poniedziałek, 23 sierpnia 2010

OSTATNIE SŁOWO Sylvia Plath

OSTATNIE SŁOWO
Sylvia Plath
(tłm. Katarzyna Frank)

Nie chcę zwykłego pudła, chcę sarkofagu
O tygrysich wzorach, i z twarzą na wierzchu
Okrągłą niczym księżyc, by wciąż zerkać.
Będę się im przyglądać gdy nadejdą
Grzebiąc pomiędzy niemymi minerałami, pomiędzy korzeniami.
Już potrafię ich zobaczyć – białe twarze, odległe niczym gwiazdy.
Teraz są jeszcze niczym, nie są nawet dziećmi.
Wyobrażam ich sobie bez ojców czy matek, jak pierwszych bogów.
Będą się zastanawiać czy byłam istotna.
Powinnam słodzić i konserwować moje dni jak owoce w przetworach.
Moje lusterko zachodzi mgłą -
Jeszcze parę oddechów i nie będzie żadnego odbicia.
Kwiaty i twarze zbielałe aż do prześcieradła.

Nie ufam duszy. Ucieka jak unosi się para
W snach, przez otwór ust czy dziurki w nosie. Nie potrafię jej powstrzymać.
Pewnego dnia nie wróci już więcej. Przedmioty nie są takie.
Pozostają, ich małe, praktyczne powierzchnie
Ogrzewane przez częsty dotyk. Niemalże mruczą.
Gdy podeszwy stóp ostygną,
Niebieskie oko mych turkusów pocieszy mnie.
Pozwólcie mi zabrać moje cynowe garnki, niech moje słoiczki z różem
Kwitną wokół mnie niczym nocne kwiaty, rozsiewając dobry zapach.
Zawiną mnie ciasno w bandaże, złożą moje serce
Pod moimi stopami w schludnej paczce.
Powinnam nieledwie się poznać. Będzie ciemno,
I blask tych wszystkich małych rzeczy będzie słodszy niż twarz Isztar.

1 komentarz:

Labryska pisze...

Poetycko wręcz :)