sobota, 13 listopada 2010

INNER SIDE OF WET Rozdział II

WEWNĘTRZNA STRONA WILGOCI

ROZDZIAŁ II

Wszystko ma swój początek, jednak nie umiem odnaleźć w pamięci momentu kiedy to się zaczęło. Od pierwszego spojrzenia wiedziałam, że chcę Cię mieć. Już wtedy gdy nawet nie wiedziałaś, że patrzę. Wydaje mi się, że pragnęłam Cię jeszcze na długo przed tym jak Cię poznałam.

Oczywiście najłatwiej jest powiedzieć, że wszystko zaczęło się od Twojej rudej żony, ale to nieprawda. Pracowałam z nią, byłam raz czy dwa na szybkim drinku, wszystko. Znam ją dobrze na tyle by wiedzieć, że to nie ma żadnego znaczenia. I na tyle mało by nie mieć najmniejszych wyrzutów sumienia. Mnie to nie dotyczy. Twoja ruda żona to wyłącznie Twoja sprawa.

Całkiem przypadkowo wyłowiłam Cię z tłumu na jakimś dusznym, ciemnym przyjęciu w opuszczonym teatrze. Mieszczańskie rozrywki dla wypalonych. Brudne meble, odrapane ściany i strumienie drogiego alkoholu. Tak bardzo widoczna na tle feministycznej tandety. Stałaś pod ścianą i właśnie zapalałaś papierosa. Jak zwykle ubrana na czarno, w butach na wysokim obcasie. Zaciągnęłaś się mocno i odrzuciłaś włosy na plecy. Podrapałaś się za uchem. I uśmiechnęłaś sama do siebie. Zadowolona, nasycona jak drapieżnik, błysnęłaś kłami. Mimowolnie oblizałam usta. Poczułam jak skrada się apetyt. Ktoś stuknął mnie w ramię. Próbowałam się otrząsnąć, przygryzając knykieć serdecznego palca.

Pamiętam, ktoś zaczął rzucać butelkami w jeden ze stolików. Ktoś inny przemknął, zwalając kilka kieliszków. Usłyszałam Twój śmiech, niski, brzęczący rechot. Szybkim krokiem podeszłaś do stolika i jednym ruchem zrzuciłaś całe szkło na ziemię, nie wypuszczając papierosa z ust, jakby zakańczając cała historię, dając sygnał do opuszczenia imprezy. Schwyciłaś swoją rudą żonę pod ramię i lekko się zataczając ruszyłyście do wyjścia. Usłyszałam jak ktoś krzyczy za moimi plecami ; „rock and roll”.

Następnego dnia zadzwoniłam do Twojej rudej żony. Sama nie wiedziałam po co. Znałam już wszystkie dziwaczne opowieści o Twojej przeszłości i jaskrawych fetyszach. Przeczuwałam, że Cię pragnę, ale nigdy nie odważyłabym się dążyć do czegokolwiek otwarcie. Chciałam jedynie sprowokować samoistny bieg wydarzeń.

Pamiętam pierwsze zdanie jakie do mnie wypowiedziałaś. Na moje pytanie „Co o tym myślisz? Co powinnam zrobić?” odpowiedziałaś „Fuck’em with no lubrication”. Cholernie mnie rozbawiłaś.

Długie tygodnie obchodzenia się i obwąchiwania. Mrużyłaś niebieskie oczy przyglądając się. Trochę z rozbawieniem, trochę na przekór. Do dziś jestem przekonana, że umiesz czytać w moich myślach. Co raz częste spotkania. Co raz bardziej dwuznaczne sytuacje. Co raz dłuższe rozmowy. Co raz częściej mówią o nas „przyjaciółki”. Co raz bardziej mokre majtki.

Na pewnym etapie wystarczyło mi platoniczne pożądanie. Święcie wierzyłam, że wyobrażenia i apetyty są lepsze od seksu. W moich fantazjach wyposażyłam Cię w określone atrybuty, zestaw gestów. Nie chciałam się rozczarować, nie chciałam żebyś wyszła ze swojej roli bezwzględnego zdobywcy, brutalnej, szybkiej kochanki.

Miałam kłopoty ze snem. Masturbowałam się myśląc o Tobie. O szybkich zbliżeniach, w jakimś kiblu. Szarpiesz mnie za włosy i zmuszasz bym uklękła. Gnieciesz moje piersi, szarpiesz delikatną skórę pośladków. Nie chcesz się ze mną całować. Zaspokajasz się mną, jak przedmiotem, w przerwie między papierosem a mocnym drinkiem. Naprawdę, nie widziałam ani Ciebie, ani siebie, w żadnej innej roli.

Potem nadeszła ta przeklęta noc.
Tak łatwo było mnie zwabić. Zaprosiłaś mnie do swojego domu pod jakimś głupim pretekstem. W zasadzie to nawet nie był pretekst. Po prostu powiedziałaś ; „Przyjedź. Porozmawiamy.” Myślałam, że Twoja ruda żona ugotuje coś dobrego, a ja pobawię się z waszym synkiem. Przysięgam, naprawdę tak myślałam. Gdy przekroczyłam próg zaskakująco cichego domu, potknęłam się o plastikową ciężarówkę.

Gdy zorientowałam się, że jesteśmy same, chciałam uciekać. Złapałam za telefon i zaczęłam pisać jakieś smsy, nerwowo potrząsać głową, mamrotać jakieś bzdury. Śmiałaś ze mnie, oparta o ścianę. Bawiło Cię moje zdenerwowanie. Chciałam zrobić coś złego, Tobie albo sobie, żeby sanitariusze albo policjanci wywlekli mnie stąd i zamknęli na klucz. Nie ufałam sobie.

