środa, 14 lipca 2010

Nowy gatunek

EuroPride przyciąga do Warszawy przeróżne indywidua. Duchy, demony i mnóstwo świecidełek. I tak to w pewien wieczór, który nie niósł ulgi od upalnego powietrza, w drzwiach mojego mieszkania pojawił się Krystian. Zgodziłam się go przenocować. Po jednym dniu moje obowiązki miała przejąć jakaś zakochana heteryczka. Rzucił swoją walizkę od LV (made in singapore) na kanapę i potrząsnął głową.
- Nic się tu nie zmieniło. No może kurzu przybyło…
- Nic się nie zmieniłeś. No może z wyjątkiem brzucha…
Krystian jest jedną z legendarnych postaci związanych z czasami gdy byłam Madame Hollywood, a kokaina, moją ulubiona dziewczyna… Krystian był bardzo androgyniczny, anorektycznie chudy, miał obsesję na punkcie prasowania ubrań i nażelowanych włosów, których pod żadnym pozorem nie wolno było dotykać. Studiował krawiectwo w tej strasznej, łódzkiej szkole. Zawsze mnie poprawiał; „Projektowanie. Studiuję projektowanie, nie krawiectwo. ” I tak wiedziałam swoje. Poznaliśmy się gdy pracowałam w pewnym paskudnym butiku. To z nim po raz pierwszy przekroczyłam próg Utopii. Teraz Utopia nie robi na nikim żadnego większego wrażenia, ale wtedy… Z welcome drinkiem w dłoni czuliśmy, że sięgnęliśmy szczytu łańcucha pokarmowego. Krystian lubił karmić mnie pedalskimi gadkami, w stylu „gdyby nie ja, gdyby nie ty, już dawno ożeniłbym się, już dawno zrobiłbym ci dziecko”. To co zazwyczaj działa na heteryczki, na mnie nie robi żadnego wrażenia. Walizka Krystiana lubiła fruwać z mojego balkonu, a on sam szlochał zbierając po ciemku markowe podkoszulki. Kontakt urwał się gdy Krystian spytał czy nie mógłby dostać kluczy do mojego mieszkania.

Mierzyliśmy się chwilę wzrokiem. Bujna czarna czupryna ustąpiła miejsca trzem milimetrom, ale i tak widziałam zakola. Wystylizowany na niedbały zarost. Jakieś tatuaże. Zaokrąglona sylwetka z początkiem miękkiego brzuszka. Ogólnie fajnie, męsko, ala Marc Jacobs. Ale rzęsy wciąż długie, uśmiech delikatny i spojrzenie dziewczynki. Przytulił mnie mocno. Spod lnianej koszuli dotarł do mnie zapach gładkiego ciała i migdałów. Przełknęłam mocno ślinę.

Upiliśmy się tequilą. Zaczęliśmy od grzecznej margherity na Nowym Świecie, a skończyliśmy na chamskich shotach w pewnym klubie, który mimo fajnego wystroju i lokalizacji zawsze stoi pusty. Za czasów naszej intensywnej znajomości nie piliśmy tak mocnych alkoholi. Łykaliśmy dropsy jak tic taci ale nigdy nie tykaliśmy wódki. Stopniowo dowiadywaliśmy się o sobie nowych rzeczy. Że dziewczyny i chłopaki to szuje. Że Katarzyna Frank nigdy nie sypia z ludźmi, którzy są „stright”. Że nigdy nie założylibyśmy obuwia z gumy, nawet jeśli pochodzi od Vivienne Westwood. Że z wiekiem wciąż dobrze się całujemy. Że mamy bardzo słabe głowy. Że wystarczy mnie naprawdę lekko podszczypać po wewnętrznej stronie uda by pojawił się seksowny, fioletowy siniaczek.

Znów zaczęliśmy się całować w taksówce do domu. Ot, taki kaprys. Dlaczego miałabym odmawiać sobie pięknych ludzi? Krystian pomimo upływu czasu wciąż był zjawiskowo piękny. Inaczej nie weszłabym z nim w żaden, ponowny kontakt. Niestety, faceci to dla mnie jedynie zabawki, kolekcjonerskie przedmioty.

