niedziela, 12 września 2010

Kwestia trollingu i polityka jawności

Nieważne co mówią, byleby mówili.

Frankie i trolling? Czemu Frankie w ogóle zawraca sobie szczupły tyłeczek tematem, który nie powinien istnieć? Po części zainspirowana wpisem na blogu Ygi Kostrzewy i akcją - reakcją Walpurga. Po części zainspirowana grupą anonimowych czytelników, którzy są niezmordowani w działaniach mających na celu podniesienie mi ciśnienia. Co najważniejsze, zasmucona decyzją ulubionej Kaliny (w zestawie z Hanią i bliźniętami oczywiście) by wycofać się na razie z „życia online”. Z Kaliną często podnosiłyśmy ten temat, czy to w komentach na starym blogu, czy to na facebooku, czy to w prywatnej korespondencji. Czy wojna reader vs bloger może mieć miejsce? Czy trolling należy ujawniać czy tępić za pomocą drastycznych metod typu „erase&forget” (moja ulubiona metoda)? Czy gdy korzystasz z wspaniałego narzędzia blogspota służącego do moderowania komentarzy, obniżasz poziom stresu, tępisz trolla za pomocą wycinania językowej nienawiści u samych podstaw czy może to najlepsza droga do cenzury? Ile blogerek tyle postaw.

Najprostszy wniosek jaki przychodzi mi do głowy, to odniesienie do paszkwila wrzuconego do skrzynki. Gdy twój zboczony sąsiad z szóstego zostawia w twojej skrzynce pocztowej (do której dzięki UE ma pełny dostęp) lepki liścik, pełen przedziwnych wyrazów w zestawieniach, jakie nie przyszły by Ci do głowy, to nie przybijasz go na drzwiach mieszkania, by się nim pochwalić przed resztą sąsiadów. Wyrzucasz go do najbliższego kosza na śmieci, myjesz dokładnie rączki i jak najszybciej zapominasz. Mimo, że wiesz kto zaś, a może tylko podejrzewasz, a może nie wiesz wcale, nie zaczynasz śledztwa, nie biegasz po schodach na szóste, nie piszesz podobnego liściku. Świetnie sobie zdajesz sprawę, że sąsiadowi właśnie o to chodzi, o reakcję. O jakąkolwiek reakcję. Im bardziej konkretna reakcja, tym bardziej sąsiad się cieszy, tym bardziej kreatywny może się stać. Chociaż z drugiej strony… milcząc z wyższością, możesz dawać cichą zgodę na kolejny atak, przybierasz bierną pozę ofiary. Dobra, dobra, zagalopowałam się. Pisanie „kontrowersyjnych” komentarzy na bądź co bądź w pewnym sensie anonimowym blogu (w moim przypadku), to nie skala przemocowa. Mogę mieć wrażenie, że ktoś z brudnymi buciorami wchodzi na czysty dywanik w moim saloniku, ale sama zostawiam szeroko otwarte drzwi. No i w końcu do cholery jasnej, w saloniku nigdy mnie nie spotkasz, w saloniku nigdy mnie nie ma, salonik nie istnieje…

Ktoś teraz powie nad uszkiem Franki „to kwestia dojrzałości i nabrania dystansu. Jesteś blogerką hobbistką i wiem, to wkurza gdy ktoś Cię obraża, za to tylko, że z grafomańską rozkoszą oddajesz się swojej pasji produkowania słów. Niech mówią co chcą, ważne by mówili.” Ja się nie zgadzam, ja protestuję. Klasycznie już tupię nóżką i potrząsam czarną grzywką.  Niech mówią co chcą, zwisa mi to i powiewa, ale nie muszę tego uwieczniać. Trolling nie musi być częścią przestrzeni którą tworzysz, którą czasem z niemałym trudem produkujesz. Może tłumaczę się trochę sama przed sobą, bowiem zostałam wychowana w wierze w wolność słowa i błogosławioną demokrację. Cholernie boli mnie gdy muszę zmoderować bluzgający komentarz. Czuję się wtedy jak cenzor – faszysta. Ale z drugiej strony, wracając za kilka lat pod ten post, naprawdę nie mam ochoty przypomnieć sobie o jakimś idiocie, który tak beztrosko przypiął mi taką czy inną, zawsze wulgarną łatkę.

Ujednolicenie zasad w przypadku trollingu może wyjść na dobre zarówno samym trollom, jak i wytrzymałej, cierpliwiej materii bloga, czy nawet samemu blogerowi. Zero tolerancji. Erase&forget. Troll pisząc coś co ma wkurzyć z założenia adresata, liczy na wywołanie reakcji głównie blogowego autora. Uważam, że wystarczy gdy taką próbę zdenerwowania kogokolwiek weźmie na siebie jedna osoba. Zgłaszam się na ochotnika. Wystarczy, że ja przeczytam kolejną aktywność trolla, wy, drogie dziewczęta, nie musicie sobie psuć oczu. Biorę wszystkie bluzgi, „dziwki, zboczeńców, pedofilów i puszczalskie” na klatę. Każdą szmatę przejmuję i łapię w zęby zanim doleci do bramki. Potem zapominam. I właśnie w tym przejawia się mój dystans do trollingu, do nazywania mnie „chorą, zboczoną, na leczenie natychmiast”. Na ledwo co zwracaniu uwagi. Na szybkości z jaką mój palec startuje do przycisku „usuń”. Na krótkiej pamięci.

I tak jak powtarzałam to raz nie raz, po raz setny enty dwu tysięczny;
„To nie ma znaczenia co mówią. Nie ma znaczenia co sądzą, co mówią że myślą. Ty bierz dupę w troki i DALEJ RÓB SWOJE.”

11 komentarzy:

kalina pisze...

No. To ja ujawnie ten hardkor. Otoz, jedna z osob, ktore byly w moich 'znajomych' skopiowala moja fotke profilowa i porozsylala ja gdzies do innych osob. No i potem pisza do mnie na fejsie osoby ktore maja moje wlasne zdjecie ustawione jako profilowe, a ja patrze i oczom nie wierze. Zglosilam naduzycia do FB i w sumie tez dlatego mam zawieszone konto.
Poza tym, na nk i is tez bylo wiele moich 'profili', niektore nawet podpisane imieniem i nazwiskiem. Wiec chyba nie chce sie zastanawiac, jaka korespondencje z czytelnikami prowadzily te osoby. Co im pisaly, poslugujac sie moimi danymi. Nie wiem, nie wiem i nie wiem czy chce wiedziec.

lipshit pisze...

Super fukin hardkor...

Podobna historia przydarzyła się również mi... Tym razem w wymiarze randkowym.

http://lipshitblog.blogspot.com/2010/07/sprostowanie.html

Zastanawia mnie skąd to się bierze. Myślałam, że może ze względu na pornografizujący charakter lipshit bloga (w domyśle świntusząca w sieci autorka nie będzie miała odwagi jawnie się bronić) i Frankie, która trochę istnieje, trochę nie... Ale dlaczego to dzieje się TOBIE, Kalina? Nie rozumiem......

filippa.eilhart pisze...

To wszystko bierze się stąd, że ludzie mają generalnie nasrane we łbie, a lesby nie widzące życia poza internetem - podwójnie.
I do tego myślą, że internet czyni ich anonimowymi.

lipshit pisze...

Filippa darling.... uwielbiam Twój komentarz... Bo tak naprawdę nie wiadomo o które lezby, po której stronie chodzi. Rządzisz Mała!!!

Labryska pisze...

Jejku Kalina... Jestem w szoku! Dlaczego się aż tak Ciebie uczepili (lub uczepił/a, jeśli to ta sama osoba...). Mam nadzieję, że wrócisz chociaż do blogowania, bo brakuje mi Twoich wpisów. A jeśli chodzi o trolling, to ja pojedyncze śmieci też po prostu kasuję. Ale były dwa przypadki notorycznych prześladowczyń (śmiem przypuszczać, że mogła to być jedna i ta sama osoba, bo styl pisania i argumenty były zbliżone) i wtedy stwierdziłam, że raz im odpowiem w poście. Dlatego, aby udowodnić, że nie jest tak, jak one sobie pewnie ubzdurały - że ja nie mam racjonalnych kontrargumentów, boję się "nagiej prawdy", którą one głoszą. Niestety moja odpowiedź oczywiście nic nie dała i komentarze pojawiały się nadal. Ostatnio na szczęście ucichło (odpukać). Uwierzysz, że jedna z nich dopatrywała się kary Bożej w śmierci pieska za homoseksualizm? To ja nie wiem co zrobili ludzie, którzy doświadczyli tegorocznych powodzi! Na ten komentarz aż musiałam odpisać, ale oczywiście, nie przetłumaczysz :P Więc najlepiej tak jak piszesz: erase&forget.

Labryska pisze...

Ech... Wyskoczył mi jakiś błąd i nie wiem, czy poprzedni komentarz się dodał. Tak więc spróbuję go sklecić jeszcze raz:
Kalina, to straszne co piszesz, nie rozumiem dla czego ktoś (lub ktosie) tak się na Ciebie uwziął. Ale mam nadzieję, że chociaż wrócisz do blogowania, brakuje mi Twoich postów.
Jeśli chodzi o trolling, to pojedyncze śmieci ja też po prostu usuwam, ale zdarzyły się dwa przypadki notorycznych prześladowczyń. Śmiem przypuszczać, że to mogła być jedna i ta sama osoba, gdyż styl pisania i argumenty były bardzo zbliżone. Musiałam w końcu RAZ odpowiedzieć w poście - tylko dlatego, aby nie uświadomić im, że mylą się sądząc, że ja tylko usuwam komentarze dlatego, iż tak naprawdę nie mam racjonalnych kontrargumentów i boję się przyznać, że to co piszą to "naga prawda". Więc odpowiedziałam, odpierając wszystkie zarzuty. Ale oczywiście - nie przetłumaczysz. Więc dałam sobie spokój. Raz nawet jedna z nich stwierdziła, że śmierć pieska to kara Boża za homoseksualizm! W takim razie boję się pomyśleć, co zrobiły ofiary tegorocznych powodzi czy innych kataklizmów... Jednak najlepszą metodą jest po prostu erase&forget. Moje prześladowczynie ostatnio się uspokoiły (obie na raz, też dziwne, nie?), pojedynczy chłam nie zdarza się tak często. Chyba że szanowny Onet umieści mnie w polecanych (oczywiście kategoria kontrowersyjne, a jakże) - wtedy to jest wysyp durnych komentów! Dlatego teraz pod notkami bardziej niecodziennymi (jak relacja z EuroPride) od razu umieszczam prośbę, aby mnie tam nie dodawać... Dlaczego oni w ogóle robią to bez zgody samego blogera? Pewnie myślę, że każdy się przecież z tego cieszy, więc po co pytać...

lipshit pisze...

Labrysko >>>> to nieszczęsne publikowanie przez Onet w "polecanych" było głównym powodem przenosin bloga tutaj. Gdy umieszczono fragmenty niepublikowanego opowiadania w kategorii "pieprzne opowieści" miarka się dla mnie przebrała.

` pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
lipshit pisze...

Tak jak w odniesieniu do tego co napisała Filippa... Znudzone lezby siedzą po dwóch stronach barykady.

Post o metodach i reakcjach zmienił się w dyskusję o mitologizacji. Ciekawe.

W każdym razie rzygam już tym tematem. Słowna nienawiści w stosunku do autora bloga, który w tym przypadku jest postacią fikcyjną jest absurdem.

Mam to w dupie. Biorę się dalej do pisania. W końcu oto tutaj chodzi.

kalina pisze...

dlaczego dzieje sie to mnie? mysle, ze koniec koncow stalam sie ucielesnieniem tego, o czym wiele kobiet- czy les czy hetero- marzy, gdzies tam w glebi siebie, tylko wstydzi sie (bo jest lezba bo manifa ksiazki herbata kot zarastam wszedzie i nie mowie na nia per dziewczyna tylko partnerka), boi sie (bo moze to za wczesnie bo moze to nie ten bo kredyt na sto lat bo co ludzie powiedza) albo chwieco.
Szal sie zaczal po opublikowaniu fotki jeszcze na pierwszym blogu, w pewnym momencie pozalowalam bo mi skrzynke mailowa zapchalo. A potem wiadomo- prosta droga od milosci i wieczornej palcowy pod bloga do wniosku pt.'a niech se kur*a nie mysli ze taka fajna, sie jej pokaze!'.
Wiele osob, ktore mialam okazje poprzez moja sieciowa aktywnosc poznac bylo wlasnie tymi nie widzacymi swiata poza siecia. Zastanawialam sie kiedys na tym, jak to sie im nie nudzi, jak maja sile i czas na trollowanie, wymyslanie pierdol itd. No ale mozna. Jestem w stanie to zrozumiec, mnie tez sie nie nudzi np. pilates i cwicze regularnie.
Moj blog byl pamietnikiem typu 'real', moze to wygladalo jak ckliwa bajka, ale kurcze, tak samo jak zdarzaja sie przykre wypadki, zdarzaja sie cudowne historie.
A chyba wlasnie to rzeczywistosc przeraza trolle najbardziej i stad ten mechanizm obronny przed wszystkim co nie wpisuje sie w ustalony na forum kk schemat.

lipshit pisze...

Łahahaha...... wieczorna palcówa pod bloga! Mistrz!!!!!