Podeszłaś do mnie i zdjęłaś mój płaszcz. Przebiegłaś palcami po nadgarstkach. Chciałaś unieść moje dłonie, przyciągnąć do siebie, ale sapnęłam ostrzegawczo, syknęłam jak dziki kociak gotowy w każdej chwili wystawić pazurki. Zaskoczona cofnęłaś się. Złośliwy uśmiech na chwilę zniknął z Twojej twarzy.

-    Przecież wiesz, że Cię nie wypuszczę. – Twój głos tak niski, wibrujący, że czułam go między nogami.
-    To zrób mi naprawdę mocnego drinka. – rozkazuję i nadymam się, jak małe dziecko, które udaje, że się złości.

Siedzimy na kanapie, na dwóch przeciwległych krańcach. Ty wygodnie rozparta, na bosaka. Spokojne palisz papierosa, wypuszczasz powoli dym z ust. Nigdzie się nie śpieszysz. Uśmiechasz się pod nosem, z wyrazem twarzy, który nosisz w każdym z moich wilgotnych snów. Całkowita kontrola nad sytuacją, niemal jasnowidztwo. Wiesz, że noszę wyobrażenie smaku Twojej cipki na końcu języka, bawi Cię to. Od czasu do czasu sięgasz do kołnierzyka swojej białej bluzki i bawisz się guzikiem. Jestem bliska płaczu na myśl, że mogłabyś go odpiąć. A mimo to uporczywie wpatruję się w nieskazitelną biel Twojej koszuli, wąski czarny krawat, wiktoriańską broszkę. Obserwuję Twoje duże dłonie, to jak chowasz kosmyk za uchem, jak kciukiem dotykasz kącika ust. Jak zęby dotykają dolnej wargi, gdy kończysz wypowiadać „Katie…”. Każdy szczegół rozpala mnie, przyprawia o dreszcze, od których, mam wrażenie, osunie się ze mnie bluzka. Tak bardzo mnie irytuje Twój spokój, to że masz tyle czasu ile tylko zechcesz.

Siedzę skulona pod oparciem. Postawa całkowicie zamknięta. Skrzyżowane nogi, splecione ręce, sylwetka skręcona w chińskie osiem. Wlewam w siebie hektolitry każdego alkoholu, który wpadnie mi ręce, żeby tylko się szybko upić i stracić przytomność. Tuż obok mnie leży płaszcz i torebka. Jestem w każdej chwili gotowa do ucieczki.

Pamiętam twój śmiech. Prowokujesz mnie do rozmowy. Chcesz ze mnie wyciągnąć potwierdzenie swoich domysłów. Milczę uparcie i piję. Głowa zaczyna mi ciążyć co raz bardziej.

Zapalasz dwa papierosy. Nie spuszczasz ze mnie wzroku. Na jeden moment odsłaniasz się. Spojrzenie tak intensywne. Mówisz:
-    Powstrzymaj mnie. –
Odpowiadam Ci sztucznym śmiechem. Wyciągasz w moją stronę papierosa. Wyrywam go szybko i zaciągam się głęboko.
-    Właśnie to mam zamiar zrobić. Tylko kto powstrzyma mnie? – odpowiadam poprzez smugę dymu.

Po którymś opróżnionym kieliszku zaczynam się rozluźniać. Śmieję się, z tego, że tak cierpliwie bawisz się w barmankę. Zaczynają się zastępcze rozmowy o seksie. Opowiadam Ci jak bardzo podnieca mnie wszystko co dwuznaczne. To jak można zbliżać się do granic płci, nie tracąc swojej prawdziwej tożsamości. Można wyposażyć się w męskie zdecydowanie, w męski popęd, w parę chłopięcych gestów czy strojów. Jednocześnie nikt nie ma wątpliwości, że nie masz penisa, co więcej, że wcale nie chcesz go mieć. Potakujesz w skupieniu. Dobrze wiesz, że mówię o Tobie, ale nie przerywasz, słuchasz. Łykasz słowa jak cukierki.

Głowa opada mi co raz niżej. Osiągnęłam stan, do którego tak metodycznie dążyłam przez cały wieczór. Zalana i bezbronna. Nie pokazujesz po sobie rozczarowania, ale słyszę je w przymilnym tonie, gdy mówisz, że w gościnnym pościeliłaś już wcześniej. Łapiesz mnie za rękę i prowadzisz. Zataczającą się, chwiejącą  i całkowicie szczęśliwą, w swoim złudnym poczuciu bezpieczeństwa.

Gdy padam z impetem na łóżko, wychodzisz i bezgłośnie zamykasz za sobą drzwi.

Wydawało mi się, że wiem co będzie dalej. Zaraz zadzwonisz do swojej rudej żony i powiesz, że zaprosiłaś małą na drinka, ale zalała się w trupa i teraz chrapie na piętrze. Jutro rano wstanę z gigantycznym kacem. Pośmiejemy się ze mnie przy śniadaniu. I już nigdy, przenigdy, nie zaprosisz mnie do swojego domu.

Nie mogłam się bardziej mylić.

2 komentarze:

Labryska pisze...

Jesteś mistrzynią budowania erotycznego napięcia :) zakochana-w-dziewczynie.blog.onet.pl

Olga pisze...

Strasznie mi się to podobało, jeszcze gdy miałaś to na onecie. Chyba potrzebuję rozbudowanej fabuły. Pzdr.