poniedziałek, 15 listopada 2010

INNER SIDE OF WET Rozdział V

WEWNĘTRZNA STRONA WILGOCI

ROZDZIAŁ V


Przez pierwszy dzień prawie w ogóle o Tobie nie myślę. Najedzona Twoim ciałem przesuwam Cię do kategorii wspomnienia. Gdy zapada zmrok i pojawia się zapach zmęczonego miasta, na czubku języka osiada pierwsza kropelka głodu.

Przez drugi dzień udaję, że w ogóle o Tobie nie myślę. Nocą masturbuję się powtarzając w myślach wszystko co zaszło, całą łóżkową gimnastykę. Wyobrażam sobie, że patrzysz na mnie, jak ślizgam palcami po nabrzmiałej łechtaczce. Leżysz obok mnie, całkowicie ubrana, nawet w butach, które brudzą białą pościel. Patrzysz, muskasz mnie błękitnymi oczami, z czułym rozbawieniem. Odgarniasz czarne włosy na kark i  mruczysz mi do ucha;
–    Czy wiesz, że kiedyś ożenię się z Tobą…? – 
Wtedy dochodzę.

Przez trzeci dzień nie mam wcale zamiaru zadzwonić. Na szczęście dzwonisz Ty.

Zatłoczona kawiarnia. Wchodzę do środka, stukocząc obcasami. Prosta, czarna, wełniana sukienka. Płaszczyk o złotych guzikach. Marynarski, postawiony kołnierz. Krótkie, czarne włosy opruszone śniegiem. Kołyszę tyłkiem, którego podobno nie mam. Spojrzenia odbijają się od gładkich krawędzi ciała i spadają na podłogę. Prowokuję trochę zamętu. Przecież musisz mnie zauważyć.

Koleżanka przynosi kawę. Białe filiżanki z grubej porcelany, dębowa boazeria, skórzane kanapy tłoczone guzikami. Dziewczyna pokazuje palcem na bar
 – Och, Katie! Zobacz kto tam jest! –
Nie musiała. Już wcześniej słyszałam Twój złośliwy chichot. Machasz dłonią na powitanie. Uśmiecham się i w kawie topię westchnienie ulgi. Uprzejme gesty z dwóch przeciwległych stron sali. Odrobina zainteresowania i nic ponad to, żadnej zachęty, nic więcej ponad przypadkowe spotkanie. Bawimy się w nie zwracanie na siebie uwagi. Jednak wiem, że Twój wyraz twarzy zmienił się gdy weszłam do środka, a razem ze mną chmurka śniegu. Widziałam jak gaśniesz na chwilę, a potem wzbierasz ze zdwojoną siłą.

Zmagam się ze sobą w pustej łazience. Żadnych świadków. Poprawiam króciutkie włosy, maluję usta. Drżą mi ręce. Już nie mogę przełykać. Wyschnięte gardło piecze, język przykleja się do rozgrzanego podniebienia. Przesuwam dłonią po szyi, palcem odchylam dekolt sukienki. Wszędzie zwiastuny nadchodzącej gorączki. W lustrze widzę młodą dziewczynę, pewną siebie, arogancką. Nie poznaję się. Nie wiem kto na mnie patrzy szeroko otwartymi, mocno umalowanymi oczami.

Mijasz mnie gdy tylko wychodzę z łazienki. Obserwowałaś i czaiłaś się na odpowiedni moment, mistrzyni ceremonii. Owiana Twoim zapachem, nie mogę znów złapać tchu. Słaniam się i opieram się o futrynę, patrząc na czubki kozaków. Z daleka ktoś może stwierdzić, że po prostu ustępuję Ci miejsca w ciasnym przejściu. Odwracasz twarz, gdy wciskasz mi w dłoń kluczyki od samochodu.

