piątek, 19 listopada 2010

Jeff, Nicole i Katarzyna Franciszek

17 listopada 2010

Miałby czterdzieści cztery lata. Uwielbiał Morriseya. Świętowanie jego urodzin staje się na lipshit blogu tradycją.

Jeff, Katarzyna Frank i Nicole Blackman. Moje autorskie tłumaczenie jej spoken poem „ To the boy who exploded, to the boy who drowned, to the boy who fell from stars”. (taken from “Blood Sugar”). Środkowa zwrotka, o chłopcu który utonął. To o Jeffie. Dosłownie, literalnie, biograficznie. Żadnych nadinterpretacji.

Ktoś może powiedzieć, że życie Katarzyny Frank oplatają dziwne zbiegi okoliczności. Mój ulubiony martwy artysta w wierszu ulubionej poetki.
Odpowiem, że każda bratnia dusza, every soulmate, jest spleciona z innymi, oplątana, błyszcząca, mocną nitką… 

NICOLE BLACKMAN

Do chłopca który eksplodował
Do chłopca który utonął
Do chłopca który spadł z gwiazd

Martwi dla mnie, jesteś już całkiem martwi
Umieracie raz po raz z każdą opowieścią
Wy króle agonii
Wy wy wy  fałszywi męczennicy
Którzy wybiegli przez drzwi
Zanim podano rachunek.

Przeklęte wyczucie czasu
Jak również błogosławione
Ameryka kocha swoich synów którzy umarli
Zanim zdążyli odebrać wypłatę
Pozostańcie martwi, jesteście wtedy tacy piękni
(wtedy też kochamy was najbardziej).

Jest coś z krwawego baletu w sposobie
W jaki mówimy o szczegółach wypadków samochodowych
Ten samochód, to przyjęcie, tamten naszyjnik.
Jest coś z doznania fizycznej ulgi
Gdy dochodzimy do puenty:
Zaledwie milę od domu.
Właśnie podpisał kontrakt z wytwórnią.
Ciało tak bardzo zmienione że został zidentyfikowany
Tylko po łańcuszku zwieszonym na szyi.
Wyjmujemy coś z zanadrza
Za każdym razem gdy o tym opowiadamy. Jakąś skorupę
Jakiś kawałek skręconego metalu w sam raz by wsunąć
Do kieszeni, jakiś ślad który mógł być
Niezbędny dla policji ale i tak go sobie wzięliśmy
(jak sępy, jak szczury).
Prywatna żałoba okazywana publicznie
Jakby udowadniała coś o nas samych
Jak wiele wiedzieliśmy o jego życiu
Jak blisko musieliśmy z nim być
(bliżej niż ty, skurwysynu, na pewno bliżej niż ty).

***

wejść do rzeki
w ciężki butach.
jaka głupota.
Jednak każdy wybacza pięknemu chłopcu
I twój czarny chrzest który przytrzymał cię w nurcie rzeki
pod zimną mokrą pościelą
przez wiele dni zanim wypłynąłeś
spuchnięty i siny
I twoja matka która mówi
Nigdy nie sądziłam że mój syn kiedykolwiek wejdzie do wody
I dziewczęta z internetu załamują dłonie
I mówią biada ach biada biada
Podczas gdy dj’ie rozgłośni, które nigdy nie grały twoich piosenek
Puszczają calutki album w chłodzie
Sławnemu martwemu chłopcu
Ze sławnym martwym ojcem.
Nałykałeś się wody, nałykałeś się krwi?
(w czwartek obserwowałam jak rośnie sprzedaż twoich płyt)

***

łatwo jest dotknąć gwiazd gdy świecą w ciemnościach
na suficie twojej sypialni, błyszcząc mdlącą zielenią.
Mogłeś policzyć gwiazdy ale nie mogłeś ich zdobyć.
Mogłeś nadać im nazwy ale nie mogłeś ich zatrzymać.
Kto by pozwolił byś je sobie wziął?
Gdy leciałeś nieopodal na przejmującym mrozie nie mogłeś ich posmakować.
Po latach przebywania na niewłaściwej stronie nieba
Zakradłeś się ciemną nocą i zaoferowałeś samego siebie na krawędzi dachu
Sięgając wysoko
Skoczyłeś prosto w uprząż nocy spodziewając się zrobić wrażenie
Na jakimś roziskrzonym bogu
Tak by uniósł cię spośród skręconego powietrza prosto w najciemniejszy z ciemnych błękitów.

Mówią że samobójca zazwyczaj umiera na atak serca
Zanim w ogóle dosięgnie ziemi
Że jest moment na pokutę w środkowej partii powietrza
Że skoczek rzuca i wstrząsa swoim ciałem próbując się zatrzymać
stój
stój
Czy zobaczyłeś gwiazdy gdy wylądowałeś?
Czy stanąłeś w płomieniach gdy spadałeś?

***

Czy wszystkim z was udało się rozpoznać moment gdy Bóg przyjął was z powrotem?
Zmawialiście pacierz czy rzucaliście przekleństwa w ciemnościach?
Odprężyliście i poddaliście się czy walczyliście na przekór
Eksplozji Wodzie Ziemi?
(ziemia teraz tak spokojna gdy brakuje waszych kroków)

czy macie nam coś do powiedzenia
tym którzy wysprzątali schowki i sprzedali gitary
tym którzy wydawali oświadczenia dla prasy
i mówili wszystkim jak wam teraz jest dobrze
i prosili o datki w waszym imieniu?

(tłm. Katarzyna Frank)

4 komentarze:

karolina pisze...

Tak czytam i czytam od kropki
do każdego przecinka,wszystkie Twoje posty,bo lubię,bo trafiasz w mój gust.
Nie wiem do końca co jest tutaj tylko metaforą,a co opisem prawdziwych uczuć.
Ale czasem się zastanawiam,czy naprawdę potrzebne są nam litry alkoholu,fajki,znowu litry alkoholu,cierpienie,seks,
znowu cierpienie i trochę szczęścia,by odnaleźć siebie ?
Czasem gdy czytam,zastanawiam się na jakim etapie Ty jesteś..Czy to tylko literacki twór,czy analogicznie układa się z Twoimi uczuciami..

lipshit pisze...

Katarzyna Frank istnieje naprawdę. Moje życie rozwarstwia się, faluje. Moja rzeczywistość ma wiele poziomów. Część do bólu realnych, część zaledwie metaforycznych.

Seks bez zobowiązań, alkohol, narkotyki i jeszcze trochę seksu. Mnie to inspiruje. Cierpienie odnajduję prawdziwszym niż wygodne szczęście. Z pędu do autodestrukcji jestem skonstruowana.

Na jakim etapie jestem? Myślę, że o tym w następnych postach.

karolina pisze...

Hmm..rozumiem,mnie za to inspiruje Twój blog.Podoba mi się taki kuriozalny styl życia,chociaż sama często nie mam odwagi i siły by właśnie tak żyć.A tak w ogóle chciałabym książkę."Obiecałaś" już w czerwcu.

lipshit pisze...

Książka już prawie prawie gotowa, w dużej ponad połowie. Myślę, że jeszcze chwila, może dwie a zddam wersję wstępną...

Inna sprawa, że powinnam więcej i mocniej i częściej. Słowa, słowa, słowa. Tylko to powinno mnie interesować. Nie cipki.

Zakładam grupę na facebooku "Kopnij w dupę Katarzynę Franciszek i każ jej siadać do pisania".