądały.

Pisząc ten esej jako cel postawiłem sobie „upchnąć jeszcze trochę”. Pozbierać do kupy pomysły zgromadzone w Bożonarodzeniowych ilościach, z nadzieją, że coś może się przydać. Jakbym pakował prezenty świąteczne dla czytelników, wrzucając do środka i cukierki i wiewiórkę i książkę i jakieś zabawki i naszyjnik, mając nadzieję, że różnorodność sprawi, że niektóre z prezentów będą zupełnie zbędne, a niektóre okażą się idealnie trafione.

Numer Jeden

Dwa lata temu, jeden z moich pierwszych esejów mówił o metodzie zwanej „pisanie z minutnikiem”. Esej się nie ukazał, ale oto metoda: jeśli nie masz ochoty na pisanie, ustaw minutnik na godzinę (lub na pół godzinki) i pisz, dopóki nie usłyszysz dzwonka. Jeśli w dalszym ciągu odrzuca Cię na myśl o pisaniu, będziesz wolny w przeciągu godziny. Ale zazwyczaj, gdy dzwonek dzwoni, jesteś tak zajęty pracą, tak bardzo zadowolony, że nie przestajesz. Zamiast minutnika możesz sobie wstawić pranko albo zmywarkę, odmierzą Ci czas. Przełamując wymagające zadanie jakim jest pisanie czymś tak bezmyślnym jak pranie czy wycieranie naczyń, będziesz miał chwilkę by zastanowić się nad nowym pomysłem czy przemyśleć palące kwestie na bieżąco. Jeśli nie masz pojęcia co dalej powinno się pojawić w twojej opowieści…. Zabierz się za czyszczenie kibla. Zmień pościel. Nie wiem, Chryste, podkurzaj pod komputerem. Coś lepszego szybko pojawi się w Twojej głowie.

Numer Dwa

Twoja widownia jest znacznie sprytniejsza niż Ci się wydaje. Nie bój się eksperymentować z różnymi formami opowieści i zmianami ram czasowych. Moja osobista teoria mówi, że w dzisiejszych czasach młodsi czytelnicy odrzucają większość książek – nie dlatego, że są głupsi niż wcześniejsi czytelnicy w ich wieku, ale dlatego, że są bardziej cwani. Filmy bardzo uwrażliwiły nas opowiadanie historii. Twoją widownię jest o wiele trudniej zszokować niż kiedykolwiek sobie wyobrażałeś.

Numer Trzy

Zanim usiądziesz do spisania sceny, przemiel ją w swojej głowie, tak by poznać jaki naprawdę jest jej cel. Czy wcześniejsze zabiegi opłacą się przy tej scenie? Jaki grunt ta scena przygotuje dla tego co nastąpi później? W jaki sposób posunie fabułę do przodu? Gdy pracujesz, ćwicz, trenuj, kręć się tylko wokół tych pytań, miej je wciąż w głowie. Spisuj notatki gdy tylko pojawiają się pomysły. Gdy zdecydujesz się których kości użyć do budowania szkieletu sceny – dopiero wtedy usiądź i napisz ją. W ogóle nie podchodź do swojego nudnego, zakurzonego komputera bez czegoś w głowie, bez pomysłu. Nie pozwól by czytelnik musiał się przedzierać przez scenę w której nie dzieje się nic lub prawie nic.

Numer Cztery

Zaskocz się. Zabierz swoją historię – lub pozwól by to ona zabrała Ciebie – do miejsca, które Cię zadziwia. W ten sposób zaskoczysz też swojego odbiorcę. Moment w którym padniesz ofiarą dobrze zaplanowanej niespodzianki, będzie takim momentem również dla Twojego wymagającego czytelnika.

Numer Pięć

Jeżeli utkniesz wróć się i przeczytaj parę wcześniejszych scen, szukając porzuconych postaci albo szczegółów które możesz przywrócić do życia jak „zakopaną amunicję”. Gdy kończyłem „Fight Club” nie miałem bladego pojęcia co począć z wieżowcem. Gdy przeczytałem pierwszą scenę, znalazłem odrzucony komentarz na temat zmieszania nitro z parafiną i jak dziecinne proste jest produkowanie materiałów wybuchowych z plastiku. To głupiutkie wtrącenie (… nigdy nie mogłem się przekonać do parafiny … ) było właśnie takim „zakopanym pociskiem”, który wystrzelił na samym końcu, ratując mój pisarski tyłek.

Numer Sześć

Używaj pisarstwa jako wymówki by co weekend urządzać imprezę – nawet jeśli tą imprezę nazwiesz “warsztatami”. Za każdym razem gdy spędzasz czas pomiędzy ludźmi którzy cenią i wspierają pisarstwo to równoważy długie godziny spędzone w samotności na pisaniu. Nawet jeśli kiedyś uda Ci się sprzedać swoją pracę, żadna suma nie wynagrodzi Ci czasu spędzonego w samotności. Tak więc weź swoją „wypłatę” z góry, używaj pisarstwa jako pretekstu by być między ludźmi. Gdy dojdziesz do końca swojego życia, wierz mi, nie będziesz wspominał ani doceniał chwil spędzonych w samotności.

