niedziela, 9 maja 2010

Rękawiczka mojego ojca i koszula Twojego męża

Jak to się stało, że pozwoliłam Ci się pozostawić niezaspokojoną? Zrobiłam wszystko. W białej koszuli Twojego męża, na brzegu codziennego krzesła rozłożyłam szeroko nogi. Przesunęłam dłonią w skórzanej rękawiczce mojego ojca. Pieściłam się od pięty aż po kolano. Potem strzepnęłam włosami, wzniecając tumany kurzu z drewnianej podłogi. Odchyliłam się mocno, aż stęknęło krzesło, zatrzeszczało w posadach. Dłonie wbiłam w gładkie uda i pozwoliłam powoli rozwinąć się pięściom. Pokazałam Ci wszystko. Pośliniłam palec, nawet dwa. Rozchyliłam się, obnażyłam. Pozwoliłam sobie zwilgotnieć na przekór całemu światu. Cała moja pornografia rozłożona przed Tobą. Stałaś w progu, opierając się o framugę i zasłaniając światło. Gdy zanurzyłam w sobie palec, starałam się nie zmieniać wyrazu twarzy i dalej twardo patrzeć Ci prosto w oczy. Ale nagle przeszedł przeze mnie prąd, iskrząca fala i trochę zmiękły mi kolana, odwaga przypaliła się na różowych brzegach. Przymknęłam powieki i westchnęłam. Zadrżała naprężona nitka, łącząca moją cipkę z sercem i znów nic nie było proste. Otworzyłam oczy. Nie było Cię.

Brak komentarzy: