wtorek, 10 sierpnia 2010

Serio, serio, serio (3)

Zbyt dobrze zdaję sobie sprawę z mechanizmów jakie stoją za Książką. Naczytałam się zbyt dużo fachowej literatury, zbyt wiele współczesnej krytyki feministycznej. Potrafię sama rozebrać na części pierwsze całą logikę Książki, wskazać co skąd, co za czym i jak to o mnie świadczy. Przewiduję reakcje. Czasem przeraża mnie to, czasem złości. Ale najczęściej mam to w dupie. Z przekornym chichotem, z rechotem czarownicy wiążę kolorową kokardę na gordyjskim suple. Kokarda nie pomoże rozwiązać zagadki, ale chociaż będzie ładniej.

I tak! Plotka mówi prawdę. Od „L Word” wolę „Basic Instinct”, który mogę sobie zapętlić i oglądać przez sześć sezonów non stop.

Ekshibicjonizm jest nieunikniony. Dyskusyjne są jedynie metody twórcze.
Mam na „teraz” zaplanowaną pracę nad sceną, w której główna bohaterka masturbuje się fantazjując o nowej ukochanej, przyjaciółce, niedostępnej i zakazanej. To nie jest moje pierwsze zetknięcie się z pisaniem o masturbacji. W poście „Klejnot”, jeszcze na starym lipshit blogu upubliczniłam się z masturbacją po raz pierwszy;

„ Masturbowałam się dzisiaj rano. Wcześnie. Gdy świat był  jeszcze szary, ledwo co wykluł się ze skorupki czarnego jajka. Mocno odchyliłam się na obrotowym krześle. Przewieszona przez poręcz napięłam mocno wszystkie mięśnie. Lubię tak. Poczuć to w nogach, w karku, poczuć jak szyja wygina się pod nienaturalnym kątem. Poczuć plecy wyprężone w łuk, jak most po którym z łoskotem przetacza się moja rozkosz. Myślałam o Marylin Monroe. Niegrzecznej, ubranej w jeansy i biały luźny podkoszulek Marylin, która mówi zaskakująco niskim głosem… - Że co mam Ci zrobić? Jesteś stuknięta, wiesz…? – Jej piersi kołyszą się pod białą, świeżo wypraną bawełną, przy każdym ruchu. Kołyszą się gdy na czworakach idzie ku mnie przez biały puszysty dywan. (…) ”

Pamiętam co odczuwałam gdy odważyłam się umieścić te słowa w sieci. Mimo, że blog bądź co bądź jest wciąż bardziej przestrzenią prywatną, nie publiczną, a jednak odczuwałam dumę. Czułam że pokonałam własne ograniczenie. Nie czułam wstydu w trakcie pisania, to przyszło łatwo i naturalnie. Czułam wstyd podejmując decyzję o publikacji. To nie było „ona się masturbowała”, ale „JA się masturbowałam”. Pamiętam, że gdy napłynął pierwszy komentarz, gdy zdałam sobie sprawę, że ktoś to przeczytał, poczułam się z siebie dumna. Jak po skoku na bungee, mimo że lęk wysokości doprowadza Cię do wymiotów. Do tej pory jest to jedno z moich cenniejszych wspomnień. Pamiętam jak siedziałam w piano barze, nad dwoma rządkami niebieskich kamikaze (M. uwielbia kamikaze) i opowiadałam M.;
-    Czuję, że czegoś dokonałam… nie, nie tylko czuję, ja wiem że czegoś dokonałam. –

Tym razem zastanawia mnie coś innego. Obiekt seksualny fantazji mojej bohaterki jest dość niecodzienny, zakazany i perwersyjny. Coś o czym nie można myśleć bez pensjonarskiego rumieńca lub zniesmaczenia. Czy opisując tą sytuację wskazuję na swoje fantazje? Czy najłatwiejszy wniosek to będzie „taka fantazja może być podniecająca” czy „ona musiała się masturbować fantazjując w ten sposób”? Już nie liczy się co robi bohaterka tylko jak to robi. I co najważniejsze, czy aby ona mogła to zrobić, doprowadzić się do orgazmu myśląc o perwersyjnej naturze podmiotu fantazji seksualnej, czy ja też będę musiała to zrobić? Czy ta fantazja może istnieć bez mojego udziału? Czy tak naprawdę mówimy tutaj o miłosnym trójkącie czy duecie? A może masturbująca się dziewczyna jest tak naprawdę tylko jedna? Tylko która to dziewczyna?

Im bardziej wnikam w to co przypomina prawdziwą pracę twórczą, tym więcej odkrywam własnych ograniczeń. Wciąż natykam się na kolejne bariery. Napisać Książkę nie będzie wcale tak trudno. Mam narzędzie w postaci sprawnego posługiwania się językiem i leksyką. Mam wyobraźnię z piekła rodem. Trudno będzie przełamać własne ograniczenia. Trudno będzie Książkę skończyć. Trudno będzie odważyć się.

Najważniejsze jest jednak to, że tym tekstem, tym znęcaniem się nad cierpliwą klawiaturą doznałam oczyszczenia i przypływu wiary. Teraz zabieram się za właściwą pracę, zanim nadejdzie kolejny odpływ. Serio, serio, serio.

C.D.N. ale już na kartkach Książki.

2 komentarze:

Labryska pisze...

Zaciekawiłaś mnie, cóż takiego perwersyjnego będzie w tej kobiecie o której fantazjuje bohaterka ;) Czekam na książkę, aby się dowiedzieć!

lipshit pisze...

Mam nadzieję, że zafascynuje Cię równie mocno co mnie i Kasię Pepper... Obie wzdychamy do niej po nocach. Kasia Pepper z ręką w majtkach, Katarzyna Frank z ręką na klawiaturze.