Numer Siedem

Pozwól sobie czasem Nie Mieć Bladego Pojęcia. To jest rada od setek sławnych ludzi, zaczynając od Toma Spanbauera, a kończąc na mnie, czy teraz już na Tobie. Im dłużej będziesz pozwalał by powieść nabierała kształtu, tym lepszy będzie ten kształt na końcu. Nie poganiaj zakończenia, nie zmuszaj powieści by kończyła się na siłę. Wszystko co musisz wiedzieć to zawartość następnej sceny czy kilku następnych. Nie musisz znać każdego momentu aż do samego końca. Cholernie nudne będzie dokładne wykonanie tego co sobie zaplanujesz. 

Numer Osiem

Jeżeli potrzebujesz trochę więcej wolności w obrębie powieści, szkicuj szkice, wybieraj by móc z czego wybierać, zmieniaj imiona swoim postaciom. Postacie nie są realne i nie są Tobą. Poprzez zmiany imienia postaci odnajdziesz dystans, niezbędny by wreszcie dać jej popalić, potorturować ją trochę. Albo jeszcze gorzej, zupełnie ją usunąć, jeśli rzeczywiście tego potrzebuje opowieść. 

Numer Dziewięć

Są trzy typy narracji – nie wiem czy to do końca PRAWDA, ale słyszałem to na jakimś seminarium i miało to wtedy sens. Te trzy typy to: Opisujący, Rozkazujący i Ekspresyjny. Opisujący: „Gdy słońce wzeszło wysoko… „. Rozkazujący: „Idź, ale nie biegnij…”. Ekspresyjny: „Ałaa!” . Większość prozaików używa tylko jednego typu, najwyżej dwóch typów narracji. Więc używaj wszystkich trzech, na raz. Zmieszaj je. W taki sposób właśnie ludzie mówią.

Numer Dziesięć

Pisz książkę, jaką sam chciałbyś przeczytać.

Numer Jedenaście

Zdjęcie na okładkę zrób sobie teraz, kiedy jesteś jeszcze młody. Nie zapomnij o negatywach i prawach autorskich. 

Numer Dwanaście

Pisz o sprawach, które Cię naprawdę wkurzają. Tą są jedyne sprawy, o których warto pisać. Na swoim kursie, który nazywał się „Pisarstwo Niebezpieczne”, Tom Spanbauer przekonywał, że życie jest zbyt cenne by spędzać je w pisarskiej uprzęży pośród konwencjonalnych opowieści, z którymi nie czujesz się emocjonalnie związany. Tom opowiadał o wielu istotnych sprawach, niestety pamiętam tylko połowę z nich. Sztuka „rzemieślniczej misji”, czy jakieś słówko w tym stylu, słówko, którego nie umiem przeliterować, ale rozumiem, że chodzi o troskę z jaką przenosisz czytelnika pomiędzy poszczególnymi punktami Twojej historii. I „ pod konwersację”, przez co rozumiem ukrytą wiadomość pogrzebaną w na pozór oczywistej opowieści. Ponieważ nie czuję się komfortowo opisując tematy, które rozumiem jedynie połowicznie, Tom zgodził się napisać książkę o swoich warsztatach i ideach, których naucza. Roboczy tytuł to „Dziura w sercu” i planuje ją wydać na początku 2007 roku.

Numer Trzynaście

I jeszcze jedna opowieść ze Świątecznej Wystawy. Niemal każdego ranka jem śniadanie w tej samej knajpie. Tego ranka malowali na oknach Bożonarodzeniowe ozdoby. Bałwanki. Płatki śniegu. Dzwoneczki. Facet stał na zewnątrz, na chodniku, malując szyby na ostrym mrozie. Jego oddech parował, gdy mieszał ze sobą różne kolory farb. W środku knajpy, klienci i obsługa patrzyli jak warstwy czerwonej, białej i niebieskiej farby pokrywają wielkie, wystawowe okna. Za jego plecami deszcz zmienił się w śnieg, który zaczął opadać zgodnie z podmuchami wiatru.
Włosy malarza były w kilku odcieniach siwizny, a jego twarz obwisła i pomarszczona, pewnie tak samo jak tyłek, który nosił w przetartych jeansach. Pomiędzy nanoszeniem kolejnych kolorów pociągał sobie z papierowego kubeczka.
Obserwowaliśmy go ze środka, znad tostów i jajecznicy. Ktoś powiedział, że to smutne. Któryś z klientów zaczął mówić, że ten człowiek musiał zawieść jako artysta. W kubeczku miał pewnie whiskey. Gdzieś tam czekało na niego studio pełne kiepskich obrazów, więc musi zarabiać na życie malując wystawy tandetnych restauracyjek i sklepów spożywczych. To po prostu smutne, tak bardzo smutne.
Facet dalej nakładał farby. Najpierw białą jako podstawowy śnieżek. Potem pola czerwieni i zielonego. Potem czarne kontury, które układały się w świąteczne skarpety i choinki.
Kelner chodził między stolikami dolewając kawy i powtarzając „ Boże, jak schludnie… chciałbym też tak umieć.”
I nieważne czy zazdrościliśmy czy współczuliśmy temu facetowi, który marzł nakładając kolejne warstwy farby, on wciąż malował. Dodawał wciąż nowe szczegóły, nowe kolory. Nie wiem w którym momencie to się stało, ale malarz w końcu zniknął. Obraz sam w sobie był tak bogaty, wypełniał okna dokładnie, kolory był tak jasne, że malarz mógł wreszcie odejść. Nie ważne czy był nieudacznikiem czy bohaterem. Zniknął, odszedł na zawsze. Jedyne co widzieliśmy to jego dzieło.

(tłm. Katarzyna Frank)

Brak komentarzy: