niedziela, 19 września 2010

Teatr pożerania

skins crawling…

Nie interesują mnie małe kęsy. Nie interesują mnie równe kawałeczki i grzecznie zamknięta buzia, czysta broda. Nie interesuje mnie uprzejme wkładanie pokarmu do ust i zdrowe żucie czterdzieści cztery razy. Nie interesuje mnie skrobanie srebrną łyżeczką na dnie chińskiej porcelany. Nie interesuje mnie cywilizowany taniec widelca i tępego noża. Nie chcę ząbkowanych ostrzy i szczypiec, dzięki którym unikniesz poparzeń.

Place i pazury. Mlaskanie i odgłos ssania, gdy wgryzasz się w kość w poszukiwaniu słodkiego szpiku. Język, który bada kąciki warg, odnajdując ostatnie drzazgi gładkich chrząstek. Pisk skóry, która rozstępuje się ukazując tajemne warstwy, pulchne i wciąż powiększające objętość. Ukryte puchnie na Twoich oczach, szybko i zachłannie, jakby nadmiar mógł odstraszyć Twój apetyt. Mocne ścięgna, które oplatasz sobie wokół palców penetrujących różowe mięso. Śliskie usta i krople tłuszczu błyszczące na kościach obojczyka. Siła Twoich ud po zjedzeniu zwierzęcia. Wchłonięcie tak dokładne, że nie pozostaje po mnie nawet najmniejszy ślad, prócz wspomnienia na Twoim podniebieniu. Teatr pożerania.

2 komentarze:

baluk pisze...

Zrobiłam się głodna. Pożeram rybę czekając na mięsne danie główne.
Jestem uparta.

Labryska pisze...

Piszesz tak obrazowo, że można sobie wszystko szczegółowo wyobrazić... Ale akurat w tym poście to średnio przyjemne :D