środa, 4 sierpnia 2010

Rocznice, których już nie obchodzisz

To miał być bardzo mądry post. Planowany przez cały trzeciego sierpnia. Przemyślany i spójny. Szczery i prawdziwy. Teraz gdy siedzę przed klawiaturą, a północ już dawno minęła, zapominam nagle  o tych wszystkich mądrych rzeczach, które chciałam napisać.

Tyle rzeczy się zmieniło. Jestem w kluczowym momencie. Znajduję się nad krawędzią przepaści. Nie odczuwam lęku. Ciekawie zerkam w dół. Na szczycie mojego świata wieje mocny wiatr, jest zimno. Żaden kierunek nie jest odpowiedni. Krok w przód zakończy się lotem w ciemną niewiadomą. Nic nie jest pewne. Nawet to, że roztrzaskam się, że uda mi się sięgnąć dna. Nie chcę cofać się w tył, nie chcę oglądać się za siebie. Unieść się do góry? Nie potrafię. Rozłamać przestrzeń, pokruszyć ją na małe kawałki i odkryć całkiem nowy kierunek. Nie mam odpowiedniej wiedzy. Nie mam odwagi.
Nie sypiam już w naszym wspólnym łóżku. Dno połamało się na strzępy. Nasza niegdyś wspólna sypialnia służy mi za garderobę i pracownię. Śpię na kanapie w salonie, pod czujnym okien wyciszonego telewizora, który nigdy nie śpi.

Wyjęłam kolczyk z języka. Język jest teraz zaskakująco miękki. Z czułością badam jego powierzchnię, bez żadnych barier, dotykając zębów i czarnego podniebienia.

Nie widuję już tych ludzi, którzy znali mnie tylko z widzenia. Nie chodzę tam, gdzie nikt mnie nie chciał. Nikt nie może przekazać Ci informacji o tym, że ubieram się teraz inaczej, czeszę się inaczej, noszę się inaczej. Nie możesz wiedzieć, jak wiele jest inaczej.

Nie zależy mi już na tym na czym zależało mi wcześniej. Nie oklejam się etykietką ustalonej tożsamości seksualnej, zaczynam odrzucać swój gender. Nie kierują mną potrzeby, które wtedy nadawały kierunek życiu ze mną. Nie zmuszam się by gotować i czasem pozwalam sobie nie sprzątać. Nadal lubię prasować i chętnie robiłabym to za kogoś. Polubiłam zmywanie. Lubię jak gęsta piana spływa po mokrych dłoniach. Pozwalam sobie mieć zakazane do tej pory marzenia.

Gaszę światło i słucham Kołysanki The Cure. Wyobrażam sobie, że w ciemnościach nasyconych zapachem ciała, otulona ciepłym oddechem, że w wolnym, bliskim tańcu zdejmuję z siebie ubranie, bardzo powoli. Pozwalam się dotykać i całować, kołysząc się nieśpiesznie. Unikam przekornie zbyt oczywistych pocałunków i mocuję się z guzikami koszuli. Dotykam mocnych nadgarstków, kierując dłonie we właściwe miejsce, zdejmuje je ze swoich pleców. I to nie jesteś Ty. To tak bardzo nie jesteś już Ty.

Nie mam już żadnych wspólnych zdjęć. Wyrzuciłam wszystkie Twoje ubrania i te parę książek, o których zapomniałaś. Listy, które przychodzą wciąż do Ciebie natychmiast lądują w śmietniku na podwórku, podarte na drobne strzępy.

Czasem przeraża mnie jak bardzo nie jestem Ciebie ciekawa, jak bardzo nie interesuje mnie Twoje nowe życie. Jak niewiele myślę o Tobie. Czasem nie mogę sobie przypomnieć tych czterech lat, szczegóły zatarły się, a ogół jest zbyt szeroki by objąć go jedną myślą na raz. Ważne tylko żebyś była zdrowa i miała co jeść. 

Jedyne co utrzymuje mnie przy życiu, to pragnienie przygody i wiara w miłość. Wierzę, że wyśnione może mi się przydarzyć i pewnie się przytrafi. Spadnie w najmniej oczekiwanym momencie. I wiem, że miłość nie będzie przypominała Ciebie i zakończy się inaczej. Patrzę w lustro, odgarniając ciemne loki z czoła. Czasem nie mogę uwierzyć, że ja Teraz i ja Wtedy to sama osoba. Wszystkie błędy obumarły we mnie wraz z poczuciem winy. Tęsknota odeszła, pojawił się nowy apetyt.