Gdy mocno przycisnął mnie do wewnętrznej strony drzwi roześmiałam się głośno. Z chwilą gdy próbował wepchnąć rękę pod ołówkową spódniczkę dał mi sygnał by rozpocząć grę.
- Całujesz jak dziewczyna wiesz? – powiedziałam wycierając usta
Odskoczył jak oparzony. Chwilę mierzył mnie wzrokiem, jakby chciał przekonać czy ja tak na poważnie. Ot tak, byłam cholernie poważna. Z cholerną ochotą by utrzeć mu nosa. Piękne przedmioty czasem wzbudzają we mnie dziwnie zajadły rodzaj agresji.
Zrzuciłam szpilki. Byłam teraz od niego dużo niższa. Musiałam stanąć na palcach, by szepnąć mu do ucha…
- Jest taki nowy gatunek facetów. Biseksualnych dziewczynek. Mamisynków, narcyzów, poetów, jak zwał tak zwał. Strasznie lecą na lezby, na silne, niezależne kobiety. - zaczęłam rozpinać jego koszulę. Był przerażony. Wpatrywał się w zamknięte drzwi, sparaliżowany jak mały króliczek. - Nie chciałbyś żeby bzyknąć Cię jak dziewczynę? Żeby poświęcić mnóstwo uwagi każdej części Twojego ciała i szeptać jak miękką masz skórę? Żeby trzymać Cię w ramionach i całować gdy dochodzisz?
Odepchnął mnie zdecydowanie, jakby odstawiał mnie na siebie. Myślałam, że warknie, ale on tylko spojrzał na mnie niezwykle smutnym, trzeźwym wzrokiem. Wyminął mnie i wyszedł na balkon.
Stanęłam obok niego. Podał mi zapalonego papierosa. Drżał pod cienką koszulką, mimo że upał nawet w nocy nie zelżał. Gra się nie zakończyła. Od czasu do czasu zerkając na niego zaczęłam swój monolog.
- Dziewczyny kochają dziewczyny naprawdę czule. Dwie godziny gry wstępnej, a i tak nie masz pewności czy partnerka dojdzie. Cały seks to dawanie rozkoszy i czuwanie nad kimś by ten ktoś sięgnął gwiazd. Czy bycie tym kimś to nie sytuacja idealna dla narcyza? Nie chciałbyś zrezygnować z posiadania kontroli, z przejęcia inicjatywy? Czy gdzieś tam głęboko nie tkwi marzenie by ktoś zajął się Tobą z iście matczyną czułością? Mężczyzna może Ci dać Ci ten bezkompromisowy rodzaj pieprzenia, w którym po prostu rozkładasz nogi i czekasz aż wszystko dokona się gdzieś po za tobą. Poddajesz się sile napędowej pożądania kogoś innego, sile, z którą nie dasz rady walczyć, której nie możesz się przeciwstawić. Ale kto da Ci orgazm nie mając z tego nic innego prócz twojej przyjemności?
Nie zauważyłam nawet kiedy wypaliłam papierosa niemal do samego końca. Rozżarzony filtr parzył mnie w palce. Pstryknęłam i święcący punkt pofrunął daleko. Krystian patrzył na mnie z otwartymi ustami.
- I co teraz? Mam wylizać Ci cipkę? – chichoczę głośno
- Jesteś przerażająca… - Krystian wciąż wytrzeszcza na mnie oczy. – Zawsze byłaś dziwna, jak wampirzyca… ale teraz… Przechodzisz samą siebie.
- Wiem, wiem… - odpowiadam kiwając głową. Od nocnego upału włosy kręcą mi się w małe, czarne loczki. – Umrę samotnie.
Biorę głęboki oddech. Kiedy umrze we mnie pragnienie porozumienia na poziomie komórkowym? Czy już zawsze będę dostawać tanią imitację uwielbienia?
Pokazuję mu gestem, że chcę jeszcze jednego papierosa. Grzecznie zapala go dla mnie, odruchowo odsuwając się. Nie mamy żadnych wątpliwości, że to nasze ostatnie spotkanie. Nie mogę się powstrzymać od złowieszczego chichotu.
Przesyłam mu całusa i wychodzę. Zataczając się idę do sypialni. Zastanawiam się, czy jak wiktoriańska dama powinnam zamknąć się na klucz czy jak wiktoriański gentleman odstąpić damie własne łóżko.

2 komentarze:

Labryska pisze...

Zmiażdżyłaś wręcz jego męską dumę :P

lipshit pisze...

Dumę męską - nie - męską.