środa, 15 września 2010

Marylin

MARYLIN

Znów pojawił się ten zapach. Pełen dymu i przejmującego chłodu. Nadciąga znad rzeki. Zwiastuje śmierć lata.

Nieustannie zmagać się z pokusą by zniknąć na zawsze. Walczyć z ciekawością tego co po drugiej stronie.

Z psem dzielić się chlebem powszednim.

Patrzeć w lustro tak długo, dopóki nie nauczysz się swojej twarzy na pamięć. To jedyny sposób by zawsze wiedzieć, że istniejesz naprawdę.

Gryźć jabłko tak mocno, by za każdym razem wyrywać kawałek ogryzka. Pluć błyszczącą pestką. Lizać wypolerowaną skórkę zatrutego owocu. Każde jabłko jest przedwiecznie zatrute. W zębach obracać twardą szypułkę. Wgryzać się w gałąź, na której siedzisz.

Połknąć parę białych proszków. Co Cię dzisiaj boli? Gardło? Gorączka? Głowa? Ból rozprzestrzenia się w środku. I wiem, że są na to proszki. Leki uśmierzające. Wiem, że cierpię jedynie na własne życzenie. Ale ja się tych lekarstw boję. To nawet nie są lekarstwa.

Odpowiadać na wyzwiska rzucane w ciemność. Kiedyś miałam na imię zupełnie inaczej. Nie pamiętam już żadnego z moich imion. One nic nie znaczą, nic nie znaczyły. Zawszę byłam pomiędzy i na zewnątrz, przyglądając się z daleka głupiej blondynce.

Z zazdrością patrzeć na odpływające łodzie i szybko poruszające się gwiazdy. 
Z zazdrością patrzeć na wysokie przęsła mostów i dachy drapaczy chmur. Myśleć o skutecznej nieodwołalności.

Jest możliwe by umrzeć. Tak naprawdę.


1 komentarz:

Labryska pisze...

Ale można żyć dalej w czyjeś pamięci...