Wiem, że już wkrótce wyjadę stąd. Dojrzałam do tego żeby zmierzyć się z przeznaczeniem i porzucić mieszkanie nad Wisłą. Intensywnie pracuję nad swoim ciałem. Dzień i noc pracuję nad książką. Pieniądze zarobione na publikacji wydam na Poszukiwanie Przygody, tej podpisanej moim imieniem. Nie kupuję nowych mebli i nie inwestuję już w remont. Porzuciłam korporację. Rozpoczęło się dla mnie nowe życie.

I nie ma we mnie żalu ani gniewu. Nie ma smutku ani tęsknoty. Czasem tylko żałuję, że nie masz możliwości poznania nowej mnie. Żałuję, że nie mogę Cię zadziwić, tak jak każdego dnia zadziwiam samą siebie.

Jestem szczęśliwa. Choć nie wiem co będzie dalej i jestem sama. Jestem szczęśliwa, tak jak tylko szczęśliwy może być człowiek, który odzyskał siebie i dostał szansę na nowe życie. Może i późno, bo w wieku dwudziestu siedmiu lat, ale jestem szczęśliwa, bo drzwi są otwarte i tak bardzo się cieszę, że nie wiem, co za nimi na mnie czeka.

Droga M., to byłaby nasza piąta rocznica.

5 komentarzy:

obsession000 pisze...

Czytam lipshit blog praktycznie od jego narodzin.
I jestem skłonna napisać, że najpiękniejsze teksty powstawały gdy byłaś z M.
Ona była Twoim największym natchnieniem. Twoją muzą.
Z całym szacunkiem Frankie - niby wciąż tworzysz, ale jako czytelnik twierdzę, że to przestało mieć swoje korzenie, swoje źródło...
Lanie wody bez fabuły.

lipshit pisze...

Zgodzę się z tym, że lipshit blog jest teraz czymś zupełnie innym niż był na początku. Najlepsze teksty zostają niestety w szufladzie, część z nich została zdjęta ze starego lipshita, część z nich będzie dalej znikać, czekając na publikację. Większość swojej twórczej energii poświęcam Książce. Nauczona również doświadczeniem z poprzedniego bloga decyduję się tylko na publikowanie "lania wody bez fabuły". Przez pewien czas rozważałam zahasłowanie bloga i umieszczanie pełnych tekstów,również fragmentów Książki, bez autocenzury, jedynie dla wąskiego grona, na zaproszenia. Wycofałam się z tego pomysłu.

Myślę, że w Twoja opinia jest bardzo prawdziwa. Odsyłam do posta "Bezimienna Muza". Tam wyraźnie opisuję stratę swojej muzy czyli M. i co się dzieje w oczekiwaniu na kolejną.

Ze swojej strony dodaję ; to już nie jest strona na której publikuję swoją twórczość, nie jest to już strona poświęcona "kreacji", a jedynie prywatny blog o wszystkim i o niczym.

obsession000 pisze...

W takim razie niecierpliwie czekam na książkę. Cała staję się oczekiwaniem...

Labryska pisze...

To oczywiste, że ona wywierała duży wpływ na Twoją twórczość. A co to będzie, jak znajdzie się nowa muza! :)

lipshit pisze...

Dodam jeszcze, że Frankie też się zmienia w miarę upływu czasu. Ja się zmieniam, blog się zmienia, zmienia się charakter mojego pisania jak i spektrum zainteresowań. To naturalne.

Gdy czytam argumenty pod tytułem "wolałam lipshit gdy był o M." zaczynam się zastanawiać, czy przypadkiem nie jest tak, że są i takie czytelniczki, które wolały M. od Katie. Czy to przypadkiem M. sportretowana na blogu, tak magnetyczna i zmysłowa, jak tylko może być kobieta oglądana oczami innej kobiety, przyciągała i fascynowała.

Niestety, im więcej czasu mija, a ja zaczynam zdawać sobie sprawę z pewnych mechanizmów, na zimno i bez emocji, jasne się staje, że M., taka jak na lipshit blogu, nigdy nie istniała. Istniała tylko w mojej głowie i rozpalonym do czerwoności sercu.