sobota, 4 września 2010

Vanilla girl

Życie singla to nieustające wakacje. Would you give up on this? Monogamia, poligamia, orientacja seksualna. Pozbyłam się tego jak pozbywa się niepotrzebnego balastu. Nurkuję w najgłębszą z wód by odnaleźć samą siebie. Niespokojne fale pozostają gdzieś daleko w górze, na powierzchni, gdzie kiedyś przyszło żyć wątłym życiem.

Nie poddam się śmierci ani jesiennej melancholii. Lato nie umrze w tym roku. Pośród śniegu będę na bosaka świętować kolejny dzień wakacji. Zbyt wiele czasu spędziłam zagrzebana po ziemią. Zbyt długo szlochałam w żałobie. Nic mnie to nie obchodzi. Zmiany pór roku, chłód, deszcz, parasolki i przeciągi. Kozaki, futerka, płaszcze, błoto i komunikacja miejska, zaśnieżone przystanki. Rajstopy. Grube rajstopy. Grube majtki. Skarpety… nawet nie skarpetki, a skarpety. Oh… I don’t mind, I don’t give a fuck! Zawsze może się przydarzyć słońce, zawsze może przydarzyć się gorący dreszcz.

Będę wspominać każdą z moich flam jak płomień tryskający w letnie powietrze.

Cukier i wanilia, w anielskiej zupie mlecznej. Wanilia i rabarbar, czerwone cukierki które kaleczą podniebienie, twarde landrynki grzechoczące w staromodnej, stalowej puszce. Wanilia i pieprz, Kasia with honey tasted Pepper. Wanilia i wanilia. Wanilia nie ma smaku. Tak bardzo słodka, że słodycz wytraca indywidualny charakter przyprawy. Wanilia jest słodka i tyle. Po prostu słodka.

Ten moment, gdy obudziłam się w Twoim ogromnym łóżku, pośród miliona poduszek i setki kołder. Jak ty się w tym wszystkim odnajdujesz? Każdego poranka? Gdy w nocy budzi Cię koszmar, czy wieko białych, puchowych trumien jest łatwe do odrzucenia? Przysiadłaś na samym brzegu. Patrzyłaś z uśmiechem jak moja czarna, poczochrana głowa toruje sobie głowę po przez biały tunel. Jak jaskółka poprzez chmury. Jak kret poprzez mleczny piasek kręcony z chałwy i migdałów. Śmiejesz się zadowolona, gdy z niedowierzaniem przecieram oczy. Jednak komuś udało się wreszcie zatrzymać mnie na noc.
Na dworze upał wygniata na asfalcie nowe wzory. Słońce jest bielsze od poduszki, którą podtykam sobie pod głowę. Rozkoszuję się dotykiem bawełny na nagiej skórze. Pozwalam porannej świeżości osiadać na piegowatych ramionach. Pozwalam piersiom wynurzyć się spod kołdry. Pozwalam sobie na wszystko. I tak jest już za późno.
Podajesz mi biały kubek pełen ciepłego mleka, w którym pływają przecinki wanilli. Czyżbyś próbowała ponownie mnie uśpić? Czy może podkreślasz że taka właśnie jesteś? Słodka i waniliowa, prawie bez smaku. Zdążyłaś już umyć włosy i zęby. Jesteś doszorowana jak roziskrzona podłoga tarasu, sztywna i czysta jak firanki rozwieszone w drzwiach z hartowanego szkła.
-    To pewnie rzadki widok… - Jesteś z siebie taka zadowolona. – Frankie z rozmazanym makijażem. Frankie bezbronna o poranku. Frankie przed śniadaniem i przed poranną…
-    Cicho, cicho… - uciszam ją szybkim buziakiem.
Moja ciepła skóra wydziela intensywny zapach. Mleko, dzieci, związki, wspólne wypady za miasto. Mam ochotę natychmiast zetrzeć to wszystko na proch. Wystarczy uniesiona brew i celne słowo.
-    Chcesz wiedzieć? – przeciągam się beztrosko. Prezentuję swój wspaniale wysklepiony pępek, którego krawędzie znasz już tak dobrze. – Jesteś pewna? Mogę zostawić Cię w waniliowej nieświadomości. Tak w podziękowaniu za łechtaczkowy orgazm.
Zadowolony uśmiech blednie, ale dzielnie kiwasz głową.
-    Mów, nie ściemniaj….  - czubek język muska kącik ust, zlizujesz odrobinę różanej pomadki nivea, bez smaku, bez zapachu, bez koloru.
-    Nie mam łóżka. – uśmiecham się odgarniając poczochrane włosy. – Ex-małżeńskie łóże, na którym spałam do tej pory zapadło się do środka. Śpię więc na wąskiej kanapie w salonie, a w sypialni głównie pracuję. Mój kot ostatnio urządził sobie zabawę w pojemniku z pościelą, więc mam jeden koc i poduszkę wypełnioną watą. A że jest tak gorąco, jakoś nie inwestuję w kołdrę, prześcieradła… Dużo pracuję, trochę się lenię. Mało śpię, czasem starcza mi czasu tylko na nerwową drzemkę w ciągu dnia. Dlatego gdy ktoś oferuje mi noc w tak komfortowym łóżeczku, w świeżej pościeli, pod miękką kołderką…
Patrzysz na mnie jakbyś widziała mnie po raz pierwszy.
-    Och tak… - śmieję się i kręcę w kolejnych warstwach białej bawełny – Wygodne łóżeczko to komfort jakiego odmawia sobie każdy głodujący artysta.
-    Zamówię Ci taksówkę… - mówisz szybko, wyjmując mi kubek z mlekiem z dłoni.
Słyszę jak zbiegasz po drewnianych schodach na niższy poziom. Nakrywam się kołdrą, która pachnie świeżością alpejskich stoków. Myślę o kolejnych rozdziałach książki, o kolejnych słowach, o kolejnych łóżkach, w których przyjdzie mi spać, zanim zarobię na własne.

3 komentarze:

Joanna pisze...

A co takiego zrobiła Pani Wanilia, że zatrzymała Cię na noc?

Labryska pisze...

Jednak to spanie w czyimś łóżku też ma swoje uroki ;)

lipshit pisze...

Szczególnie jak się nie ma własnego ... ;)