poniedziałek, 15 listopada 2010

INNER SIDE OF WET Rozdział III

WEWNĘTRZNA STRONA WILGOCI

ROZDZIAŁ III

Czasem wyobrażam sobie, że tamtej nocy, całe życie, które tętni pod przykryciem ulic, na chwilę ustało. 

Przebudziłam się z gorączkowego snu. Śniło mi się, że jestem w Twoim domu i pijana rozrzucam wokół siebie przepoconą pościel, wściekle zrywam z siebie mokre ubranie. Usiadłam na skraju łóżka dysząc ciężko. Płakałam przez sen. Chciało mi się pić. Byłam zaskakująco trzeźwa. W przeczuciu katastrofy zaczęłam się skradać na palcach do zamkniętych drzwi.

Korytarz był pusty. Gładkie drzwi pozamykane. Wiedziałam tylko gdzie jest łazienka. Patrzyłam przez chwilę na zabawki wciśnięte w róg korytarza, na samochodziki i pluszaki.  W dole schodów paliło się chybotliwe światło. Przytłumiona muzyka i strzępki słów. Udało mi się złowić frazę „use somebody”.
–    Ocho! Wampirzyca nie śpi. – pomyślałam – Muszę być ciszej niż cicho.

Piłam lodowatą wodę prosto z kranu. Przetarłam wierzchem dłoni wilgotne, spuchnięte od przygryzania usta. Przemyłam twarz i wytarłam spod oczu czarne smugi. Patrzyłam na swoją białą szyję, zwilżyłam kark. W dalszym ciągu rozpalona. W samych majtkach i cienkiej koszulce na ramiączkach. Na szklanej półce, pod ogromnym lustrem, stało parę flakonów, kubek z trzema szczoteczkami do zębów, opakowanie carmexu, żółta, gumowa kaczuszka. Nie otworzyłam szafki. Zatrzymałam dłoń tuż przed szklaną gałką. Spędziłam chwilę nad koszem z brudna bielizną. Niestety, nie umiałam rozróżnić co Twoje, a co Twojej rudej żony. Zamknięta w skarbcu Twoich zapachów. Wszędzie odpryski Twojej intymnej codzienności. Gdybym tylko miała odwagę poszperać, schować coś tuż przy ciele i ponieść daleko ze sobą. Tak cudownie samotna w Twoim świecie. Śniłam na jawie o lodowatym deszczu, który obmyłby mnie z resztek pragnienia. Marzyłam, że staję się zimna i nieczuła, całkowicie obojętna. Słyszałam niski pomruk katastrofy, która chciała wpełznąć pod progiem, wypłynąć przewodami kanalizacyjnymi. Łechtaczka uporczywie pulsowała w rytm przyśpieszonego oddechu.

Uchyliłam ostrożnie drzwi. Uderzyło mnie powietrze pełne papierosowego dymu. Przede mną było jeszcze parę godzin głębokich, aksamitnych ciemności. Przetrwam, muszę być tylko bardzo, bardzo cicho. Na paluszkach sunę po wykładzinie, w którą powgniatane były żelki i m&msy. Patrzyłam uporczywie na uchylone drzwi gościnnego, za którymi krył się mój spokój. Usłyszałam brzęk na dolnym piętrze. Przełknęłam głośno ślinę. Nie mogłam się powstrzymać, musiałam na Ciebie rzucić okiem. Nakarmić wszystkie wilgotne sny hulające w głowie. Zakradłam się do barierki i przechyliłam się. Na czubkach palców, wygięłam się mocno w dół, ryzykując złamanie karku. Musiałam wyglądać przekomicznie w skąpych majtkach, z tyłkiem na wierzchu, zwisająca głową w dół, niczym z poręczy trzepaka. Za moimi plecami rozległ się rechot.

Stałaś oparta o ścianę, skryta w cieniu. Trzymałaś żarzącego się papierosa i zaśmiewałaś się. Z rozchełstaną koszulą na piersiach, trzymając się jedną ręką za brzuch, śmiałaś się na całego, odrzucając czarne włosy na plecy.