Chwilę jeszcze siedzę przy stoliku. Trochę dla niepoznaki, a trochę dla przyjemności patrzenia na Ciebie. Błyszczysz. Piękna, tak jak piękni potrafią być tylko ludzie, którzy wzrastali w przekonaniu o własnej nieatrakcyjności. Coś niebezpiecznego kryje się w Twoim kpiącym uśmiechu, w pewności niedbałych gestów. Włosy związane na plecach, nieodłączna koszula, rozpięty żakiet. Opierasz dłoń na biodrze i tłumacząc coś trzymasz papierosa w dwóch palcach. Śmiejesz się i odrzucasz głowę do tyłu. Potem, z siłą uderzenia, patrzysz mi prosto w oczy. Wiem, że jest w Tobie mnóstwo czułości. Wiem ile chcesz i możesz mi dać. Ale Twoje błękitne oczy są zimne. Uśmiech jest bezlitosny i okrutny. Nie umiem Ci uwierzyć. Chcesz mi pokazać jak bardzo tęsknisz. Ale jedyne co mogę zrobić to odpowiedzieć Ci tym samym spojrzeniem, przeciągłym i odważnym. Jedyne na co mnie stać to bliźniaczy uśmiech.

Wstaję i ściskając w dłoni kluczyki do samochodu, idę w kierunku wyjścia. Trochę przygarbiona. Wilgoć już zaczyna się zbierać. Czuję jak Twoje spojrzenie sunie wzdłuż szyi i zatrzymuje się na półotwartych, nagle zdyszanych ustach. Jest tak intensywne jak dotyk. Wszystko znów zaraz zacznie się od początku. Choć nigdy, przenigdy, przysięgam, nie umiem w to uwierzyć…


(sierpień 2009 Warszawa)




4 komentarze:

Labryska pisze...

Orgazm na myśl o małżeństwie ;) zakochana-w-dziewczynie.blog.onet.pl

lipshit pisze...

Przewrotnie, ten obrazek, to jeden z moich ulubionych fragmentów lipshit bloga.
Te brudne buty na białej pościeli, delikatność ciała i bezczelność szeptu.

Anonimowy pisze...

Jestem uzalezniona od Inner side of wet, znow przeczytalam je od poczatku...

"to jak można zbliżać się do granic płci, nie tracąc swojej prawdziwej tożsamości... jednocześnie nikt nie ma wątpliwości, że nie masz penisa, co więcej, że wcale nie chcesz go mieć" kiedys ubralo w slowa, to co nieskatalogowane, nazwalo luzno zawiazany krawat i rozpiete mankiety koszuli.

Zaparowane szklo stolika, rozowy slad na brzegu filizanki, Kate przechylajaca sie przez barierke-szereg obrazow, ktore tworza sie w glowie, czytajac tekst.

Jutro rano zakladajac marynarke znow inaczej usmiechne sie do odbicia w lustrze.

Mloda dama zza Baltyku

lipshit pisze...

Wciąż zaskakuje mnie gdy dostaję sygnały, że to jest dla was ważny tekst.

Po tak długim czasie od kiedy tekst powstał, choć historia i fascynacja kryjąca się za nim nie jest przebrzmiała (i pewnie nigdy nie będzie), czuję się z nim już mniej związana. Patrzę na niego chłodno, oceniam. I jest w nim rzeczywiście parę obrazów przemawiających do wyobraźni, mówiących o punktach zapalnych mojej seksualności... tylko że teraz to już nie jest opowieść o mojej seksualności.
Tylko o waszej, drogie dziewczęta.

" Unosisz ręce do góry, podwijasz rękawy. Pod pachami plamy potu, ale nie wierzę w nie. Nie jesteś dla mnie człowiekiem. Odrzucasz czarne włosy do tyłu, przeczesujesz je palcami. "

+ to plus obraz wspomniany wyżej, masturbacyjny obraz, tak silny, że powraca w mojej nowej, niepublikowanej pracy. Faworytki.

a dla młodej damy przesyłam pozdrowienia błyszczące jak spinki do mankietów mojego dziadka, te wyjściowe, te z ambasady, o trzech koronach ...