Zawrzałam z wściekłości. Pobiegłam w stronę gościnnego. Zastąpiłaś mi drzwi, przytrzymałaś je jedną ręką. Zmusiłaś mnie, przysięgam, zmusiłaś do stawiania oporu. Bezceremonialnie sięgnęłaś do mojej koszulki. Wyszarpnęłam się i syknęłam ostrzegawczo. Zaczęłam pod nosem chrząkać jakieś bzdury, przekleństwa jakie nie przystoją młodej damie. Patrzyłaś na mnie odważnie i oblizywałaś wargi. Przyciągnęłaś do siebie i wymruczałaś do ucha – Widzisz, nie potrafisz… - Nie wysłuchałam do końca. Mocne szarpnięcie i wślizgnęłam się do pokoju. Chwilę przytrzymywałam drzwi, jakbyś miała zamiar je sforsować. Dyszałam jak ktoś kto wynurzył się właśnie z głębokiej wody. Potem nastąpiła cisza.
–      Wampirzyca musi jeszcze spalić papierosa – mruknęłam pod nosem.

Gdy otworzyły się drzwi, leżałam już w łóżku. Przykryta grubą kołdrą po same uszy. Z mocnym postanowieniem, że cokolwiek by się nie działo, będę udawała, że śpię. Jak mały dzieciak, gotowałam się pod pościelą, z zaciśniętymi kurczowo powiekami, z zaciśniętymi piąstkami.

Usłyszałam skrzypnięcie łóżka, gdy usiadłaś na brzegu. Odrzuciłaś kołdrę. Zacisnęłam powieki jeszcze mocniej. Twoja dłoń dotknęła mojej kostki i zaczęła sunąć powoli w górę, nie napotykając żadnej przeszkody. Zatrzymałaś się, gdy pod opuszkami palców poczułaś wrzenie mojej cipki, ale nie dotknęłaś mnie. Czekałaś, czaiłaś się. Ostatnia rzecz jaką pomyślałam; - Niech ten cyrk się wreszcie skończy. – Potem przestałam się kontrolować. Potem przestałam się  poznawać.

Usiadłam naprzeciwko, tak blisko jak to tylko możliwe, z postanowieniem, pierdolić wszystkie gierki. W ciemności nie widziałam Twojej twarzy, jedynie biel koszuli. Zaczęłam ją  rozpinać. Automatyczne, precyzyjne ruchy. Zsunęłam ją z ramion. Nie miałaś żadnej bielizny. Zaskoczona widokiem Twoich piersi. Byłaś taka delikatna, zaokrąglona. Nie miałaś żadnych ostrych powierzchni, o które kaleczyłam palce w fantazjach. Gładka skóra, rozpięta na drobnych kościach. Widziałam każdy szczegół, jakbym nagle nauczyła się widzieć w ciemnościach. Odgarnęłaś włosy do tyłu, związałaś je. Zupełnie jakbyś wcześniej przygotowywała się na wszystko co chciałaś mi zrobić, jakbyś opracowała szczegółowy plan. Rozpięłam Twoje spodnie. Sprzączka odskoczyła klekocząc. Uśmiechnęłaś się w ten bezlitosny i okrutny sposób. Sięgnęłam w dół. Wślizgnęłam palce pomiędzy Twoje uda. Byłaś równie wilgotna co ja. Westchnęłam, oblizałam i szybko ściągnęłam z siebie resztkę bielizny. Szybko popchnęłaś mnie na pościel. Bez żadnej delikatności położyłaś się na mnie, rozsuwając kolanem nogi. Żałowałam, że nie mogę widzieć jak układają się nasze ciała, tak dobrze dopasowane, na całej powierzchni. Dopiero pod sam koniec, gdy zweryfikowałaś wszystkie swoje domysły, pocałowałaś mnie.

Szybkim ruchem weszłaś we mnie, głęboko. Nie przestałaś mnie całować. Nawet na moment nie wypuściłaś mnie z ramion. Szarpałam się, próbowałam się wydostać i przejąć inicjatywę. Trzymałaś mnie mocno i powoli otwierałaś. Twoja zdecydowana dłoń i jej głębokie pchnięcia, tuż obok miękkości i czułości pocałunków.

Nikt nigdy nie smakował tak jak ty. Nikt tak nie całował. Nikt tak szybko nie doprowadził mnie do orgazmu.

Przez chwilę nic nie widzę. Tylko wyrzucam urywany oddech w Twoje usta. Cała dygoczę, ale trzymasz mnie pewnie. Gdy wreszcie otwieram oczy i widzę Twoją twarz, Twój bezlitosny uśmiech, też się uśmiecham. Przez chwilę czuję ulgę, która wypełnia mnie jak czysta woda, obmywa mnie od środka. Stało się, już nie będziesz mnie dręczyć. Trwa to kilka sekund. Potem wszystko zaczyna się od nowa.


Brak komentarzy: